Białowłosa Zofia w koszulce z napisem „love” na piersi przenosi skrzynie z zerwanymi kwiatami. Tuż obok zięć ze stopni chybotliwej drabiny obrywa z krzewu resztki białych kwiatostanów. To ostatnie zbiory, od kilku dni cała okolica jest już ogołocona z kolorów. Jak co roku pełno tu przyjezdnych, zaczną się zjawiać jutro w południe – ci z kamerami z telewizji już zarezerwowali miejsce na balkonie domu Zofii, bo z niego najlepiej widać idącą po kwiatach procesję.  

I jeszcze młodzi z ich artystycznymi projektami folkowymi. Na końcu przyjedzie tłum wyposażony w smartfony.

– Ale jakby ktoś chciał pomóc, a nie tylko zdjęcia pstrykać – Zofia odgarnia nogą liście. Dwie przyjezdne opuszczają aparaty

– To pomożemy

– Jazda do roboty – Zofia zagarniającym gestem kieruje je na podwórko, gdzie obok psiej budy stoją plastikowe kubły po farbie wypełnione kiściami kwiatów akacji.

Przyjezdne zaglądają do stodoły, tu w chłodzie i ciemności czekają na wielki finał zerwane wcześniej, znużone już kilkudniowym czekaniem kwiaty. Trzeba jeszcze ociosać siekierą pnie drzewek, żeby przytwierdzić je do płotów okalających drogę.

O świcie w Boże Ciało przed kolejnymi domami pojawiają się mieszkańcy. Wymierzają odcinki ulicy; każda rodzina ma do ozdobienia kilkanaście metrów asfaltu. Niektórzy wyposażeni w wydruki z ilustracjami eucharystycznych kielichów, gołębi jako duchów świętych, złożonych do modlitwy dłoni i serc z promieniami starannie odwzorowują kształty, szkicują figury kredą. Inni pewną ręką od razu wyznaczają kontury tłustym, czarnym torfem.

Przyjezdne też dostają kilka metrów ulicy

– Malujcie, co chcecie – córka Zofii kreskami oddziela kawałek asfaltu. W wielości wzorów, struktur, ornamentów, przyjezdne przypominają sobie „love” na koszulce Zofii. I tak powstaje jedyny na długim odcinku trasy napis, wyrysowana wielkimi literami, wypełniona płatkami kwiatów i kolorowym piaskiem MIŁOŚĆ.

Z każdym kwadransem na szosie przybywa ludzi, przechodzą wzdłuż dywanu, robią zdjęcia, komentują. Garsonki, mini, szpilki, w dłoniach balony, cukrowa wata i plastikowe karabiny kupione na odpustowym stoisku.

– Mama, co tu jest napisane?

– Miłość

– A co to miłość?

Tłum staje się coraz większy, ludzie przystają co chwilę czytając

– Miiiiłość

– Mi - ło - ść

– Patrz Andrzej, miłość tu jest

Popołudniu rusza procesja. Kwiatowi układacze przebierają się w odświętne ubrania i pędzą w stronę kościoła. Słychać już nadchodzącą orkiestrę, za chwilę poprzedzona świętymi figurami i pocztami sztandarowymi monstrancja niesiona w rękach proboszcza przejdzie po kwiatowych ornamentach. Nogi, dużo nóg, obcasy, klapki, szuranie, utykanie, dziecięce podskoki, dziewczynki sypiące drobne kwiatki. Tysiące nóg w kilka minut zmienia misterne wzory w kolorowy pył, zemdlone płatki kwiatów pomieszane z kurzem. I jest, jak powinno być, bo barwna ścieżka miała być tylko dla Boga.

 Małgorzata Kempa

 

Obchody święta Bożego Ciała w Spycimierzu, niewielkiej wsi w woj. łódzkim, co roku przyciągają tysiące turystów.

W przygotowanie uroczystości angażują się niemal wszyscy mieszkańcy. Całe rodziny przez wiele godzin zakrywają kwiatowymi dywanami kolejne metry asfaltu na trasie, którą przejdzie procesja. Ornamenty przedstawiają motywy eucharystyczne, mozaiki, postaci świętych. Praca trwa od samego świtu, zaś ruszająca popołudniu procesja przechodzi barwnym traktem pozostawiając za sobą mieszaninę podeptanych płatków i kolorowego piasku. Rytuał jest powtarzany od 200 lat, a układ graficzny, dobór roślin, piórek, kolorowych kamyków i liści zmienia się wraz z gustami i dostępnością materiałów. Układane przez wiele godzin fantazyjne dywany w kilkanaście minut zmieniają się w barwny pył.

 

Zdjęcia: Urszula Tarasiewicz

   

Urszula Tarasiewicz /ur. 1975r./ studiowała w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. L. Schillera w Łodzi na kierunku fotografia. Fotografie z cyklu „Nowe Legendy Miejskie” można oglądać w kolekcji hotelu andel’s w Łodzi, /kurator Lucyna Sosnowska/.  Zostały one nagrodzone w kategorii Portret w konkursie Curator’s magazynu Photo District News (2010), otrzymały również New Talent Award niemieckiego FotoMagazine (2012), wygrały konkurs norweskiego magazynu Fotografii na publikację i wystawę Interfoto 17#Debutantutstilling w Oslo (2012). Były prezentowane m. in. w Milk Gallery New York (2010) .

Inne serie zdjęć Urszuli Tarasiewicz można było zobaczyć m.in. na grupowej wystawie „Critical Mass” w USA (2012); serię „The future is so bright”, wykonaną w Norwegii podczas stypendium na Halsnøy Kloster prezentowano na wystawie grupowej w Norwegii (2013) oraz na wystawie "Ja to ktoś inny" w Warszawie /kurator Klima Boheńska, 2015/. Zdjęcia Tarasiewicz pojawiły się gościnnie w Wiedniu na grupowej wystawie „Call me on Sunday” kuratorowanej przez Ursulę Marię Probst w Galerii Krinzinger (2014), w Jam Factory w Oxfordzie (2014), na wystawie „Face to Face” w Stuttgartcie (2014), Bunkier Sztuki "Kasa z widokiem" /kurator Lidia Krawczyk,  Ogrodowa/ Garden Street (2016) galeria andel’s art curator Lucyna Sosnowska. Najbliższa wystawa „Nowe Legendy Miejskie” 12 września w Galerii Dwa Plany.

www.ulatara.com