Pamiętam ten rok. W 2007 r. wróciłam z kolejnego zagranicznego stypendium artystycznego do rodziców w Łodzi. Bez oszczędności, mieszkania, pracy. Mama przyszła do pokoju i powiedziała, że moja „zabawa w sztukę jest bezwartościowa dlatego muszę teraz jak każdy normalny człowiek zarabiać pieniądze”. Parę miesięcy potem mieszkałam już w Gdańsku. Byłam pracownikiem ogromnej korporacji. Praca okazała się nieprzyjemna i stresująca. Jako początkujący pomocnik asystenta otrzymywałam najniższą pensję krajową, dlatego stać mnie było na wynajęcie pokoju rozmiaru większej szafy. Mieszkanie to mieściło się w poniemieckich budynkach, które z lotu ptaka układały się w podwójną literę SS. Naprzeciw tego specyficznego kompleksu widniał ogromny wysprejowany napis, który głosił: „w tej krainie obcy ginie”. Hasło to mogłam regularnie podziwiać idąc na zakupy do Żabki. Właścicielka mieszkania zajmowała się handlem dżinsami. Miała spektakularne pomarańczowe paznokcie oraz liczne potomstwo, które było do siebie dziwnie podobne i zawsze siedziało na wąskich schodach korytarza. Mój pokój był komicznie mały. Oprócz łóżka, wieszaka i stoliczka na komputer, nic już więcej nie wchodziło. Próba wciśnięcia krzesła okazała się niepowodzeniem. Drzwi do tej przestrzeni nie posiadały zamka na klucz, co czasem generowało dodatkowy niepokój. Klasyczny dzień zaczynał się od 5:40, aby sprytnie ominąć kolejkę do łazienki. O 7:20 był tramwaj do pracy. Do domu po zwyczajowych nadgodzinach wracałam przed 19:00. Natomiast punktualnie o godzinie 20:00 stałam w osiedlowej niezlikwidowanej jeszcze budce telefonicznej. Dzwonił wtedy do mnie chłopak, w którym byłam zakochana. Mieszkał w Irlandii i miał darmowy pakiet rozmów telefonicznych z wybranym numerem stacjonarnym.

W tych oto okolicznościach otrzymałam zaproszenie do udziału w wystawie pod tytułem: „Sztuka w gablotach”, która odbywała się w gablotach wystawowych usytuowanych w łódzkich bramach i podwórkach.

Piszę o tym wszystkim, ponieważ zostałam poproszona o tekst ukazujący moją inspirację do powstania „Wiadomości”. Powyższe szczegóły są dla mnie nierozerwalną, spójną całością. Tworzą w mojej pamięci misterny wzór, który teraz, z perspektywy czasu odczytuję jako realny napęd powstania tej i innych prac z tamtego okresu. 

 

****

Agnieszka Chojnacka - w 2004 r. uzyskała dyplom w Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi. Od 2014 r. pracuje na stanowisku asystenta w Pracowni Działań Konceptualnych na macierzystej uczelni. Prace realizuje w różnych technikach. Mieszka w Łodzi.

****

Agnieszka Chojnacka, Wiadomości," 2007, wydruk cyfrowy