Z Kamilem Szuszkiewiczem rozmawia Gabriela Benkol Gamrowska.

 

Jak to się stało, że wybrałeś trąbkę jako swój wiodący instrument? Można usłyszeć, że odstawiasz go na bok zanurzając się w coraz bardziej elektroniczne brzmienie. Czy jest to kwestią korzystania z coraz większych możliwości, czy zwyczajne znudzenie tematem?

To chyba kwestia charakteru. Dużo bardziej jestem twórcą niż wykonawcą. To są inne typy osobowości. Czasami trąbka jest niepotrzebna w utworze i wtedy po prostu na niej nie gram. Ostatnio w Zebry a Mit są potrzebne aż dwie trąbki, więc nie tylko że sam gram, i to właściwie przez cały czas, ale jeszcze ściągnąłem Olgierda Dokalskiego i on też gra cały czas. Bo akurat ta muzyka wymaga akurat tego. 

Zacząłem sobie pisać w biogramie „artysta dźwiękowy”, chociaż to nie jest prawda. Ja nie robię instalacji, field recordingów, nie buduję instrumentów. Raz albo dwa ktoś puścił Robota Czarkaw galerii i to wszystko. Ale piszę tak teraz, bo to najlepiej wyjaśnia moje podejście. Artysta używa tego, co mu jest aktualnie potrzebne. To może być instrument albo komputer, albo może nuty, a może sam tekst, a może światełko jakieś, wszystkiego sobie można użyć. Ważne, co jest potrzebne. Liczy się utwór jako określona mikrorzeczywistość, która zostaje wywołana. Trochę pogardzam ideą recitalu, o ile to nie jest muzyk kalibru Niny Simone albo Elżbiety Chojnackiej.

Parę lat temu pisałem na okładkach, obok daty createdzamiast recordedi” - chodziło wtedy o to samo, żeby skierować uwagę na sytuację dźwiękową, którą stworzono, a nie że sobie chłopcy trąbią i pukają w bębęnek i ktoś to nagrał. Liczy się film, a nie aktor. 

 

Jak wygląda Twoje komponowanie muzyki? Czekasz na wenę, czy starasz się regularnie nad nią pracować?

Nie wiem co to jest natchnienie. Mam po prostu pomysły. One czasami długo leżą, bo coś mi w nich nie do końca pasuje i czekam, aż zrozumiem co. Ale wykonanie pomysłu to zawsze proces, który ma wiele etapów. Pomysły ulegają zmianom w trakcie tego procesu. Czasami te zmiany są fundametalne, na przykład materiał źródłowy do płyty Istina nagrywałem z myślą, że ulepię z tego ambient. Ulepiłem i wyszedł słabo, więc skasowałem to i na tym samym źródle zrobiłem kompletnie co innego. Do dzisiaj nie wiem, jaki to gatunek.

 

Myślisz czasami żeby nauczyć się gry na innym instrumencie? Masz takie marzenie?

Nie mam. Chętnie bym się nauczył jakiejś techniki kompozytorskiej albo jakiegoś programu, czegoś takiego. Mnie interesują moje utwory i żeby były dobre. Po to trzeba się uczyć nowych rzeczy. Ćwiczenie gam i innych bzdur na kolejnym instrumencie mnie nie interesuje ani trochę.

 

Ciekawa jestem co sądzisz o coraz większym zacieraniu się granic między tym co jest uznawane za sztukę, a tym co nią nie jest? 

Ale to stare historie, jakieś Duchampy.

 

A może nigdy nie było tych granic tylko wreszcie jesteśmy w momencie, w którym wszystko jest dozwolone i w którym po prostu wychodzisz na ulicę w obcisłym body i zaczynasz się po niej tarzać w imię czegoś, nazywając to manifestem?

To jest najpierwotniejsza, najgłębsza istota sztuki. Tarzasz się, żeby obalić system albo tańczysz, żeby wywołać deszcz. Albo przynosisz kamień do wioski i mówisz wszystkim, że ma specjalne moce i trzeba go pilnować, bo jak zaginie, to przyjdzie zły duch. Albo niesiesz kamień do galerii sztuki i piszesz 30 stron eseju, dlaczego ten kamień powinien tu być. W galerii jest monitoring, ochroniarz, mogą cię nie wpuścić i wszystko jest ubezpieczone na wielkie kwoty.

Marsjanin by nie zobaczył różnicy. Bo nie ma żadnej różnicy. To tak zawsze było. To jest dla nas dużo ważniejsze, niż się wydaje, bo tylko ludzie tak robią.

 

Czym jest dla Ciebie performance? 

Performance jest wtedy, kiedy ktoś wykonuje jakąś czynność.

 

Jakie masz do tego podejście? Jesteś zupełnie bezkrytyczny lub starasz się być? Czy jest coś czego definitywnie nie czujesz i spoglądasz na to sceptycznie?

Nie odbieram rzeczy w ten sposób. Zwracam uwagę na to, na co zwracam, a reszta mi jest obojętna. To tak samo, jak idziesz do lasu na spacer i zapamiętasz, że były jagody i dzik cię wygonił, ale nie zapamiętasz każdego drzewa z osobna i które było ładniejsze od którego. Bardzo często nie wiem, czy mi się coś podoba, czy nie. Wcale nie trzeba tego zawsze wiedzieć.

 

Z kim chciałbyś zagrać muzykę w najbliższym czasie?

Z tymi, z którymi będę grać. W drodze są nowe rzeczy, ale nie lubię opowiadać, jak coś nie jest ukończone. Jeżeli pytasz o ludzi, z którymi nigdy nie grałem, ostatnio najbardziej mnie zaciekawili Justyna Banaszczyk i Adam Gołębiewski. 

 

Byłeś kiedyś w Łodzi?

Wiele razy.

 

Jak widzisz to miasto?

Bardzo je lubię. Mam dużo wspomnień i anegdotek, ale nie idźmy w to. Od anegdotek czuję się stary. Musiałbym tu pomieszkać, żeby mieć coś sensownego do powiedzenia.  

 

Ile według Ciebie powinien trwać koncert solowy? Wiesz kiedy przestać? Kiedy czujesz, że to już koniec? Kończysz intuicyjnie czy trzymasz się planu?

To jest niestety pytanie o istotę muzyki. Wszystko brzmi dobrze, każdy dźwięk, każde zdarzenie, jeżeli ma właściwą długość i właściwe miejsce w czasie. No i teraz które to są te właściwe. W muzyce w zasadzie nie ma innych zagadnień, w tym sensie, że wszystkie inne są pochodnymi tego. Nie tylko rytm i forma, nawet harmonia tradycyjna, te wszystkie ciążenia, które się rozwiążą albo nie, albo dziwnie się rozwiążą. Harmonia narzuca swój własny czas. Zawsze coś następuje po czymś, zawsze są jakieś odstępy. Drony i tony proste też mają swoje falowanie. Częściowo dlatego, że nasz mózg tak to odbiera, dzieli długą nutę, którą słyszy. W muzyce tak naprawdę nie chodzi o dźwięk, tylko o czas, ale na czas bezpośrednio nie możemy mieć wpływu, a na dźwięki tak. Więc zadałaś tak zwane Wielkie Pytanie i musisz kogoś mądrzejszego zapytać. 

 

Pamiętasz swój koncert, z którego byłeś niezadowolony?

Żeby jeden.

 

Czy miewasz momenty/okresy, w których masz ochotę zrezygnować z grania?

Wiele razy tak miałem. Ale wystarczy grać coś innego. 

 

Czy lubisz improwizować z nowo poznanymi muzykami? 

Tak i nie. Zależy.

 

Jak to jest improwizować z kimś kogo nie znasz, nie jesteś w stanie przewidzieć jego ruchu? 

Jeśli go znasz, to też nie jesteś w stanie. Przecież o to chodzi. Zmieniasz to, co grasz, w reakcji na to, co się dzieje. Albo właśnie nie zmieniasz, ale to też jest decyzja. Nie musisz zgadywać niczyich ruchów. Chodzi o uwagę i o szybkość reakcji. O skupienie. Trzeba sobie wypracować specjalny, i na dłuższą metę bardzo wyczerpujący, stan podwyższonego skupienia. W normalnym życiu to się do niczego nie przydaje.  

Poza tym bez przesady z tą nieprzewidywalnością improwizacji. To klisza i nieprawda. W miarę szybko możesz pokumać, z kim grasz, jaki ma język. Ludzie rzadko wychodzą poza swój język. Dużo się da oszacować.

 

Od czego zależy porozumienie? 

Nie wiem.

 

Czy uważasz, że jeśli obydwie osoby czują i tworzą z serca to to musi się udać? 

Nie musi.  

 

A jeśli nie - co sprawia, że następuje zgrzyt? Zgrzyt, którego załóżmy nie da się przeformułować w akcję, zgrzyt, który wszystko przysłania i wypala.

Na to chyba nie ma odpowiedzi. Rzeczy mają wiele powodów i często każdy z osobna byłby nieszkodliwy, dopiero muszą się na siebie nałożyć. Nie ma na to złotych metod. Albo są, ale ja ich nie znam. 

 

Skąd biorą się Twoje pomysły na melodię?

Ja ogólnie raczej lubię melodie, melodyjki, piosenki. Nie tylko szumy i brudy. Jeśli sama improwizujesz i nie masz pomysłu, co zagrać, to możesz użyć metody wywoływania konsekwencji. Po prostu grasz cokolwiek, dowolne dwie nuty, jakąś barwę, wszystko jedno co. To jest zdarzenie dźwiękowe, które zaszło i zespół zareagował, a teraz ty musisz na nich zareagować. W takim momencie bardzo jasno wiadomo, co ma być dalej i konsekwentnie idziesz w to, rozwijasz to. Cały czas chodzi przede wszystkim o skupienie, nie wolno się rozkojarzyć na pół sekundy.

 

Lubisz pisać, prawda? 

Nieprawda. Nienawidzę pisać. Nawet wymyśliłem specjalną pokrętną metodę, żeby ominąć cały tak zwany akt pisania i nagle a kuku”, masz gotowy tekst. 

 

Wydasz kiedyś jakąś książkę?

Nie takie rzeczy widziałem.

 

Jak myślisz, kiedy należy przestać?

Możemy na przykład teraz.

 

Dziękuję za rozmowę 

 

Kamil Szuszkiewicz - kompozytor i trębacz związany z jazzem i improwizacją. W 2007 roku założył grupę Kapacitron, a w 2015 Zebry a Mit, grywa zaś z Works & Days Ensemble, Warsaw Improvisers Orchestra, Mitch & Mitch i Warszawską Orkiestrą Rozrywkową. Ma na koncie dwa albumy autorskie ("Istina" i "Robot Czarek") i wiele grupowych.


Gabriela Benkol Gamrowska – wiceprezes łódzkiej Fundacji „Obszar Wspólny”, organizator spotkań podróżniczych Jak śliwka w kompas. Weekendami studiuje psychologię w Warszawie, a na co dzień mieszka w Łodzi na Bałutach z kotem Miałczusiem. Śpiewa i stara się grać na trąbce (teraz jeszcze na basie) w zespole HTC.

 

fot. Hasenien Dousery, archiwum festiwalu Sacrum Profanum