W tym roku mija 10 lat od rozpoczęcia remontu i adaptacji zabytkowej elektrowni EC1 i piętnaście lat odkąd po raz pierwszy oficjalnie pojawiła się idea rewitalizacji i przekształcenia przestrzeni wokół dworca Fabrycznego, znanej później jako Nowe Centrum Łodzi. Te okrągłe rocznice są dobrą okazją, aby spojrzeć na tę nową dzielnicę i ocenić co już się udało zrobić, co się udało a co nie.

 

Dzisiaj chciałem porozmawiać chwilę o miejscu, które znamy jak Nowe Centrum Łodzi, a konkretnie o jego większej, wschodniej części, znajdującej się pomiędzy dworcem Fabrycznym a ulicą Kopcińskiego - tą którą widzimy na mapie poniżej. Powodem tej rozmowy jest artykuł Szymona Bujalskiego w łódzkiej Gazecie Wyborczej, mówiący o tym, że urząd miasta sprzedał za połowę ceny jedną z ostatnich działek która pozostawała jeszcze do komercjalizacji na tym obszarze. Skoro tak, to można powoli zacząć wyciągać wnioski, czy cała akcja zakończyła się pod tym względem sukcesem. Aby to zrobić, zastanowić się należy, dlaczego inwestor, który nabył tę działkę, był jedynym chętnym, i to po kilku próbach sprzedaży? 

Zrzut ekranu 2020 06 02 o 11.11.18

 

Oczywiście, zanim przystąpimy do dalszych rozważań, musimy wziąć pod uwagę czynniki obiektywne, takie jak coraz większe nasycanie się rynku inwestycjami biurowymi czy trwającą właśnie pandemię. Pamiętajmy jednak, że działka ta była gotowa do sprzedaży zanim wystąpiły obydwa ww. obiektywne czynniki. Pomimo tego nie znalazła nabywcy aż do wczoraj. Moim zdaniem "wina" leży więc zupełnie gdzieś indziej i wynika z samej sposobu zaprojektowania tego terenu. 

Kiedy patrzy się na przestrzeń Nowego Centrum Łodzi z punktu widzenia handlowego, należy złapać się za głowę. 


Po pierwsze i najważniejsze istniejąca tu wcześniej linia kolejowa została zastąpiona wielopasową drogą o parametrach drogi głównej ruchu przyspieszonego, co znacząco ograniczyło możliwości tworzenia wjazdów na posesje oraz liczby potencjalnych skrzyżowań. Ponadto drogę tą poprowadzono na lekkim nasypie, co spowodowało że jest ona wyniesiona ponad otaczające ją działki nawet o dwa metry, co można zaobserwować choćby przy skrzyżowaniu z ul. Tramwajową. Skrzyżowaniu, na którym dla utrzymania parametrów nowej drogi zachowano niepotrzebny już wiadukt. Niewiele mniejsza różnica terenu znajduje się również przy ul. Nowotargowej. 

IMG 0617

 

Po drugie, wspomniana już droga biegnąca w śladzie dawnej linii kolejowej nie jest i nie będzie miejską ulicą. Nawet przy utrzymaniu parametrów ulicy dwujezdniowej z pasem zieleni pomiędzy mogła ona tworzyć miejską promenadę, możliwą do obudowania budynkami posiadającymi usługowe partery dostępne z poziomu biegnącego wzdłuż niej chodnika. Dodatkowo rezygnacja z parametrów drogi przyspieszonej umożliwiłaby wyznaczenie gęstszej siatki ulic i pasaży - obecna jej konstrukcja nie tylko uniemożliwiła takie rozwiązane, ale wręcz uniemożliwiła połączenie ze sobą istniejących już ulic Lindleya i Wodnej, tworzących niegdyś jeden ciąg uliczny. Efektem jest powstanie całego szeregu działek, które są albo zajęte częściowo poprzez ekstensywnie zaplanowany układ drogowy, albo niemożliwe do obsłużenia za jego pomocą - ich obsłudze będą dalej służyć już istniejące, wąskie ulice, takie jak Tramwajowa, Tuwima, Wodna czy Wierzbowa. Zwróćmy uwagę przede wszystkim na okolice ślimaka na skrzyżowaniu ulic Nowotargowej i Nowowęglowej, zwanego eufemistycznie Skwerem Strajku Studentów 1981 r. - to jest obszar, na którym zmieściłby się cały kwartał zabudowy wielofunkcyjnej, wysokości co najmniej ośmiu-dziesięciu kondygnacji. Działka ta jednak jest i pozostanie pustą przestrzenią, użytkowaną głównie przez osoby porzucające tam śmieci i spożywające alkohol. 

IMG 0619

 

Kiedy patrzy się na przestrzeń Nowego Centrum Łodzi z punktu widzenia handlowego, należy złapać się za głowę. Widać wyraźne, że projektant (?) tej przestrzeni miał na myśli stworzenie przede wszystkim przeskalowanego układu drogowego, który oryginalnie włączać się miał w kolejną trasę W-Z zbudowaną na gruzach kamienicznej zabudowy ulic Narutowicza i Zielonej, czego fragmenty oglądamy dziś w okolicach cerkwi i dawnego Hotelu Centrum. Układ ten, zaplanowany na przełomie lat 60. i 70. zeszłego wieku był w momencie projektowania Nowego Centrum Łodzi już nieaktualny i w ramach tej samej inwestycji drogowej likwidowany. Tym bardziej więc dziwi zaprojektowanie i zrealizowanie projektu w takiej formie. Drugim celem projektanta (?) było stworzenie dużych, możliwie prostych do zbycia działek. Inwestor, a więc w tym wypadku PKP i władze miasta nie miał cierpliwości do spokojnego i planowego budowania miasta, pożądał szybkiego zysku tu i teraz. Dlatego też beneficjentami takiego układu zostały przede wszystkim firmy budujące jednofunkcyjną zabudowę biurową, pustoszejącą w momencie zamknięcia biur i poza godzinami pracy w nich. W takiej przestrzeni niemożliwym jest rozwój zabudowy wielofunkcyjnej, miejskiej, nastawionej na korzystanie z niej przez całą dobę siedem dni w tygodniu, co charakteryzuje centra europejskich miast. W efekcie zamiast tętniącej życiem przestrzeni otrzymaliśmy dzielnicę zorganizowaną wokół dysfunkcyjnego układu drogowego, której poszczególne części odwrócone są od niego plecami i które przypominają co smutniejsze obrazki z warszawskiego „Mordoru”. 

Pod tym względem Nowe Centrum jest epigonem, zapatrzonym w minioną epokę i zaprzeczającym wszystkiemu, co zapowiadała chociażby wizja zarysowana przez Roba Kriera czy pierwotnych pomysłodawców zagospodarowania tego terenu. 


Jak więc ocenić tak zarysowane Nowe Centrum? Jako inicjatywa mająca „zszyć” rozdzielone przeszło półtora wieku temu linią kolejową części miasta zawiodło ono zupełnie. W miejsce jednej bariery przestrzennej pojawiła się inna, jeszcze trudniejsza do przekroczenia. Jako projekt urbanistyczny Nowe Centrum zawiodło jeszcze bardziej, powtarzając niemal co do jednego wszystkie błędy modernistycznego planowania przestrzennego, starannie unikając jednak wynikających z niego korzyści. Stworzona tutaj przestrzeń jest martwa, nieprzyjazna i przytłaczająca swoją skalą, jednocześnie nie oferując niczego w zamian, nawet jeśli tym czymś miała by być brutalistyczna architektura czy sprawna obsługa komunikacyjna. Pod tym względem Nowe Centrum jest epigonem, zapatrzonym w minioną epokę i zaprzeczającym wszystkiemu, co zapowiadała chociażby wizja zarysowana przez Roba Kriera czy pierwotnych pomysłodawców zagospodarowania tego terenu. 

Nowe Centrum Łodzi zawiodło także jako projekt biznesowy, nastawiony na zysk. Nie tylko sprzedaż uwolnionych przez kolej działek i ich późniejsze zagospodarowanie nie przyniosły spodziewanych zysków, ale pozyskane od inwestorów środki nie wystarczyły nawet na zamortyzowanie poniesionych kosztów. Jaskrawym przykładem tego jest sprzedaż działki pod biurowiec znany jako „Brama Miasta”, z której zyski nie wystarczyły nawet aby w całości sfinansować podziemną ulicę budowaną przez miasto, która miała go obsługiwać. Co więcej, trudno oczekiwać, że ten rachunek kiedykolwiek się zbilansuje – uwolnionych działek było od początku zbyt mało, a przeskalowany układ drogowy pochłonął znakomitą większość z nich, z najatrakcyjniej położonymi na czele. 

Czy można było temu zapobiec? Tak. Strona społeczna, z byłym architektem miasta Piotrem Bilińskim na etapie projektowania nowej dzielnicy proponowała zastąpienie wielopasowych tras szeregiem węższych ulic, zorganizowanych w znacznie gęstszą siatkę. W obliczu braku zgody na takie rozwiązanie proponowaliśmy przynajmniej uczynienie z ulic Nowowęglowej i Nowotargowej szerokich ulic-promenad, na podobieństwo berlińskiego Kurfürstendammu czy nawet centralnego odcinka warszawskich alej Jerozolimskich. Nic takiego nie zostało jednak wzięte pod uwagę i z efektami tamtych złych decyzji mierzyć się będziemy przez następne dziesięciolecia.

Czy możliwe jest naprawienie tej przestrzeni? Na pewno tak. Wymagać to jednak będzie uruchomienia ogromnych środków finansowych, których nie mamy i mieć raczej nie będziemy oraz generalnej zmiany w myśleniu o mieście, jego funkcjach, korzystaniu z niego i potrzebach osób, które mają je zamieszkiwać. Prawdopodobnie więc zostaniemy z Nowym Centrum w jego obecnej, nieatrakcyjnej formie na dziesięciolecia i będzie ono przez bardzo długie lata pomnikiem szansy zdarzającej się raz na stulecie, a którą zmarnowaliśmy.

 

___________________________________   

 

Jarek Ogrodowski – miejski aktywista i społecznik, w roku 2013 brał udział w kampanii edukacyjno-informacyjnej pierwszego Budżetu Obywatelskiego w Łodzi realizowanej przez Fundację Fenomen i Stowarzyszenie Topografie. Ekspert w zakresie partycypacji społecznej i rewitalizacji.