Pierwotnie to właśnie określenie „Crazy world” miało być tytułem aktualnej wystawy w Muzeum Sztuki w Łodzi. I chociaż doskonale odzwierciedla charakter pokazywanych prac, to ostatecznie wybrany tytuł - „Płonący dom”, pozbawia nas złudzeń, co do rodzaju obrazowanego szaleństwa. Mamy bowiem do czynienia z wielogłosowym przedstawieniem historii XX i początku XXI wieku przez pryzmat tragedii, konfliktów i wojen.

 

Jest rok 2004. W Paryżu, w pofabrycznej przestrzeni przy Boulevard de la Bastille powstaje niezwykłe miejsce, które przez lata jak magnes przyciągać będzie międzynarodowe środowisko sztuki. La Maison Rouge – założona przez Antoine'a de Galberta fundacja zajmująca się prezentacją sztuki współczesnej, za swój cel stawiała wspieranie artystów i instytucji sztuki. Przez czternaście lat działalności zorganizowano tam liczne wystawy monograficzne i prezentacje dzieł z prywatnych kolekcji. Jednocześnie de Galbert gromadził prywatną kolekcję, na której kształt znaczący wpływ miał program nieistniejącej już galerii. Kolekcja uzupełniana nowymi pracami uznanych, a także nieodkrytych jeszcze artystów, rozwija się po dziś dzień, a poszczególne dzieła, wypożyczane na liczne wystawy we Francji i zagranicą, zyskują kolejne życia. Jej fragmenty, układane są zręcznie przez samego de Galberta w ekspozycyjne całości. Jedną z nich – pierwszą prezentację kolekcji w Polsce – oglądać byłoby można do 10 stycznia w Muzeum Sztuki w Łodzi, gdyby nie rządowe restrykcje i zamknięcie instytucji kultury.

 „Wybrałem dzieła tylko takich artystów, którzy patrzą w pewien szczególny sposób na świat, na szaleństwo świata, crazy world"

Wystawa „Płonący dom” to z jednej strony ostatnia z wystaw tegorocznego, rozciągniętego w czasie i rozrzuconego po miejscach, Fotofestiwalu, którego motywem przewodnim było kolekcjonowanie, z drugiej – ekspozycja przewrotnie wpisująca się w program Muzeum Sztuki. Przewrotnie, bo jako instytucja, mająca swój początek w Międzynarodowej Kolekcji Sztuki Nowoczesnej grupy a.r., muzeum zwykło budować wystawy czerpiąc idee i dzieła z konsekwentnie rozbudowywanych zbiorów. Tym razem żadna z prac nie pochodzi z muzealnej kolekcji, jednak całość, pod względem swego zaangażowania jest zaskakująco jej pokrewna.

29.HAWA plonacy dom 7Z1A3060
Otwarcie wystawy „Płonący dom. Wybór z kolekcji Antoine'a de Galberta”, 2020, fot. Fot. HaWa. Archiwum Muzeum Sztuki


Do powstania wystawy nie doszłoby gdyby nie szereg zdarzeń. Zaczęło się od wizyty Krzysztofa Candrowicza na festiwalu fotograficznym The Rencontres d'Arles, gdzie uwagę pomysłodawcy łódzkiego Fotofestiwalu zwróciła wystawa kolekcji de Galberta. Z kolei samego twórcę La Maison Rouge Candrowicz poznał w Paryżu, w domu innego francuskiego kolekcjonera, Jeana-Marie Donata. Antoine de Galbert zgodził się na pokazanie prac z kolekcji w Łodzi, jednak, jak zwykle przy takich prezentacjach, to on sam miał być kuratorem wystawy. Za opiekę kuratorską ze strony Muzeum Sztuki odpowiadała Maria Morzuch.

Dokument miesza się tu z obrazem medialnym i artystyczną interpretacją, wywołując pytania o obiektywizm – zarówno przedstawienia, jak i ludzkiej pamięci

Nie jest to, i – co należy zaznaczyć – w przypadku de Galberta nigdy nie jest, przekrojowy pokaz prac czy zbieranina pod hasłem the best of. Z liczącej trzy tysiące dzieł kolekcji, wybrał on prace około 60 artystów: „Wybrałem dzieła tylko takich artystów, którzy patrzą w pewien szczególny sposób na świat, na szaleństwo świata, crazy world". Pierwotnie to właśnie określenie „crazy world” miało być tytułem wystawy. I chociaż doskonale odzwierciedla charakter pokazywanych prac, to ostatecznie wybrany tytuł pozbawia nas złudzeń, co do rodzaju obrazowanego szaleństwa. Mamy bowiem do czynienia z wielogłosowym przedstawieniem historii XX i początku XXI wieku  przez pryzmat tragedii, konfliktów i wojen. Jednostkowe dramaty ukazane są obok, kreślących dla nich ramy, dokumentacji tego, co można w skrócie nazwać „stanem świata”, lub – czerpiąc z tytułu książki Achille Mbembe – „polityką wrogości”: systemów politycznych i gospodarczych, działań militarnych, podziałów i hierarchii społecznych. Dokument miesza się tu z obrazem medialnym i artystyczną interpretacją, wywołując pytania o obiektywizm – zarówno przedstawienia, jak i ludzkiej pamięci. Ten rodzaj rozważań, często podejmowany w kontekście fotografii, dotyczy tu także prac wykonanych innymi technikami. A przy tym żadna z nich nie jest oznaczana jako fałszująca rzeczywistość, każda istnieje jako prawomocny punkt widzenia, indywidualny lub zbiorowy. Być może właśnie ta polifoniczność, która uznaje odmienność narracji, form i logik postrzegania rzeczywistości, odpowiada za wypełniającą sale wystawowe aurę czułości wobec ludzkich losów, która często zdaje się przeważać nad poczuciem przerażenia i smutku, wywołanym intensywnością zgromadzonych prac.

Kluczem do patrzenia na całość mogą być dwie prace. Olejny obraz Idy Tursic i Wilfrieda Mille „Płonący dom”, któremu wystawa zawdzięcza tytuł oraz instalacja Clemensa von Wedemeyera „Basler Podest”. O ile pierwsza z nich jest dość czytelna zarówno na poziomie dosłownym, jak i jako metafora stanu świata, tak druga – zajmująca całą salę scenografia studia telewizyjnego, otwiera na mnogość interpretacji. Osobiście, idąc tropem słów de Galberta, chciałabym ją odbierać jako opowieść o braku umiejętności komunikacji. Rozrzucone papiery, ślady krwi, wywrócone krzesło składają się na scenę tuż po kłótni. Skala mikro odpowiada sytuacji globalnych podziałów, w które zabrnęliśmy tak daleko, że nadzieja na porozumienie się staje się coraz bardziej wątła. Jednocześnie „Basler Podest” dosadnie podsumowuje sposób kreowania medialnych przekazów, wypełnionych przemocą i eskalowaną sensacyjnością.

Plonacy Dom fot Anna Zagrodzka 5
„Płonący dom. Wybór z kolekcji Antoine'a de Galberta”, 2020, fot. Anna Zagrodzka, Archiwum Muzeum Sztuki

 

W pierwszej sali uwagę zwraca wypchana hiena ze złotymi zębami, autorstwa Nicolasa Milhé. Reprezentowane przez nią chciwość i zepsucie dotyczyć mogą globalnej polityki, jak i stanowić autotematyczny komentarz do świata sztuki. Otoczona pracami Miriam Cahn, Kadera Attii czy Romana Cieślewicza przypomina, że to my sami jesteśmy kreatorami demonów naszej rzeczywistości.

14.HAWA plonacy dom 7Z1A2670 Edit
Otwarcie wystawy „Płonący dom. Wybór z kolekcji Antoine'a de Galberta”, 2020, fot. Fot. HaWa. Archiwum Muzeum Sztuki

 

Zorganizowana według historycznych wydarzeń i geograficznych regionów wystawa, prowadzi nas kolejno do przestrzeni dotyczącej II Wojny Światowej. Na jednej ze ścian, w gablocie wisi tradycyjny austriacki strój kobiecy. To praca belgijskiego artysty konceptualnego Guillaume'a Bijla pod tytułem „«Pamiątka z XX wieku» Ewa Braun”. Są tu także przedstawiające zbrodniarzy wojennych rysunki Stéphane'a Mandelbauma, grupowy portret z wymazanymi przez artystę Erwana Venna ciałami uwiecznionych osób, o znaczącym tytule „Nie mam wam nic więcej do powiedzenia” i związanej z nim drastyczną historią rodzinną oraz plakat Cieślewicz do filmu „L'affiche rouge” odnoszący się do propagandowej akcji plakatowej z Paryża 1944 roku. Jednak najbardziej poruszającymi były dla mnie obrazy Ceiji Stojki. Ta Romska artystka, która jako dziecko przeżyła Holokaust, malować zaczęła dopiero w wieku 56 lat. Jej obrazy to w przeszywający sposób oddają wojenną traumę, która zyskuje głos dopiero po latach, w formie sztuki – pośród nich choćby ten zatytułowany „Nędza, cierpienie, wciąż to czuję. Zwłoki wciąż żyją z nami” z 2003 (sic!) roku. Mimo, że wystawa gromadzi prace imponujące w swoim rozmachu czy zwracające uwagę ze względu na nazwisko autorki/autorki, to jednak wykonane palcami, proste, można by wręcz powiedzieć prymitywne pod względem technicznym, obrazy Stojki są tymi, które odbierałam najbardziej emocjonalnie. Inna praca, o której warto wspomnieć, to fotograficzny dyptyk Hugona Schmölza. Zdjęcia, wykonane w odstępie kilkunastu lat, pokazują ten sam kadr przed i po wojnie. Tętniąca życiem w latach 30. Kolonia, ciasno ustawione kawiarniane stoliki zmieniają się na drugiej fotografii w zupełną pustkę.

34.HAWA plonacy dom 7Z1A2687 Edit
Otwarcie wystawy „Płonący dom. Wybór z kolekcji Antoine'a de Galberta”, 2020, fot. Fot. HaWa. Archiwum Muzeum Sztuki

 

      W kontekście oglądanych wcześniej dzieł trudno oprzeć się wrażeniu, że kapitalizm jest tu potraktowany jak kolejna ze współczesnych wojen


Kolejna odsłona muzealnego atlasu konfliktu dotyczy silnie obecnego w (pop)kulturze symbolu dwudziestowiecznych koszmarów – bomby atomowej. Dokumentalne zdjęcia wybuchów z Nagasaki czy z zatoki San Diego stanowią tło dla pracy „Pamiątka” Evariste Richter, obiektu przypominającego wybuchającą bombę, wykonanego z plastra skamieniałej palmy i skrystalizowanej soli. Obok, ikoniczne zdjęcie niewidomej dziewczynki z Hiroszimy Christera Strömholma. To najbardziej znane ze serii zdjęć wykonanych przez Szweda podczas jego trwających cztery lata podróży, podczas których fotografował ofiary wybuchu bomby atomowej w Hiroszimie. Dla Katarzyny Bojarskiej, autorki tekstu do katalogu wystawy, zdjęcie to stało się punktem wyjścia do namysłu nad współczesnym doświadczaniem obrazów wojny.

Kolejne przesunięcie w czasie i miejscu prowadzi nas do reżimów komunistycznych, zarówno na tereny ZSRR jak i Chin. Podobnie jak we wcześniejszych salach, prace czołowych artystów mieszając się z pracami tych mniej znanych, a nawet anonimowymi. Są tu instalacja Romana Singera, fotografie Borisa Mikhailova, hipnotyzujące wideo kolektywu Where dogs run czy będący dokładnie tym, na co wskazuje tytuł „Sierp i młot w futrze”, autorstwa Léonida Sokova.

Następnych kilka kroków przenosi nas na Bliski Wschód. Dominującym medium jest tu fotografia dokumentalna. Zdjęcia Yana Morvana z serii „Green Line” przedstawiają Bejrut podczas trwającej w latach 1982-85 Pierwszej Wojny Libańskiej. Konflikt wyczuwa się tu podskórnie. Morvan decydując się fotografować na Zielonej Linii – „ziemi niczyjej” oddzielającej muzułmańską część miasta od części chrześcijańskiej, zamiast żołnierza/y pokazuje m.in. druza niosącego niemowlę. Inne fotografie wykonano w Iraku, Palestynie i Pakistanie. Wśród zdjęć można wyróżnić osobną kategorię wizerunków wpływowych postaci ostatniego wieku. Wśród nich Mandela, Rockefeller i Bush (na odwróconej „do góry nogami” fotografii). Tego ostatniego przedstawia też obraz Isaaca Azeya Otchere „11 września 2001”.

Plonacy Dom fot Anna Zagrodzka 19
Widok wystawy „Płonący dom. Wybór z kolekcji Antoine'a de Galberta”, 2020, fot. Anna Zagrodzka, Archiwum Muzeum Sztuki


Nie zabrakło prac odnoszących się nie tyle do zbrojnych konfliktów, ile raczej do owych trwających permanentnie i stale pogłębiających się, przez co będących przyczyną wielu ludzkich tragedii, podziałów i nierówności społecznych. Mikhael Subotzky w „Portfolio monografii Beaufort West” pokazuje mieszkańców tego południowoafrykańskiego miasta. Każdy kadr opowiada osobną historię o aspiracjach, przyjaźniach, hierarchiach, władzy, bezdomności, przestępczości, chorobie i zwykłym, codziennym życiu. Stanowią one wprowadzenie do jeszcze jednej grupy prac, których wspólnym mianownikiem jest komentowanie realiów gospodarki kapitalistycznej. W kontekście oglądanych wcześniej dzieł trudno oprzeć się wrażeniu, że kapitalizm jest tu potraktowany jak kolejna ze współczesnych wojen. Do tej „sekcji” de Galbert wybrał m.in. pracę „Recontre” Stéphane Thidet obiekt, w którym do tytułowego spotkania dochodzi między dwiema bryłami: pozłacanym sześcianem i paryską kostką brukową. Rzeczywistość kapitalistyczną w sposób bardziej dosadny, a jednocześnie – co daje pewne wytchnienie po obejrzeniu kilkudziesięciu poważnych i często przeszywających negatywnymi emocjami prac – zabawny przedstawia praca Javiera Télleza „Zestaw treningowy dla kieszonkowców” składająca się z torów zabawkowej kolejki, zamocowanej na nich torby Louis Vuitton i krążącego po torach pliku banknotów dwudziestodolarowych. W sali obok uwagę przyciągają szczególnie dwie prace. Współczesna, choć w klimacie bardzo dadaistyczna instalacja Johna Isaacs „Bringing it All Back Home (Let's Dance)”, wielka dłoń z brązu pokazująca środkowy palec, umieszczona na stelażu, niczym pranksterska zabawka oraz ułożona z nieodpalonych zapałek, wielkoformatowa mapa Francji – „Francja (spalona/niespalona)” Claire Fontaine.

Plonacy Dom fot Anna Zagrodzka 25
Dokumentacja wystawy „Płonący dom. Wybór z kolekcji Antoine'a de Galberta”, 2020, fot. Anna Zagrodzka, Archiwum Muzeum Sztuki

A skoro jesteśmy w czasie podsumowań, bez cienia wahania mogę powiedzieć, że „Płonący dom” to najlepsza wystawa, jaką udało mi się zobaczyć w, tak mało łaskawym dla kultury i sztuki, roku 2020


W innej sali zgromadzono obiekty mniej dosłowne, w sensie odwoływania się do określonych zdarzeń i czasów historycznych, ale równie dosadnie opisujące naszą, tranzytową rzeczywistość. Jeszcze na korytarzu do niej prowadzącym, w szklanej gablocie umieszczono dwie figurki. Artysta Jacques Lizene skrzyżował w tej pracy afrykański fetysz z azjatycką figurką tancerki. Znaczenia, jakie przywołuje ta niepozorna praca można mnożyć: od komentarza dotyczącego kulturowego zawłaszczenia, przez wskazanie zaniku wszelkich świętości i autorytetów, po krytykę masowej turystyki czasów globalizacji, a z drugiej strony – zaznaczenie trwającej transformacji od państw narodowych do wielokulturowych. Przerażającą wizję „podróżowania” ukazuje z kolei „Ciało w tranzycie” Didiera Faustino – skrzynia, podobna do turystycznych kufrów czy futerałów, uformowana w kształt mający pozwalać na przewożenie (ciał) ludzi. Bliski temat migracji to motyw pracy „New World's Climax 2”. Ułożone na stole przeskalowane stemple wykonane przez  kameruńskiego artystę Barthélémy'a Toguo mówią o trudnościach w przekraczaniu granic. To warte uwagi połączenie dwóch porządków: właściwego dla sztuki Zachodu konceptualizmu i  tradycyjnego kameruńskiego rzemiosła realizowanego w drewnie.

Wystawę kończyć ma neon z napisem „espérance”, praca „Nadzieja na nici, nadzieja ma nić” Jeana Michela Alberoli. Mnie, w swojej pretensjonalnej i modnej na przełomie wieków formie, wydaje się najsłabszym (jedynym słabym) ogniwem wystawy. Oglądanie wystawy zakończyłam więc w sali odczytowej, gdzie z ciemności wyłania się jedynie migająca żarówka – „Serce” Christiana Boltanskiego, rejestracja bicia serca artysty. To ciekawe zamknięcie wystawy również z tego powodu, że właśnie w La Maison Rouge Boltanski dokonał pierwszych rejestracji bicia serc innych osób, co dało początek jego wielkiemu, międzynarodowemu projektowi.

Na koniec formalne uściślenie. Wobec braku możliwości obejrzenia wystawy postanowiłam, że tekst ten, zamiast recenzją, będzie formą oprowadzania po wystawie. Stąd tak szczegółowy opis prac składających się na prezentację kolekcji de Galberta, w którym mimo wszystko pominąć musiałam wiele interesujących dzieł. Wypada też zaznaczyć, że wszystkie z nich można pośrednio obejrzeć w wydanym przez Muzeum Sztuki, a zaprojektowanym przez łódzkie studio graficzne Grafixpol, bogato ilustrowanym katalogu. A skoro jesteśmy w czasie podsumowań, bez cienia wahania mogę powiedzieć, że „Płonący dom” to najlepsza wystawa, jaką udało mi się zobaczyć w, tak mało łaskawym dla kultury i sztuki, roku 2020.

 

 

___________________________________   

Joanna Glinkowska - absolwentka Kulturoznawstwa (specjalności: Nowe Media i Promocja Sztuki) oraz Międzynarodowych Studiów Kulturowych na Uniwersytecie Łódzkim. Fundatorka i ex-Prezeska Fundacji Obszar Wspólny. Publikowała teksty z zakresu współczesnej kultury i sztuki na łamach takich czasopism, jak m. in. „Notes na 6 Tygodni”, „Sztuka i Dokumentacja”, “Miejsce. Studia nad sztuką i architekturą polską XX i XXI wieku”. W piśmie „Kalejdoskop” prowadzi rubrykę poświęconą młodym artystom. W audycji "Oko Kalejdoskopu" w Radio Kapitał rozmawia z łódzkimi artystami.

___________________________________   

 

„Płonący dom”
prace z kolekcji Antoine’a de Galberta (La Maison Rouge)
kuratorka: Maria Morzuch
do 10 stycznia 2021 
Muzeum Sztuki w Łodzi

 

___________________________________   

 

Zdjęcie główne: Otwarcie wystawy „Płonący dom. Wybór z kolekcji Antoine'a de Galberta”, 2020, fot. Fot. HaWa. Archiwum Muzeum Sztuki