Zbliża się kolejna rocznica śmierci profesora Bolesława Kardaszewskiego (zm. 6 stycznia 2001 r.). Przy tej okazji warto przypomnieć, że popularny Bolek wraz z upływem lat, coraz chętniej wypowiadał się na temat kondycji łódzkiej przestrzeni, przyjmując rolę swoistego „arbiter elegantiarum”. Sięgnijmy zatem archiwalnych egzemplarzy „Gazety Łódzkiej” i wróćmy do dyskusji jaka toczyła się na łamach lokalnej prasy dwie dekady temu. Brali w niej udział ludzie, którzy także teraz decydują o obliczu Łodzi, a sam temat pozostał aktualny do dziś – rewitalizacja ulicy Piotrkowskiej.

W momencie, gdy dopiero pierwszy odcinek deptaka został oddany do użytku, Kardaszewski mówił o koniecznośći stworzenia infrastruktury wzdłuż Piotrkowskiej (w tym parkingów!). Mówił o wyjściu poza oś arterii i rewitalizacji kwartałów. Podkreślał wreszcie, że „to nie jest martwy skansen”.
„W strefie konserwatorskiej […] wartość elementów materialnych jest różna. Chęć zachowania wszystkiego jest chciejstwem, a nie sztuką czy nauką. […] Ulicę Piotrkowską tworzy suma kontekstów historycznych
i współczesnych. Rozdzielenie ich orbit jest niemożliwe. Nieprzyjmowanie do wiadomości faktu, że Piotrkowska nie jest martwym skansenem, lecz kręgosłupem żywego miasta, które podlega i podlegać będzie modernizacji we wszystkich momentach architektonicznego i technicznego wnętrza, jest postawą utopijną.”

***
Postać Czesława Bieleckiego, jakkolwiek kontrowersyjna, budzi mój szacunek. Często nie zgadzam się z jego poglądami i krytycznie patrzę na architektoniczne dokonania, ale żywię uznanie dla konsekwencji z jaką pozostaje wierny swoim (niemodnym i niepopularnym) przekonaniom. Tym razem jednak w pełni zgadzam się z autorem projektu gmachu TVP . "Chcąc tryumfu miasta, trzeba sensownie ograniczać i dobrze definiować ochronę historycznej spuścizny. Strzec się ekstremów: wszystko albo nic" – pisze. W dalszych akapitach cytuje pisarza Pawła Huelle: "Paradoksalnie, to konserwatorzy zabytków, którzy chcą chronić spuściznę przeszłości, zadają - doktrynalnie - największy cios tradycyjnej strukturze miasta. Przestaje być ważna kontynuacja. Najważniejsze, żeby przeszłość była utrwalona sprayem."

Ostro? Obaj panowie nie mówią niczego, czego wiele dekad temu nie powiedzieliby ojcowie-założyciele współczesnej myśli konserwatorskiej: Camillo Boito, Alois Riegl, Max Dvorzak, Walter Frodl. Selekcja! Nie wszystko co powstało ponad 100 lat temu jest warte zachowania. Kryterium wieku nie może być jedynym i nigdy nie jest wystarczającym. Niestety, zbyt często o tym zapominamy, wkładając nieproporcjonalnie duży wysiłek w ratowaniu rzeczy o znikomej wartości (zarówno historycznej, jak i artystycznej czy emocjonalnej).

Kryterium dawności jest wygodnym argumentem. Trudno polemizować z faktem, że dana oficyna powstała 120 lat temu. Wprawdzie trudno jest wykazać jakieś jej szczególne wartości, a i mieszkania w oficynach (amfilada z oknami wychodzącymi na jedną stronę – np. północną) nie należą do najwygodniejszych, ale „przecież to historia!” Historią były też rynsztoki, które w pewnych miejscach Łodzi płynęły jeszcze parę lat temu i jakoś nikt nie uważał, że są tak niezbędnym elementem krajobrazu miejskiego by je remontować i zachowywać.

***

W  Warszawie obrońcy zabytków protestują przeciwko budowie 7 piętrowego „wieżowca” [sic!] w okolicach Mariensztatu. Argumentują, że zaburzy on panoramę tego kameralnego, socrealistycznego osiedla. I nie mówimy tu
o kolejnym Sky Tower, ale o zaledwie 8-kondygnacyjnym budynku!

Niech współczesna architektura utrzymuje skalę sąsiednich zabudowań historycznych, powtarza ich formy (przy użyciu „nowoczesnych” środków). Niech na elewacjach pozostaną gzymsy i bonie, pilastry i wykusze. Gdzieś daleko Leon Krier zaciera ręce. Wtóruje mu cichy chichot Księcia Walii.

Gdyby wcześniejsze generacje myślały tymi samymi kategoriami co znaczna część dzisiejszych obrońcy zabytków, wzdłuż Piotrkowskiej wciąż stałyby parterowe domy tkaczy kryte spadzistymi dachami. Zaiste, piękny to obraz metropolii! Miasto musi żyć, funkcjonować jak ekostytem, w którym część starych organizmów obumiera, a na ich miejscu wzrastają nowe. W imię indywidualnych przekonań, nie powinniśmy owego systemu okaleczać i oczerniać tych, którzy przepojeni modernistycznym duchem zmian wnosili wkład własny w budowę jego struktury.

„To nie jest martwy skansen!”

 

BŁAŻEJ CIARKOWSKI
Absolwent architektury na Politechnice Łódzkiej i historii sztuki na Uniwersytecie Łódzkim.
Doktor nauk technicznych w specjalności architektura i urbanistyka.
Zainteresowania badawcze koncentruje na powojennej architekturze polskiej, wzajemnych relacjach architektury
i polityki, konserwacji zabytków i ochronie dziedzictwa ruchu modernistycznego.