Poniedziałkowy poranek, kilka minut po dziewiątej. Stoimy z pieskiem Lubo na ulicy Tuwima, spoglądając na rozległy przestwór betonowego oceanu. Od strony północnej nadjeżdża, a raczej stoi w korku rząd samochodów. Co jakiś czas jeden kierowca drugiemu usiłuje coś wytłumaczyć za pomocą klaksonu, ale nic to nie pomaga. Obydwaj stoją w powolnym bezruchu. Stoimy na chodniku i przyglądamy się miejscu, które kiedyś było naszym ulubionym porannym miejscem spacerów, zielonym wnętrzem kwartału, które w szczęśliwszej okolicy zostałoby pewnie podniesione do rangi parku kieszonkowego. Niestety, żyjemy na dzikim wschodzie, w dawnej Nowej Dzielnicy, od zawsze robotniczej i od zawsze odciętej od bogatej mieszczańskiej Północy nieprzekraczalną barierą linii kolejowej. A raczej żyliśmy, gdyż obydwaj mieszkamy obecnie daleko na południu, w blokach.

Nasza kamienica stoi przy ulicy Tuwima, niedaleko skrzyżowania z Kilińskiego. Jest wielka i ceglana, a ostatni generalny remont przeszła w 1949. Rewitalizacja raczej nas ominie, bo przecież kamienica należy do wspólnoty mieszkaniowej, a jest w niej około setki mieszkań. Nasza elewacja jest szarobura, choć kiedyś była obłożona kolorową cegłą – czerwoną i żółtą. Nie opłaca się jej wyczyścić, bo przy ruchu samochodowym, który przetacza się codziennie Tuwima i tak za dwa-trzy lata będzie tak samo szara jak jej sąsiadka, wyremontowana kilka lat temu. 

Nowa Dzielnica zawsze miała pecha. Powstała prawie 180 lat temu, na wschód od granicy ówczesnego przemysłowego już miasta. Jej północną granicę stanowiła dzisiejsza ulica Narutowicza, wschodnią Kopcińskiego, południową Fabryczna, a zachodnią, przyległą do Łodzi, Kilińskiego. Jej centrum wyznaczono na południu, tworząc wielki plac tam, gdzie zawsze wylewała bezimienna rzeczka, i nazwano go Wodnym Rynkiem. Ulice Nowej Dzielnicy zabudowywały się wolno, ale za to mieliśmy pierwszy park publiczny w całym Królestwie Polskim. Niestety, ktoś pozwolił developerowi postawić pośrodku fabrykę, a połowę parku sprywatyzować pod apartamentowiec prezesa. Druga połowa pozostała publicznie dostępna, choć ogrodzona i dostępna po okazaniu biletu. Nie masz biletu, to się nie pętaj, łachudro.

Drugim ciosem była wielka inwestycja – kolej. Wybudowana z troską o gospodarne i efektywne wydatkowanie środków nie przewidziała takich usprawnień jak możliwość przejścia z jednej strony przeciętej nasypem ulicy na drugi. Wiadukt wybudowano tylko na Kilińskiego, niski i zatęchły. Pozostawiono też przepust dla rzeczki na wysokości dzisiejszej ulicy Tramwajowej, gdzie w deszczowe dni miejscowy osiłek za drobną opłatą przenosił toboły i samych ludzi przez błotniste koryto. Porządny wiadukt wybudowano tam niemal 80 lat później, tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej. Ulice Targowa, Wodna, Wysoka i Przędzalniana pozostały nieprzejezdne, nie licząc Wysokiej, aż do dnia dzisiejszego.

Odcięta linią kolejową Północ rozwinęła się wspaniale. Oprócz samego budynku dworca wyrosły wzdłuż ulicy Narutowicza wspaniałe czynszowe kamienice. Południe z kolei stało się przystanią dla robotników i miejskiej biedoty – gdy na Nartowicza stawiano wielkie murowane kamienice, na Tuwima pomiędzy Targową a Wodną stawały drewniaki. Gdy w latach międzywojennych Północ doczekała się porządnego bruku, u nas ciągle tonęło się w błocie lub skręcało kostki na kocich łbach. Gdy wreszcie i my doczekaliśmy się tramwaju, zlikwidowano go jeszcze w latach osiemdziesiątych, podczas gdy ten na Narutowicza ma się świetnie. Gdy na Północy remontowano budynki i stawiano nowe, u nas kamienice chyliły się coraz bardziej ku upadkowi, a drewniaki po prostu rozebrano i pozostawiono po nich puste przestrzenie. Takie jak ta, którą później zwiedzaliśmy z pieskiem Lubo.

Gdy idzie się ulicą Tuwima od strony Kopcińskiego, z brudy i brzydoty pękają oczy. Południowa strona jeszcze jakoś wygląda – jest w miarę porządna pierzeja, choć tu i ówdzie świecą szczerby. Północny brzeg ulicy jest niemal pusty, poznaczony pojedynczymi domkami, ostańcami oficyn i rozjeżdżonymi do niemożliwości byłymi trawnikami, dziś służącymi jedynie do parkowania. Chodniki są wyszczerbione i połamane, a jezdnia połatana milionem łat. W dodatku jest jednokierunkowa, żeby prościej i szybciej przejeżdżało się Wam przez naszą dzielnicę, kiedy spieszycie się do pracy w centrum. Droga jest prosta i szeroka, dlatego przy sprzyjających warunkach, czyli wtedy kiedy akurat nie ma korków, jeździcie po niej szybko ale bezpiecznie, nawet sto dwadzieścia kilometrów na godzinę. My tylko uskakujemy przed rozchlapywanym przez Was błotem i zamykamy okna.

Nie mieszka u nas nikt ważny. Kiedyś mieszkał tu Znany Pisarz, ale się wyprowadził i pisze swoje Znane Książki w Warszawie. Tam więcej osób ma okazję je zobaczyć, a więc przeczytać. Niestety, u nas zostali sami Ludzie Nieważni.

Zastanawialiście się kiedyś może, kto podejmuje decyzje w mieście? To ja wam powiem, bo jakiś czas nawet tam pracowałem i widziałem, jak się to robi. Jest stół, kawa i cukier i wzywa się na spotkanie Ważne Osoby. Ważna Osoba ma minimum czterdzieści lat, jest mężczyzną i jeździ samochodem. Oczywiście Ważna Osoba nie może mieszkać w jakiejś tam kamienicy, Ważne Osoby mieszkają w daczach pod Łodzią, nieliczne z nich w samej Łodzi. Była wśród Ważnych Osób nawet taka, która dojeżdżała do nas Porsche Cayenne. Oprócz Ważnych Osób na takie spotkania przychodzą też Osoby Mniej Ważne. Osoby Mniej Ważne najczęściej są kobietami, najczęściej jednak młodszymi niż Ważne Osoby i znacznie bardziej zabieganymi. Poznaje się je po tym, że noszą ze sobą sterty papieru i często truchtają, a nie chodzą, żeby nadążyć za Ważnymi Osobami. Ważne Osoby noszą wygodne buty, a te Mniej Ważne noszą szpilki.

Kiedy Ważne Osoby już usiądą, a Mniej Ważne Osoby jeszcze nie zdążą zagaić agendy spotkania, zaczyna się rozmowa. Rozmowa dotyczy tego, co jest wspólne dla każdej Ważnej Osoby, czyli pokonywania korków, które dzielą ich dacze od miejsca pracy, czyli urzędu. Niektóre mądre miasta, takie jak Katowice, część budynków urzędu wybudowała przy autostradzie, a nie w centrum, ale Łódź nie może sobie na to pozwolić, więc było dobrze, gdyby jakaś autostrada była możliwie blisko. 

Ważne Osoby to esteci. Są wrażliwe na piękno i chciałyby, aby Łódź była piękna. Niestety, nasza dzielnica nie jest piękna, więc trzeba coś z tym zrobić. Dlatego też Ważne Osoby postanowiły wyremontować dawną nieczynną elektrownię i zrobić tam drugie Centrum Nauki Kopernik. Do tego obok Ważne Osoby wraz z innymi Ważnymi Osobami postanowiły stary brzydki dworzec zastąpić nowym, pięknym. Takim, na który aż się będzie chciało przyjeżdżać i to od razu w setkach tysięcy. Tylko jedno miało się nie zmienić – na stary dworzec nie było od południowej strony nawet chodnika. Idąc Targową zawsze skakaliśmy przez błoto, a potem wdrapywaliśmy się na peron na dziko, bez schodków. Na nowym dworcu wejścia i kasy urządzono tak, że dostęp do nich jest łatwy od strony północnej, a od południowej… no cóż.

Przy okazji Ważne Osoby postanowiły, że schowają linię kolejową pod ziemię, a rozdarte ulice wreszcie z sobą zszyją. Byliśmy naprawdę szczęśliwi słysząc to – nareszcie nasza dzielnica będzie znowu jednością, a my będziemy mogli wygodnie pójść na tramwaj na Narutowicza. Niestety, nadzieja jest matką głupców, a nasze potrzeby nigdy nie były istotne. Ważne było, aby na nowy piękny dworzec Ważne Osoby mogły Dojechać, a przecież jeżdżą one tylko samochodami. I tak oto na świeżo położonym szwie po byłej linii kolejowej wylądował Kraken.

Kraken jest potężny. Z powietrza wygląda jak wielki lotniskowiec, ale taki, który nie tylko ma wielopiętrowe pokłady, ale też mnóstwo macek i wąsów. Cóż to za Kraken, który nie miałby macek? Kraken jest betonowy, a skórę ma asfaltową. Jego szkielet jest potężny, żelbetowy i spoczywa on na niezliczonej ilości filarów. Głowa Krakena patrzy na Łódź, jego ogon na Widzew. Jedna z jego macek sięga Uniwersyteckiej, a druga sięgnęła nas i przepycha się ku trasie W-Z, gdzie mieszka jego kuzyn, Wielki Rów. Kraken przegrodził miasto skuteczniej, niż zrobiła to linia kolejowa.

Krakenowi jest niewygodnie. Jego ramię nie może sięgnąć daleko, utknęło na Tuwima. Jak to wygląda?! Kiedy stoisz na poziomie ulicy, widzisz szeroką, asfaltowo-betonową autostradę, która nagle kończy się jak nożem uciął na wąskiej ulicy. To budzi niepokój. Taka nieciągłość przestrzeni, taka dysfunkcja i dysonans. To trudne do zniesienia, a mówiłem przecież, że Ważne Osoby są estetycznie wrażliwe. Już wystarczy, że pięćdziesiąt lat musiały cierpieć, że tak samo bezsensownie kończyła się aleja Kościuszki przy Radwańskiej – na szczęście po wielu latach udało się to wreszcie zmienić.

Tutaj też to się musi zmienić. Niestety, my, Ludzie Nieważni, którzy tutaj żyjemy i mieszkamy, zaczęliśmy protestować. Powiedzieliśmy, że w zasadzie to nam ta ciągła rzeka Waszych aut pod oknami trochę przeszkadza i że w sumie to się trochę boimy przechodzić przez ulice. I że skoro już robimy tą Wielką Rewitalizację, to byśmy chcieli, żeby i u nas ona była, choć trochę. Mieliśmy też trochę szczęścia – jedną z nas okazała się być Znana Społeczniczka, która wróciła z warszawskiego wygnania po dekadzie i zorganizowała dla nas konsultacje społeczne, w których po raz pierwszy ktokolwiek nas zapytał, jak byśmy widzieli naszą ulicę i naszą okolicę. Nikt z nas nie chciał Krakena, ale za to kilku chciało tramwaj, a wszyscy remont i uspokojenie ruchu.

Ważne Osoby miały jednak inne plany. Również takie prawdziwe, rysowane na papierze. Na papierze ramię Krakena dobiegało do trasy W-Z i Zawijasem Balda na dwupoziomowym skrzyżowaniu się w nią włączało. To nic, że wymagało to wycięcia praktycznie wszystkich drzew, które są po południowej stronie pl. Zwycięstwa i zamianę spokojnej uliczki przed Muzeum Kinematografii w jezdnię o trzech pasach ruchu. W końcu ilość wystających w niebo słupów i sygnalizatorów byłaby tak samo duża, jak wcześniej rosnących tam drzew. Ale żeby tam sięgnąć, ramię Krakena musiało się rozepchnąć przez naszą dzielnicę. Ważne Osoby orzekły, że należy wyburzyć całą pierzeję ulicy Targowej w tym celu, ale to nic, bo te nasze kamienice i tak są brzydkie. Nie powinniśmy się zresztą martwić, na pewno zaraz znajdą się Inwestorzy, którzy te uwolnione od nas działki szybko zabudują, zupełnie tak jak te na Zachodniej.

Ku wielkiemu smutkowi Ważnych Osób nadal protestowaliśmy. To takie nieznośne! Co gorsza, zaczęli się nami interesować inni ludzie i nawet czasem pisano o nas w gazetach. Były architekt miasta nawet napisał artykuł o tym, że ramię Krakena nigdy nie zostanie zabudowane, bo działki, przez które przechodzi podzieliło w taki sposób, że nikomu się to zwyczajnie nie opłaci. I że lepszą przejezdność uzyskalibyśmy, gdyby po prostu połączyć rozdzielone kiedyś ulice i dobudować trochę nowych, ale wąskich i idących przez środki kwartałów, które w naszej dzielnicy są naprawdę duże. Jacyś mili ludzie od zabytków dopatrzyli się też wartości w naszych kamienicach i postanowili objąć je ochroną konserwatorską, co Ważnych Ludzi dość mocno rozgniewało, bo wtedy trudniej taką kamienicę wyburzyć.

W końcu zainterweniowała sama Pani Prezydent. Powiedziała, że nas rozumie, ale do dworca dojechać trzeba. Więc ona da Krakenowi ramię, ale węższe. A my w zamian dostaniemy remont chodników i nowy woonerf, choć prawdę mówiąc nie bardzo wiedzieliśmy, czemu takim słowem nazywać wyłożenie granitową kostką kawałka Targowej. I kazała Ważnym Osobom, żeby przypilnowali Mniej Ważnych Osób, żeby te narysowały, jak to wszystko będzie wyglądało.

A więc stoimy z pieskiem Lubo w poniedziałkowy poranek na naszej ulicy Tuwima i patrzymy na samochody. Pieskowi nieco się nudzi, a ja robię zdjęcia, bo kamienice, które są za mną idą do wyburzenia. Nowotargowa będzie szła dalej na wprost, a potem lekko skręci, ale nie za mocno, żebyście mogli spokojnie jechać przez ten zakręt szybko ale bezpiecznie, tak nie mniej niż dziewięćdziesiąt kilometrów na godzinę. Dwie jezdnie zostaną obsadzone drzewkami i krzewami, które kryją wstydliwe wnętrza naszych odsłoniętych podwórek, bo przecież Ważne Osoby nie mogą oglądać pani Jadzi, która idzie do wygódki z papierem toaletowym w ręku. A właśnie – mówiłem Wam, że duża część z nas nie ma nadal toalety w mieszkaniu, a sporo nawet na korytarzu?
Na wysokości Nawrotu dwie jezdnie nagle staną się jedną – to jest właśnie kompromis Pani Prezydent. Nasze kamienice będą nadal stały, ale żeby wygodniej się Wam jechało, nie będzie przejść dla pieszych. To znaczy będą, ale tylko przy Nawrocie, potem już nie. Nie możemy przecież tamować ruchu, przecież cały czas skądś dokądś jeździcie pod naszymi oknami. 

Szczególnie bawi nas końcówka tego kawałka Targowej, który nazwaliście woonerfem – Mniej Ważne Osoby narysowały go tak, że do dwóch kamienic nie ma żadnego wjazdu, chyba że przez trawnik. Potem będziecie się na nas złościć, że nie umiemy uszanować tego, co nam daliście, zupełnie jak te nieroby ze Starego Polesia, co nie sprzątają po swoich psach. Ja sprzątam po piesku Lubo, choć przyznam się, że nie zawsze. Czasem Lubo zostawi niespodziankę tam, gdzie parkujecie na byłym trawniku, a ja czasem zapomnę jej sprzątnąć. Przepraszam.

Stoimy i patrzymy na przesuwające się samochody. My patrzymy na Was, Wy na nas wcale. Jesteśmy dla Was przezroczyści i nic Was nie obchodzimy. Oddychamy Waszymi spalinami i tym, co sami spalimy w piecach, bo centralne ogrzewanie to nie u nas. U nas żyje się średnio kilkanaście lat krócej niż u Was, ale Wy tego nawet nie wiecie. Wy po prostu chcecie przejechać, dojechać i wrócić. To w sumie nie Wasza wina. To my mogliśmy lepiej się urządzić w życiu i na przykład się wyprowadzić do bloków, jak Wy. I mogliśmy sobie kupić samochód, jeśli akurat go nie mamy. To nasza wina i powinno się nas za to ukarać. I właśnie dlatego przyszedł do nas Kraken i nas zje. Tylko jest jedno, czego nie jeszcze nie wiecie – kiedyś ten Kraken zje również i Was.

 

Jarek Ogrodowski – miejski aktywista i społecznik, w roku 2013 brał udział w kampanii edukacyjno-informacyjnej pierwszego Budżetu Obywatelskiego w Łodzi realizowanej przez Fundację Fenomen i Stowarzyszenie Topografie. Ekspert w zakresie partycypacji społecznej i rewitalizacji.

ilustracja: GRA-FIKA