Z Danielem Spaleniakiem rozmawia Marika Lis

 

Zacznijmy od początku :-) Co lub kto było pierwszym bodźcem, dzięki któremu zacząłeś tworzyć muzykę?

Mój ojciec. To on od dziecka uczył mnie grać na różnych instrumentach, więc nie miałem wyboru. Dopiero później, gdy miałem szesnaście lat zacząłem nagrywać i wymyślać swoje utwory - zaczęło mi to po prostu sprawiać przyjemność.

 

Jaki był Twój pierwszy instrument? 

Gitara.

 

Którzy wykonawcy byli i są dla Ciebie szczególnie inspirujący?

Ja właściwie od zawsze podziwiałem takich „gigantów” jak The Beatles, czy Bob Dylan, i słuchałem ich w kółko, zresztą cały czas ich słucham. Bardzo często wracam do tych klasyków, bo mimo upływu czasu uważam, że ich albumy to jest coś niesamowitego. Jednocześnie bardzo dużo słucham wykonawców takich jak Nick Cave czy Tame Impala, również rzeczy niekoniecznie związanych z tym, co tworzę. Ale aktualnie najbardziej interesuje mnie muzyka filmowa.

 

Twoja muzyka choć przy pierwszym odsłuchaniu wydaje się być łatwa w odbiorze, przy drugim słychać jak bardzo jest złożona. Czy wpływa na to fakt, że potrafisz grać na wielu instrumentach?

Szczerze mówiąc, ja nie potrafię za dobrze grać na żadnym instrumencie! Gram po troszeczku na wszystkim, to znaczy - coś tam potrafię wyciągnąć, jakieś dźwięki z każdego instrumentu, ale właściwie  nie potrafię dobrze grać na żadnym…

 

 

Przez ile stylów muzycznych musiałeś przebrnąć, aby w końcu odnaleźć ten, w którym poruszasz się teraz?

Nigdy nie planowałem, aby nagrywać coś w jakiś konkretny sposób. Nie wiem przez ile ich przeszedłem, nie wiem nawet jak określić „styl” w jakim poruszam się teraz. Myślę jednak, że jest to proces który nadal trwa, to co robię cały czas się zmienia, ale mam wrażenie, że zawsze pozostawiam po sobie pewien „stempel”, dzięki któremu z łatwością można poznać, że to moje kompozycje.  

 

Czy zanim rozpocząłeś solową karierę, miałeś jakieś „młodzieńcze” zespoły?

Tak, był taki zespół o nazwie „Priester Weg”, z początku graliśmy pod tym szyldem, ale z czasem zaczęło wychodzić na to, że to ja piszę wszystkie piosenki – więc stwierdziłem, że dalej nie ma to sensu.

 

Jesteś z Kalisza. To małe miasto, ciekawi mnie jak zareagowało Twoje otoczenie gdy zacząłeś tworzyć sam?

Wspominam to bardzo dobrze, było dużo wsparcia i ciepłych słów. Do tej pory jacyś dalsi znajomi potrafią wysłać mi wiadomość pełną gratulacji i komplementów. To bardzo miłe. 

 

Twój pierwszy koncert? 

Właśnie Kaliszu, w klubie studenckim „Pod Muzami”. Przy czym muszę wspomnieć również o takim miejscu jak „Żywa”, ona była zaraz po „Muzach” – wtedy bardzo wiele się tam działo, dużo świetnych imprez i koncertów, to ważne miejsce, które już niestety nie istnieje. 

 

mężczyzna w przejściu podziemnym

 

Jakie były Twoje odczucia i oczekiwania przed wydaniem pierwszej płyty? 

Nie stresowałem się zbytnio jeżeli chodzi o odbiór wśród ludzi, bo nie liczyłem na to, że ktokolwiek będzie chciał tego słuchać. Nie sądziłem też, aby mogło to mieć dla kogoś jakąkolwiek wartość z poza rodziny i znajomych. Nie marzyłem nawet, że będzie to wydane na płycie, a co dopiero na winylu! Szczególnie zaskoczyło mnie, gdy któryś bloger muzyczny napisał bardzo entuzjastyczną recenzję, pamiętam, że byłem szczerze wzruszony. 

 

Twój utwór „Dear Love Of Mine” został wykorzystany w epizodach trzech różnych seriali (!), między innymi serialu Netflixa „Ozark”. Czy możesz zdradzić nam sekret jak zaistniałeś za oceanem?

Około cztery lata temu przy pierwszej płycie, jakimś cudem pewien agent ze stanów znalazł mnie na YouTube i stwierdził, że moje utwory posiadają potencjał. Skontaktował się ze mną i podpisaliśmy umowę. Jest on swojego rodzaju pośrednikiem pomiędzy ludźmi, którzy wybierają muzykę do filmów i seriali, a artystami. Po podpisaniu umowy bardzo długo nic się nie działo, aż do wydania drugiej płyty („Back Home” 2016) która, okazała się być bardzo klimatyczna, filmowa, i to właśnie spodobało się za oceanem. Na tyle, że cały czas pojawiają się jakieś nowe oferty dotyczące wykorzystania któregoś utworu z tego albumu.

 

Użyłeś sformułowania, że utwory były bardziej „filmowe”. Myślisz, że miało to jakiś związek z Twoją relacją oraz współpracą z Weroniką Izdebską, która jest cenionym operatorem? 

Tak, Weronika i ja razem twórczo dorastaliśmy, to kształtowało się tak „pół na pół”. Ja dzięki niej mam dużo większą wrażliwość wizualną, a ona, mam nadzieję, zawdzięcza coś mnie jeżeli chodzi o postrzeganie muzyki.

 

Podobno, aby pisać teksty piosenek, trzeba mieć w sobie coś z poety. Czy czujesz się trochę poetą?

Jeżeli chodzi o moje teksty, bardziej niż do poezji porównałbym je do zapisków z pamiętnika. Każdy z tekstów jest bardzo silnie ze mną związany i oddaje pewien stan emocjonalny, w którym akurat się znajdowałem. Jest to dla mnie bardzo ważne.  

 

 

Jaki jest Twój ulubiony soundtrack?

Bardzo lubię soundtrack do filmu „The Assassination of Jesse James by the Coward Robert Ford’’, który zrobili Nick Cave i Warren Ellis. Zasadniczo lubię wszystkie soundtracki, które wyszły spod ręki tej dwójki. Jest jeszcze taki dokument o topniejących lodowcach „Before the Flood”, to też jest bardzo dobry soundtrack. Jonny Greenwood do filmu „Nigdy cię tu nie było”, który miałem przyjemność zobaczyć już teraz na jednym z festiwali. To jeden z lepszych soundtracków, które słyszałem – nie mogłem się go doczekać, tak samo zresztą jak filmu, którym byłem zachwycony.

 

Czy wykształcenie ma wpływ na to , co tworzysz? Czy aktualnie coś studiujesz? 

Moja historia akademicka jest dość bogata. Najpierw zrobiłem licencjat z dziennikarstwa, potem przez chwilę studiowałem informatykę. Byłem kompletnie zagubiony i nie wiedziałem co chcę robić w życiu. Potem studiowałem muzykę przez rok, ale stwierdziłem że to też nie ma sensu, bo miałem za mało czasu aby robić swoje rzeczy jednocześnie ucząc się tych wszystkich nutek i różnych innych, dziwnych rzeczy, które kompletnie nie były mi do niczego potrzebne. A teraz przez pół roku studiowałem produkcję w PWSFTviT. W międzyczasie w końcu znalazłem to co mnie interesuje, i aktualnie kończę realizację dźwięku we Wrocławiu. 

 

Słowo na koniec wywiadu: Opisz swoją muzykę w jednym zdaniu.

Nie potrafię opisać jej nawet w dziesięciu.

 

 

Daniel Spaleniak - 25-letni muzyk i kompozytor pochodzący z Łodzi, swoją debiutancką płytę „Dreamers” wydał w 2014 roku,. Od tamtej pory nagrał jeszcze dwa albumy: „Back Home” 2016, oraz „Life Is Somwhere Else„ 2018. W 2014 wystąpił na Open’er Festival. Jego utwory, („Dear Love Of Mine” , „Back Home”, „Liar’s Blues” , „Why”) zostały użyte w kilku amerykańskich serialach, między innymi w „Shut Eye” 2016, „The Path” 2017,  „Good Behavior” 2018, oraz w serialu Netflixa „Ozark” 2017.

 

Marika Lis - Uczennica II klasy liceum IV w Łodzi, półfinalistka XXX Olimpiady Filozoficznej, w roku 2017 wykonała video z koncertu dla zespołu SYNY.

 

Zdjęcia: Weronika Izdebska (www.ovors.com)