Fanpejdż Łodzi po raz kolejny okazuje się być zręcznym narzędziem w miejskiej propagandzie. Zamienimy pięciu dyrektorów na jednego, tak samo pięć dawnych domów kultury obsłuży teraz jeden księgowy zamiast pięciu, zwalczymy przerośniętą biurokrację! Sukces! Nie wszystko jednak jest tak różowe jak propagandowa grafika UMŁ.

 

Centralizacja domów kultury w Łodzi od samego początku spotyka się z krytyką. Sama wiceprezydentka Moskwa-Wodnicka, odpowiedzialna za reformę, nie ukrywa, że przede wszystkim chodzi o oszczędności, w tym kadrowe. To jak zreformowane instytucje będą po zmianach funkcjonować, zdaje się nikogo z władz Łodzi nie interesować. A minusów jest naprawdę pokaźna ilość – osłabi niezależność i oddolną kreatywość każdego z ośrodków, niszczy wypracowane modele współpracy z lokalnymi społecznościami i ich współpartycypacji. Wiele domów kultury (jak Dom Kultury Ariadna, Teatr Szwalnia, Dom Kultury Widok i Zespół Tańca Harnam) straciło już szansę na modernizację ze względu na wycofanie przez miasto wkładu własnego do dotacji z Unii. Co ciekawe, na spotkaniu konsultacyjnym z pracownikami domów kultury wiceprezydentka odmówiła wpisania do statutu nowej instytucji autonomii każdego domu (jako filii nowej instytucji) z osobna – co wyraźnie świadczy o autorytarnych zapędach władz Łodzi, o zapędach w stylu najgorszych praktyk rodem z Nowogrodzkiej. Ogłoszone konsultacje społeczne są fikcją – nie poruszają nawet na chwilę tematu łączenia instytucji.

Co więcej, protest przeciwko centralizacji łódzkich domów kultury poparły, wybitne osobowości polskiej kultury – Dymitr Hołówko, Sylwia Chutnik, Jacek Dehnel i Zygmunt Miłoszewski (dwaj ostatni reprezentujący Stowarzyszenie Unia Literacka, w którego skład wchodzi także noblistka Olga Tokarczuk czy Dorota Masłowska), popularni muzycy (zespół Rezerwat i Jacek Jędrzejczak z zespołu Big Cyc), dyrektorzy ośrodków kultury z innych miast, a nawet uczelnie wyższe – jak kierownictwo Wydziału Kulturoznawstwa UŁ. Obojętni nie pozostają parlamentarzyści – list do wiceprezydentki Moskwy-Wodnickiej wysłały posłanki Partii Razem Daria Gosek-Popiołek i Paulina Matysiak, a także łódzka posłanka Polski 2050 Hanna Gill-Piątek.

Zastanawiające jest to, że optymalizacji kosztów nie podlegają np. rozdęte spółki miejskie czy horrendalne zarobki dyrektorów spółek miejskich (szczególnie tych, które rokrocznie przynoszą stratę, która musi być pokrywana z budżetu miasta). Według Urzędu Miasta Łodzi centralizacja domów kultury ma przynieść zysk rzędu 400 tysięcy złotych rocznie. W skali 5 miliardów budżetu miasta, to grosze. No ale wiadomo, żyjemy w trudnych czasach i trzeba oszczędzać. Postanowiłem zrobić małe wyliczenie, gdzie można by znaleźć jeszcze oszczędności dla budżetu miasta. No jak to gdzie – w łódzkich miejskich spółkach wodnych! 

Łódź to miasto absolutnie wyjątkowe pod wieloma względami. Wyjątkowe są również jego spółki wodne. W mieście włókniarek mamy trzy spółki zajmujące się wodą – ZWiK dostarczający wodę i odprowadzający ścieki, ŁSI, która jest właścicielem sieci rurociągów pod miastem oraz GOŚ, która ścieki oczyszcza. Trzy spółki, trzy rady nadzorcze, trzy zarządy.

Jak jest w innych polskich miastach podobnej wielkości? Wrocław i Kraków mają po jednej spółce – w obydwu przypadkach zwanej Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji, która zajmuje się wszystkim.

Jak wyglądają struktury władz spółek? W Krakowie, MPWiK ma prezesa, dwóch zastępców i dwóch członków zarządu, natomiast rada nadzorcza ma pięciu członków plus przewodniczącego. Wrocławska spółka ma prezesa i dwóch zastępców, a rada nadzorcza siedmiu członków.

A łódzkie spółki? ŁSI posiada dwuosobowy zarząd i pięcioosobową radę nadzorczą. ZWiK posiada ma prezesa, wiceprezesa i członka zarządu, a w radzie nadzorczej 4 osoby. GOŚ ma prezesa i dwóch zastępców, a w radzie nadzorczej zasiada 7 osób. Łącznie osiem osób w zarządach i 16 w radach nadzorczych – nie licząc wszelkich księgowych, sekretarek itp. Jak widać, przestrzeń do optymalizacji jest znaczna. Co jeszcze jest absurdalne w funkcjonowaniu łódzkich spółek? Ano, ZWiK w samym 2020 roku miał zapłacić ŁSI 69 milionów złotych czynszu za używanie rur, które jeszcze półtorej dekady temu były własnością ZWiKu. Jedna spółka miejska płaci czynsz drugiej za swoją dawną własność, która została z niej sztucznie wydzielona.

 Info 1 v3 01

 

Ile kosztuje utrzymywanie trzech zarządów w Łodzi, a ile jednego zarządu w Krakowie? Dla Wrocławia niestety nie udało znaleźć mi się szczegółów wynagrodzeń w spółkach. Dane opieram na podstawie uchwał spółek i oświadczeń majątkowych – wszystko to można znaleźć w internecie.

W Krakowie, wydatki spółki na pensje zarządu to 1 612 104 złotych, a rady nadzorczej to ok. 269 017 zł (wartość przybliżona – zarobki oparte są o średnią krajową, której wartość zmienia się co miesiąc) rocznie.

W Łodzi, wynagrodzenia zarządu w GOŚ kosztują ok. 639 454 zł rocznie (wartość przybliżona, gdyż dla członków zarządu podane są widełki), a rady nadzorczej 311 786 zł rocznie. Dla ŁSI i ZWiK te liczby wynoszą, kolejno: 832 457 zł i 942 670 zł oraz 206 112 zł i 169 104 zł rocznie. Podsumowując, zarządy łódzkich spółek wodnych kosztują 2 414 581 zł rocznie, a rady nadzorcze 687 002 zł rocznie – czyli ponad 3 miliony złotych rocznie. 

 

Info 2 01

 

Dla lepszego porównania dodałem jeszcze Warszawę – miasto wiele większe i wiele bogatsze od Łodzi – również o bardziej rozbudowanej sieci wodociągowo-kanalizacyjnej – zarządza trzema oczyszczalniami. W Warszawie również tylko jedno przedsiębiorstwo zajmuje się tym, co Łodzi należy do trzech. W warszawskim MPWiK jest prezes i trzech członków zarządu, a radzie nadzorczej zasiada 6 osób. Roczny koszt ich utrzymania to ok. 1 166 203 zł (zarząd) i ok. 312 198 (rada nadzorcza). Jak widać, zarobki zarządu wcale nie są uzależnione od wielkości miasta czy sieci wodnej – a Warszawa wydaje na to dwa i pół raza mniej niż Łódź.

Bądźmy wyrozumiali dla zarządów łódzkich spółek wodnych i przy łączeniu ich sprowadźmy zarówno rozmiar, jak i zarobki do poziomu Warszawy. Zaoszczędzimy wtedy ponad 1,6 miliona złotych – a odejdą od tego jeszcze koszty lokalowe, księgowe itd. itp. etc. Na połączeniu łódzkich spółek wodnych można zyskać cztery razy więcej niż na łączeniu domów kultury – dlaczego więc nie zajmiemy się nimi? Czy to dlatego, że w ich władzach zasiadają członkowie (obecni i byli) partii rządzącej w Łodzi koalicji? Jeśli Hanna Zdanowska chciałaby pokazać, że obcy jest jej nepotyzm rodem z PiSu (między sytuacją w Łodzi i w rządzie można niestety znaleźć wiele podobieństw), a wysoka jakości demokracji lokalnej i wsłuchiwania się w głos mieszkańców są jej bliskie – to może reorganizacja miejskich spółek wodnych to dobry pierwszy krok? Przemawia za tym mocny argument finansowy – a to chyba jedyne, na co zwracają uwagę władze Łodzi.

 

___________________________________  

 

Kosma Nykielzawodowo urbanista, w wolnym czasie podróżnik, łódzki działacz społeczny i bloger. Absolwent urbanistyki i planowania przestrzennego na University College London.