Rozmowa z organizatorami festiwalu L’tronica: Eweliną Chmielewską, Maciejem Ożogiem i Ratepusem JD

 

Eliza Gaust: Zeszłoroczna edycja festiwalu L’tronica była pierwszym tego typu wydarzeniem w Łodzi – łączącym scenę klubową z dźwiękowymi eksperymentami. Jak, z waszej perspektywy, udało się to zderzenie dwóch różnych scen i różnej publiczności?

Ewelina Chmielewska:Po festiwalu docierały do mnie relacje od ludzi, którzy są raczej bywalcami sceny klubowej i z ciekawości zaglądali na scenę pomarańczową, czyli eksperymentalną. Dla niektórych z nich to była najlepsza część festiwalu, coś, z czym nie mieli wcześniej kontaktu. Okazuje się, że ta publiczność faktycznie się przenikała.

Maciej Ożóg:Po zeszłorocznym doświadczeniu trochę inaczej zorganizujemy przestrzeń, co, jak sądzę, spowoduje, że scena eksperymentalna będzie jeszcze bardziej widoczna. W tym roku będzie ona obecna przez całą noc. To nie będą bardzo radykalne eksperymenty, ale też nie muzyka do tańca, a raczej ambientowa, spokojna. Mamy przyjemność gościć artystów Salonu Ambientu związanego z festiwalem Up To Date z Białegostoku, którzy zagospodarują tę przestrzeń od godz. 2.40. A wcześniej blisko sześć godzin ostrego eksperymentu.

 

Zmieniliście formułę 24-godzinną na rzecz imprezy całonocnej, 12-godzinnej. Zdecydowaliście tak, doświadczeni poprzednią edycją?

M.O.:Tę zmianę tłumaczy poniekąd sama nazwa festiwalu – Survival Edition. Chcemy robić ten festiwal, uważamy, że jest potrzebny. Ale poza naszą indywidualną oceną i osobistymi pragnieniami, nie istnieją żadne powody, aby miał się on odbyć, znikąd nie otrzymaliśmy pomocy finansowej. Ten fakt wymusił na nas zmianę formuły. Liczyliśmy na to, że będziemy się rozwijać, chcieliśmy w tym roku zrobić festiwal 36-godzinny. Ale te 12 godzin to istotny sygnał, że się nie poddamy. Poza tym 12 godzin muzyki to wcale nie jest mało. 

dj, dużo elektroniki

fot. Paulina Adaszek

 

Nazwa odnosi się do wyzwań, przed którymi stanęliście jako organizatorzy, robiąc bezkompromisowy festiwal, ale chyba też do wyzwań, przed którymi stają artyści tej sceny…

M.O.:Pierwsza idea wiązała się z tym, że to my chcemy przetrwać. Ale okazało się, że przetrwanie nie dotyczy tylko nas, ale generalnie kultury, która jest w jakiś sposób niezależna, poszukująca, nieusankcjonowana politycznie, czy światopoglądowo. Odnosi się to oczywiście też do artystów, którzy mają chyba najgorzej z nas wszystkich, bo życie ze sztuki to walka o byt.

E.Ch.:Interpretację tej nazwy można też zawęzić do naszego lokalnego, łódzkiego poletka, które ostatnio słynie z zabijania festiwali…

M.O.:Nagle okazało się, że jesteśmy chyba jedynym niezależnym festiwalem muzycznym w Łodzi, który pozostał. I to nie jest tylko kwestia zabijania festiwali czy braku wyobraźni władz, ale też gnuśności łódzkiej publiczności. Mnóstwo osób narzeka, że nie ma festiwalu Domoffon, ale ciekawe, ile z nich kupiło wcześniej bilet… 

 

Mimo tych przeszkód, udało wam się skompletować imponujący line up. Pozostała idea łączenia artystów zagranicznych z polskimi, także łódzkimi, co pokazuje, że te podziały w kontekście muzyki elektronicznej chyba nie istnieją?...

M.O.:Skoro robimy festiwal w Łodzi, to staramy się wspierać to, co się tutaj dzieje. Po drugie, uważamy, że nasza scena absolutnie nie odbiega od scen w całej Polsce i poza nią. Po trzecie, ten festiwal nie jest zaadresowany tylko do publiczności łódzkiej, chcemy pokazywać też na zewnątrz, że w Łodzi dużo się dzieje. 

E.Ch.:W zeszłym roku udowodniliśmy, że jest zapotrzebowanie na tego typu imprezy. Mieliśmy około tysięczną publiczność i były to osoby, które przyszły posłuchać muzyki. To nie była dyskoteka.

M.O.:L’tronica to nie jest festiwal muzyki tanecznej. Owszem, muzyka taneczna jest jego istotnym elementem, natomiast główną ideą naszego działania jest to, aby obalić stereotyp, że w klubach obecna jest tylko hedonistyczna łupanka.

Ratepus JD:Staramy się zapraszać artystów należących do obszaru szeroko pojętej elektroniki, którzy tworzą w różnych nurtach muzyki transowej, do tańczenia. Nasza główna tegoroczna gwiazda – Arnaud Rebotini – wywodzi się z nurtu elektro.

 

Francuski kompozytor, performer i producent, miksujący wszystko ze wszystkim: pop, elektronikę, jazz, muzykę współczesną, syntezatory analogowe, gitarę elektryczną, głos… 

R.JD:Można u niego usłyszeć nawet blues i rock’n’roll… 

dwóch dj-ów

fot. Paulina Adaszek

fot. Paulina Adaszek

 

Powiedzcie trochę o kompletowaniu line upu. Na Facebooku zdradzacie przez kogo zostali zaproszeni poszczególni artyści.

E.Ch.:Nie chcieliśmy w tym roku dzielić scen na: zagraniczną, polską i łódzką, ale wymieszać towarzystwo. Zaproponowaliśmy DJ-om z Łodzi, żeby sami wybrali artystów spoza, których chcieliby usłyszeć i zaprosili ich na festiwal. 

M.O.:To taki pomysł na rozruszanie łódzkiego środowiska, które jest zamknięte i trochę dusi się w sobie. Okazuje się, że te kontakty są, ale rzadko owocują bookingami innych artystów w Łodzi, ani na odwrót – łódzkich artystów poza Łodzią. 

R.JD:Chcieliśmy też trochę zmotywować resztę Polski i świata do zapraszania łódzkich DJ-ów. 

M.O.: Rzuciliśmy wyzwanie i wszyscy DJ-e dobrze się w tym odnaleźli. Dzięki temu powstał bardzo zróżnicowany zestaw – od transowych, często eklektycznych setów, jakie prezentuje na przykład Mic Ostap, przez wysublimowane działania Olivii, po granie wykraczające poza obszar muzyki stricte tanecznej, które prezentuje chociażby Sept. Chcieliśmy przekonać się, jak sprawdzi się bardziej otwarta koncepcja kuratorska. W tym roku kuratorami stali się nasi koledzy i koleżanki z łódzkiej sceny. Zobaczymy, jak będzie się to rozwijać w kolejnych latach.

 

Wasza koncepcja zakłada chyba też, aby zaproszeni artyści nie odegrali takich setów, jakie zazwyczaj wykonują, ale coś nowego. Jacek Sienkiewicz ma zaprezentować bardziej eksperymentalny materiał. Arnaud Rebotini, który rzadko koncertuje w Polsce, wykona set live…

R.JD:Tak, zależy nam na elemencie świeżości, nowości. Na scenie głównej po raz pierwszy swój wspólny audiowizualny projekt zaprezentuje Sept razem z Visual Family Collective. 

M.O.:To nie jest tylko muzyczny festiwal, bardzo ważna jest współpraca z artystami wizualnymi.

 

Ciekawie przedstawia się scena techno. Możecie ją trochę przybliżyć?

R.JD: Zaprosiliśmy w tym roku Skeptika, znanego wcześniej jako PeroFullHouse. To jest gość, który w Dalmacji zrobił już wszystko co mógł i stworzył w Trogirze, w tym momencie bardzo już znany, festiwal Moondance. Skeptik wywodzi się głównie z Detroit Techno, ale gra dosyć eklektycznie, na winylach. W zeszłym roku najbardziej popularną wśród publiczności DJ-ką okazała się Insolate, która w tym momencie gra trasę w Stanach, a w tym roku zaprosiliśmy jej rówieśniczkę – Kristinę Lalić, uznawaną za topową DJ-kę w Serbii. 

M.O.:Zapraszamy artystów, działających trochę na uboczu Europy, bo chcemy pokazać, że dobre rzeczy w muzyce elektronicznej dzieją się nie tylko w Anglii czy w Niemczech, ale również w Serbii czy Chorwacji. Chcemy to kontynuować, zapraszając artystów z różnych, niekoniecznie topowych, miejsc, jak Słowacja, Węgry, Ukraina, Gruzja, często pomijanych muzycznie przez polskiego odbiorcę.

R.JD:Dla nas liczy się przede wszystkim jakość tego, co prezentują artyści, a nie to, czy są rozpoznawalnymi na świecie nazwiskami. 

 

Kogo usłyszymy na scenie eksperymentalnej?

M.O.:. Pojawią się na niej artyści, którzy działają na pograniczu sceny klubowej i eksperymentalnej, jak chociażby wspomniany Jacek Sienkiewicz, dobrze znany jako DJ grający techno. Mało kto słyszał jego działania z pogranicza ambientu i muzyki konkretnej, które zaprezentuje w Łodzi. Na scenie eksperymentalnej wystąpi też Włoch – Valerio Tricoli, absolutny top w tym obszarze, człowiek, który koncertował na całym świecie i nagrywał z wieloma muzykami, między innymi z Thomasem Ankersmitem, grającym u nas w zeszłym roku. Tricoli to także poszukiwacz instrumentów, z których szczególnie przez niego eksploatowanym jest magnetofon szpulowy Revox, samodzielnie zmodyfikowany. Inny, absolutnie topowy artysta z nurtu noise, power electronics to Julien Ottavi – Francuz, z którym będę miał przyjemność wystąpić w duecie, ale który zagra też solo. Z reprezentacji łódzkiej mamy Bartka Kujawskiego, jednego z najciekawszych polskich muzyków eksperymentujących. Pojawi się też Gerard Lebik, „wschodząca gwiazda” polskiej muzyki eksperymentalnej, a także organizator festiwalu Sanatorium Dźwięku w Sokołowsku. Zagra też Zenial, czyli Łukasz Szałankiewicz, będący jednym z filarów polskiej sceny eksperymentalnej, mocno działający od połowy lat 90. Nie sposób wymienić tu wszystkich, cały skład ogłaszamy na naszym facebookowym profilu. Pomimo wszystkich przeszkód, jakie napotykaliśmy, uważam, że udało nam się stworzyć line up co najmniej intrygujący.

R.JD:Ktoś może powiedzieć, że nie mamy takiej ilości gwiazd, jak na pierwszej edycji – nazwisk jak d_func, czyli Alexander Kowalski, czy Shifted i Xosar, ale publiczność na pewno nie zawiedzie się na jakości. Poza tym, w zeszłym roku przetarliśmy szlaki i festiwal będzie lepiej zaaranżowany. Dużym komplementem jest dla nas fakt, że niektórzy po pierwszej edycji zaufali nam w ciemno i jeszcze zanim zaczęliśmy ogłaszać artystów, sprzedaliśmy kilkadziesiąt biletów. 

M.O.: Z naszej perspektywy ważne jest to, że pierwsza edycja L’tronicy ustanowiła markę, która jest już rozpoznawalna. Nie dysponujemy co prawda takim doświadczeniem czy budżetem, jak festiwal Unsound i inne tego typu imprezy, ale mamy w sobie energię do działania i świeżość.

E.Ch.:W porównaniu z festiwalami jak Unsound, które prezentują muzykę eksperymentalną obok tej klubowej, tanecznej a których jest w tym momencie w Polsce całkiem sporo, u nas jest to zorganizowane trochę inaczej – bardzo zależy nam na mieszaniu publiczności, a nie na jej dzieleniu. Zamiast podziału na główne koncerty i afterparty, tworzymy równorzędne sceny i dzięki temu panuje większy luz, jest mniej pretensjonalnie.

brodaty dj

 

 

 

Już 6 października L’tronica w łódzkiej Wi-Mie, ale w tym roku działacie też szerzej, organizując w sześciu krajach projekt „ex-L’tronica. Karkowski re:mix”, finansowany w ramach programu „Kulturalne Pomosty” Instytutu Adama Mickiewicza, który jest częścią programu NIEPODLEGŁA. Trzonem projektu jest postać Zbigniewa Karkowskiego – jednego z najważniejszych polskich kompozytorów i wykonawców awangardowej muzyki elektronicznej, inspirującego wielu innych artystów…

M.O.:Ten projekt ma szeroką formułę, nie chcieliśmy robić festiwalu kompozycji Karkowskiego. Przede wszystkim z tego względu, że kompozycje Karkowskiego są bardzo niekonwencjonalne i trudno byłoby je po prostu odegrać. Nie rozwodząc się tu nad tym, jaki był Zbigniew, powiem tylko, że był on dość niezwykłym artystą, także osobowościowo, dlatego niezbędna była otwarta formuła tego wydarzenia. Zaprosiliśmy wykonawców, którzy grają utwory Zbigniewa, ale skomponowane przez niego specjalnie dla nich, jak na przykład Kasper T. Toeplitz. Natomiast chcieliśmy, żeby bardziej wybrzmiała tu kwestia związana z inspiracjami, co pomoże pokazać Karkowskiego jako kompozytora, który wywarł znaczący wpływ na szereg różnych artystów. Ten wpływ przejawia się na różne sposoby: poprzez bezpośrednią współpracę z Karkowskim, przez silne akcentowanie inspiracji jego twórczością w działaniach tych artystów czy poprzez twórcze ścieranie się. Karkowski jeździł po całym świecie i ludzi, z którymi wspólnie działał, są setki. Samych płyt, które wydał w kooperacji z innymi artystami, jest kilkadziesiąt. To była postać, która mocno bazowała na ustanawianiu twórczych relacji z ludźmi, co chcemy zaakcentować, stąd nazwa: „Karkowski re:mix”. Jego twórczość żyje, wciąż inspirując artystów do nowych działań. Okazuje się, że twórców, którzy poprzez deklarację udziału w tym projekcie wpisują się w takie rozumienie twórczości Karkowskiego, jest bardzo wielu. Wystąpi u nas kilkudziesięciu artystów z całego świata – z Polski i z tych miejsc, w których odbędą się koncerty, a więc z: Niemczech, Czech, Francji, Wielkiej Brytanii, Japonii i USA.

E.Ch.:W te miejsca zabieramy też polskich DJ-ów, w tym łódzkich, których usłyszymy na łódzkiej L’tronice.

M.O.:Postawiliśmy ich przed zadaniem, aby spróbowali twórczo podejść do swoich działań, otwierając się na muzykę Karkowskiego i sami jesteśmy ciekawi, jakie będą tego efekty. 

 

Karkowski jest postacią rozpoznawalną na całym świecie, być może gdzie indziej nawet bardziej niż w Polsce. Wybór miejsc projektu związany jest z jego osobistą historią? Jak chociażby Japonia, gdzie przez wiele lat żył i tworzył…

M.O.:Być może byłoby jeszcze kilka innych, także logicznie umotywowanych miejsc, z którymi Karkowski był mocno związany, jak na przykład Sztokholm, gdzie uczył się w konserwatorium, czy Amsterdam, w którym przez długi czas twórczo działał. Z racji tego, że współpracował on z olbrzymią liczbą ludzi na całym świecie, moglibyśmy zorganizować coś nawet w Peru, bo Karkowski po Ameryce Południowej jeździł non stop. Z racji tego, że był właściwie wszędzie, to wszędzie można znaleźć ludzi, którzy coś z nim robili – w bliższych lub dalszych relacjach. 

 

Jacy artyści wystąpią w tych sześciu krajach?

M.O.:W Tokio mamy dwójkę japońskich artystów: Tetsuo Furudate, z którym Karkowski nagrał razem szereg płyt i Pain Jerk, bardzo często z nim koncertujący. Z kolei we Francji będzie można usłyszeć Juliena Ottaviego i Kaspara T. Toeplitza, którzy bardzo ściśle ze Zbigniewem współpracowali. W USA zagra Phill Niblock, klasyk awangardy amerykańskiej, może nie bezpośrednio kojarzony z twórczością Karkowskiego, ale bardzo przez niego szanowany, z którym często artystycznie się spierali. Gdy zaprosiłem Niblocka do udziału w tym projekcie, zgodził się bez najmniejszego zawahania. Artystów, z którymi współpracujemy, jest naprawdę dużo, ale „Karkowski re:mix” to nie tylko muzyka – pokazujemy również filmy, w których Karkowski występował i filmy o nim. Każda impreza składa się z czterech części: pokazu filmów, rozmów z osobami, które działały z Karkowskim oraz koncertów artystów polskich i zagranicznych. Za nami pierwsze wydarzenie w Londynie, a przed nami jeszcze pięć kolejnych. 

 

Powodzenia z kolejnymi odsłonami i do zobaczenia w sobotę. Dziękuję za rozmowę.

 

Eliza Gaust - Absolwentka kulturoznawstwa na UŁ, koordynatorka wydarzeń kulturalnych, obecnie pracująca w Centrum Dialogu im. Marka Edelmana.

 

Projekt „ex-L’tronica. Karkowski re:mix” sfinansowano ze środków MKiDN w ramach Programu Wieloletniego NIEPODLEGŁA na 2017-2021, w ramach programu dotacyjnego Instytutu Adama Mickiewicza „Kulturalne pomosty”.

 

Program

 

plakat, twarz mężczyzny, pistolet

 

 

zdjęcie główne, fot: Ola Samosionek