Mieliśmy na terenie dzisiejszej Łodzi monument starszy 10 lat od warszawskiej Kolumny Zygmunta. Był to najstarszy nowożytny świecki pomnik w Europie. Dzisiaj nie pozostało po nim niemal nic, poza kilkoma nazwami miejscowymi na Chojnach, gdzie się znajdował. Przedstawiam Wam historię Kolumny Sierocej.

 

Mamy początek XVII wieku. Na skrzyżowaniu dróg, na mostku nad niewielką rzeczką, niedaleko wsi Chojny siedział płaczący chłopiec. Niedawno stracił rodziców, nie miał żadnych przyjaciół ani rodziny, został sam, gdyż nowy gospodarz wypędził go z chałupy. Traktem piotrkowskim, wówczas bardzo ważną arterią ówczesnej Rzeczpospolitej, jechało powozem zamożne małżeństwo. Traf chciał, że właśnie wtedy, na owym mostku, złamała się oś pojazdu. Zatrzymali się tam, gdyż potrzeba było kowala. Kobieta zobaczyła młodego. Los dzieciaka do bólu wzruszył krakowskich mieszczan, którzy jechali powozem. Przygarnęli chłopca, ponieważ byli bezdzietni. Posłali chłopca do szkoły, po której skończeniu studiował na uniwersytetach w Krakowie i Padwie. W domu rodzinnym był otoczony wielką miłością. Kiedy jego rodzice zmarli, adoptowany syn postawił im pomnik
w miejscu, gdzie doszło do ich spotkania.

Było to skrzyżowanie dzisiejszych ulic Rzgowskiej i Kolumny, a owa rzeczka to Olechówka.

Pomnik ten miał formę kolumny. Jego piedestał o wysokości 2 metrów, wykonany z marmuru, mieścił inskrypcję w języku łacińskim, mówiącą o historii owego chłopca – a wtedy już mieszczanina krakowskiego Jana Mulinowicza, oraz data powstania – 1634. Sama kolumna miała wysokość 11 metrów, a na jej szczycie znajdował się złocony krzyż. Był to pomnik, którym mogłoby się pochwalić duże miasto, a co dopiero niewielka wieś. Niestety, monument nie przetrwał do naszych czasów. Został wysadzony przez Niemców w nocy z 10/11 listopada 1939 roku, dzieląc los innych łódzkich pomników. Po wojnie niestety nie został odbudowany, a dziś w jego miejscu stoi figura Jezusa.

Jak już wspomniałem, po statui i Janie Mulinowiczu pozostały liczne toponimy (i nie tylko). Oczywiście stąd wzięła się nazwa ulicy Kolumny, od której odchodzi ulica Jana Mulinowicza. Sąsiedni park, w którym znajdują się stawy na Olechówce, to Stawy Jana – ponoć również od owego wybitnego chojnianina. Nie jest to jedyny ślad po nim. Mało kto zwraca na niepozorne zwieńczenie bramy tzw. Czerwonego Kościoła – świątyni pw. św. Wojciecha przy Rzgowskiej. Jest to złocona kula z krzyżem, na której można odczytać inskrypcję fundatorską 1643 C C I M (CIVIS CRACOVIENSIS IOANES MULENOWIC) – 1643 – obywatel krakowski Jan Mulinowicz. Ten nietypowy zabytek początkowo pełnił funkcję zwieńczenie dzwonnicy starego drewnianego kościoła, stojącego niegdyś w tamtym miejscu. W 1643 roku został on odnowiony dzięki wsparciu owego Jana Mulinowicza, który podarował parafii pozłacany kielich mszalny z 1628 r. oraz srebrną monstrancję z 1638 r. Niestety, te dwa zabytki nie są pokazywane turystom, a przechowywane w skarbcu kościoła. Sam kościółek stał tam do 1927 roku, kiedy przeniesiono go na skrzyżowanie Pomorskiej i Kopcińskiego. Po ukończeniu budowy nowego kościoła św. Teresy w 1961 roku został niestety rozebrany.

Kolumna Zygmunta III Wazy na placu Zamkowym w Warszawie powstała w roku 1644. 10 lat później. My, łodzianie (a szczególni ci mieszkający na Chojnach) możemy być wyjątkowo dumni. 

 

KOSMA NYKIEL
Uczeń III klasy I LO im. Kopernika w Łodzi, brązowy medalista IX Międzynarodowej Olimpiady Geograficznej iGeo 2012.
Prywatnie fotograf, miłośnik Łodzi, członek Towarzystwa Opieki nad Zabytkami.
Interesuje się historią sztuki i urbanistyką.