Wystarczająco długo uczę się, czytam i rozglądam po świecie, aby uodpornić się na jedyną słuszną wizję miasta jaką,
w związku ze sprawą Ogrodów Karskiego, przedstawia się staropoleskim społecznikom, w tym mnie, na spotkaniach
w UMŁ. Nie dam sobie wmówić, że zieleń i miejsca rekreacji można w mieście traktować jak miły dodatek do innych Bardzo Ważnych Funkcji. Nie, nie dam się nabrać na to, że Łódź można naprawić wyłącznie poprzez uzupełnianie każdej luki w zabudowie nową zabudową i że decyzje takie można podejmować bez kontekstu społecznego. I jestem gotowa do merytorycznej dyskusji w obronie swoich argumentów i w obronie Ogrodów Karskiego – pierwszego (!) parku na Starym Polesiu. 

 

W społecznej drużynie na rzecz parku grają ze mną architekci i urbaniści, którzy skończyli te same uczelnie i czytali te same podręczniki planowania miast, co przedstawiciele BAM-u i MPU – instytucji, starających się obecnie zdyskredytować ideę parku przy ul. Ogrodowej. Z tych samych podręczników wyciągnęli jednak diametralnie inne wnioski. Oni wiedzą że da się planować miasto inaczej, z uwzględnieniem potrzeb społecznych i koncepcji zrównoważonego rozwoju. Wizja przedstawicieli łódzkiego urzędu nie jest jedyną słuszną. 

 

Plan zagospodarowania terenu ktu00F3ry uzyskau0142 poparcie mieszkau0144cu00F3w. 

 

 

ROZMOWY W DOBRYM MOMENCIE - CZYLI KIEDY?

 

Sprawa Ogrodów Karskiego to de facto przyspieszone konsultacje społeczne planów zagospodarowania przestrzennego przygotowywanych przez MPU. Zanosi się na to, że podobne bolesne i gwałtowne konfrontacje na linii wizja urbanistyczna versus wizja społeczna, będą udziałem łodzian i urzędników jeszcze wielokrotnie w ciągu najbliższych lat. A przecież proces negocjowania tego, w jakim mieście chcemy żyć, mógłby się odbywać dużo spokojniej. Gdyby? Gdyby przedstawiciele MPU podjęli wysiłek rozmawiania z mieszkańcami na wczesnych etapach przygotowywania planów, a nie na samym finiszu tego procesu – wtedy, kiedy konsultacje społeczne są traktowane wyłącznie jako punkt do odhaczenia na liście, jako kłopotliwa formalność, od której tylko krok dzieli ich od chwili, gdy plany zostaną formalnie przyjęte przez radnych. Warto pytać ZANIM wykona się całą pracę, bo uwagi zgłaszane na końcu procesu budzą frustrację obu stron – urzędników, bo wykonali już kawał pracy, której nie chcą powtarzać,
a mieszkańców, bo mają poczucie, że pyta się ich o zdanie wyłącznie pro forma.

 

Tę trudną lekcję partycypacji, jaką są konsultacje, odrobiło wiosną 2014 roku Biuro ds. Rewitalizacji. Zrobiło to wyjątkowo dobrze. Zachęcono do udziału w spotkaniach i spacerach badawczych setki osób – także tych, których głos nie był do tej pory słyszalny. Na stronach UMŁ można znaleźć wyczerpujący raport z tych konsultacji - http://uml.lodz.pl/rewitalizacja/raport_z_konsultacji_spolecznych/   . To skarbnica wiedzy o potrzebach
i oczekiwaniach łodzian, m.in. tych mieszkających w najbliższych okolicach Ogrodów Karskiego. Warto aby MPU sięgnęło po efekty pracy swoich kolegów z Biura ds. Rewitalizacji i przeczytało liczne wypowiedzi, świadczące o tym, że mieszkańcy chcą przy Ogrodowej zieleni, miejsca do rekreacji i uprawiania sportu. NIE zabudowy. 

 

ZABUDOWANE, ZIELONE A MOŻE STRATEGICZNE?

 

Zabudowa proponowana w tym miejscu przez BAM i MPU to budynki mieszkalne, biurowe i parking wielopoziomowy, a dodatkowo drogi dojazdowe do nich. W oczywisty sposób zniszczy to obecny potencjał tego terenu: poszatkuje go na kawałki, uczyni mniej bezpiecznym (wszystkie funkcje parku mają być wciśnięte na fragment działki od strony ruchliwej ul. Ogrodowej), odetnie starych mieszkańców dzielnicy od tego, co na tym terenie najbardziej wartościowe. Mój sprzeciw wobec zabudowy tego terenu nie jest jednak w żaden sposób związany z tym, co konkretnie miałoby tutaj stanąć. Jestem przeciwna zabudowie tego miejsca bez względu na to, czy ziemię kupi prywatny inwestor, który chciałby tu zbudować apartamentowce, czy działki pozostaną w rękach miasta, które zechciałoby wybudować w tym miejscu np. publiczny żłobek czy dom spokojnej starości (a więc miejsca o szczególnej wartości społecznej). Bez względu na to, co miałoby tu powstać, wciąż uważałabym, że to nie jest miejsce na zabudowę. Na tej konkretnej działce powinny zostać zachowane zieleń i funkcje rekreacyjno-sportowe. Bo tak nakazuje logika (już teraz rośnie tu zieleń i już teraz mieszkańcy korzystają z tej przestrzeni w celach rekreacyjnych), tradycje tego miejsca (od lat 20-tych XX wieku stale związanego ze sportem) i potrzeba społeczna (wyrażona zarówno w konsultacjach społecznych dotyczących rewitalizacji, jak i w głosowaniu w ramach Budżetu Obywatelskiego). Domy, biurowce, parkingi, żłobki
i domy spokojnej starości mogą bez żadnej starty dla swojej funkcjonalności powstać gdzie indziej – działek czekających w najbliższej okolicy na zabudowę jest całe mnóstwo. Natomiast nie ma na Starym Polesiu innej działki, na której możliwe byłoby utworzenie parku. Ta jest jedyna i ostatnia. Proste!

 

Gdzie indziej może także powstać wykop związany z budową przez PKP tunelu średnicowego – a takie jest kolejne zagrożenie na drodze do utworzenia Ogrodów Karskiego. Miasto może wskazać inwestorowi inną działkę na ten cel. Warto to zrobić, nawet jeśli będzie to wymagało renegocjacji wcześniejszych porozumień. Na zdegradowanej przez wysyp ziemi działce, odrodzenie zieleni trwałoby latami. Tworzenie parku na gruzach jest dużo trudniejsze i znacznie droższe niż pielęgnacja i ochrona zieleni, która rośnie tutaj od kilkudziesięciu lat. Jeśli oczywiście ktokolwiek, po latach prac ziemnych, pamiętałby jeszcze o parku...

 

 

propozycja MPU 

Mapka – propozycja MPU

 

Sednem problemu wydaje się fakt, że brak dostępu do obszarów zielonych nie jest w Łodzi postrzegany jako poważny problem, bardziej jako fanaberia. Bez pieniędzy nie da się żyć, bez zieleni – można. A że gorzej i krócej? Trudno, nie będziemy się nad sobą użalać. Wskaźniki czystości powietrza, wody i gleby oraz związek pomiędzy wysokim odsetkiem astmatyków a brakiem zieleni, są zbyt wirtualne aby o nich pamiętać podczas planowania rozwoju miasta. 

 

Z takim podejściem, jako społecznicy, fundamentalnie się nie zgadzamy i dlatego tak trudno zrozumieć nam się z planistami z MPU. Uznajemy i rozumiemy ich potrzebę patrzenia na miasto w długiej perspektywie, nie rozumiemy, dlaczego w tej perspektywie umyka rzecz fundamentalna i uniwersalna – potrzeba kontaktu z przyrodą oraz potrzeba odpoczynku w dobrze zaaranżowanej przestrzeni wspólnej. Niektórzy chcieliby tę potrzebę stłumić i wierzą, że da się to zrobić niskim kosztem społecznym i finansowym. Otóż nie da się. Co ciekawe, ta wiedza umyka władzom Łodzi „tylko” w praktyce. Teoretycznie bowiem stawiają sobie za cel tworzenie nowych parków, szczególnie w centrum miasta oraz ochronę terenów zielonych, także tych półdzikich – takie zapisy znajdziemy w dwóch kluczowych dokumentach, oficjalnie przyjętych przez nasze miasto („Startegii Rzwoju Łodzi 2020+” oraz w „Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta Łodzi”). Konsekwencja to ważna cnota, z którą najwyraźniej mamy w Łodzi problem. Szanowni włodarze miasta, zachęcam do zaglądania dokumentów, które sami uchwaliliście. Wpisaliście do nich naprawdę mądre rzeczy.

 

Warto też przypomnieć, że zarówno Nowa Karta Ateńska z 2003 roku jak i Habitat Agenda - dokument wypracowany przez ONZ na konferencji w Istambule w 1996 roku, mówiące o zrównoważonym rozwoju miast i urbanizacji, powtarzają w wielu miejscach, że najważniejszym zadaniem planistów w nadchodzących latach jest przede wszystkim zachowanie terenów zielonych wartościowych społecznie i kulturowo oraz walka z zanieczyszczeniem powietrza miast. Kluczowe jest tu słowo „zachowanie”. Nie tworzenie nowych ale właśnie zachowanie tego, co już istnieje w świadomości mieszkańców i działa. Bo tworzenie MIEJSCA od nowa to o wiele trudniejsze zadanie. 

 

PRZEŁAMMY SCHEMAT 

 

Ważnym argumentem podnoszonym przez urzędników, jest fatalny stan ścian budynków przy Mielczarskiego, sąsiadujących z terenem przyszłego parku. Ja też to widzę i widzą to wszyscy, korzystający z tego terenu. Recepta? Według urzędników jedynie nowa zabudowa, zakrywająca tę starą i brzydką a przy okazji okrawająca park o ponad 60% powierzchni. Według mnie i wspierających projekt Ogrodów mieszkańców  – trzeba szukać rozwiązania, które przede wszystkim nie uszczupli parku. Jeśli nasze propozycje zielonych ścian i muralu (poniżej) nie wydają się miastu wystarczająco dobre, a nas z kolei nie przekonują wizje zabudowy prezentowane przez BAM i MPU, szukajmy dalej. Znajdźmy dla tego problemu nowatorskie rozwiązanie. Przełammy schemat, nakazujący zasłonić starą zabudowę – nową i lepszą. Proponowałam na spotkaniu w MPU ogłoszenie konkursu na kreatywne zagospodarowanie problematycznych ścian. Według mnie tutaj właśnie otwiera się pole do kompromisu. Nie jest natomiast takim kompromisem propozycja zagarnięcia większości terenu pod zabudowę i wepchnięcia wszystkich funkcji parku na 1,19 ha zamiast na planowane przez nas 2,86 ha. Proponowane przez MPU „Bierzemy wszystko albo 'tylko' 60%”, to  fałszywa alternatywa.

 

 u015Aciany kamienic przy ul. Mielczarskiego stan obecny. Zdj. MPU

Propozycja zabudowy wedu0142ug UMu0141.

Propozycja MPU

Propozycja zagospodarowania u015Bcian przedstawiona przez spou0142eczniku00F3w Koncepcja pracownia architektoniczna DUODIMI

 

 

Chcę jednak wyraźnie podkreślić, że nie jest moim, jako wnioskodawczyni, obowiązkiem tłumaczyć się
z nieestetycznych ścian i przepraszać za to, jak ten teren obecnie wygląda. Troska o tę część miasta należała do władz Łodzi, które nie wywiązywały się z tego obowiązku przez wiele lat. Odkąd w latach 90-tych XX wieku przestała tu trenować sekcja młodzików ŁKS, nikt nie kiwnął palcem, aby zadbać o ten teren i kontynuować długie tradycje sportowe i rekreacyjne tego miejsca. Działka należy do miasta i jedyne, co miasto zrobiło w jej sprawie, to kilka lat temu wydało pozwolenie na wysypanie całego terenu żwirem – z tego co mi wiadomo w celu stworzenia dodatkowego parkingu dla Manufaktury. Na żwirowisku zamarła aktywność sportowa, bo na takim podłożu trudno grać dzieciom w piłkę. Za taką „aktywność” miasta już dziękujemy. Cztery miesiące temu wygraliśmy środki na mądrzejsze i zgodne z naszymi potrzebami zagospodarowanie tego terenu. Chcemy więc, żeby umowa społeczną, jaką jest łódzki Budżet Obywatelski została uszanowana i żeby jak najszybciej rozpoczęła się realizacja naszego projektu. Stare Polesie czeka na swój pierwszy park wystarczająco długo. 

 

DODATKOWY ETAT SPOŁECZNIKA

 

Nieremontowane, obdrapane ściany, które teraz są solą w oku przedstawicieli UMŁ, nie burzyły spokoju kilku pokoleń urzędników – burzą ten spokój dopiero teraz, po wygranej Ogrodów Karskiego w BO. Tak naprawdę więc nie my, mieszkańcy, powinniśmy teraz wymyślać co zrobić, aby poprawić ich estetykę i funkcjonalność. Nie damy się więc wmanewrować w wyścig na wizualizacje i koncepcje zagospodarowania. Nie dysponujemy bowiem takim zapleczem, jakim dysponuje BAM i MPU. Nie możemy zwołać ekipy planistów i architektów, aby na zawołanie przygotowywali dla nas kolejne plany i kontrpropozycje. Nie mamy także - w przeciwieństwie do UMŁ - środków finansowych, pozwalających na opłacanie specjalistycznych ekspertyz i kolejnych wersji profesjonalnych wizualizacji.  

 

pani 

Naszym zadaniem, jako społeczników, jest nadstawianie ucha na potrzeby społeczności, w której żyjemy
i proponowanie rozwiązań, maksymalnie odpowiadających na te potrzeby. Zrobiliśmy to. Spędziliśmy godziny rozmawiając z mieszkańcami, dowiedzieliśmy się, że w okolicy brakuje im zieleni i miejsca rekreacji, napisaliśmy projekt, zorganizowaliśmy dla niego oryginalną kampanię promocyjną.

 

Nasza rola skończyła się w październiku, kiedy ogłoszono wyniki głosowania w BO. 2500 głosów oddanych na Ogrody Karskiego miało być zwieńczeniem wysiłków wielu osób, zaangażowanych w ten projekt. Teraz jest czas, w którym cały wysiłek związany z utworzeniem parku, powinien leżeć po stronie UMŁ. Tak się jednak nie dzieje. Cały czas czujemy się jednak ambasadorami tego miejsca oraz mieszkańców, dla których teren przyszłych Ogrodów Karskiego jest ważny i dlatego będziemy konsekwentnie zabiegać o realizację naszego zwycięskiego projektu. Jesteśmy przekonani, że realnie wspiera on zaplanowany tu na najbliższe lata proces rewitalizacji społecznej i daje mieszkańcom szansę na diametralną poprawę jakości życia. Przedstawiciele magistratur wciąż mają szansę powiedzieć: „Myśleliśmy, że to po prostu kawałek pustej, zaniedbanej miejskiej działki. Jednak porozmawialiśmy, jesteśmy bogatsi o waszą perspektywę. Teraz wiemy jak ważne jest to miejsce dla mieszkańców Starego Polesia i nie chcemy stać na drodze do realizacji tego projektu”.

 

Marta Karbowiak - Współdzielnia Staropoleska