Odwołanie ze stanowiska p.o. dyrektora Muzeum Sztuki w Łodzi Jarosława Suchana i powołanie na jego miejsce Andrzeja Biernackiego komentują dla nas: Hanna Wróblewska, Aleksy Wójtowicz, Bogna Świątkowska, Prof. dr hab. Maria Poprzęcka, Aleksander Hudzik, Tomasz Załuski, Kolektyw Fotofestiwalu, Łukasz Radziszewski, Agnieszka Rejniak-Majewska, Magdalena Ujma, Rafał Jakubowicz,  Aneta Szyłak.

 

 

Hanna Wróblewska - prezeska Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych

Ciąg dalszy nastąpi. Autonokaut

Ostanie 15 lat Muzeum Sztuki w Łodzi, czyli czas dyrektorowania Jarosława Suchana, to konsekwentna rozbudowa i harmonijny rozwój instytucji. To nowe przestrzenie – nie tylko ekspozycyjne, ale i magazynowe, edukacyjne, biblioteczne czy też efektowna rewitalizacja Pałacu Herbsta. Tworzenie świetnego zespołu, w którym współpracują ze sobą ludzie z różnych generacji i o zróżnicowanych kompetencjach. Otwarcie zbiorów na świat zarówno profesjonalistów, jak i szerokiej publiczności – odbiorców cyfrowych. Dbałość o tradycję i spuściznę historyczną, której Muzeum Sztuki jest depozytariuszem: awangardę międzywojenną z wektorem na przyszłość. Świetny program, a jednocześnie budowanie związków instytucji na poziomie lokalnym (Łódź), regionalnym (sieć edukacyjna w ramach programu Bardzo Młoda Kultura), ogólnopolskim i międzynarodowym. Wystawy Strzemińskiego i Kobro w najbardziej znanych instytucjach sztuki (Museo Reina Sofia, Centre Pompidou) oraz świetne wystawy problemowe w Muzeum Sztuki w Łodzi z wypożyczeniami z najlepszych kolekcji (MoMA, Tate, Centre Pompidou). Konsekwentnie i kolektywnie budowana kolekcja… O tym pewnie napiszą wszyscy, lecz nie sposób, bym pominęła to w swoim tekście.

Muzeum Sztuki w Łodzi jako jedna z pierwszych instytucji kultury zajęła jasne stanowisko wobec agresji Rosji na Ukrainę oraz stworzyła program i rezydencyjny, i opieki (świetlica) dla ukraińskich artystek i uchodźców. Suchan już w pierwszych dniach konfliktu rozpoczął negocjacje na polu międzynarodowym, podnosząc kwestię natychmiastowego zawieszenia współpracy ze stroną rosyjską. Co więcej, dzięki swojej pozycji został wysłuchany.

Wymiana dyrektora Jarosława Suchana na osobę bez doświadczenia muzealniczego, bez autorytetu w kręgach akademickich, bez kompetencji zarządzania środkami publicznymi i administrowania dużym zespołem ludzkim, która nie myśli i nie działa suwerennie oraz uwikłana jest w konflikty interesów i sieć swych lęków i fałszywych wyobrażeń, to cios. Nie tylko dla środowiska muzealniczego czy środowiska sztuki, społeczności polskiej i międzynarodowej, publiczności i licznych interesariuszy, ale także bolesny (auto)cios dla autorów tej decyzji – współorganizatorów Muzeum Sztuki w Łodzi. Mam nadzieję, że dostrzegą/odczują to w ciągu tych kilku miesięcy. Procedura wyboru dyrektora Muzeum Sztuki nie została jeszcze zakończona!

Instytucja to nie dyrektor. Lecz od dyrektora i jego umiejętności zależy, czy potencjał instytucji – zespołu, zbiorów, tradycji, historii – zostanie wykorzystany, a nie zniszczony i roztrwoniony. Pozycja dyrektora to nie pozycja udzielnego króla grzejącego się w światłach kamer i reflektorów, rozdającego „łaski” swoim wyimaginowanym poddanym (członkom zespołu, współpracownikom czy artystom) bądź też spełniającego swe zachcianki za publiczne pieniądze, stemplującego swoim nazwiskiem każdą wystawę. To praca na innych: zespół, instytucję, artystów i kolekcję. To umiejętność współpracy, a nie wydawania poleceń. To również umiejętność podejmowania decyzji i odpowiedzialności. Z nominacją na dyrektora (ani na pełniącego obowiązki) nie przychodzi automatycznie doświadczenie, nie spływa żadna szczególna łaska, wiedza czy mądrość. Czasem nawet, paradoksalnie, odchodzi… I historia Muzeum Sztuki w Łodzi zna już takie przypadki. Byłoby dobrze, gdyby Organizatorzy i Współorganizatorzy tej placówki sobie o tym przypomnieli lub zlecili szybki research swym asystentom czy gabinetom politycznym, zanim zdecydują się na ostateczny autonokaut.

 

 

Aleksy Wójtowiczhistoryk , krytyk

Do końca kwietnia 2022 roku w polskim środowisku artystycznym Andrzej Biernacki znany był z prowadzenia dość marginalnej, prywatnej galerii w Łowiczu, ale przede wszystkim – intensywnej działalności komentatorskiej w Internecie. Blog Biernackiego od kilkudziesięciu lat był przestrzenią, w której teoria o spisku postkomunistycznych elit w polskim świecie sztuki była konsekwentnie promowana jako „prawdziwa” i „antysystemowa” historia polskiego pola sztuki. Tłem dla niej jest koncepcja globalnego spisku działającego na szkodę kulturze i sztuce. W 2015 roku Biernacki dołączył do grona kilkudziesięciu osób, które wzięły na poważnie teorię spiskową o istnieniu „mafii bardzo kulturalnej”. Ta, wraz z wygranymi wyborami parlamentarnymi zyskała oficjalną aprobatę MKiDNu, który od prawie 7 lat przeprowadza „dobrą zmianę” w kulturze, mającą doprowadzić do rozbicia rzekomego układu establishmentu i przepisania kanonu sztuki najnowszej w myśl konserwatystów kulturowych. Między innymi bezkonkursowymi nominacjami na stanowiska dyrektorskie w najważniejszych instytucjach kultury w Polsce. Sam Biernacki określa swoje wieloletnie wysiłki jako „pracę pod prąd tym zjawiskom, które jak chwasty w ogrodzie kultury rozrastają się samoczynnie, do nieprzytomności”. Nominacja na p.o. dyrektora Muzeum Sztuki w Łodzi jest, korzystając z „mafijnej” metafory, czymś w rodzaju vendetty w polu sztuki polskiej. Trzymając się metafory ogrodniczej – okazją do intensywnego pielenia za pomocą glifosatu, czyli mówiąc obrazowo: wytrzebienia wszystkiego, do gołej ziemi.

Andrzej Biernacki deklaruje „dywersyfikację oferty” MSŁ, zwiększenie liczebności muzealnej widowni oraz wprowadzenie „innych narracji” i warunków współpracy z największymi instytucjami na tzw. Zachodzie. Podstawowe pytanie brzmi – jak właściciel marginalnej prywatnej galerii, przekonany o „spisku” wyobraża sobie „współpracę na własnych warunkach” z londyńskim Tate czy nowojorską MoMA? Inne pytanie, równie istotne, brzmi – jak w innych instytucjach sztuki w Polsce z nowymi, partyjnymi władzami wygląda wspomniana „dywersyfikacja”; zarówno oferty, publiczności czy wizerunku? Historie nowej kadry zarządzającej instytucjami sztuki (m.in. Jerzego Miziołka [MNW], Marcina Gwoździewicza [Muzeum Śląskie], Piotra Bernatowicza [CSW Warszawa], a ostatnio Janusza Janowskiego [Zachęta]) ciężko określić jako pomyślne. Mówimy bowiem o skandalach, aktach cenzury, środowiskowym bojkocie, odpływie znacznej części stałej publiczności, zwolnieniach z naruszeniem prawa pracy, upartyjnieniu i drastycznym spadku pozycji tych instytucji w polskim polu sztuki w przeciągu zaledwie kilkunastu miesięcy. W odróżnieniu od Biernackiego, były to osoby mające jakiekolwiek doświadczenie w prowadzeniu publicznych instytucji sztuki czy muzeów. Jeszcze inne pytanie brzmi – w jaki sposób i od kogo Biernacki będzie nabywał kompetencje niezbędne do pełnienia powierzonego mu stanowiska, skoro zastaną strukturę uważa za „spisek” bądź struktury mafijne?

Kilka miesięcy temu Biernacki pojawił się na spotkaniu Obywatelskiego Forum Sztuki Współczesnej, podczas którego twierdził, że część środowiska twórczego „przegrała”. Istotnie, przegrała z polem władzy, którego Biernacki jest przedstawicielem i którego interesy reprezentuje. Motorem jego działania jest poczucie resentymentu (zarówno jako twórcy, jak i galerzysty) i chęć odwetu na wszystkich, których z nazwiska wymieniał jako „politruków” – bezwolne narzędzia politycznych i partyjnych mechanizmów. Jest to chichot historii, w którym odciska cytowana dwanaście lat temu przez Biernackiego „zasada lojalności” i „kontrastowania z otoczeniem”, wzięta z „Cesarza” Kapuścińskiego. To prawda, Biernacki silnie kontrastuje z otoczeniem eksperckim wśród którego się niebawem znajdzie. W swoim mniemaniu, rzecz jasna – korzystnie, wszak nie ma różnicy pomiędzy prowadzeniem łowickiej galerii a najważniejszego muzeum w Polsce. W końcu z Łowicza do Łodzi zaledwie godzina drogi. A do Warszawy – do Warszawy nieco ponad.

 

-

 

Bogna Świątkowska, NN6T, Bęc Zmiana

Tyle już powiedziano i napisano w tej sprawie – merytorycznie, złośliwie, błyskotliwie, rzeczowo, emocjonalnie, analitycznie, prześmiewczo, podniośle – że trudno się nie powtarzać. Jarosław Suchan nie powinien tracić stanowiska w ten głupi, małostkowy sposób. To co się dzieje z publicznymi instytucjami kultury i sztuki w Polsce – Muzeum Sztuki w Łodzi to przecież kolejna instytucja na długiej liście – to jest część większej całości. Żałosna jakość tego rządu i jego niekompetentnych, antydemokratycznych przedstawicieli i nominatów ma destrukcyjny wpływ na praworządność, edukację, kulturę, gospodarkę, środowisko, politykę zagraniczną. Pieniądze publiczne są marnotrawione, instytucje ośmieszane, czas marnowany. Trudno. Jak mówią nasi sąsiedzi Ukraińcy: odbudujemy!

 

 -

 

Prof. dr hab. Maria Poprzęcka, b. przewodnicząca Rady Muzeum Sztuki w Łodzi

Fakt zwolnienia Jarosława Suchana z funkcji dyrektora Muzeum Sztuki w Łodzi, a także arogancki tryb, w jakim zostało ono przeprowadzone, nie przestaje budzić protestów płynących z polskich i zagranicznych instytucji muzealnych i naukowych. Wśród sygnatariuszy listu otwartego do polskich władz podpisali się m.in. dyrektor paryskiego Centre Pompidou, dyrektor Akademii Francuskiej w Rzymie, kuratorzy Museum of Modern Art w Nowym Jorku, profesorowie historii sztuki  z Sorbony, uniwersytetu nowojorskiego, uniwersytetu Harvarda, uniwersytetu w Lizbonie. Podpisów wciąż przybywa, list zostanie wkrótce opublikowany.

Paradoks polega jednak na tym, że Jarosław Suchan stracił dyrekturę łódzkiego Muzeum nie pomimo swoich wielkich zasług dla tej instytucji, której nadał międzynarodową rangę, ale właśnie dlatego, że ją zyskał. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, usuwając z unikalnego i ważnego muzeum doświadczonego i wysoce cenionego dyrektora i zastępując go pozbawionym jakichkolwiek zarządczych i kuratorskich kompetencji właścicielem prywatnej galerii w niewielkim mieście, tak uzasadnia swoją decyzję:

„Różne wymysły, związane z tym, co nazywam kryzysem kultury globalnej, często są obecne także w funkcjonowaniu instytucji sztuki na świecie i w sposób bardzo naiwny są naśladowane w Polsce”. Natomiast nowa nominacja ma zapobiec: „uzależnieniu się od różnych środowisk, czy nacisków instytucji światowych, gdzie te nowinki ideologiczne, głównie liberalno-lewicowe, były preferowane, wręcz forsowane a niekiedy - za pomocą poprawności politycznej - wymuszane".

Mamy tu jasno wytyczony kierunek polskiej polityki kulturalnej: anty-zachodni, anty-europejski, anty-liberalny i stawiający na prowincjonalny, regresywny konserwatyzm. Po której stronie obecnego wielkiego konfliktu idei i wartości ta polityka nas sytuuje?

 

-

 

Aleksander HudzikNewsweek Polska

Przejęcie Muzeum Sztuki w Łodzi przez Andrzeja Biernackiego jest oczywistą kontynuacją planu przejęcia polskich instytucji kultury przez PiS. Konsekwentnie, idąc od Muzeum Narodowego w Warszawie, przez stołeczne CSW i Zachętę po galerie poza Warszawą. Jest w tej nominacji jednak coś wyjątkowego. Z jednej strony wyjątkowa bezsilność, bo p.o. dyrektora instytucji o wielkiej awangardowej tradycji zostaje postać którą brzydzą wszelkie nowoczesne awangardy. Postać, która od ponad dekady na blogu uwiarygodniającym jego prywatną galerię sztuki, publikuje niedorzeczne kolumnie na temat sztuki nowoczesnej. Biernacki to, jak Janusz Janowski, artysta. Mógłbym tu napisać jaki, ale wystarczy popatrzeć na jego pracę. To kolejny absurd tej nominacji.

Muzeum w Łodzi w zeszłym roku otworzyło jedna z najważniejszych wystaw- projektów wychodzących daleko poza konwencje wystawy, poświęcony zaczynom awangardy, mapując jej amerykański, rosyjski i europejski zaczyn. Pokazując jak istotna na tej mapie była Łódź, w zasadzie nie da się marzyć o bardziej patriotycznej wystawie, jeśli ministerstwo kultury w ogóle z tego rozlicza instytucje. Na miejsce Jarosława Suchana przychodzi ktoś ślepo zapatrzony w styl Francisa Bacona, manierysta który nauczył się sztuczek i tylko te sztuczki potrafi docenić w sztuce.

Jednocześnie dochodzimy do ciekawego i przerażającego momentu w którym wkrótce do programu Zamku Ujazdowskiego dołączą dwie duże instytucje, które wkrótce zamkną przygotowane przez poprzednie dyrekcję programy i pójdą na tory wskazane przez nowe dyrekcje. Co pokażą? W końcu poza artystami w skórze dyrektorów trzeba będzie teraz znaleźć artystów, którzy robią sztukę…

 

-

 

Tomasz Załuski, historyk sztuki, Uniwersytet Łódzki

Informacja o nagłym zwolnieniu Jarosława Suchana oraz wyborze Andrzeja Biernackiego na p.o. dyrektora Muzeum Sztuki w Łodzi to kolejny czarny dzień dla polskiej kultury. Muzeum tworzone przez Suchana i kierowany przez niego zespół stało się instytucją wysokiej klasy, zrealizowało wiele świetnych projektów, które już zapisały się w historii, a także zdobyło uznanie publiczności. Teraz ten dorobek i potencjał rozwojowy mogą ulec zaprzepaszczeniu. 

Bardzo chciałbym się mylić, ale wszystko wskazuje na to, że Biernacki wkrótce dołączy do grupy ministerialnych nominatów powołanych na stanowiska dyrektorskie bez konkursu. Zapewne plan jest taki, że przez kilka miesięcy będzie on pełnił funkcję p.o. dyrektora, a potem „po cichu” zostanie mianowany dyrektorem. Nastąpi to w pozamerytorycznym trybie, bo nie ma on kompetencji i doświadczenia niezbędnego do tego, by prowadzić Muzeum Sztuki w Łodzi z jego tradycją awangardy i nie przeszedłby w żadnym przyzwoicie zorganizowanym konkursie. Był natomiast jedną z osób, które „zasłużyły się” w oczach prawicowych polityków oskarżaniem polskiego świata sztuki o stosowanie domniemanych „mafijnych” mechanizmów, czyli towarzysko-klientelistycznych układów. Teraz w istocie sam staje się jednym z tych, którzy „dostają” instytucję kultury, bo zostali wybrani za sprawą ideologiczno-klientelistyczno-towarzyskich układów.

 

-

 

Małgorzata Słomska, Marta Szymańska, Franek Ammer, Krzysztof Candrowicz - Kolektyw Fotofestiwalu

Odwołanie ze stanowiska dyrektora Muzeum Sztuki w Łodzi Jarosława Suchana - osoby z ogromnym doświadczeniem zawodowym, zasłużonej i rozpoznawalnej zarówno w Łodzi, w Polsce jak i na świecie, oraz powołanie pana Andrzeja Biernackiego, który nie posiada doświadczenia w prowadzeniu dużej instytucji kultury oraz działalności muzealnej uważamy za szkodliwą dla placówki decyzję. Niepokojem napawa nas fakt, że wbrew ogólnie przyjętym regułom nie został podany do publicznej wiadomości żaden program artystyczny kandydata, a nominacja przebiegła poza oficjalnym konkursem, który w założeniu gwarantuje demokratyczny wybór osoby o adekwatnych kompetencjach. Muzeum Sztuki to jedna z najbardziej znanych polskich instytucji artystycznych na świecie, która przez podjętą pochopnie decyzję może zostać zdegradowana do marginalnej skali. Wyrażamy swoją niezgodę na tak nieodpowiedzialne działania, szczególnie w momencie, kiedy nasz kraj oraz świat potrzebują solidarności, współpracy i dialogu.

 

 

 Łukasz Radziszewski, Galeria Komputer

Prezentacje w przyzwoitych miejscach jak łódzkie Muzeum Sztuki, mają zazwyczaj dobre, literackie tytuły. Jeden z nich, niebanalny - „Muzeum jako świetlany przedmiot pożądania” - dzisiaj, odpowiednio wykorzystany stałby się skrótem opisującym położenie każdej instytucji kultury w Polsce. Bez względu na program, profil czy charakter - muzeum to dziś tylko trofeum. Szczęśliwe zakończenie dla tych, którzy przez lata tworzyli lub uwierzyli w spiskowe teorie. Współczesne muzeum sztuki to manna z nieba, Excalibur, skóra Reptilianina, krawędź płaskiej ziemi, spotkanie z Man-Bear-Pig. A tak na poważnie - to nagroda w systemie promocji karier opartym o serwilizm biurokratyczny. Nawet nie polityczny, czy ideologiczny. Szanujmy się.

Dotychczas było mi łatwo ocenić i podważać potencjał krytyczny czy wpływ na rzeczywistość instytucji kultury. Cenię sobie jednak ich jeszcze bardziej życzeniową i deklaratywną progresywność - łódzkiemu MS udawało się czasem ją uchwycić, postawić krok wprzód. To niełatwe, dlatego przesyłam wyrazy szacunku dyrektorowi Suchanowi i zespołowi Muzeum.

Mimo wciąż towarzyszących mi emocji i rozgoryczenia - nie będę odbijał starych instytucji od bernatowiczów, janowiczów i biernackich. Wzorem założycieli Muzeum Sztuki w Łodzi - robię krok wprzód.

 

-

 

Agnieszka Rejniak-Majewska, Instytut Kultury Współczesnej, Uniwersytet Łódzki

Ponad 15 lat w historii instytucji to długi okres – patrząc jednak na ilość zrealizowanych projektów infrastrukturalnych (otwarcie ms2, modernizacja Pałacu Herbsta, rewitalizacja gmachu ms1, w tym budynku przy ul. Gdańskiej, który „groził katastrofą budowlaną”, i którego osobliwy Schulzowski urok pamiętam jako niezmienny od wczesnych lat 90.), a przede wszystkim na liczbę ważnych, międzynarodowych wystaw, konferencji, wydanych publikacji – można powiedzieć, że Muzeum wykonało w tym czasie pracę tytaniczną. Nie tylko zmieniło się dla publiczności, stało się miejscem ponownie ważnym na mapie sztuki światowej, ale przez prowadzoną przez Jarosława Suchana politykę programową zyskało wyraźną tożsamość. Tożsamość tę wyznacza dziś nie tylko dziedzictwo awangardy (to oczywiste), ale krytyczny namysł nad jej współczesnym znaczeniem, interdyscyplinarne badawcze podejście do nowoczesności i sztuki nowoczesnej. Żadne inne muzeum w Polsce nie zorganizowało w ostatniej dekadzie tylu wystaw, które byłyby jednocześnie odkrywczymi projektami badawczymi. Istotny jest przy tym integralny związek między działaniami wystawienniczymi, edukacyjnymi i naukowymi – przekłada się to na atrakcyjną ofertę trafiająca do zróżnicowanej publiczności, a wynika ze skoordynowanej współpracy wszystkich działów; za poprzednich dyrektorów nie funkcjonowały one tak zgodnie.

Podobnie jak wielu jeszcze niedawno sądziłam, naiwnie, że Muzeum Sztuki w Łodzi ominą wojny kulturowe, że wojna polsko-polska go nie dotyczy. Wydawało się, że Kobro i Strzemiński nie są kontrowersyjni, a międzynarodowy prestiż jakim cieszy się muzeum i jego kolekcja zabezpiecza je przed ingerencją wynikającą z politycznych resentymentów. Można było sądzić, że stała, wytężona praca, którą to muzeum wykonywało pod kierunkiem Suchana, i ogólnopolskie oraz światowe głosy uznania dla jego przedsięwzięć, są czymś co powinno budzić szacunek i gwarantować stabilność. Także realizowana przez 15 lat linia programowa, którą bardziej progresywnie nastawieni krytycy uznawali za nazbyt wsobną, zbyt mocno skupioną na historii, zdawała się stawiać muzeum poza główną areną ideologicznych bitew. Ta polityka programowa nie wynikała jednak z ostrożności, ani z opierania się na tym co znane i uznane. Raczej dawała wyraz przekonaniu, że muzeum powinno być przestrzenią mediacji, reinterpretacji i odkrywania, przestrzenią wielości, a nie jednoznacznego opowiadania się po jednej stronie. Słowo „autonomia” jest ostatnio w świecie sztuki niemodne, Suchan zabiegał jednak o autonomię muzeum, potwierdzaną przez profesjonalizm i poziom merytoryczny wystaw, przez dążenie do poznawczego obiektywizmu, by stworzyć otwartą przestrzeń namysłu nad sztuką i jej doświadczania. Tak rozumiana instytucjonalna autonomia umożliwiła rozwijanie miejsca, w którym liczy się indywidualna inwencja, solidność i dociekliwość, wzajemny szacunek, ciekawość i gotowość współpracy. To wartości związane z pewną kulturą pracy, ale przez swoją publiczną działalność muzeum nimi promieniowało.

Wiąże się to z jeszcze jedną ważną sprawą. Jarosław Suchan wygrał konkurs na stanowisko dyrektora muzeum w 2006 roku, będąc już doświadczonym kuratorem i wicedyrektorem CSW, ale osobą spoza łódzkiego środowiska i we wcześniejszych swoich projektach skupioną na innych kwestiach niż dzieje łódzkiej awangardy. Oznacza to, że tych nowych kontekstów musiał się po prostu nauczyć, odnaleźć się w tej przestrzeni – traktowanej jako wyzwanie i zobowiązanie, w praktyce zaś odkryć ją na nowo dla niej samej. Częścią tego aktywnego uczenia się i odkrywania była otwartość na projekty zgłaszane lub postulowane przez osoby z zewnątrz – począwszy od wystawy „Polak, Żyd, artysta. Tożsamość a awangarda” (2009), zainspirowanej przez Joannę Ritt, przez „Modernizacje 1918-1939. Czas przyszły niedokonany” Andrzeja Szczerskiego (2010), wystawę „Teresa Żarnowerówna. Artystka końca utopii” (2014), umożliwioną dzięki odkryciom Milady Ślizińskiej, znakomitą ekspozycję „Montaże. Debora Vogel i nowa legenda miasta” (2017) zainicjowaną przez Karolinę Szymaniak, po „Zmiennokształtność. Einstein jako metoda” (2018) i wystawę Nadii Léger (2018). Muzeum pod dyrekcją Suchana zrobiło bardzo wiele dla ponownego zinterpretowania twórczości Kobro i Strzemińskiego, dla ugruntowania ich pozycji w historii sztuki światowej (wystawy monograficzne w Malmö, Madrycie, Hadze, paryskim Centre Pompidou), oraz ukazania jej w poszerzonych – historycznych i aktualnych kontekstach (m.in. wystawy „Szkolne lata. Początki ASP  w Łodzi” (2015), „Poruszone ciała. Choreografie nowoczesności” (2016), „Komponowanie przestrzeni. Rzeźby awangardy” (2019), „Awangardowe Muzeum” 2021)). Koordynowany przez Suchana program skupiał się na awangardowej tradycji i zasobach kolekcji, ale wcale się w nich nie zamykał; nie sposób wymienić innych, ważnych wystaw, związanych z kontekstami powojennymi i współczesnymi. W mojej subiektywnej pamięci szczególnie dobrze zapisały się „Beautiful Loosers. Contemporary Art and Street Art” (2007), „Dźwięki elektrycznego ciała. Eksperymenty w sztuce i muzyce Europy Środokowo-Wschodniej” (2012) „Jabłko. Introdukcja” (2014), „Prototypy-04” Agaty Siniarskiej (2021), „Erroryzm” Agnieszki Kurant (2021) i niedawna wystawa „Leopold Buczkowski. Przebłyski historii, przelotne obrazki” (2021). Tym co łączyło te i inne wystawy zorganizowane w Muzeum Sztuki za kadencji Suchana, było unikanie łatwizny, niechęć do pustych efektów, przemyślany charakter koncepcji i scenografii. Jeśli coś mogło się zdawać zbyt hermetyczne, to oprowadzania kuratorskie (na których zjawiały się tłumy) niwelowały istniejące bariery.

Patrząc wstecz na historię tego muzeum, wiem, że jego pracownicy wierzyli w jego genius loci i jego wyjątkowość, nawet gdy okoliczności bywały paskudne. Instytucje – jak mówią – tworzą ludzie. Przez ostatnie lata pod dyrekcją Suchana powstał w tym miejscu znakomity, świetnie pracujący i zgrany zespół – mam nadzieję i tego życzę im wszystkim i sobie, że zachowa on swoje esprit de corps, odwagę, odporność i pewność siebie.    

 

-

 

Magdalena Ujma, Prezeska Sekcji Polskiej AICA

Mianowanie przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego Andrzeja Biernackiego na stanowisko p.o. dyrektora Muzeum Sztuki w Łodzi nie jest posunięciem zaskakującym, gdy obserwuje się prowadzoną przez nie politykę kadrową. Ministerstwo jest niezwykle konsekwentne w mianowaniu osób, które deklarują wierność ideom propagowanym przez rządy Zjednoczonej Prawicy. Kompetencje i doświadczenie zawodowe nie grają tutaj, niestety, istotnej roli.

Mimo wszystko jednak styl, w jakim Ministerstwo rozstało się z dotychczasowym dyrektorem Muzeum Sztuki i fakt, że w ogóle się go pozbyło budzi niesmak i zarazem niepokój. Jarosław Suchan jest wybitnym muzealnikiem i kuratorem, znakomitym historykiem sztuki. Jest także autorem wielkiego sukcesu łódzkiego Muzeum w ostatnich latach, kiedy to z instytucji cierpiącej w latach 90. i na początku lat dwutysięcznych głęboki kryzys, stało się ono na powrót wiodącą instytucją sztuki współczesnej w Polsce i ambasadorem kultury polskiej zagranicą. Decyzja o powołaniu w miejsce tak zasłużonego fachowca, Andrzeja Biernackiego, prowadzącego prywatną galerię w Łowiczu, najprawdopodobniej przyniesie wiele szkód dla poziomu artystycznego kolekcji, programu wydarzeń, współpracy z wiodącymi instytucjami na całym świecie, jak i programów badawczych Muzeum Sztuki w Łodzi. Andrzej Biernacki prezentuje politycznie słuszne poglądy, natomiast nie ma w swoim CV osiągnięć, które predestynowałyby go do kierowania tak dużą, skomplikowaną instytucją o międzynarodowym znaczeniu, jaką jest Muzeum Sztuki. Swoimi dokonaniami i wypowiedziami wykazał bowiem m.in., że nie ma wiedzy na temat profilu i historii tegoż Muzeum, wiadomo też, że nie zarządzał on porównywalną instytucją, stąd nie zna w praktyce rozwiązań prawnych rządzących działalnością muzeów w Polsce i wynikających z nich procedur. Zaś deklarowana przez niego chęć promowania artystów polskich w Muzeum Sztuki powinna zostać skonsultowana z historią jego wystaw oraz wynikać z głębszego zaznajomienia się z twórczością tychże artystów. 

 

-

 

Rafał Jakubowicz, artysta wizualny

Niszczenie instytucji związanych ze sztukami wizualnymi w Polsce przybrało charakter systemowy. Po Zamku Ujazdowskim, Galerii Labirynt w Lublinie, stołecznej Zachęcie oraz Nowym Muzeum Sztuki NOMUS w Gdańsku przyszedł czas na Muzeum Sztuki w Łodzi. Kadencja Glińskiego i Sellina jest katastrofą dla kultury. Oni zniszczą wszystko co udało się zbudować. To ludzie nie mający zielonego pojęcia o tym jakich kompetencji wymaga prowadzenie takiej instytucji jak Muzeum Sztuki. Za to pełni antylewicowych obsesji. Czytając wypowiedzi Glińskiego o „naciskach światowych instytucji” czy „liberalno-lewicowe nowinkach ideologicznych wymuszanych za pomocą poprawności politycznej”, od których to Muzeum Sztuki będzie wreszcie wolne, człowiek nie wie czy ma się śmiać czy płakać, bo widzi jaka stoi za tym nędza intelektualna. Powołanie przez ministra kultury pana Biernackiego na „p.o. dyrektora” Muzeum Sztuki mimo wszystko mnie zaskoczyło. Bo wydawało się, że po to, żeby objąć instytucję, którą kierowali Ryszard Stanisławski i Jarosław Suchan, trzeba reprezentować pewien poziom, posiadać niekwestionowany dorobek, pozycję w środowisku oraz międzynarodowe kontakty. Tymczasem to właśnie dyletanctwo, a przede wszystkim brak owych kontaktów, okazał się największym kapitałem zajmującego się dotąd głównie trollingiem Biernackiego.

 

-

 

Aneta Szyłak, kuratorka i krytyczka sztuki

Wobec kolejnej niesprawiedliwej dymisji w publicznej instytucji sztuki, wracam myślami do czasu, w którym nasze środowisko budowało nowe możliwości dla sztuki, nowe miejsca i standardy, nowe procedury i wartościowe sojusze. Myślę o otwarciu się na nowych członków Sekcji Polskiej AICA, o tym, jak stopniowo, w miarę zdobywania zawodowej renomy wchodziliśmy w struktury innych międzynarodowych instytucji, takich jak CIMAM, ICOM, IKT. Jak walczyliśmy o język debaty dla sztuki współczesnej, o wojnach kulturowych początku lat 90 a następnie dwutysięcznych. O tym, jak osoby o wysokich kwalifikacjach reformowały zmurszałe struktury instytucjonalne po PRL. Jak ludzie z undergroundu wchodzili do głównego nurtu sztuki. O tym, jak determinacją całego środowiska, niezależnie od poglądów i programowych różnic, doprowadziliśmy do powołania Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Jak Zachęta, kadencja po kadencji, stawała się niesłychanie ważnym miejscem dla współczesnej sztuki. Jak Zamek Ujazdowski przez lata funkcjonował jako transdyscyplinarna, eksperymentalna instytucja. O tym, jak wprowadzenie formuły konkursowej spowodowało znakomite wystawy w Pawilonie Polskim w Wenecji. O tym, jak powstawały Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia, Muzeum Współczesne we Wrocławiu i ostatnio NOMUS. O tych sukcesach decydowała mądra współpraca zdeterminowanych i utalentowanych jednostek. Myślę o lokalnych kolekcjach, o wystawach i festiwalach. O fantastycznych publikacjach. O zmianach strukturalnych i proceduralnych, o formułach konkursowych na stanowiska, na uczynienie nagradzania artystów instytucjonalnym standardem. O sukcesach polskich artystów, które nie byłyby w takim stopniu możliwe bez strukturalnego wsparcia i mocy promocyjnej polskich kuratorów i dyrektorów, którzy cieszyli się szacunkiem koleżanek i kolegów na całym świecie. O międzynarodowych partnerstwach, o ogromnych środkach z całego świata, które zbudowało od nowa infrastrukturę kultury w Polsce. Udało się sprawić, że rozwinęła się refleksja nad sztuką, badania naukowe i nowe strategie kuratorskie. Mogłabym długo jeszcze wymieniać, jak wiele udało się rozwinąć i zbudować po 1989 roku. Naszymi rękami i na naszych oczach zmieniło się wszystko, mogliśmy z dumą i pasją pokazywać polską sztukę na całym świecie, i sztukę świata w Polsce. Nasze pokolenie włożyło ogrom pracy w krytyczne przemyślenie istniejących instytucji i powstanie nowych. Tacy byliśmy i tak zostało przygotowane do pracy młodsze pokolenie, które wchodziło do środowiska z innymi doświadczeniami. To był proces, który trwał trzy dekady, wprowadził umocnił dobre praktyki, zrewolucjonizował sposób, w jaki działamy.

Taki był też casus Muzeum Sztuki w Łodzi, gdzie po odejściu Ryszarda Stanisławskiego długo brakowało skutecznego lidera i programowego wizjonera. Jarosław Suchan - wraz z zespołem, który stworzył - przez dwanaście lat pracował nad pojęciem i dorobkiem awangardy.  To była wielka praca badawcza, wystawiennicza, wydawnicza i edukacyjna. Ja chciałabym jednak zastanowić się nad miękkimi cechami, które były niezbędne dla sukcesu jego 12-letniego dorobku w Łodzi.  Przez te lata stało się ono czymś więcej niż do tej pory było. Miejscem, w którym rozwinęło się wiele talentów kuratorskich. Więzi z zespołem, umiejętność wydobywania talentów, precyzyjna i systematyczna praca dały rezultaty o niezwykłej jakości i skali. Wymieniłabym tu przede wszystkim skuteczne zagęszczanie rozumienia awangardowego dziedzictwa, wypełnienie miejsc po porzuconych konceptach awangardy. Zobaczenie w niej potencjału, który nie jest  zbiorem dzieł i idei, ale żywym źródłem społecznych konceptów.

Podczas konferencji CIMAM, którą współorganizowaliśmy z Jarosławem Suchanem jesienią minionego roku, jedna z uczestniczek powiedziała, że muzeum to nie mury i uzgodnienia, ale energia w ruchu. Jest to również moje przekonanie, bo aktualność muzeum odbieramy jako dynamikę pracy nad zasobami, zbiorami, przekazem, relacją z publicznością i zdolnością, do aktualizacji tego, co historia muzeum znaczy. Jest ono miejscem namysłu nad sztuką nowoczesną i współczesną, obserwatorium znaczeń i zmian w świecie, w którym żyjemy.

Ktokolwiek obserwuje życie instytucjonalne ten wie, że poza oczywistościami w rodzaju kompetencji w historii i życia sztuki, wraz z osobą zmienia się coś, czego nie rozumieją ani politycy, ani urzędnicy – atmosfera i relacje, które ostatecznie wpływają i na wewnętrzną i zewnętrzną charakterystykę instytucji. Nie jest prostą projekcją własnych artystycznych upodobań, ale przede wszystkim przemyśleniem na nowo czym jest historia, zasoby i potencjały instytucji, którą kierujemy. Wymaga też daru tworzenia relacji lokalnych – tej delikatnej pajęczyny relacji, które powodują, że widzowie przychodzą do muzeum jak do siebie. 

Jakakolwiek byłaby przyczyna – wygaśnięcie kontraktu, zerwanie umowy przez organizatora czy różne formy przymuszania deprecjonowania, mobbingu i szantażu, za dymisją stoją siły, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistą oceną osoby, jej zasług i możliwości. ‘Wie pani’ - powiedziała mi kiedyś pewna sędzina w sądzie pracy – ‘zwolnienie dyrektora zawsze jest polityczne, my tylko sprawdzamy, czy odbyło się zgodnie z literą prawa’. A jednak ta swoista „niemierzalność” umiejętności lidera jest kluczowa, dlaczego podobnie wykształcone osoby stają się zupełnie innymi kuratorami i dyrektorami, jedne porywają jako liderzy, inni drobią w miejscu zamykając się przed zespołem i publicznością w gabinetach i nie zajmują się refleksją nad miejscem i czasem, w którym pracują.

Zapewne w przeświadczeniu urzędników i polityków wystarczy zamienić jedną osobę „robiącą wystawy” na inną nic się nie zmienia, bo przecież jest i budżet, i mury, i wola polityczna. Zmienia się jednak wszystko. Kiedy więc przyglądałam się jak osoby, które posiadają wielkie instytucjonalne kompetencje, czyli Hanna Wróblewska pod koniec minionego roku i Jarosław Suchan w ubiegłym tygodniu zostają zmuszone do odejścia, choć przez lata mogłyby dalej pracować dla dobra instytucji, zastanawiałam się nad tym nie tylko pod kątem strat dla publiczności, pracowników i środowisk, ale nad tym, jak ulatnia się pewne instytucjonalne sensorium, a więc zdolność funkcjonowania i budowania relacji w wyniku namysłu nad własnym usytuowaniem. Sama instytucja – budynek, budżet, statut - nie wystarczy, usunięcie kluczowego software’u zapewnianego przez tę osobę oznacza utratę wiarygodności.

Odsunięcie wybitnego dyrektora od możliwości prowadzenia Muzeum Sztuki to katastrofa dla łódzkiego muzeum, więc tu mój mały apel do następcy, który ma śmiałość obejmować to niezwykle prestiżowe stanowisko – proszę przynajmniej nie zniszczyć tego, co stworzył.

 

-