Na Musica Privata dochodzi do unikatowych spotkań i niespodziewanych sprzężeń, które budują pewien nowy tryb festiwalu intymnego, wspólnotowego i entuzjastycznie dzikiego.

 

Przywołując w myśli słowa Musica Privata czyli nazwę łódzkiego festiwalu muzyki nowej, którego twórcami są trzej panowie: Kuba Krzewiński, Michał Rupniewski i Paweł Sokołowski, nie sposób jest ich nie łączyć z emocjami, które ewoluowały we mnie z roku na rok podczas kolejnych pięciu edycji.

Pierwsze z nich odbywały się w opuszczonych, pofabrycznych halach Wi-My, czyli w miejscu, jakby się mogło wydawać, nie sprzyjającym tego typu realizacji. Przeszywające zimnem industrialne środowisko paradoksalnie podziałało nader pobudzająco i inspirująco. Ogromne przestrzenie zachęcały artystów do nietuzinkowych rozwiązań wykonawczych, wywołując w odbiorcach potrzebę wspólnotowego, bliskiego doświadczania. Z perspektywy czasu postrzegam te sytuacje jak spotkania przy ognisku z huhaniem sobie na ręce. Ogniem była muzyka. Niezwykłym było również przeprowadzanie publiczności przez organizatorów przez kolejne hale fabryki. Słyszeliśmy nawoływania dochodzące gdzieś z oddali: „Proszę Państwa a teraz tutaj!”, „Proszę Państwa, zapraszamy tutaj!”. Publiczność migrowała. Odkrywała kolejne oblicza iście księżycowego krajobrazu zachowując uważność i skupienie jakby uczestnicząc w rytualnym obrzędzie. W tym roku Musica Privatazaprezentuje się w Art Inkubatorze w Fabryce Sztuki oraz w nowej przestrzeni w Muzeum Książki Artystycznej. 

Charakterystyką festiwalu jest to, że zgrabnie wiąże różne wątki muzyki współczesnej. Dotąd w programie znajdywały się utwory znanych kompozytorów współczesnej muzyki poważnej ze świata i z Polski - wtym łódzkich oraz koncerty muzyki swobodnie improwizowanej – improwizatorów zagranicznych, polskich i łódzkich. Nie zabrakło również utworów – instrukcji. Przeznaczone one są do kolektywnego wykonania przez at hoc zrzeszonych muzyków w orkiestrę. Mnie samej festiwal umożliwił realizację kilku audiowizualnych projektów, w tym zupełnie wyśnionego pomysłu – performensu na dwa podróżujące fortepiany w windach towarowych. Inny polegał na odtworzeniu impresji z nocnego spaceru i realizacji przez 3 noce około 50 koncertów w zupełnej ciemności w małym pokoju Akademii Muzycznej.

Myśląc o programie uderzające jest wrażenie, że jakimś cudownym sposobem organizatorom festiwalu udaje się zespolić systemy, które w naturze muzyki współczesnej nie egzystują tak chętnie ze sobą. Na Privata dochodzi więc do unikatowych spotkań i niespodziewanych sprzężeń, które, śmiem twierdzić, budują pewien nowy tryb festiwalu intymnego, wspólnotowego i entuzjastycznie dzikiego.

 

Aleksandra Chciuk

___________________________________  

 

Nie będzie bigosu

 

Na Festiwal Musica Privata zapraszamy już po raz szósty. Chociaż ze spotkania garstki zapaleńców Festyn przeobraził się w spotkanie grona nieco większego, to wciąż hołdujemy tej samej ideologii, jaką jest prywatność. Dlatego w oczekiwaniu na tegoroczną edycję towarzyszy nam trema podobna trochę do tej, której doświadcza się przed organizowaną przez siebie imprezą domową. Czy wszyscy zaproszeni goście się zjawią? Czy będzie dobra atmosfera? Czy będzie smakowało? W tym ostatnim przypadku jest to już tylko analogia. Zamiast ciast, sałatek, bigosów i giczek, przygotowaliśmy, jak zwykle, muzykę. A może nie „muzykę”? Może po prostu „sztukę”? Staramy się nie przejmować szufladkami stylistycznymi czy gatunkowymi, ale także dotyczącymi dziedzin sztuki. Od początku (w sposób spontaniczny, niewystudiowany) włączamy do programu performance czy sound-art. W gronie zarówno odbiorców jak i nadawców nader często pojawiają się osoby związane ze sztukami wizualnymi. To nie ważne. Ważne jest spotkanie, atmosfera, wspólnotowy czas – tak jak na dobrze rozumianych imprezach domowych.

W tym roku, jak zresztą zawsze, nie ma podziału na „gwiazdy” i „przystawki”. Każdy występ jest równie ważny, równie obiecujący i zarazem równie ryzykowny. O wszystkich wspomnieć się nie da. Dlatego zachęcamy do uważnego studiowania programu, a najlepiej, po prostu, do udziału we wszystkich koncertach. Musica Privata rozpoczęła się jako poświęcona muzyce improwizowanej, dlatego w tym roku usłyszymy m. in. Paula Lovensa, Yedo Gibsona, Rudiego Mahalla, Floriana Stoffnera, Miroslava Thota, Rogera Turnera – składy pozostawiam już do samodzielnego rozszyfrowania. Podczas Festiwalu będziemy mogli także cieszyć się sporą dawką muzyki nowej (w akademickim sensie tego słowa), w dużej części premierowej. Będą to utwory Moniki Dalach, Anny Sowy, Ryszarda Lubienieckiego, Mateusza Śmigasiewicza, Kuby Krzewińskiego, Niny Fukuoki, Aleksandra Schuberta, Pauline Oliveros. Dominacja polskich nazwisk nie jest tu przypadkowa – wszak ostatni dzień Festiwalu przypada w stulecie niepodległości Polski. O znamienitych wykonawcach tych utworów, z Polski i zagranicy, przeczytać można na stronie. Postacią w sposób szczególny spajającą wątki Festiwalu jest Ryszard Lubieniecki, tegoroczny artysta-rezydent. Usłyszymy go w Trio Layers (ansambl wykonujący muzykę nową), w improwizowanym performansie scenicznym „Niepokój/Disquiet”, oraz w improwizującym (ale grającym partytury, w tym transkrypcje kanonów średniowiecznych) duo Lubieniecki/Rupniewski.

Długo by opowiadać. Te i inne potrawy wesoło „pyrkoczą” pod pokrywkami, aż żal byłoby nie wpaść i nie spróbować. Choć Musica Privata ma już swoją tradycję, wciąż działamy oddolnie, z jedynie symbolicznym wsparciem funduszy publicznych, wszystko opiera się na naszym zapale i pomocy wielu zaprzyjaźnionych osób i instytucji (w tym roku z Fabryką Sztuki i Muzeum Książki Artystycznej na czele). Paliwem dla tego Festiwalu jest więc przede wszystkim jedno – energia, którą czujemy od publiczności. Mamy nadzieję, że nie zabraknie jej i w tym roku.

 

Michał Rupniewski

 

___________________________________  

 

Program Festiwalu Musica Privata VI (2018) 

plakat, mózg zamiast głowy