Fotografuje aparatem otrzymanym od kolegi. Rozmowa z Kacprem Szaleckim

 

Marcin Polak: Jesteś najmłodszym fotografem prezentowanym w cyklu WYŁOWIONE (zdjęcia z Łodzi) – studiujesz o dziwo nie fotografię, tylko kulturoznawstwo, wcześniej skończyłeś liceum plastyczne ze specjalnością metaloplastyka... Skąd w takim razie zainteresowanie fotografią? 

Kacper Szalecki: W liceum nie zastanawiałem się dlaczego interesuje mnie jakieś medium. Po prostu chciałem w tym czasie poznać jak najwięcej technik. Dlatego też wybrałem metaloplastykę, która brzmiała wtedy dla mnie egzotycznie. Jednocześnie dużo czasu poświęcałem grafice warsztatowej i komputerowemu fotomontażowi. W obrębie zainteresowań znalazła się także i fotografia analogowa.

 artysta na kanapie

 

Jesteś określany jako „cudowne dziecko” polskiej fotografii, nie przeraża Cię to?

Raczej staram się żartować z tego określenia. „Cudowne dziecko” weszło do codziennego wachlarza ironicznych uwag np. moich rodziców. Nie da się traktować tego poważnie

 artysta w Pasażu Róży

 

Co Cię kręci w fotografii? Twoje zdjęcia wyglądają jak pastisz zdjęć mody, wszystko podlane estetyką lat 90. Fotografujesz małym analogowym aparatem. Stwarza to pewne ograniczenia, z drugiej strony porządkuje kwestie nadprodukcji obrazów, wyboru i późniejszej obróbki zdjęć. 

Przede wszystkim zależało mi na natychmiastowości, którą daje fotografia. Możliwość szybszego i łatwiejszego uchwycenia tematu, który wcześniej interesował mnie w malarstwie. Dodatkowo do posługiwania się aparatami jednorazowymi, albo kompaktem ze stałym obiektywem i automatyczną lampą nie trzeba mieć specjalistycznej wiedzy, co w jakimś stopniu upodobnia je do łatwych w obsłudze cyfrówek czy smartfonów. Do tego fotografia jest bardzo zróżnicowana, z jednej strony masz skomplikowane procesy chemiczne i fizyczne odbitki, z drugiej pracujesz już tylko na danych, które przekształcasz algorytmami. Ja zdecydowałem się na analogi, które potem skanowałem dlatego że przy robieniu zdjęć stawiały ograniczenia  w postaci ilości klatek na filmie, a potem praca na obrazie cyfrowym była dużo łatwiejsza. Estetyka lat 90 o której mówisz może wynikać właśnie
z używania tego nieskomplikowanego kompaktu, który był wtedy popularny. 

 artysta na ulicy

 

rozmowie z Weroniką Izdebską mówiliśmy o takiej oczywistej oczywistości, że to co robimy wynika z tego kim jesteśmy. A Ty nawet wyglądasz jakbyś się urwał z 92.

 artysta z ustami innej osoby

fot. Murak-Podraza

 

To też może wynika to z takiego banału, że te ubrania z lumpeksów pochodzą z tamtych czasów. Ja raczej nie mogę świadomie do nich nawiązywać bo ich osobiście nie pamiętam. Bardziej kojarzę je zapośredniczone przez fotografie moich rodziców

  

Twój najbardziej znany cykl to „Olimpia‘s Diary”. Jak to się zaczęło? 

Dostałem aparat od mojego kolegi Dastina i stwierdziłem że zacznę robić 36 zdjęć miesięcznie. To był przypadek, że pierwsze zdjęcie z Sasą jako Olimpią powstało akurat w moim pokoju w Elblągu, gdzie nad łóżkiem jest przyklejony do ściany wycinek pracy Kozyry. Stwierdziłem wtedy, że Olimpia stanie się motywem przewodnim bloga.

 dziewczyna trzyma chłopaka

 

Cykl „Olimpia‘s Diary” przerodził się w wieloosobowy projekt – ludzie fotografują się w pozie Olimpii i przysyłają do Ciebie zdjęcia albo oznaczają hasztagiem #olimpiapose


Rzeczywiście projekt przeniósł się na Instagrama, gdzie Olimpiami stają się kolejni autorzy. Postanowiłem go założyć kiedy dostałem kilka póz Olimpii w wiadomości od znajomych. Na początku szło dosyć niemrawo, ale po pewnym czasie zaczęli włączać się zupełnie niaznane mi osoby np z Istambułu. 

 kobieta leży na ziemi

 

Widziałem zaczyn Twoich nowych projektów, możesz opowiedzieć co to będzie?

Równolegle do Olimpii próbuję skończyć projekt, w którym buduję różowo-żółty obraz Polski, no a w sobotę mam nadzieję, że uda się zobaczyć początki projektu „Zakład Karny dla Roślin w Łodzi”. 

 

Działacie wspólnie z Tomaszem Armadą, Coco Kate, Sasa Lubińską – inspirujecie się nawzajem czy to raczej wspólny projekt? 

Każdy z nas działa osobno i na co innego zwraca uwagę, ale mieszkając i przebywając ze sobą wpływamy na siebie. Różne kompetencje także wpływają na to, że jesteśmy w stanie dużo sobie pomóc. 

 dziewczyna w dziwnej pozie nad wiadrem

 

Grupa ludzi z różnym aktywnościami, którą można potraktować jako całość? Opowiedz o Waszym nowym projekcie, „Domu Mody Limanka”.

Dom Mody Limanka to zbiorcza nazwa tego co robimy wspólnie, w ten weekend będzie galerią w naszym mieszkaniu, być może
w przyszłości przyjmie inną formę.

 dziewczyna leży na podłodze

 

Właśnie! W sobotę otwieracie premierową wystawę Domu Mody Limanka - "Nowalijki". Co tam się wydarzy? :)

"Nowalijki" będą wystawą i parapetówkowym drugim śniadaniem. Chcemy przedstawić się trochę sąsiadom, zakiełkować
w nowym miejscu i pokazać co robimy my i nasi przyjaciele. Prace będą luźno związane z tym co uważamy za wiosenne. Pojawią się wątki erotyczne, metamorfozy, próby ostatecznego odegnania zimy, programy parakulinarne i  perwersyjena radość z jedzenia świeżych warzyw. Nowe mieszkanie odkryło przed nami także wiele starych sprzętów, które ożyją na wystawie. Serdecznie zapraszamy.

 artyści w dziwnych pozach na kanapie

 

A'propos Limanki czyli ulicy o wątpliwej reputacji – jesteście dość „malowniczym” towarzystwem, nie macie z tym kłopotu? Limanka, Krawiecka, Jaracza: wybór lokalizacji to jakieś świadome działanie?

Jeśli masz na myśli to czy nikt nie był w stosunku do nas agresywny z powodu tego jak wyglądamy to raczej nie. Jeśli chodzi
o wybór lokalizacji to jest podyktowany jedynie tanimi kosztami wynajmu i odległością od uczelni.  

 chłopak trzyma chłopaka z nogi

 

Chcecie jakoś indoktrynować lokalne towarzystwo swoją obecnością?

Na pewno zaprosimy sąsiadów na wystawę-parapetówkę, raczej nie będziemy ich indoktrynować.  Mam nadzieję, że zostaniemy tu na dłużej i uda się nam zrealizować jeszcze kilka wystaw. 

 

porter z atrapą gołego mężczyzny 

 

Może to zabrzmi śmiesznie, ale czasami mam wrażenie, ze założenie żółtych skarpetek jest jakiś aktem odwagi, idziesz sobie
w południe jakąś smutną ulica i co druga osoba patrzy na Ciebie jak na kosmitę. Czy Łódź jest dobrym miejscem dla takich artystów jak Wy? Czy to tylko przystanek na czas studiów, czy zamierzacie zostać tutaj, bo cytując klasyka „Przydałoby się trochę polotu i finezji w tym smutnym jak pi... mieście”?

Oczywiście zdarzają się nam sytuacje w których np. kasjerka z Żabki tak bardzo zaczyna się śmiać, że musi wyjść na zaplecze. Nie jest miło być pośmiewiskiem, ale mam wrażenie, że są takie połączenia stroju, które na tyle wymykają się klasyfikacji, że stajesz się „przebierańcem”, czy jak to określiłeś „kosmitą”. Każdy ma inaczej ustawione granice tego, co wizualnie jest dla niego „nie z tego świata”. Ja czuję się w Łodzi mimo wszystko dobrze i może mamy trochę polotu i finezji, żeby coś tu dodać. 

 

artysta pod sklepem

 

Niezmiennie dziwi mnie nikłe uczestnictwie młodych ludzi w życiu kulturalnym, rozglądam się na wernisażach i jakoś trudno dostrzec studentów, nawet kierunków artystycznych. W przeciwieństwo do Was i chyba nie tylko dlatego, że trudno Was nie zauważyć.

Nie wiem, może jest za mało wina. 

 artysta na kanapie

 

Jest to jakiś argument. Nie będę Cię zmuszał do wygłaszania komunałów w stylu: "kto chodzi na wernisaże, temu procentuje"
i jest zapraszany do pokazywania swojej twórczości w dobrych galeriach, np. Galerii Czynnej podczas Festiwalu Sztuki Współczesnej Blask Brzask, gdzie Dom Mody Limanka zaprezentuje swoje działania
)

 

Dzięki za rozmowę

 

Kacper Szalecki (ur. 1996, Olsztyn) − absolwent Liceum Plastycznego w Gdyni Orłowie, a obecnie student Nowych Mediów i Kultury Cyfrowej na Uniwersytecie Łódzkim. Fotografuje analogowo od lipca 2015 aparatem Premier otrzymanym od kolegi.