Z ekscytacją rozmawiamy o życiu po pandemii, z nostalgią o czasach przed nią, a tu i teraz to nieoceniony wysiłek adaptacji do nowej codzienności. Ale sytuacja życiowa zmieniła się diametralnie nie tylko u nas. O puste parki, ulice, place zabaw i ogrody rozrosła się przestrzeń swobodnych przebieżek dziko żyjących zwierząt.

 

Kiedy do ogrodów zoologicznych nie przychodzą ludzie, brak rozrywek skłania pracowników do zapoznawania zwierząt między sobą. Nie mniej zaskoczone kwarantanną są psy, koty, chomiki i kanarki, które nagle zmuszone są spędzać z nami czas prawie bez przerwy. Mówi się nawet, że te pierwsze są już nieźle poirytowane pełnieniem funkcji słynnej przykrywki - wspólnymi wyjściami na spacer w nadmiarowych ilościach. 

91381263 1401269453368360 653939514191904768 n


Kiedy w 1968 roku artystka związana z akcjonizmem wiedeńskim VALIE EXPORT wyprowadzała na spacer swojego przyjaciela Petera Weibela, jej prowokacyjne działania miały ujawniać patriarchalne struktury społeczne. Akcjonizm wiedeński był krótkim i gwałtownym ruchem w sztuce XX wieku, jednym z wielu niezależnych wysiłków lat 60. XX wieku nastawionych na rozwój sztuki performance. Artystka zwracała uwagę na obszary wykluczenia, tabu ciała, sytuację kobiet. Możemy się domyślić, że ta sama praca w aktualnym kontekście miałaby zupełnie inny wydźwięk. 

 

 

Tymczasem mieszkańcy zoo opiewają w nowe doświadczenia. Okazuje się, że brak ludzi przychodzących z wizytą skutkuje u nich… nudą. Zwierząt żyjących w ogrodach zoologicznych nie można wyłączyć i wrócić do nich po koronawirusie, życie tam wciąż się toczy. Dlatego zaczęto zapoznawać je ze sobą nawzajem, choćby przez szybę. Świat obiegły wieści o dwóch pandach wielkich z Ocean Park Zoo w Hongkongu, które po trzynastu latach życia obok siebie, w końcu połączyły się w parę. 

Chcąc zachować kontakt z publicznością, zoo-biznes przeniósł się do internetu, gdzie pracownicy regularnie rejestrują nowatorskie międzygatunkowe spotkania. 

 

 

Jeżozwierz o imieniu Nolina z zoo w stanie Oregon pierwszy raz w życiu zobaczył żyrafę, a pingwiny dreptające po wnętrzach Shedd Aquarium w Chicago obejrzało ponad 9 milionów osób (to więcej niż oglądalność "Saturday Night Live"). Potrzebujemy czuć, że nasza kwarantanna nie idzie na marne, że ostatecznie to my naprawiamy świat, nawet jeśli wcześniej sami go zepsuliśmy, że dzięki nam Matka Natura odżywa, że wszystko będzie dobrze. Wesołe pingwinki krzepią nadzieję, wypełniają czas i gwarantują dobry humor. Innymi słowy, pomagają nam przetrwać (link).

 

 

Swego czasu dużo mówiło się o rozkwicie dzikiego życia w Czarnobylu - baśniowych koniach Przewalskiego, dzikach, jeleniach, sarnach, wilkach, łosiach i lisach, których populacje zwiększają się, bo od dawna nie muszą koegzystować z ludźmi i nie padają ofiarami polowań.  Trudno nie zauważyć, że przyroda odradza się i kwitnie najpełniej, kiedy nie wchodzimy do niej z butami. Co wydarzy się w naszych opustoszałych miastach, gdy będziemy je oglądać tylko przez okna? W czasach szerzącego się COVID-19 nasi przyjaciele pojawiają się na coraz większej ilości fotografii i wideo krążących po internecie i choć wiele z tych informacji jest naciąganych lub nawet fałszywych (link), zdaje się, że w ogólnym rozrachunku, przyroda rzeczywiście triumfuje i korzysta z naszej absencji. Na ulicach pojawiają się jelenie, dziki, konie i owce, a nawet niedźwiedzie, lwy górskie i dzikie pumy. W Myrtle Beach, w Południowej Karolinie widziano spacerującego po ulicach aligatora, na litewskim blokowisku ogromnego łosia, w Anglii przed domami wylegują się jelenie, po Kolorado biegają lwy górskie, a po centrum San Francisco kojoty. Przyłapano owce kręcące się na dziecięcej karuzeli, górskie kozy zdobywające przydomowe ogrodzenia i setki wiewiórek masowo oblegających park w Santa Monica (link).

EUtr5tJWsAYP5 A

 

W potoku internetowej euforii czytamy o delfinach powracających do wybrzeży Sardynii przy braku ruchu w portach oraz indyjskich i brazylijskich żółwiach, które nie tylko złożyły w tym roku jaja na plaży, ale w dodatku zrobiły to, jak nigdy, w biały dzień. W Indiach było to ponad 70 000 żółwi oliwkowych, a w Brazylii już wykluło się prawie 100 żółwi szylkretowych, czyli gatunku krytycznie zagrożonego. "Będziemy widzieć więcej lisów - twierdzi Romain Julliard, szef pionu badawczego francuskiego Muzeum Historii Naturalnej - bo one są forpocztą zwierzęcego <powrotu>. Są najodważniejsze i najchętniej prowadzą miejską eksplorację. Szybko dopasowują się do nowych warunków. Jak gdzieś zrobi się cicho, zaraz się tam pojawią. [...] Zaraz po nich pojawią się ptaki. Jak te odważne pawie w Madrycie. Dzięki pandemii zyskać mogą zwykłe żaby i salamandry. Mniejszy ruch na drogach daje im większe szanse na przeżycie" (link).

 

 

Powodem dla którego zwierzęta chętniej pokazują się na obszarach zabudowanych jest jednak nie tylko potrzeba eksploracji lub chęć odzyskania wcześniej utraconych terenów. Zwierzęcymi podbojami kieruje często  głód. Tajlandzkie małpy, przyzwyczajone do dokarmiania przez turystów, nie umieją już zdobyć pożywienia inaczej, a wiele dzikich zwierząt w metropoliach żyje z grasowania po śmietnikach.  

92245531 175008323523902 7228704433348018176 n2

 

Kolejnym niepodważalnym wygranym pandemii jest atmosfera. Brak zanieczyszczeń, które wytwarzamy codziennie w fabrykach i transporcie klaruje powietrze (link). Świat obiegły zdjęcia Dhauladhar Range Himachal w Himalajach, widoczne z Jalandhar, Pendżab po tym, jak zanieczyszczenie spadło tam do najniższego poziomu. Jest to około 200 km w linii prostej. Sytuacja taka nie miała miejsca od 30 lat, a zawdzięczamy ją zamknięciu w domach 1,4 miliarda osób. To takie proste.

 

Indie mają 21 z 30 najbardziej zanieczyszczonych miast na świecie, z czego sześć znajduje się w pierwszej dziesiątce, zgodnie z danymi z raportu IQAir AirVisual World Air Quality World 2019. Zamknięcie wielu gałęzi przemysłu z powodu zatrzymania nieistotnych działań, dekret o ograniczeniu ruchu i odwołanie lotów komercyjnych spowodowały zmniejszenie o 44% poziomu zanieczyszczenia powietrza zgodnie ze standardem PM10 w Delhi - odnotowuje Centralna Rada Kontroli Zanieczyszczeń Indii.

  

 

Wszystko zaczęło się od nietoperzy lub łuskowców (które są gatunkiem zagrożonym), hodowanych, przemycanych i sprzedawanych w wysoce niehigienicznych warunkach m.in. na rynku owoców morza w chińskim mieście Wuhan. Wbrew nazwie, można tam nabyć także węże, nietoperze, jeżozwierze i jelenie. W Wietnamie, z restauracyjnego menu możemy wybrać dania z płaszczek, jeżozwierzy, dzikich świń i kóz. Handel większością z nich jest nielegalny, niektóre traktowane są jak luksus albo lekarstwo. Stają się wylęgarnią chorób i dają wirusom zielone światło do przejścia na ludzi (link). Targi żywych zwierząt istnieją obecnie w Azji, Afryce Zachodniej, Ameryce Południowej i Środkowej, a być może nawet potajemnie w części Stanów Zjednoczonych. Change.org i wiele innych organizacji woła o globalną próbę zamknięcia światowych rynków mięsa żywych zwierząt, które prowadzą handel dziką fauną i florą i wprowadzenia w życie surowych przepisów dotyczących ich ochrony, oraz zatrzymanie kłusownictwa (link). 

Wiele osób twierdzi, że zmiana postaw kulturowych lub egzekwowanie zakazów nie będzie łatwe, gdyż tzw. “mokre rynki” są częścią lokalnych kultur, wzbudzają zaufanie i przekonanie, że mięso tam sprzedawane jest świeże i tanie. Profesor Andrew Cunningham, zastępca dyrektora w Zoological Society of London (ZSL), twierdzi, że „źródłem problemu jest niszczenie przyrody, doprowadzanie zwierząt i ludzi do konfliktu”. Pod lupę brane jest “z pozoru nienasycone pragnienie jedzenia zwierząt, zarówno dzikich, jak i domowych”. “Warunki, w których dzisiaj często hodujemy zwierzęta - stłoczone dziesiątki tysięcy zwierząt skrzydło w skrzydło lub pysk w pysk - służą jako <wzmacniacze> w przypadku wirusowej pandemii”. 

rgyzjx9ivxr41

 

8 kwietnia 2020, wieści o tym, jakoby inne zwierzęta były wolne od groźby zarażenia, znów są podważane. DW News podaje, że kaszlący tygrys z nowojorskiego zoo okazał się pozytywny w teście na COVID-19, ryzyko zarażenia dotyczyć ma także kotów, a w Hongkongu odnotowano zainfekowane psy (link).

Podatne na zarażenie są też fretki, goryle, szympansy i inne człowiekowate (link).  Udowodniono, że świnie, woły i kury nie są podatne na nowego koronawirusa.   

Właściciele zwierząt domowych okazują się za to niebezpieczni dla swoich podopiecznych. Wszystkie zachorowania były przekazywane właśnie od człowieka do zwierzęcia. Mimo to, ludzie już zaczęli pozbywać się swoich zwierzaków i usypiać je z obawy przed chorobą. 

 

 

Co będzie dalej? Podobno nic nie wróci już do poprzedniego stanu, a definicja normalności rozmyła nam się po drodze. To fantasmagoryczne życzenie, żeby pół-miejskie zwierzęta nie uciekały z powrotem, kiedy my wrócimy do panoszenia się po terenach zurbanizowanych, żebyśmy żyli razem w zgodzie, żebyśmy wytworzyli nowy rodzaj przyrodniczej harmonii i szacunku. Jeszcze trudniej będzie zlikwidować nielegalny handel żywymi zwierzętami. Skutki proekologicznych działań na pewno będą wzmocnione, bo poparte przykrymi danymi dot.  COVID-19 na całym globie. Zwierzęta domowe odzyskają autonomię i wolny czas na drapanie ścian i rozszarpywanie dywanów, a mieszkańcy zoo wrócą do własnych klatek i regularnych kontaktów z ludźmi. Natura miała szansę na chwilę wytchnienia, ale przecież zamierzamy wrócić do sukcesywnego niszczenia jej. A może w końcu przestaniemy żyć w przeświadczeniu, że wszystko nam wolno?  

 

___________________________________   

Dobrosława Nowak - absolwentka Fotografii na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu (2013). Magister psychologii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu (2015 ). W 2018 roku wolna słuchaczka kursu „Najnowsze trendy w sztukach wizualnych” w Akademii Sztuk Pięknych Brera w Mediolanie. Pisze o sztuce po polsku, angielsku, francusku i włosku. Artystka, kuratorka i badaczka. Urodzona w Poznaniu, mieszka i pracuje w Mediolanie.

___________________________________   

ilustracja: GRA-FIKA