Lubię opowiadać o rzeczach dookoła mnie - rozmowa z Urszulą Tarasiewicz

 

Marcin Polak: Jesteś jednym z najbardziej znanych łódzkich fotografów/fotografek. W swoich pracach odnosisz się do kontekstu miejsca - Łodzi, swoje najbardziej znane cykle zrealizowałaś na Rynku Bałuckim, w Centralu i na ulicy Ogrodowej.

Urszula Tarasiewicz: Fotografuję tam gdzie mieszkam, tam gdzie ludzie są mi najbliżsi. Najszybciej dogadasz się w miejscu, które znasz, nie ma bariery Obcego. Lubię opowiadać o rzeczach dookoła mnie, znajdować te małe fotograficzne skarby na swoim podwórku.  Trzeba się wysilić, żeby na nowo znajdować tematy i kadry w mieście, które dobrze się zna, które już dawno mi się opatrzyło. Łatwiej pojechać w egzotyczne kraje , bo tam wszytko jest dla mnie nowe. Ale ja wolę Tutaj , mam te same twarze sąsiadów, te same budynki, muszę szukać nowych ujęć, światła, narracji. Dwa lata temu w znalezieniu na nowo inspiracji pomogła mi Hanka Podraza, wybitna kostiumografka, którą wciągnęła Łódź, ludzie, ubrania, ulice. Razem chodziłyśmy po rozgrzanych słońcem Bałutach, każdy kąt tutaj to cudna scenografia. Hanka przebierała się za lokalne postaci, podszywałyśmy się za miejscowych w naszych obrazach i scenach. Tak powstał Duch Miasta. 

Ogrodowa/Garden Street to dokumentacja pustych wnętrz familiaków z ul. Ogrodowej, przy Manufakturze. Weszłam tam z aparatem podczas wykwaterowania 150 rodzin. Szukałam już pustych mieszkań. Chciałam złapać to miejsce w momencie transformacji. Puste mieszkania, bez mebli prawie, jedynie ściany, podłogi i okna, na których czas i ludzie zostawili swoje ślady. Ciekawiło mnie właśnie to, co zostaje po ludziach, czy jest tam jeszcze jakiaś historia i emocje w tych pomieszczeniach. Co możemy sami wyczytać z życia byłych mieszkańców oglądając jedynie puste miejsca. Dla mnie to było jak czytanie z cieni. Ogrodowa to ważne miejsce do Łodzian, to prawie początek przemysłowej historii naszego miasta, tu Wajda kręcił Ziemię Obiecaną. 

 

W Twoich zdjęciach widać nostalgię za czymś, czego za chwilę nie będzie, czymś co jest reliktem minionych czasów: mieszkania w robotniczych familiokach, stare zakłady fotograficzne, okolice bałuckiego... Chciałabyś zatrzymać czas opowiadając historię, czy szukasz raczej pewnej estetyki?

Fotografia w naturalny sposób zatrzymuje czas, mówi o przeszłości. Lubię dokumentować miejsca, poznawać je poprzez zdjęcia i  rozmowy z ludźmi. Obrazy w gazetach lub w internecie działają na nas jak na klientów, konsumentów, jesteśmy stale bombardowani - musisz to mieć, trzeba tak teraz modnie wyglądać. Uciekamy od trudnych tematów, biedy, wojny. Zostało już nie wiele platform, które prezentują fotografie jako najwyższej klasy dokument, zapis naszych czasów. Jednym z nich jest polski DOC! photo magazine, świetnie zaprojektowane i kolekcjonerko drukowane pismo fotograficzne. Jeśli twoich czytelników interesuje fotografia i jej dokumentalne aspekty, powinni poszukać go w dobrych księgarniach. 


Jest kilku artystów, którzy nadają na podobnych falach, z fotografami mam podobnie. Też zrobiłem cykl w Centralu i na Ogrodowej, chociaż akurat ten z dzieciakami ze świetlicy, a ich zdjęcia były ciekawsze :) Masz jakieś „bratnie dusze”?

Lubię pracować z innymi fotografami, dzielić się z nimi moim miastem Łódzią. Podczas Fotofestivalu zawsze mam dom pełen gości. W tym roku ze względu na moją poprzednią pracę zajmowałam się pokonkursową wystawą DEBUTS  by  DOC! photo magazine w hotelu andels i pokazywałam miasto ludziom, którzy tworzyli tę wystawę oraz zacnemu Jury, które nas zaszczyciło swoją obecnością. Każdy wywozi ze sobą inne kadry, każdy fotograf zwraca uwagę na inne aspekty miasta. Ostatnio pociąga mnie dokument w bardziej dynamicznej formie. Do tej pory fotografowałam Hasselbladem, który jest dla mnie portretowym aparatem, takim Slow photography, używam go bardzo statycznie. Chciałabym zdokumentować Łódź w inny sposób, z ruchem, z pasją życia, z energią, która jest np. na Bałutach. Uczę się jak to zrobić obserwując innych fotografów.


Czujesz się bardziej artystą czy rzemieślnikiem? Niby to zawód na wymarciu, ale akurat da się jeszcze zarobić na fotografii, chociaż nie ma lekko.

Mam wykształcenie fotograficzne, więc jestem rzemieślnikiem, czy artystą?  ta ocena należy już do innych. Fotografia to mój język, tak opowiadam innym o moim świecie. Żyjemy w świecie obrazu, nie zgadzam się że to zawód na wymarciu. Wszystko jest w ciągłym ruchu, ten zawód także się zmienia, musisz się ciągle uczyć nowych technicznych umiejętności, to inspirujące. Trzeba znaleźć swoją niszę i starać się jak najlepiej w danym temacie fotografować. Ja wykonuję prace od wydruków wielkoformatowych do wnętrz , patrz dawne fototapety, poprzez piękne wydruki do biur i hoteli, produkuję innym wystawy, pracuję przy koncertach itd, trzeba podążać za swoją pasją i zrobić z tego swój sposób na życie.


Pewnie zdarzają Ci się sytuacje, że dzwoni Pani Basia z firmy X i mówi, że chce parę prostych zdjęć w biurze – „takich zwykłych, wie Pani, tylko 10 zdjęć”. A potem podaje „zwykłą” cenę za te „tylko” 10 zdjęć...

Nie gardzę żadnym zleceniem fotograficznym, jeśli tylko potrafię je wykonać i jeśli są za to uczciwe pieniądze. Czasami jest to proces uświadamiania klienta ile takie zlecenie wymaga ode mnie czasu, umiejętności. Robię dużo prac gratisowo dla znajomych, wymieniamy się usługami. Uczę się dużo przy nowych zleceniach. Np. jak na nowo sfotogarfować nowoczene tkaniny Agnieszki Koteckiej, jak złapać energię przedstawienia Michała Borczuka z dzieciakami na wsi, jak sportretować młodych studentów szukających dopiero swojej drogi, mieszkających w internacie na małej wyspie w Norwegii. Fotografia to niekończące się wyzwania i to mnie pociąga w tym zawodzie. 


Rewolucja cyfrowa spowodowała, że fotografować może każdy i to jest oczywiście pozytywne zjawisko, natomiast ma to negatywne skutki dla zawodowych fotografów. Skoro zdjęcia może zrobić każdy, to po co właściwie wynajmować zawodowców i jeszcze im płacić więcej niż 200 zł.

Nie każdy kierowca jest zawodowym kierowcą i mimo  że mogę sobię kupić autobus nie byłabym kierowcą 99A. Do tego są potrzebne egzaminy, uprawnienia , talent i nerwy.

Tak jest ze wszystkim, ze sztuką  i rzemiosłem. Każdy z nas ma swój sposób widzenia, kadrowania. Używamy tego samego języka, a nie każdy jest poetą i pisarzem. W fotografii ważny jest temat, narracja, problem. Zależy z czym chcesz się zmierzyć, czy jedziesz z kamerą w trudne miejsca, bo chcesz opowiedzieć o biedzie i nieszczęściach i próbować swoją fotografią coś zmienić, czy chcesz fotografować swoich najbliższych i zachowywać wspomnienia. Czy chcesz zarabiać kasę i fotografujesz reklamowo czy lubisz podróżować po swoim świecie i powoli naciskać spust analogowej migawki. 


Wiem, że udaję Ci się sprzedawać swoje prace, masz też sklep z fototapetami z Twoimi zdjęciami.

Pomysł fototapet powstał na potrzeby końcowych egzaminów w Szkole Filmowej, to było moje medium fotografii, taki kiczowaty młodszy brat pięknych fotograficznych wydruków. Lubię tę konwencję. Myślę, że nadal fototapeta jest uwięziona w tej szufladzie bezguścia, a przecież można drukować w ten sposób przedziwne obrazy i używać elementu kontrastu i zaskoczenia do wystroju wnętrz. Ja lubię minimalistyczne widoki na których nic się nie dzieje, takie fototapety mam w domu. Obecnie robię je tylko na zamówienie, w sklepie nie ma jeszcze nowej oferty, pracuję poprzez architektów wnętrz, żeby sprzedawać moje prace różnym odbiorcą. Ponieważ sama stawiam swój sklep, jest on ciągle w procesie, ale można tam znaleźć małą ofertę fotografii. 


Czyli trochę funduszy z fotografii artystycznej, trochę zleceń, trzy miesiące pracy zagranicą i jakoś się żyje... Mało jest fotografów, którzy mogą się utrzymać tylko z tego co lubią, np. nie muszą fotografować ślubów, przez co przeszedł chyba każdy. 

Mój zawód dzielę na pracę, z której żyję i jednocześnie lubię oraz na moją pasję, kiedy fotografuję analogowo albo pracuję nad konkretnym projektem. Fotografuję śluby moich przyjaciół, jeśli mogę dać im od siebie taki prezent, lubię szczęśliwe momenty w życiu. 


Pracujesz także zagranicą, czy warunki pracy zawodowej nadal znacząco się różnią od sytuacji w Polsce? Nie mówię o stawkach, bo to dla wszystkich oczywiste, że tak - raczej o kontekście traktowania tego zawodu, czy tam docenia bardziej docenia się profesjonalistów?


Warunki pracy się nie różną zbytnio za granicą, pracuję jako freelancer, zawsze sama uzgadniam z klientem zasady pracy. Ludzie doceniają twoją pracę, gdy sam doceniasz swoją pracę. Ja długo się uczyłam jak mam siebie traktować i przedstawiać, jak sobie ufać i jak uczyć się do nowych zadań. Praca zagranicą, prezentacja moich prac na różnych przeglądach portfolio, wystawach czy konkursach to zawsze konfrontacja ze sobą. Nowi ludzie poznają mnie poprzez moje fotografie,  osiągnięcia i poprzez to jak mówię o swoich projektach. Kompleksy i lęki są w nas, żadna szkoła nie szykuje cię na to jak budować swój wizerunek i wiarę w siebie. 


W szkole dzieliliśmy fotografów na „sprzętowców” i „wrażliwców”, czyli tych co nieważne czym, ale jak i co. Ty chyba zaliczasz się do tych drugich...Czyli czym fotografujesz i co aktualnie?

Mój ojciec mówił , że dobre zdjęcie można zrobić i Zenitem , więc od tego wychodzę. Moje doświadczenie to być pomiędzy aparatem, który znam a obrazem, który chcę zrobić. Do moich pomysłów używam raczej Hasselblada, lubię analogową miękkość obrazu, ziarno, nieostrości i niedoskonałości. Cyfry używam do zleceń, pożyczam sprzęt jeśli mam zlecenie do którego nie pasuje mój Canon. 

 

Dziękuję za rozmowę

 

Urszula Tarasiewicz /ur. 1975r./ studiowała w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. L. Schillera w Łodzi na kierunku fotografia. Fotografie z cyklu „Nowe Legendy Miejskie” można oglądać w kolekcji hotelu andel’s w Łodzi, /kurator Lucyna Sosnowska/.  Zostały one nagrodzone w kategorii Portret w konkursie Curator’s magazynu Photo District News (2010), otrzymały również New Talent Award niemieckiego FotoMagazine (2012), wygrały konkurs norweskiego magazynu Fotografii na publikację i wystawę Interfoto 17#Debutantutstilling w Oslo (2012). Były prezentowane m. in. w Milk Gallery New York (2010) .

Inne serie zdjęć Urszuli Tarasiewicz można było zobaczyć m.in. na grupowej wystawie „Critical Mass” w USA (2012); serię „The future is so bright”, wykonaną w Norwegii podczas stypendium na Halsnøy Kloster prezentowano na wystawie grupowej w Norwegii (2013) oraz na wystawie "Ja to ktoś inny" w Warszawie /kurator Klima Boheńska, 2015/. Zdjęcia Tarasiewicz pojawiły się gościnnie w Wiedniu na grupowej wystawie „Call me on Sunday” kuratorowanej przez Ursulę Marię Probst w Galerii Krinzinger (2014), w Jam Factory w Oxfordzie (2014), na wystawie „Face to Face” w Stuttgartcie (2014), Bunkier Sztuki "Kasa z widokiem" /kurator Lidia Krawczyk,  Ogrodowa/ Garden Street (2016) galeria andel’s art curator Lucyna Sosnowska. Najbliższa wystawa „Nowe Legendy Miejskie” 12 września w Galerii Dwa Plany.

www.ulatara.com