Z Martą Karbowiak autorką projektu Ogrodów Karskiego - rozmawia Marcin Polak

W ubiegłym roku w głosowaniu na zadania do Budżetu Obywatelskiego, łodzianie zdecydowali m.in.
o postawieniu drzew w donicach wzdłuż Piotrkowskiej. W tym roku zgłoszono kilka kolejnych projektów, powielających ten pomysł. Ty złożyłaś za to projekt utworzenia nowego parku – Ogrodów Karskiego. Od razu cały park? Klony w doniczkach by nie wystarczyły?

Drzewa w donicach są lepsze niż brak drzew. Ale tam gdzie to możliwe trzeba ocalać w Łodzi te miejsca, w których przyroda nie będzie wciskana w betonowe skrzynki. Takie, gdzie jest spory kawałek terenu i gdzie drzewo może zrobić to, co potrafi najlepiej – zakorzenić się w ziemi. I gdzie ludzie będą mogli wytworzyć jakiś związek z przyrodą, będą mogli obserwować latami jak rośnie i się zmienia, bo to wiąże z miejscem i buduje lokalną tożsamość. W starej części Polesia takich miejsc już właściwie nie ma. Oprócz jednej działki przy ulicy Ogrodowej. Za famułami Poznańskiego,
w trójkącie ulic Ogrodowa-Mielczarskiego-Karskiego jest rozległy teren, w którym przyroda może naprawdę poszaleć. Półdziki, porośnięty bujną zielenią, szybko zaadaptowany przez okolicznych mieszkańców na nieformalny park. 

Czemu w takim razie nie poprosić władz miasta o oficjalne ogłoszenie tego miejsca parkiem?

Niestety, w Miejskiej Pracowni Urbanistycznej widziałam plany, według których te miejskie działki mają zostać sprzedane deweloperowi pod budowę apartamentowców. Fatalny i szkodliwy pomysł. Jeśli tak się stanie Stare Polesie straci swoją ostatnią szansę na park. A nie ma tutaj żadnego! Jesteśmy szczelnie zabetonowani. Ta dzielnica to szara plama na mapie Łodzi. 

 

qqqq2 

 

Skąd pewność, że zieleń ma szansę wygrać z nowymi blokami z katalogu?

Nie ma żadnej. Wszystko zależy od głosów mieszkańców Polesia – nie tylko Starego, ale i Retkini czy Kozin.
W najbliższych dniach głosowanie w Budżecie Obywatelskim, które rozstrzygnie o przyszłości tego miejsca. Póki co wizja Ogrodów Jana Karskiego spotykał się z naprawdę dobrym przyjęciem. Od wielu osób słyszałam, że absolutnie nie zgadzają się na zabranie im tego nieformalnego parku przez deweloperów. To jest ich miejsce. Okoliczne dzieciaki budują tu domki na drzewach, nastolatki umawiają się na wieczorne posiadówki na świeżym powietrzu, ludzie spacerują z dziećmi, psami, znajomymi. Rowerzyści pomykają tędy do Manufaktury, która leży vis a vis tego terenu. Ostatnio widziałam starszą panią, czytającą książkę. Z braku alternatywy przycupnęła na dziwnej betonowej konstrukcji, która leży na tym terenie. Bo ławek, przynajmniej póki co, się tam nie doczekaliśmy. Tak nie może dłużej być. 

A czy mieszkańcy Starego Polesia nie mogą się wybrać do parku gdzieś na obrzeżach dzielnicy albo na sąsiednich Bałutach?

Mogą, ale się nie wybiorą. Właśnie ta lokalność i bliskość czyni to miejsce tak ważnym dla ludzi. To jest miejsce oswojone, takie do którego wysyła się dzieciaki, żeby nie grały w piłkę na środku jezdni na Mielczarskiego. Te dzieci nie wsiądą w tramwaj i nie pojadą na Zdrowie czy do Parku Poniatowskiego, rodzice ich tam nie zabiorą, bo zajmują się kombinowaniem jak by tutaj godnie przeżyć do przyszłego tygodnia. Więc albo będą miały swój lokalny, osiedlowy park, albo będą się obijać po bramach. Brzmi jak klisza, ale taka jest prawda. Zresztą nie podoba mi się wizja wysyłania mieszkańców poza dzielnicę, żeby mogli tam znaleźć coś, co należy im się na miejscu. Tak, należy. Bo nawet mieszkając starej kamienicy na Starym Polesiu, mamy prawo do swojego dotleniacza i drzew. Istnieje nawet pojęcie „wykluczenia ekologicznego” - moim zdaniem bardzo adekwatne do sytuacji w tej okolicy. Tutaj nawet lichy
i rozjeżdżony trawnik urasta do rangi dobra luksusowego. To nie jest fair. Mieszkańcy osiedli czy obrzeży Łodzi nie muszą walczyć o drzewa i zieleń w zasięgu kilkuminutowego spaceru. Więc czemu my musimy?

                                                      

ogrody4 

 

Co zakłada Twój projekt? Jak widzisz to miejsce, jeśli Ogrody Karskiego zdobędą poparcie mieszkańców?

Mamy świetnie przemyślany, kompletny plan zagospodarowania tego terenu. Mówię mamy, bo autorkami koncepcji są dwie młode architektki z pracowni Duodimi. Obie mieszkają w tej dzielnicy i fantastycznie czują jej ducha. Byłyśmy jednomyślne jeśli chodzi o konieczność zachowania przy Ogrodowej całej rosnącej tu zieleni. Nie chcemy żadnych wycinek, bo rośnie tu kilkadziesiąt pięknych, wiekowych drzew. Planujemy jedynie nowe nasadzenia – m.in. drzew owocowych, które dodadzą temu miejscu wiele uroku. Poza tym trawniki. Mają być sprawiedliwie podzielone – część ma pozostać dziką łąką, tak jak teraz, a część chcemy zagospodarować jako miejsce do piknikowania, z krótką trawą, na której można rozłożyć koc czy leżak. Na odpoczywających będzie zerkał z wielkoformatowego muralu patron parku – Jan Karski. 


Ma być też wielofunkcyjne boisko. Co ciekawe w tym miejscu znajdował się najstarszy stadion ŁKS-u w Łodzi. Wracamy więc do sportowych korzeni. Dla aktywnych będzie też bieżnia do joggingu oraz utwardzony szlak rowerowo-rolkowy.

A dla dzieci?

Planujemy dla nich rozległy plac zabaw. Póki co, żeby mieć jakąkolwiek rozrywkę, muszą podprowadzać wózki sklepowe z Manufaktury. Taki wózek, zawieszony na drzewie, zastępuje huśtawkę. Bardzo to kreatywne, ale jednak smutne. I nie zawsze bezpieczne, a dzieci często bawią się tu bez dozoru dorosłych. Niech więc mają plac zabaw
z prawdziwego zdarzenia.

Na co dzień aktywnie działasz na rzecz praw zwierząt. Dla nich pewnie też coś zaplanowałaś?

Nie mogło być inaczej. W planach jest placyk aktywności dla psów, drewniane , ocieplane domki dla bezdomnych kotów, budki lęgowe i wodopój dla ptaków. A jako kropka nad i – dwa hotele dla dzikich pszczół, które warto otaczać opieką w nieprzyjaznych im, miejskich warunkach.  

A co jeśli projekt nie zdobędzie wystarczającej liczby głosów?

Nie ma drugiego takiego miejsca w tej okolicy i nic nam go nie zastąpi. Jeśli staną tu ogrodzone bloki bez grama zieleni, mieszkańcy tej dzielnicy będą mieli poczucie dużej krzywdy. Brałam udział w konsultacjach społecznych, dotyczących rewitalizacji tej okolicy i miałam okazję wsłuchać się w opinie mieszkańców. Właściwie jednogłośnie opowiedzieli się za zachowaniem w tym miejscu funkcji rekreacyjnych. Ludzi z tej okolicy życie nie rozpieszcza, zabieranie im ostatniego skrawka fajnej, przyjaznej przestrzeni, w której mogą wspólnie spędzić czas, to smutna perspektywa. Mam nadzieję, że się nie spełni.

Czy masz jakieś wsparcie w swoich działaniach?

Od kilku miesięcy działam we Współ-dzielni Staropoleskiej. To świetna inicjatywa, która – jestem pewna – podziała na tę dzielnicę jak ożywczy prysznic. W gronie społeczników, aktywistów, ludzi kultury staramy się lobbować na rzecz mądrych rozwiązań w tej części Łodzi. Po latach zaniedbań i milczenia, Stare Polesie wreszcie zaczyna się o siebie upominać. Symbolicznie wraca na mapę. Entuzjazm, zaangażowanie i mądre wizje tych ludzi, napawają mnie optymizmem. W tym roku współdzielcy złożyli do Budżetu Obywatelskiego kilka świetnych wniosków. Jeśli mieszkańcy nam zaufają i je poprą, to ta dzielnica doczeka się realnej, kompleksowej zmiany. Tu będzie super. Ta zmiana już się dzieje. 

Czego Ci życzyć w przeddzień głosowania? 

Żeby ulica Ogrodowa wreszcie dogoniła swoją nazwę. Niech tu w końcu będą ogrody! 

Dziękuję za rozmowę. Przypomnij jaki numer ma ten wspaniały wniosek.

P0129

https://www.facebook.com/ogrodykarskiego