Trwa remont ulicy Zachodniej. Ulicy, która od lat może służyć jako scenografia filmów wojennych, horrorów, ewentualnie filmów drogi. Remont, który nic nie zmienia, wręcz betonuje tę przestrzeń na lata. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że bez całkowitej zmiany tej ulicy rewitalizacja Łodzi się nie powiedzie. O diagnozę i perspektywy dla ulicy Zachodniej poprosiliśmy urbanistów, architektki, społeczników i społeczniczki. Część I / Kosma Nykiel

 

Czy władze miasta mają wizję dla ulicy Zachodniej? Trwający tam obecnie remont w zasadzie nie zmienia nic, utrwalając podział przestrzeni zdominowany przez samochody, a jego głównym celem wydaje się być po prostu wydanie dostępnych pieniędzy unijnych. Ściana Płaczu pozostaje praktycznie nieruszona – czy taki widok przywita pasażerów nowej stacji kolejowej już za parę lat?

Zastanawiam się, jakim cudem ten remont jest współfinansowany jest przez Unię Europejską w ramach programu rewitalizacji – z przywracaniem życia niewiele ma wspólnego. Skupmy się najpierw na dobrych stronach projektu – powstaje przejście dla pieszych przez Zachodnią przy pałacu Poznańskiego i dosadzono zieleń. Tyle by było, jeśli chodzi o bezapelacyjnie dobre strony tegoż remontu. 

Jako, że jest to remont odtworzeniowy, parametry jezdni pozostają niezmienione. Z miejscami czterech pasów nie dało się nawet uszczknąć po 25 centymetrów, co dałoby metr zysku dla pieszych – a mniej więcej tyle zabrano (z i tak nieszerokiego chodnika wzdłuż biurowca Ogrodowa Office) dla roślinnej rabatki – na której oczywiście drzew nie będzie. Zachodnia zostaje niestety komunikacyjnym ściekiem, drogą tylko dla samochodów, gdzie piesi ściskani są na półtorametrowych chodnikach, a tramwaje tłoczą się na pojedynczym przystanku. Rowerzyści są skazani na jazdę albo pośród pędzących samochodów (ci odważniejsi) lub na jazdę po odseparowanym od ruchu kołowego chodniku, powodując po raz kolejny konflikty na linii pieszy-rowerzysta. Fun fact – po niedawnej przebudowie równoległej Nowomiejskiej rowerzysta także komfortowo nie przejedzie, nie mówiąc o placu Wolności. A potem przejedzie sobie po przejeździe rowerowym przez Zachodnią, który będzie łączył chodnik z chodnikiem. 

Korzyści ekologiczne oczywiście trzeba było zminimalizować i trawiasty pas rozdziału między torowiskiem a jezdnią częściowo wyłożony zostanie kostką granitową. Nie pomyślano o utworzeniu w tym miejscu zielonego torowiska, które pozytywnie wpłynęło by na odbiór ulicy. Nie pomyślano o posadzeniu zieleni niskiej lub średniej we wspomnianym pasie rozdziału. Dodatkowo, rabatki ulokowane między miejscami parkingowymi będą otoczone – tak tak – delikatnymi metalowymi płotkami, które leżą powyginane w całym mieście np. przy Traugutta, gdzie w końcu osłonięto je  wręcz pancernymi, betonowymi krawężnikami. Jak widać, w Łodzi nauka na błędach jest zbyt trudna. O elementach jak stojaki na rowery nie wspominam. 

A teraz czytam sobie Gminny Program Rewitalizacji, jego cel operacyjny 4.4:
„Tworzyć   konsekwentną   preferencję   dla   ruchu   pieszego, z uwzględnieniem dostosowania do zmian klimatycznych."

Dalej rozwinięte jest to w postaci kierunków działania:
„Uznać konsekwentnie, że ruch pieszy, rowerowy i transport publiczny w centrum miasta mają znaczenie  priorytetowe;  tworzyć  infrastrukturę  przyjaznego  transportu:  wysokiej jakości  infrastrukturę  transportu  publicznego,  zaawansowaną  infrastrukturę  rowerową i infrastrukturę traktów pieszych z miejscami wytchnienia, oraz rozwiązania intermodalne." 
Czy dyrektor Biura Rewitalizacji chciałby nam wszystkim wyjaśnić, w jaki sposób ten remont przyczynia się w pozytywny sposób do osiągnięcia tego celu?  

Zrzut ekranu 2021 01 30 o 12.08.44

Zachodnia zostanie najobrzydliwszą ulicą Łodzi, z rozdrapanymi wrakami oficyn remontowanych chyba ostatnio, gdy rządził jeszcze car Mikołaj II, a powodujących odruchy wymiotne dla każdego poruszającego się tą drogą

Co jest najgorsze? Tego odcinka Zachodniej nie zmienimy teraz przez najbliższe kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt lat. Rozwiązania rodem z lat 70. zostają zakonserwowane przynajmniej do lat 30. XXI wieku. Zachodnia zostanie najobrzydliwszą ulicą Łodzi, z rozdrapanymi wrakami oficyn remontowanych chyba ostatnio, gdy rządził jeszcze car Mikołaj II, a powodujących odruchy wymiotne dla każdego poruszającego się tą drogą. Drogą, bo ulicą trudno nazwać ciąg, którego przez hałas i smród spalin unikają piesi, by nie kluczyć po wąziutkim chodniku, często zastawionym samochodami, dla rowerzystów nie ma miejsca, a zieleni jest tyle co kot napłakał. 

Pomimo, że miasto jest właścicielem niemal całej Ściany Płaczu, od dziesiątek lat nie dzieje się tam niemal nic – nie licząc sprzedaży części działek pod biurowiec Ogrodowa Office, który wymiernie poprawił wygląd północnej części Ściany. Sprawa jest o tyle pilniejsza, że za kilka lat na rogu Zachodniej i Zielonej powstanie przystanek kolejowy, który władze tak lubią nazywać stacją mini-metra. Jak tak dalej pójdzie, to pasażerów będzie witać widok jak na warszawskiej stacji metra Szwedzka – z tą różnicą, że to nie peryferia Pragi, a centrum Łodzi. 

Porządna rewitalizacja estetyczna (bo społeczna to inna bajka) to nie jest „rocket science”, jak mawiają Brytole. Dużo zieleni w każdej możliwej formie, szerokie chodniki, logiczna i ciągła infrastruktura rowerowa, sprawny i konkurencyjny transport publiczny – tak by chciało się w Centrum żyć, pracować i spędzać wolny czas. Tysiące miast na świecie, od zimnych Helsinek, przez umiarkowany klimatycznie Wiedeń i deszczowy Londyn, po górzystą Bogotę i upalny Singapur (i to właśnie te miasta liderują w rankingach jakości życia), pokazuje że się da. To jednak wymaga jednej odważnej decyzji od miejskich decydentów, którą niezdarnie udają, że podjęli (a zapisana jest ona nawet w miejskich dokumentach strategicznych), pomimo że wszystkie dotychczasowe działania wyraźnie wskazują na coś innego. 

 

___________________________________  

 

Kosma Nykiel - zawodowo urbanista, w wolnym czasie podróżnik, łódzki działacz społeczny i bloger. Absolwent urbanistyki i planowania przestrzennego na University College London.