Kilkanaście lat od mojego pierwszego kontaktu z teoretycznymi dokonaniami holenderskiego  architekta Rema Koolhaasa, nakładem Centrum Architektury ukazał się zbiór esejów i wypowiedzi tego jednego z najbardziej wpływowych twórców przełomu XX i XXI wieku.  „Śmieciowa przestrzeń” to zbiór 13 esejów Koolhaasa poprzedzonych wstępem Andrzeja Leśniaka, który odpowiadał także za dobór tekstów. Selekcję uznać należy nader trafną, bowiem prezentuje teoretyczne dokonania holenderskiego architekta z różnych etapów działalności. Mamy więc i pochodzący z 1976 roku esej „Salwador Dali , metoda paranoiczno-krytyczna i Le Corbusier”, „Bigness” (1994) i tytułową „Śmieciową przestrzeń”  (2001) oraz współczesne rozważania nad inteligentną architekturą („Inteligentny krajobraz. Rem Koolhaas o inteligentnej architekturze”, 2015). Całość skąpana jest w charakterystycznym, gęstym sosie piętrzących się przenośni. Skłonność autora do metafor, na dłuższą metę nieco męcząca, idealnie wpisuje się w koncepcję hiperboli, jako środka adekwatnego do opisu zjawisk przekraczających granice pojęcia. Jeżeli więc przebrniemy przez specyfikę koolhaasowskiego języka, odnajdziemy wiele błyskotliwych myśli i trafnych spostrzeżeń diagnozujących bolączki współczesnego świata (nie tylko architektury!).  Koolhaas prowokuje, stara się skłonić do refleksji. Wymaga nieustannej koncentracji uwagi. Balansuje na granicy tego, co wypada. Nie pozostawia obojętnym.

Czy Koolhaasa można czytać w kontekście aktualnych problemów Łodzi? Potencjalnym czytelnikom proponuję ćwiczenie- spacer ze „Śmieciową przestrzenią” w poszukiwaniu paralel pomiędzy opisywaną przez Koolhaasa rzeczywistością, a tym, co nas otacza.

Pustka. W Łodzi kojarzona z ubytkami w śródmiejskich pierzejach, zapełnianymi ochoczo przez „bieda-parkingi”, albo niezbudowanymi narożnikami, gdzie właściciele psów wyprowadzają  czworonogi by załatwiły swe naturalne potrzeby. Tymczasem Koolhaas widzi „pustkę” jako zjawisko pozytywne. Krytykuje bezrefleksyjną intensyfikację i dogęszczanie. Gdy pisze o „dzieciach, które pluskały się w brodzikach u stóp bloków” przywodzi na myśl scenki ze Starego Polesia, gdzie w miesiącach letnich podobną rolę pełnił wyniesiony na trawnik basen ogrodowy. Dziś nie ma trawnika i basenu. Jest kolejny „apartamentowiec” szczelnie wypełniający niegdysiejszą szczerbę w miejskim uzębieniu. A przecież można inaczej. „Za dużo architektury”- krzyczy Koolhaas. Za dużo budynków. Za mało urbanistyki, której cel definiuje nie jako tworzenie nowego, lecz zmienianie istniejącego, „nie cywilizacje, lecz niedostatek rozwojowy”.

„W pewnych miastach wciąż poważnie debatuje się nad błędami architektów- na przykład nad propozycją kładek dla pieszych”- pisze holenderski architekt, a czytając jego słowa, bez trudu można zwizualizować sobie Łódź. Nie jest wprawdzie miastem stricte generycznym, ale można z łatwością odnaleźć w niej elementy generyczności. Czy obserwując kolejne inwestycje nie mamy wszyscy nieprzyjemnego wrażenia, że „planowanie nic nie zmienia”? Czy historyczne centrum Łodzi (które? w jakim zakresie?) nie jest namiastką koolhaasowskiego Frazesowa? Miasto generyczne korzysta z wielkiej mnogości rozwiązań komunikacyjnych (tunele, kładki etc.) ukrytych za kamuflującą warstwą roślinności. A Łódź? Okolice dworca Łódź- Fabryczna czy zmodernizowana trasa W-Z ze swoim skomplikowanym systemem zjazdów i wyjazdów, z rachityczną zielenią, która ma w przyszłości ukryć masywne formy żelbetowych barier, wyglądają niemal jak ilustracja do opisu generic city.

„Śmieciowa przestrzeń to suma naszych osiągnięć” – ironizuje Koolhaas, „zbudowaliśmy więcej niż wszystkie poprzednie pokolenia razem wzięte, ale z jakiegoś powodu gramy z niższej lidze”. Pozbawiona struktury, stanowi zlepek funkcji, detali, form, które wydają się być połączone tyleż przypadkowo, co nietrwale. Znów przed oczami stają widoki Łodzi. Centrum Handlowe „Sukcesja”, które nieumiejętnie udaje fabrykę, a którego realizacja wydaje się nigdy nie kończyć. Szerokie korytarze galerii handlowej w „Manufakturze”, które nie łączą punktu A z punktem B, ale są „destynacjami zakupowymi”. Ogromny dworzec Łódź-Fabryczna, który zionie pustką „przerażającego niedostatku”. „Transport publiczny jest śmieciową przestrzenią” – pisze Koolhaas. Przestrzenią, która zawsze musi być nowa i lśniąca. Granitowa posadzka musi wyglądać jak lustro, a na stalowych drzwiach windy nie może pozostać ani jeden odcisk dłoni użytkowników. W ramach śmieciowych umów, armia ludzi usuwa ślady codziennej konsumpcji przestrzeni.

„Deliryczny Nowy Jork” Koolhaasa został niegdyś porównany do „Pasaży” Waltera Benjamina. Stał się obrazem „stolicy świata” końca lat 70., tak jak dzieło niemieckiego filozofa stało się „przewodnikiem” po stolicy Francji. „Śmieciowa przestrzeń”, jako zbiór tekstów, ma charakter bardziej uniwersalny. Ja potraktowałem ją jako nietypowy „spacerownik” po Łodzi. W mozaice koolhaasowskich myśli możemy odnaleźć fragmenty otaczającej nas rzeczywistości, bowiem istota problemów w zglobalizowanej, homogenicznej rzeczywistości jest podobna. Zmienia się ich naskórek. W końcu, jak pisze Koolhaas, „kosmetyka nabiera kosmicznego wymiaru…”.

 

Błażej Ciarkowski - absolwent architektury na Politechnice Łódzkiej i historii sztuki na Uniwersytecie Łódzkim. Doktor nauk technicznych w specjalności architektura i urbanistyka. Zainteresowania badawcze koncentruje na powojennej architekturze polskiej, wzajemnych relacjach architektury i polityki, konserwacji zabytków i ochronie dziedzictwa ruchu modernistycznego.

 

ilustracje: GRA-FIKA