Z Konradem Smoleńskim rozmawia Joanna Glinkowska

 

BNNT tworzysz razem z Danielem Szwedem – jak różni się wasza praca razem od tego, co robicie osobno? 

Daniel na co dzień zajmuje się projektowaniem graficznym, a ja sztuką wizualną. Razem tworzymy duet, który nazywa się BNNT. Czy ta działalność różni się od tego co robimy osobno? Tak. Przede wszystkim jest przesunięta w kierunku muzyki, choć staramy się wychodzić z tym, co robimy w BNNT poza ramy muzyczne.

 

Te muzyczne ramy, mimo że bardzo poszerzone, są też gdzieś obecne w tym, co robisz sam –  jako Konrad Smoleński. Często Twoje prace opierają się na budowaniu architektury przestrzeni audialnych. Zarówno w przestrzeniach wystawienniczych jak i miejskich, publicznych. Na przykład w "B" 2014 roku aranżujesz niby przypadkową, ale nazbyt dziwną, żeby mógłby to być przypadek, sytuację, w której dźwięki wydobywają się z czarnych, zaparkowanych niby normalnie, samochodów bez tablic rejestracyjnych. Jak określiłbyś związek swojej twórczości z dźwiękiem/muzyką? W ogóle myślisz o tym w ten sposób?

Jest kilka powodów, dla których często używam dźwięku jako materiału wypowiedzi. Jego bezpośrednie i nieuniknione działanie na słuchacza jest jednym z nich. W pewnym sensie za pośrednictwem dźwięku da się trochę na skróty, bezpośrednio, wręcz cieleśnie, dotrzeć do odbiorcy. Dźwięk bowiem działa fizycznie i nie da się od niego odwrócić wzroku (ni słuchu). Wydaje mi się także, że pozostając w strefie audialnej chętniej godzimy się na większą umowność, abstrakcyjność języka, a ja cenię sobie swobodę w odbiorze. Praca, którą przywołałaś jest w zasadzie bardzo bliska tego, co robiliśmy z BNNT w ramach sound-bombingów. Te rozrzucone po mieście czarne auta, pozbawione rejestracji, odtwarzając głośną ścieżkę audio w szczelnie zamkniętej puszce same stawały się głośnikami - emiterami energii. Niska częstotliwość użytych w nich kompozycji przenosiła się na całą karoserię i to ona stawała się membraną w tym układzie audio. Ta niecodzienna sytuacja w przestrzeni miejskiej, podobnie jak sound-bombingi, trafiała w przypadkowego nieprzygotowanego odbiorcę. Nie była adresowana do świata galeryjnego. 

czarne BMW, w tle dzieci na rowerach

 

Wracając do BNNT, nazywacie się też czasem projektem audioperformatywnym.

Ta nazwa jest pewnie trochę precyzyjniejsza dla naszej aktywności. Mimo że w głównej mierze nagrywamy płyty i gramy koncerty to nie uważamy się za zespół muzyczny w potocznym rozumieniu tego określenia. Strona wizualna naszych koncertów jest równie istotna co strona muzyczna. Podobnie w działalności wydawniczej staramy się dobrze przemyśleć element wizualności i opracować go nie gorzej niż muzykę. Ale nazywamy się także grupą, plemieniem, stadem czy załogą. 

 

Wydajecie też albumy koncepcyjne, gdzie z kolei skupiacie się na tekście. 

Tekst jest kolejnym elementem. W zasadzie nie tylko tekst, ale i sama litera. Duży wpływ na tą stronę książkowo literniczą ma typograficzne zamiłowanie Daniela. Ale generalnie to, co składa się na album muzyczny nie jest wyłącznie muzyką. Już sam fakt, że muzyka jest na jakimś nośniku i towarzyszy temu jakieś opakowanie jest czymś, nad czym warto się pochylić ze świadomością, że jest to częścią komunikatu. W naszym rozumieniu ALBUM jest tyleż zbiorem dźwięków co obiektem, w którym równie istotna może być oprawa graficzna jak i towarzysząca temu biografia –  jak przy ostatniej płycie. Równoważnymi elementami utworu może być tak kompozycja jak i jego tytuł. Powtórzę tu, że nie uważamy siebie do końca za muzyków a raczejogólniej – za twórców. A jeżeli już koniecznie za muzyków, to za muzyków ludowych...

 

Ludowych?

Tak i to nie dotyczy braku wykształcenia muzycznego tylko podejścia do tego, co się robi. Nie traktujemy naszej działalności w BNNT w żaden sposób ani zawodowo ani stricte muzycznie. 

 

Osobiście widzę ten związek między waszą muzyką a muzyką ludową w aspekcie transowości…

W warstwie muzycznej pewnie można znaleźć sporo bardziej bezpośrednich odniesień do folku, transu i plemienności, ale ja mam tu na myśli raczej ogólną wizję twórczości, jako aktywności ludowej, pierwotnej. Być może to wybrzmiewa jeszcze silniej w twórczości grupowej, gdzie ten element kolektywności też jest w pewnym sensie pierwotny - stadny. 

 

Na wystawie "Peer-to-peer. Praktyki kolektywne w nowej sztuce", którą od czerwca było można oglądać w Muzeum Sztuki w Łodzi pokazujecie pracę, która jest teledyskiem, ale w ogóle jak teledysk nie wygląda…

To, że pokazujemy “teledysk” na wystawie w formie instalacji audio-wideo jest odbiciem tego, jak myślimy w ogóle o naszej działalności muzycznej. Zazwyczaj przy wydaniu płyty prowadzi się jakiś rodzaj promocji, szuka się drogi dotarcia do odbiorcy i temu głównie służy widoklip. Natomiast my nie chcieliśmy traktować klipu jako formy, która jest podporządkowana muzyce i służy promocji muzyki. Dlatego przy okazji tej płyty chcemy zrobić kilka klipów, które są przesunięte zupełnie w inną stronę jeśli chodzi o użyte medium. 

Stąd ten utwór, będąc pierwszym “teledyskiem” przyjął formę przestrzenną zarówno wizualnie jak i dźwiękowo. Oprócz tego, że mamy sześć projekcji, mamy też sześć kanałów audio. Te ścieżki mają swoje źródło w tych samych nagraniach, które były przygotowane na płytę, natomiast zostały wypreparowane do kilku kanałów na potrzeby instalacji. Mamy więc sytuację w której to nie forma wizualna ilustruje muzykę, tylko muzyka została przygotowana na potrzeby tego “teledysku”. Widz, wchodząc w tą przestrzeń, poruszając się między głośnikami, dokonuje własnego miksu utworu. Przemieszcza się między kanałami audio i w zależności od tego, bliżej którego głośnika stoi, przesuwa “suwakami”.

 wystawa PTP w MS2 

Czy to jest jedyna możliwość zobaczenia wizualnego aspektu tego utworu (Consider a Single Wave Relieved the Pressure on the System) czy pomyśleliście też o internetowej wersji?

Nie, nie ma internetowej wersji. Natomiast nie uważam żeby to była jedyna wizualna forma tego utworu. Ten utwór znajduje się również na płycie, która ma swoją stronę wizualną, ten utwór gramy na koncertach, które mają swoją stronę wizualną. Zawsze prezentacji dźwięku towarzyszy jakaś forma wizualna. Nie jest to ta sama formuła, jest dostosowana do danych okoliczności. Dlatego jeżeli zdecydujemy się żeby w jakiejś formie pokazać ten utwór w internecie, to będzie to kolejna, odmienna forma – siłą rzeczy inna niż tutaj. 

 

Przykładacie dużą wagę do kontekstu, w którym pokazujecie czy odgrywacie swoje prace. Mam wrażenie, że często ten kontekst właśnie staje się clou wszystkiego.

Staramy się mieć świadomość, że jeżeli przesyłasz jakieś komunikat w jakieś środowisko to to środowisko wpływa na ten komunikat i należy wziąć to pod uwagę. Dlatego utwory, które są na płycie i te, które gramy na koncercie – mimo że to są te same kompozycje – mająinną formę i charakter dostosowany do kontekstu. Sporo zespołów muzycznych stara się na płycie oddać pewną swoją energię koncertową. Stara się dokonać niemożliwego moim zdaniem. To przeżycie, które jest na żywo jest współuczestniczeniem i nie jest możliwe do zawarcia w formie utworu do słuchania na domowym stereo. Należy podejść do tego inaczej niż do utworów, które się gra na koncercie. Nasza prezentacja teledysku na wystawie bierze pod uwagę okoliczności – kontekst galerii sztuki, stara się wykorzystać możliwości i sposób odbioru narzucany przez przestrzenie wystawiennicze.

 

Skoro już wspomniałeś o współuczestnictwie – dotyczy ono tylko koncertów? Czy może ten aspekt wspólnego odbioru, przeżywania czegoś razem bierzesz też pod uwagę w swojej indywidualnej twórczości?

Tak, “komunia” jest dla mnie istotnym elementem poszukiwania w języku sztuki. Dźwięk jest często bardzo pomocnym materiałem. Potrafi drżące ciała zestroić w podobnej częstotliwości.  koncert artystów

 

Jakie jest wasze podejście do anonimowości? Niektóre kolektywy zaproszone do wystawy P2P “zasłaniają się” pod przybranymi tożsamościami. Wy z kolei podczas waszych występów zasłaniacie twarze…

Robimy to nie dlatego, że chcemy się ukrywać z własną tożsamością. To wynika z tego, że chcieliśmy żeby elementem występu były nie tyle konkretne postaci, co figura ludzka. Dlatego jest obnażone ciało i stąd jest zasłonięta twarz. Patrząc na to widowisko ma się wrażenie, że ma się do czynienia raczej z umowną postacią niż z konkretną osobą. Maski zakładamy dopiero wychodząc na scenę, dopiero tam dokonuje się proces usunięcia osobowości na rzecz ciała. Na pewno działanie w grupie, w duecie, pod nazwą a nie pod nazwiskiem pozwala też na budowanie nieco innej tożsamości.

 

Zapraszacie do współpracy inne osoby: Matsa Gustafssona, czy – przy okazji tej pracy – Stine Janvin Motland.

Nie tylko zapraszamy do współpracy innych artystów. Teraz pracujemy nad rozwinięciem naszego ostatniego albumu w takim kierunku, który troszeczkę kwestionuje jego własność. Otóż zapraszamy artystów do tego, aby naszą ostatnią płytę nagrali jeszcze raz, w swoichwersjach. Nie chodzi o zrobienie remiksu, ale nagranie od podstaw własnej wersji płyty. Te nowe wersje naszej płyty będą wydane pod tym samym tytułem i pod tą samą nazwą czyli jako MULTIVERSE – BNNT, natomiast w opisie tego, czym jest BNNT będzie wskazany dany artysta, który wykona daną wersję tej płyty. W pewnym sensie ten twór, który stworzyliśmy pod nazwą BNNT oddajemy w czyjeś ręce. Kto inny tworzy go w inny sposób. To jest trochę związane z tym, jaki był pomysł w ogóle na album. Pomysł ten oddaje sama jego nazwa –  Multiverse. Stąd te wersje płyty, które będą kolejnymi odbiciami pewnej idei. Kolejne Multiwersy mają być równoważne temu co zrobiliśmy my. 

Wnętrze galerii KNS Berlin  

Ten tytułowy wieloświat, oprócz tego, że istnieje dzięki kolejnym wersjom płyty, rysuje się też w samych tytułach utworów czy broszurze do niej dołączonej. Czerpiecie z tekstów filozofów i myślicieli współczesnych i XX-wiecznych, głównie Emila Ciorana, ale jednocześnie dokonujecie rodzaju ich dekonstrukcji. Poprzez fragmentaryzację doprowadzacie do nieczytelności. Dlaczego? To wasz komentarz do coraz bardziej charakterystycznego dla współczesności braku skupienia i zaangażowania?

Nie tyle komentarz co pewien sposób wymuszenia uwagi. Żeby wczytać się w tę broszurę, musisz poświęcić więcej wysiłku niż czytelnemu tekstowi; a mając do dyspozycji jedynie strzępy samemu musisz konstruować obraz całości. Podobnie jak z poezją rola odbiorcy jest bardzo istotna, ale też wymaga dużego zaangażowania. Nie wiem czy zauważyłaś, ale te bloki tekstu w książeczce też tworzą pewne symbole. Jak się przyjrzysz układowi tekstu zobaczysz cyfry. Te cyfry na kolejnych stronach to czas trwania płyty. 

 

Nie zwróciłam uwagi – czas wczytać się ponownie. Dziękuję za rozmowę!

Dzięki

 

___________________________________   

Konrad Smoleński, ur. 1977, mieszka i pracuje w Bernie (CH) i Warszawie (PL). Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu i jeden z członków formacji artystycznej Penerstwo. Współtworzy(ł) składy takich zespół, jak m.in. KOT, Kristen i BNNT. W 2011 roku laureat nagrody Fundacji Deutsche Bank — Spojrzenia, a w 2013 reprezentował Polskę na Biennale Sztuki w Wenecji. Od przeszło dekady działa aktywnie w obszarze sztuk wizualnych i dźwięku. Jego twórczość opiera się na doświadczeniu medium, eksploracji jego możliwości oraz wpływu na odbiór. Najczęściej tworzy instalacje dźwiękowe i wideo, performans, przedmioty i instrumenty D.I.Y. Czasami jego projekty mają w sobie coś z eksperymentu, otwarcia na to, co nieprzewidywalne; w innych przypadkach są to w pełni świadomie działania mające za zadanie wywołać w odbiorcy zdecydowaną reakcję.

 

Joanna Glinkowska. Łodzianka zakochana w swoim mieście, studiowała nowe media i promocję sztuki na kulturoznawstwie. Prezeska Fundacji „Obszar Wspólny”, do niedawna zawodowo związana z Muzeum Sztuki w Łodzi. Pisuje o sztuce i kulturze (m.in. dla Notesu na 6 Tygodni, Miej Miejsce, Sztuki i Dokumentacji). Współzałożycielka inicjatywy lokalnej Odnowa Teofilowa, kuratorka-amatorka.

 

zdjęcia koncertowe BNNT – Paweł Starzec

B". Konrad Smoleński. instalacja audio. 2014 wystawa "The Time Is Out Of Joint", Sharjah Art Foundation, Sharjah, (UAE) 2016 "Consider a Single Wave Relieved the Pressure on the System

BNNT instalacja audio 2018 wystawa „Peer-to-Peer. Praktyki kolektywne w nowej sztuce", Muzeum Sztuki, Łódź, (PL) 2018

"PHANTOM POWER" Konrad Smolenski. instalacja audio. 2016 wystawa "PHANTOM POWER", Polnisches Institut Berlin. Berlin (DE) 2016