STOKI, CZYLI WIELKA HISTORIA NIEWIELKIEGO OSIEDLA

 

Niewiele wiemy o rodzinach szlacheckich dawniej zamieszkujących tereny Łodzi i okolic. W większości znajdowały się tu dobra biskupie – Łódź należała przecież do biskupów włocławskich, Pabianice były już dominium hierarchów krakowskich. Istniała jednak pewna enklawa - posiadłości rodziny Stokowskich, ze Stokami na czele. Jak sama nazwa wskazuje, osiedle to znacznie wyróżnia się wysokością - jest to najwyżej położona część miasta Łodzi i polskich nizin w ogóle. 

Wróćmy jednak do historii. W XV wieku staraniem dziedzica Stoków - Sieciecha - powstał tu kościół, przeniesiony potem do Mileszek. Wnuczka Sieciecha, Anna ze Stoków, poślubiła szlachcica z sąsiedztwa - Jakuba Romiszewskiego, właściciela Chojen.
Ich wnuk - również Jakub, przybrał nazwisko Stokowski. Panny ze Stoków musiały być bardzo piękne, skoro niejaki Ostojski, mieszczanin łódzki, wbrew prawu porwał chłopkę Maryjannę do Lutomierska, gdzie ożenił się z nią.

W owych czasach opuszczenie wsi przez chłopa musiało być zaakceptowane przez dziedzica. Stokowski wytoczył Ostojskiemu proces przed sądem biskupim. W konsekwencji mieszczanie łódzcy przeprosili pana Stokowskiego, a jako rekompensatę Ostojscy oddali do folwarku swoją służącą. 

Jednym z najciekawszych przedstawicieli rodu był Kasper - człowiek mężny, oddany Polsce patriota – walczył z Tatarami, dwukrotnie dostał się do niewoli, wówczas modlił się do św. Antoniego, ponoć dzięki którego wstawiennictwu udało mu się odzyskać wolność. Jako wotum dziękczynne postawił istniejącą do dzisiaj kapliczkę św. Antoniego, a jego piękne epitafium możemy podziwiać w kościele w łódzkich Łagiewnikach, natomiast sam Stokowski wstąpił do tamtejszego zakonu, w którym dokonał swojego żywota. 

Koniec Stokowskich na Stokach datuje się na pierwszą połowę XIX wieku. Ówczesny dziedzic, Wincenty, porwał szlachciankę pannę Krapaczównę, aby ja poślubić. Jej ojciec rzucił na niego wtedy klątwę. Kolejne fragmenty folwarku bankrutujących szlachciców były wyprzedawane, aż wreszcie za pomoc powstańcom styczniowym Artur Stokowski został zesłany na Syberię, którego jego dobra przejął carat. Po 30 latach niejaki Szymon Wojciechowski (zresztą krewny Stokowskiego) kupił na licytacji dobra Stoki. Miał bardzo śmiałe zamierzenia dla tego rejonu - jednak z powodu słabych gleb nie mógł zrealizować swoich ambitnych planów rolnych. Działki powoli były wyprzedawane prywatnym właścicielom pod budowę domów. W 1936 Towarzystwo Osiedli Robotniczych zbudowało jednorodzinne osiedle robotnicze, tzw. osiedle na górce (ulice: Halna, Turnie, Wichrowa). Domki są dosyć niewielkie - powierzchnia użytkowa to jedynie 40 mkw., natomiast przy każdym domku jest działka o powierzchni 300 mkw. W czasie II wojny światowej Niemcy zrealizowali kolejne osiedle (ulica Skalna i najbliższa okolica) o bardzo niemieckim wyglądzie (podobne powstało na Julianowie, jest to tzw. Berlinek). Po wojnie i przyłączeniu do Łodzi w 1945 doprowadzono na Stoki tramwaj - do dzisiaj tamtejsza krańcówka 'Stoki' to najwyżej położona pętla tramwajowa w Łodzi. Kursuje tu tylko tramwaj linii 12. 

Obok osiedla i krańcówki mamy park im. Zaruskiego, utworzony w drugiej połowie lat 50. XX wieku w miejscu wyrobisk żwiru jeszcze z czasów Wojciechowskiego. Jest to bardzo 'górski' park - różnice wysokości sięgają 18 metrów! 

Przy okazji Stoków warto wspomnieć też o osobliwych nazwach ulic. Telefoniczna - nazwa wzięła się od pierwszej podmiejskiej linii telefonicznej, którą poprowadzono na Stoki właśnie tę ulicą. Giewont, Pieniny, Halna, Turnie, Zbocze, Szczytowa - te nazwy przypominają o osobliwym ukształtowaniu terenu.

Najbardziej nietypowym zabytkiem znajdującym się na Stokach jest tzw. podziemna katedra - zbiornik na wodę. Został on zbudowany na początku XX wieku wg projektu Wiliama H. Lindleya jako część miejskiej sieci wodociągowej. Działa on jako gigantyczna wieża ciśnień - pod wpływem ciśnienia hydrostatycznego woda jest dostarczana do całego miasta z miejsca położonego najwyżej w okolicy, czyli właśnie Stoków. Z kolei oczyszczalnia ścieków została ulokowana w miejscu położonym najniżej - na Lublinku. Co ciekawe, jest to konstrukcja używana do dzisiaj. Raz na parę lat podczas czyszczenia zbiorników można wejść do środka. 

Kolejną osobliwością są położone tam żwirownie. Początków industrializacji na Stokach można dopatrywać się już w II połowie
XIX wieku - i wbrew pozorom nie był to przemysł włókienniczy! Wówczas wspomniany już Wojciechowski, wietrząc dobry interes, rozpoczął poszukiwania węgla (pierwsze bryłki kopaliny w niewielkich odkrywkach żwiru odnalazł w latach 60. XIX wieku Artur Stokowski) - wielki ośrodek przemysłowy, jakim była wtedy Łódź, potrzebował olbrzymich ilości opału, który sprowadzano
z Górnego Śląska. Złoża na miejscu z pewnością obniżyłoby koszty produkcji. Wojciechowski wciągnął do spółki zamożnego łódzkiego fabrykanta Juliusza Kunitzera. Pokłady węgla brunatnego okazały się jednak bardzo niewielkie, nie znaleziono spodziewanego węgla kamiennego i eksploatacji szybko zaprzestano. Przy okazji odkryto duże zasoby gliny, piasku i żwiru. Szybko założono tam cegielnię (której budynki istnieją do dzisiaj u zbiegu Pomorskiej i Krokusowej), słynącą niegdyś z wyrobów bardzo wysokiej jakości, a jednocześnie dochodową - dynamicznie rozwijająca się Łódź była fantastycznym rynkiem zbytu. Obecnie
w budynkach dawnej cegielni mieści się zakład wyrobów ceramicznych. Natomiast żwirownie (okolice ulicy Hyrnej i Obłocznej) działają do dzisiaj (wyrobisko po jednej z nich aktualnie jest zasypywane... ziemią z dziury pod dworzec Łódź-Fabryczna). Także mamy w Łodzi górników, którzy jak koledzy ze Śląska 4 grudnia świętują Barbórkę.
 

 

KOSMA NYKIEL
Uczeń III klasy I LO im. Kopernika w Łodzi, brązowy medalista IX Międzynarodowej Olimpiady Geograficznej iGeo 2012.
Prywatnie fotograf, miłośnik Łodzi, członek Towarzystwa Opieki nad Zabytkami.
Interesuje się historią sztuki i urbanistyką.

 

 


Osiedle zbudowane przez Niemców


Stoki zimą


Podziemne zbiorniki wodne na Stokach