Mięso

Jeszcze Polska nie zginęła, choć miała zginąć. Umarła na parę chwil, lecz wkrótce odżyła. Krótko po reanimacji, zapadła w śpiączkę. Obudził ją hałas za ścianą, u sąsiadów. Dalekie echo maszynek do mięsa, które znów terkotały: na południu, a potem na południowym zachodzie.

Polska nie zginęła i trzeba przyznać, że starała się żyć za wszelką cenę – bądźmy precyzyjni – za cenę mięsa. Gdy schaby i wędliny podrożały – Polska musiała walczyć! Więc do krwi, do ostatniej kropli z żył, wyprasowaliśmy czerwonego niedźwiedzia i dostaliśmy należne nam kości. Były tam również te niezgodne, lecz nikt ich nie rozpoznał, wszystkie smakowały tak pysznie.

Tamta Polska zginęła pod upadającym murem, pod walącą się żelazną zagrodą. Zapadła się pod ciężarem odważników, dekagramów i kilogramów. Tylko nieliczni krzyczeli w zamkniętych chłodniach: chcemy politycznej baraniny! Chcemy kaczek w sosie tradycyjnym! Chcemy złotych cielaków! Chcieli, więc zdobyli.

Może Polska nie zginęła, lecz z pewnością zaginęła, gdy pod owalnymi stołami wybuchła wojna o resztki. Niektórzy tłukli się o mięso rzucając nim. Inni kupowali lokale gastronomiczne i masarnie za pół, przepraszam, ćwierć ceny – byle wyprzedzić sąsiada, rodaka. Większość widziała interes w pustych kaloriach i wołowinie w bułkach. Klęska głodu zaważyła o przejedzeniu.

Polska nie ginie, gdy jadę tramwajem na Rynek Bałucki, by kupić kiełbasę krakowską. Przyznaję, że czerwone mielonki wyglądają wyjątkowo nieźle po tylu latach zepsucia. Wiecie w czym jest problem? Jest go za dużo – jest za dużo mięsa. Polska nie ginie, Ona się gubi. Jest grubą babą, która zapychając się dziczyzną z dobrego chowu myśli o tym, czy w lodówce została jeszcze szynka Iberico i czy nie lepiej zjeść golonkę.

 

My, naród.

Nie myśli o innych. Kocha, lecz dość egotycznie podchodzi do rodziny. Jest narcystyczna i przemądrzała. Rozwija się tylko wszerz, a jej marzenia kończą się i zaczynają przy zakupach w Biedronce. Fantazje spełnia odwracając wzrok od lustra, wlepiając go w telewizor. Nie męczą ją wyrzuty sumienia – jest jej zbyt przyjemnie. Smutki prędko topi w wódce, zupełnie się nie zna.

Mimo to, jeszcze Polska nie zginęła, póki my pijemy. Tracę apetyt, kiedy myślę o tych terkoczących maszynkach do mięsa. Ich klekot wciąż można usłyszeć w rzeźniach (nie)daleko stąd, choć wydawało mi się, że ktoś już kiedyś powiedział, że na zawsze zniknęły. Przeczuwam, że ich inwazja jest niechybna.

Jeszcze nie zginąłem, jeszcze tu jestem. Stoję i przyglądam się wielkiej uczcie. W hałasie mlaskania i odgłosów żucia nie słychać żadnych porad. Oderwane od sensu sylaby traktuję ostrożnie. Tylko czasami widzę jak Ona leży obżarta, czołga się. Przykryta litością, oddycha ciężko i stara się podnieść bezwładną głowę.

  

Piotr Napres: Serce na sprzedaż, 12PLN/myśl. Towar nie podlega reklamacjom.

Ilustracja: GRA-FIKA