Aleksander Zwierko urodził się 27 maja 1924 w Nowogródku w domu Stanisława i Teofili z Tarabickich. Ojciec, były zesłaniec na Sybir, od małego wpajał synowi miłość do ziemi ojczystej. Dopełnieniem wychowania w duchu patriotycznym była edukacja w nowo powstałej Szkole Powszechnej Sióstr Nazaretanek, którą Aleksander ukończył
z wyróżnieniem w 1938 roku. Następnie, tuż przed wybuchem II wojny światowej wstąpił do gimnazjum im.
A. Mickiewicza w Nowogródku. Wciąż jednak utrzymywał bliskie związki z Nazaretankami pełniąc funkcję ministranta
w Białej Farze.

Idylliczny obraz dzieciństwa i młodości zmienił się wraz z wkroczeniem Armii Czerwonej do Nowogródka. Rozpoczęły się masowe deportacje Polaków, które trwały od jesieni 1939 do wiosny 1941 r. Prześladowania nie ominęły także ludzi bliskich Zwierce, a w kazamatach NKWD został zamordowany między innymi dyrektor gimnazjum im.
A. Mickiewicza. 6 lipca 1941 roku do Nowogródka wkroczyli Niemcy. Rozpoczął się bezprzykładny terror, który bestialstwem przewyższał nawet działania radzieckich okupantów. Już pod koniec lipca miało miejsce pierwsze masowe aresztowanie, w wyniku którego zatrzymanych, a następnie rozstrzelanych zostaje ponad 60 osób, często wybitnych obywateli Nowogródka. Rok później, w dniach 17-18 lipca 1943 roku Niemcy aresztowali aż 116 osób. Był wśród nich także ojciec Aleksandra, Stanisław Zwierko - człowiek w podeszłym wieku, podupadający na zdrowiu. Początkowo wszyscy mieli zostać rozstrzelani, ale udało im się przeżyć dzięki ofierze Nazaretanek. Siostry zgłosiły się do Gestapo i ofiarowały swoje życie w zamian za życie skazańców. 1 sierpnia zakonnice zostały rozstrzelane, podczas gdy pojmanych mieszkańców Nowogródka skierowano do pracy przymusowej.  Aleksander Zwierko nigdy o tym nie zapomniał. W 1989 r. napisał wspomnienia o Ziemi Nowogródzkiej i Siostrach Nazaretankach z lat 1929-1945, które ostatecznie udało mu się wydać czternaście lat później.

W tym czasie Aleksander Zwierko rozpoczął współpracę z lokalnymi strukturami Armii Krajowej, a w 1944 roku wstąpił w jej szeregi przyjmując konspiracyjny pseudonim „Okoń”. Został wcielony do oddziału „Bogdanka” dowodzonego przez porucznika Tadeusza Drobniaka. W czasie jednej z potyczek przyszły architekt został poważnie ranny w głowę. To że przeżył oceniać należy w kategoriach cudu. Został już uznany za martwego i miał być złożony
w masowej mogile. W ostatnim przebłysku świadomości uniósł rękę by uczynić znak krzyża przed śmiercią. Ten nieznaczny gest uratował Zwierce życie, bowiem koledzy błyskawicznie zabrali go do szpitala polowego, gdzie lekarz, jedna z legend wileńskiej medycyny, przeprowadził trepanację czaszki młodego żołnierza. Gdy stan zdrowia rekonwalescenta pozwalał na opuszczeniu szpitala,  nie wrócił już do lasu, lecz skierował swe kroki prosto do rodzinnego domu w Nowogródku

Wraz z końcem wojny rodzina Zwierków, podobnie jak tysiące innych Polaków mieszkających na Kresach, została repatriowana do Polski.  Osiedlili się w Bydgoszczy, gdzie Aleksander ukończył szkołę średnią. W tym samym roku został przyjęty na studia na Wydziale Architektury Politechniki Wrocławskiej. Wtedy też poznał swoją przyszłą małżonkę, Teresę Mizerską.

W 1951 roku Zwierko uzyskał dyplom inżyniera architekta. Na niego i podobnych mu absolwentów Wydziału Architektury czekał ogrom pracy – trzeba było odbudować zniszczone w czasie wojny miasta Dolnego Śląska. Nikt nie zwracał uwagi na młody wiek i nikłe doświadczenie projektantów. Liczyła się każda para rąk zdatnych do pracy! Przez kolejne cztery lata Aleksander Zwierko był zatrudniony w biurach projektów i przedsiębiorstwach wykonawczych odbudowujących dolnośląskie miasta i miasteczka. Aleksander Zwierko współtworzył głównie nowe obiekty, rzadko angażując się w odbudowę zniszczonych zabytków. Gdy w 1979 roku opisywał własne dokonania wspomniał zdawkowo o zaledwie „kilku cennych rekonstruowanych” budynkach we Wrocławiu i województwie wrocławskim. Nie oznaczało to jednak, że młody adept architektury próżnował. Przeciwnie, pracował bez wytchnienia nierzadko spędzając w pracowni nie tylko całe dnie, ale i noce. Efektem były projekty blisko osiemdziesięciu indywidualnych budynków mieszkalnych we Wrocławiu i województwie wrocławskim, a także szereg obiektów przemysłowych. Młoda Polska Ludowa wkraczała na drogę dynamicznego rozwoju, a komunistyczne władze postrzegały przemysł ciężki jako siłę napędową procesów modernizacyjnych. Zwierko spędzał więc długie godziny nad opracowaniami nowych budynków dla Zakładów Górniczo-Hutniczych w Bolesławiu, Zakładów im. F. Dzierżyńskiego w Tarnowie i Zakładów Hutniczych „Chrzanów”. Praca „w przemyśle” w pierwszej połowie lat 50. miała jedną, niepodważalną zaletę – pozwalała ominąć nakaz stosowania odgórnie narzuconej stylistyki realizmu socjalistycznego. W czerwcu 1949 roku Krajowa Partyjna Narada Architektów, stosując się do partyjnych dyrektyw, przyjęła radzieckie wzorce w dziedzinie budownictwa. Odtąd architektura miała być „realistyczna w formie, a socjalistyczna w treści”, co w praktyce oznaczało konieczność sięgania do historyzującej, eklektycznej stylistyki, a także przesycanie dekoracji treściami propagandowymi. Wielu uznanych architektów, chcąc uniknąć konieczności nieustannego lawirowania bądź ulegania naciskom, decydowało się na projektowanie obiektów industrialnych. Tak postąpił chociażby Marek Leykam czy Jerzy Hryniewiecki. W pracowniach projektujących dla przemysłu „nikt nie mówił jak projektować” – wspominał po latach wybitny konstruktor Wacław Zalewski.

Gdy w 1955 roku Zwierko został służbowo przeniesiony do Łodzi i opuszczał Dolny Śląsk, w Polsce wyraźnie odczuwalne były już pierwsze powiewy postalinowskiej odwilży. Zmiany dotyczyły także architektury. Projektanci odrzucili socrealistyczne dekoracje na rzecz rozwiązań charakterystycznych dla modernizmu. W nowym środowisku Aleksander Zwierko „powrócił do swoich zainteresowań – budownictwa miejskiego” i „włączył się w nurt pracy nad przebudową i rozbudową miasta”.

Wybór Łodzi jako miejsca pracy i życia nie był decyzją oczywistą, jak wspomina najmłodsza z córek architekta, Anna. Ojcu zaproponowano trzy miejsca pracy – biuro w Warszawie, Bydgoszczy i Miastoprojekt-Łódź. Tylko ostatnie
z przedsiębiorstw oferowało obok etatu nowe, trzypokojowe mieszkanie. Ten argument okazał się decydujący
i wiosną 1955 roku Aleksander Zwierko wraz z brzemienną małżonką, dwiema córkami, pięcioletnią Małgorzatą
i trzyletnią Katarzyną oraz matką zamieszkał w Łodzi przy ul. Zachodniej.

Pracę w Miastoprojekcie rozpoczął od skromnego projektu konkursowego gablot ulicznych dla miasta Łodzi, który tworzył pod kierunkiem Jerzego Samujłły. Pierwszym poważną robotą była współpraca przy projekcie Osiedla im. Włady Bytomskiej („Na Dołach”). W 1958 roku zespół kierowany przez Krystynę Krygier stworzył koncepcję zespołu zabudowy mieszkaniowej, które przez wiele lat określane było jako „piękne i nowoczesne”. Zwierce przydzielono projekty punktowców, których strzeliste formy urozmaiciłyby kompozycję osiedla. Wywiązał się ze swego zadania nader dobrze i od tego momentu wieżowce stały się poniekąd jego znakiem rozpoznawczym. Młody architekt nie ustrzegł się jednak błędów, wynikających nie tyle z braku doświadczenia, co specyficznych uwarunkowań PRL-owskiej gospodarki. Mieszkańcy wieżowca przy ul. Spornej przez długi czas narzekali na efektowne, duże okna. Owszem, były bardzo piękne, ale na początku lat 60. kupno tak dużych szyb było praktycznie niemożliwe. Lokatorzy drżeli na samą myśl o możliwość jej stłuczenia i konieczności wymiany.

Problemy realizacyjne pojawiły się także w trakcie prac nad powstającymi w tym samym czasie budynkami na osiedlu Kurak. W końcu lat 50. Zwierko projektował bloki wraz z zabudową towarzyszącą. Było to o tyle niezwykłe, iż przeważnie pawilony usługowe były tym elementem struktury osiedli, którego realizację odkładano „na koniec”.
W realiach PRL-owskich inwestycji, ów „koniec” niejednokrotnie oznaczał „nigdy”. Tymczasem na Kuraku już w 1964 roku gotowe były nowoczesne pawilony. I to jakie! Zwierko nie zadowolił się zwykłymi powtarzalnymi, modularnymi budami. Chciał aby obiekty usługowe nie tylko realizowały określony program funkcjonalny, ale także stanowiły wartość dodaną dla kompozycji osiedla. Tak powstał „Łamaniec” i „Kapelusz pana Anatola”. Szczególnie interesująco prezentował się drugi z nich- zaprojektowany na planie zbliżonym do okręgu z wewnętrznym patio na którym miało rosnąć drzewo. Całkowicie przeszklone ściany zewnętrzne nadawały bryle lekkości i sprawiały, że żelbetowy dach zdawał się lewitować. Niestety, ogromne witryny stanowiły poważny problem dla wykonawców. Zwierko na łamach prasy dawał upust swej złości i rozżaleniu nieodpowiedzialną, jego zdaniem, postawą ślusarzy, tynkarzy i kierownika budowy. „Wiem, że odpowiedzialnością w tym wypadku łatwo obarczyć projektanta, ale czy o to chodzi? Przecież budowa jest nasza, za nasz wspólny, społeczny gorsz realizowana” – pisał. 

W 1966 roku Aleksander Zwierko otrzymał najbardziej prestiżowe zlecenie w swojej dotychczasowej karierze. Powierzono mu zaprojektowanie wieżowców w rejonie ulic Głównej, Piotrkowskiej, Roosevelta i Sienkiewicza. Wspólnie z Wacławem Baldem stworzył koncepcję składającą się z czterech punktowców o funkcji biurowej połączonych horyzontalnymi pawilonami handlowo-usługowymi. W 1970 roku gotowy był pierwszy gmach, a prasa donosiła, że oto Łodź doczekała się centrum z prawdziwego zdarzenia. W artykule o znamiennym tytule „Łódź odmieniona”, Tadeusz P. Szafer podkreślał, że jest to „pierwsze wielkie miasto, które w sposób zorganizowany przystąpiło do urządzania swego śródmiejskiego centrum”. Równolegle przystąpiono do budowy „nowego centrum” w rejonie dworca Łódź-Fabryczna, gdzie Zwierko zaprojektował dwa bliźniacze, 19-kondygnacyjne wieżowce ”Cetebe” i „Confeximu”.

 

 ilustracja pawilon

 

Zasługi Aleksandra Zwierki dla rozwoju miasta zaowocowały przyznaną w 1970 roku Nagrodą Miasta Łodzi oraz… kolejnymi zleceniami. W 1972 roku powierzono mu projekt Śródmiejskiej Dzielnicy Mieszkaniowej, który miał stanowić rozwinięcie konkursowej koncepcji Mieczysława Sowy z 1969 roku. Prasa donosiła o postępach w pracach projektowych i przekonywała, że ŚDM to „nie tylko więcej mieszkań”, ale przede wszystkim „główny akcent wielkomiejski w Łodzi”. Jednak gdy pierwszy z wieżowców był gotowy, na autorów spadła fala krytyki. Mieszkańcy narzekali na układ poszczególnych mieszkań oraz brak piwnic. W gazetach pojawiały się ironiczne komentarze sugerujące, że betonowe bryły wyglądem przypominają posągi z Wyspy Wielkanocnej. „Na całym świecie preferuje się w centrach miast formy mocne, zdecydowane” – wyjaśniał Zwierko. Na wadliwe wykonanie oraz niskiej jakości wyposażenie nie był jednak w stanie nic poradzić. Dopiero w kolejnych blokach mógł zaproponować autorskie rozwiązania oraz, rzecz nie do przecenienia, mieszkania większe niż standardowe. Jeszcze w 1980 roku prasa donosiła o problemach mieszkańców „Manhattanu” – jak w „międzyczasie” ochrzcili ŚDM łodzianie. Sam Aleksander Zwierko uważał, ze zrealizowano ok. 50% wstępnych założeń, zaś 20% wartości inwestycji utracono bezpowrotnie
z powodu błędów wykonawczych i wadliwego wyposażenia. Pytany o pozostałe 30% mówił, że „zależą już tylko od mieszkańców, od organizacji społecznych. Od ich chęci, zaangażowania i gospodarności”.

 

ilustracja manhattan

 

Łódzki „Manhattan” był ostatnią znaczącą realizacją Aleksandra Zwierki. W 1981 roku, korzystając z uprawnień inwalidy wojennego,  przeszedł na wcześniejszą emeryturę. W odróżnieniu od wielu kolegów po fachu całkowicie zarzucił projektowania, mimo iż, jak wspominają córki, było ono jego życiową pasją. Coraz więcej czasu spędzał na działce, która stała się dla niego i małżonki, azylem chroniącym od wielkomiejskiego zgiełku. Dużo czytał (głównie klasyków polskiej literatury), malował i szkicował. Zapowiadał, że na emeryturze zrealizuje w końcu swoje artystyczne fascynacje. Plany te zniweczyła w pewnym stopniu choroba, pokłosie ran odniesionych w czasie wojny. Zmarł w lipcu 2003 roku. Kilka lat przed śmiercią napisał „Jako obywatel miasta Łodzi, dla którego pracowałem najdłużej, najwyżej cenię sobie liczne udokumentowane dowody uznania miasta i dzielnicy śródmieście”.

 

Błażej Ciarkowskiabsolwent architektury na Politechnice Łódzkiej i historii sztuki na Uniwersytecie Łódzkim.
Doktor nauk technicznych w specjalności architektura i urbanistyka.
Zainteresowania badawcze koncentruje na powojennej architekturze polskiej, wzajemnych relacjach architektury
i polityki, konserwacji zabytków i ochronie dziedzictwa ruchu modernistycznego.

 

ilustracje: GRA-FIKA