O Narodowym Centrum Kultury Filmowej z Tomaszem Majewskim rozmawia Marcin Polak

 

W Łodzi powstanie Narodowe Centrum Kultury Filmowej. Co to tak naprawdę oznacza dla naszego miasta?

Kiedy po raz pierwszy wysunęliśmy postulat utworzenia tej instytucji – było to podczas Regionalnego Kongresu Kultury w Łodzi w 2011 roku – mieliśmy na oku dwa cele. Po pierwsze, w mieście i regionie boleśnie brakowało narodowej instytucji kultury (jedyną instytucją współprowadzoną jest tu Muzeum Sztuki), co przekłada się nie tylko na niski poziom finansowania kultury w Łodzi ze środków centralnych, ale także niski poziom kompetencyjny osób kierujących miejskimi instytucjami, współgrający z lokalnym układem zależności oligarchicznych i zdiagnozowaną przez socjologów „kulturą folwarku” (np. po kilkanaście lat na stanowisku dyrektorskim bez konkursu w muzeum lub teatrze odwraca system podległości między „efemerycznymi” urzędnikami Wydziału Kultury a „odwiecznymi” dyrektorkami i dyrektorami, których poczynania urzędnicy mają kontrolować). Narodowa instytucja, relatywnie niezależna od takich układów, mogłaby pozytywnie oddziaływać na otocznie, zapoczątkować transfer kompetencji (w zakresie zdobywania funduszy tzw. fundrasing, nowoczesnych praktyk kuratorskich, komunikacji z otoczeniem, poszerzania grupy odbiorczej tzw. audience development )

Instytucja taka powinna być w Łodzi z oczywistych powodów dedykowana kulturze filmowej – ocalając
i integrując te wszystkie wartościowe zasoby, które nam pozostały po okresie świetności Szkoły Filmowej, Semafora, WFO i WFF na Łąkowej. Łódź jest jedynym miejscem w Polsce, gdzie wciąż istnieją archiwalia, rekwizyty filmowe, urządzenia techniczne pozwalające opowiedzieć nie tylko o szczytowych osiągnięciach filmu-jako-sztuki, ale także o szeroko rozumianej kulturze produkcji filmowej - można tutaj stworzyć ekspozycję, która będzie rekonstrukcją realiów produkcyjnych (40 lat temu oraz współcześnie), co dałoby odbiorcom krytyczny wgląd w rolę technologii i filmowych zawodów technicznych – słowem w to, co nazywamy przemysłem filmowym – bez fetyszyzowania „nazwisk” wielkich autorów. W analogiczny sposób widziałbym potraktowanie kultury konsumpcji filmu, w tym namysł nad protoplastami kina (budowa replik aparatów prekinematograficznych w oparciu o oryginały zachowane m.in. w łódzkim Muzeum Kinematografii – latarni magicznej, mutoskopu, „szybkowidza” etc. pozwalającej widzom doświadczyć „kultury wizualnej pradziadków”, kina jako transmisji form życia nowoczesnego, rozsadnika mody – także wydobycie zjawisk takich jak program filmowy i plakat filmowy oraz historia komunistycznej „kinofikacji”, kin objazdowych, (które sam jeszcze pamiętam z kolonii letnich w latach 80.), obiegów filmowych z PRL-u doby magnetowidów.

Reasumując: powstanie narodowej instytucji dedykowanej kulturze filmowej (a nie wąsko-estetycznie pojmowanej „sztuce filmowej” czyniłoby zadość historii polskiej kinematografii (i Łodzi jako jej ważnej części). W powiązaniu z rozbudowanym i na nowo zdefiniowanym zakresem działań Gabinetu Edukacji Filmowej, który powinien być włączony do tej instytucji oraz realizacją na terenach EC1 także bardziej ludycznego komponentu „eksperymentatorium filmowego” mielibyśmy NCKF, które z powodzeniem mogłoby zafunkcjonować w szerszym pejzażu instytucji narodowych takich jak NINA, PISF, Filmoteka Narodowa (wszystkie jak dotąd w Warszawie) – nie dublując ich zadań - i przy okazji wprowadzając w życie postulat „decentralizacji” obecny w przyjętej przez rząd Strategii Rozwoju Kapitału Społecznego.

 

Czy w związku ze zmianą rządów możemy się obawiać, że jednak nie powstanie?

Narodowe Centrum Kultury Filmowej zostało już powołane do życia i jego sposób działania reguluje umowa zawarta między władzami Miasta a Ministrem Kultury i Dziedzictwa Narodowego na kolejne 50 lat (określa ona m.in. minimalny poziom zagwarantowanego finansowania ze środków centralnych). Nie sądzę, by ktokolwiek po stronie obecnego rządu chciał obecnie cofnąć tę decyzję. Zarówno miejscy radni ze strony PO, jaki i PiS poparli ten projekt, wiem, że wspiera go także obecny szef MKiDN prof. Gliński. Chciałbym wierzyć, że NCKF mógłby liczyć na zwiększenie minimalnego dofinansowania, które przez poprzednią minister prof. Małgorzatę Omilanowską zostało zagwarantowane na poziomie 2 mln złotych rocznie – a to jest niewystarczająca kwota – co widać choćby na tle choćby budżetu przeciętnego teatru dramatycznego. Osobna sprawa, to czy za kadencji obecnego ministra dokona się dalsze przekształcenie NCKF w pełnoprawną placówkę narodową ( w tej chwili jest to oddział EC1 , czyli instytucji miejskiej – co całemu EC1 dało status współprowadzonej instytucji kultury przez Miasto i MKiDN). Wydzielenie NCKF jako osobnej narodowej instytucji kultury podniosłoby jej status – osobiście jestem zwolennikiem takiego rozwiązania
w dłużej perspektywie, powiedzmy 5-7 lat.

 

Wiem, że jesteś skromną osobą , ale to, że centrum powstanie jest po części twoją zasługą.

W pracach nad powołaniem do istnienia NCKF brałem udział od początku, ale nie byłem jedyny – to był złożony proces. Założenia do pierwotnej koncepcji filmowych ścieżek edukacyjnych pisałem wspólnie
z Konradem Klejsą z Instytutu Kultury Współczesnej UŁ w 2012 a konsultował je Łukasz Biskupski. Pierwsze szacunki finansowe, kosztorys, stronę techniczną, strukturę dokumentu pomagał nam ogarnąć Maciej Trzebeński, dyrektor Fabryki Sztuki i Monika Głowacka z Lodz Film Commission. Wiceprezydent Agnieszka Nowak i Jakub Wiewiórski spowodowali, że z prezentacją tego pomysłu mogłem dotrzeć do posłów, ministra Zdrojewskiego oraz ówczesnej dyr. PISF Agnieszki Odorowicz. Posłanka Iwona Śledzińska-Katarasińska skierowała zaproszenie do sejmowej Komisji kultury w czasie, gdy był tam dyskutowany alternatywny projekt Polskiego Centrum Kinematografii na Chełmskiej w Warszawie. Dzieliłem się wiedzą z tymi po stronie Miasta, którzy - po 2-letniej przerwie – ponownie podjęli ten pomysł, gdy w międzyczasie resortem kultury kierowała już prof. Małgorzata Omilanowska (znająca dobrze szczegóły łódzkiego projektu z naszych rozmów w Berlinie, gdzie uczestniczyliśmy wspólnie w spotkaniach Centrum Badań Historycznych PAN). W chwili obecnej mam nadzieję, że dyr. EC1 Błażej Moder i wicedyrektor Rafał Syska postawią na zespół młodych, zdolnych kuratorów, filmoznawców i kulturoznawców, przynajmniej w połowie rekrutujący się z łódzkiego środowiska, które wykonało tu już ogrom pracy.

 

Co sądzisz o nowo wybranym dyrektorze NCKF?

Rafał Syska nie jest człowiekiem „z mojej bajki”, znam go z publikacji, do których mam stosunek mocno krytyczny – ich autor reprezentuje typ filmoznawcy, który tworzy kolejne filmowe publikacje na zasadzie „widzę i opisuję” bez głębszej refleksji kulturowej, socjologicznej i metodologicznej. Kinematografię jak do tej pory Syska widział przez pryzmat formalno-estetyczny – wpisując ją w to, co Pierre Bourdieu nazywał „polem produkcji autonomicznej”, bazował na konceptach lat 50. i ówczesnej „polityki autorskiej”, które później bez krytycznej autorefleksji dalej stosował. Podejście to uważam za dewastujące nawet w przypadku „wsobnej” dydaktyki akademickiej – nie mogę więc się nie obawiać skutków jakie może mieć ewentualne propagowanie podobnie anachronicznej wizji za pomocą potężnego dyspozytywu składającego się filmowego muzeum z interaktywną ekspozycją za kilkadziesiąt mln złotych, która ma edukować masowo odbiorców (Ec1 Wschód - Narodowe Centrum Kultury Filmowej).

Wszystko to można jednak uznać za niewarty zachodu spór dwóch akademików. Dużo większy problem mam
z trybem wyboru Rafała Syski na dyrektora NCKF. Najpierw jakiś czas temu Rafał Syska w ramach „zapytania ofertowego” składa jako jedyny  projekt ścieżek dydaktycznych (przy tak krótkim terminie, że nikt, kto miałby o tym o tym zapytaniu ofertowym jedynie wiedzę oficjalną nie mógłby niczego na poważnie przedstawić). Następnie odbywa się konkurs na stanowisko dyrektora, którego jednym z warunków jest 3-letnie doświadczenie w zakresie kierowania instytucją kultury. Kryterium tego Rafał Syska nie spełnia, konkurs pozostaje nierozstrzygnięty – i wbrew temu, co pisała część lokalnej prasy – bez wskazania przez Komisję któregokolwiek kandydata spośród osób ubiegających się o wybór (nie byłem żadną z nich – to tak na wypadek, gdyby ktoś chciał mnie pomówić o stronniczość). Następnie władze miasta powołują wcześniej upatrzoną osobę, która nie spełniła wymagań konkursowych „w trybie mianowania”. Jest to zgodne z prawem (dyrektor NCKF jest zarazem wicedyrektorem miejskiej instytucji EC1 – na stanowisko „wice” konkurs nie jest wymagany), ale wygląda to fatalnie. Dodatkowo z powodu kalendarza politycznego minister Gliński może mieć powody podejrzewać, że ten pośpieszny tryb mianowania był po to, aby to nie on zaopiniował ten wybór – i to jest z pewnością źle z punktu widzenia atmosfery współpracy Ministerstwa i władz Miasta przy prowadzeniu tej instytucji.

Przy okazji ogłoszenia decyzji o wyborze dyrektora słyszymy jeszcze w wypowiedziach dla prasy dwie interesujące rzeczy. Po pierwsze Rafał Syska mówi w wywiadzie dla telewizji: „moja koncepcja tak się spodoba, że poproszono mnie o wystartowanie w konkursie”, co pozwala wątpić, czy wszystkie osoby startujące w tym konkursie zostały rzeczywiście potraktowane od początku równoprawnie. Po drugie p.o. dyrektora Wydziału Kultury UMŁ Dobrosław Bilski twierdził w wypowiedzi dla mediów, że „warunki konkursu były bardziej rygorystyczne, niż te wynikające ze statutu EC1”, więc nie było potrzeby ich respektowania. Teraz można jedynie zgadywać, czy nowy Minister oraz władze Miasta będą zgodni w interpretacji 5 paragrafu z 3 rozdziału zaktualizowanego w październiku 2015 r. statutu EC1, który dosłownie brzmi: „Dyrektor zarządza instytucją przy pomocy zastępcy dyrektora do spraw specjalistycznego oddziału o nazwie Narodowe Centrum Kultury Filmowej. Zastępcę dyrektora powołuje i odwołuje Prezydent po uzgodnieniu z Ministrem, spośród osób posiadających wiedzę o kulturze filmowej oraz doświadczenie w zarządzaniu instytucją kultury”. Casus belli może tu być owo „doświadczenie w zarządzaniu instytucją kultury” (bo instytucja kultury jest przecież definiowana na gruncie ustawy „o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej” i nie ma tu dowolności). Na koniec dodam to, co jest jasne dla każdego, kto widzi ruchy wokół NCKF-u w szerszym kontekście instytucjonalnym. Wybór Rafała Syski nie jest być może optymalnym (ani transparentnym) wyborem, który leży w interesie Łodzi i nowej instytucji, ale jest on optymalny z punktu widzenia PISF i jego nowej dyrektorki Magdaleny Sroki (dyrektor Magdalena Sroka i Rafał Syska znają się, współpracowali ze sobą w okresie, kiedy dyrektora PISF pełniła funkcję wiceprezydent Krakowa i kierowała krakowskim Biurem Festiwalowym). Tak czy inaczej, Rafał Syska nie może w tej sytuacji liczyć na idylliczny „miesiąc miodowy”
i jakiś większy kredyt zaufania, bo za dużo tutaj nagromadziło się wątpliwości. Powinien raczej szybko udowodnić, że instytucja , którą będzie kierował będzie dla niego ważniejsza, niż pozaformalne zobowiązania 
i względy koleżeńskie wobec dyrekcji hegemonicznej instytucji z Warszawy.

 

Mógłbyś powiedzieć dokładnie czym konkretnie będzie zajmowało się centrum?

Myślę, że na to pytanie odpowiedziałem po trosze wcześniej (zwłaszcza gdy chodzi o ideę przewodnią projektu ekspozycji: ścieżek edukacyjnych i filmowego eksperymentarium), nie wiem co i czy w ogóle z tych pomysłów będzie realizował nowy dyrektor. W statucie instytucji jest natomiast mowa o szerokim wachlarzu zadań obejmującym m.in. organizację festiwali, przygotowanie specjalistycznych publikacji, wykonywanie ekspertyz z zakresu kompetencji medialnych (np. dla Ministerstwa i szkół) a także - co mnie szczególnie cieszy – „prowadzenie działalności naukowo-badawczej w zakresie studiów nad dorobkiem kulturowym
w zakresie myśli technicznej (…) kultury filmowej i audiowizualnej”. Do tego dochodzi – pomysł wciąż
w powijakach i jak na razie bez szans na finansowanie - idea utworzenia regionalnego archiwum filmowego
i „skansenu filmowego” (jedno lub dwa stare kina) a także edukacja filmowa na ogólnopolską skalę.

 

Bardzo się zdziwiłem, że nie przewiduje się powstanie kina w EC1? To prawda?

Przestrzeń Ec1 Wschód, gdzie ulokowane jest NCKF jest przestrzenią adaptowaną, która musi respektować zapisy poprzedniego planu funkcjonalno-użytkowego Fundacji Tumult realizowanego ze środków unijnych, gdzie takiego kina na serio w planach nie było. To rzeczywiście mankament. Dlatego dopóki dyr. Moder był otwarty na propozycje nie tylko ze strony PISF – postulowałem aby we współpracy
z Urzędem Marszałkowskim doprowadzić krok po kroku do włączenia w struktury NCKF przynajmniej kina Polonia lub jeszcze lepiej Bałtyku (w idealnym wariancie obu i remontu najstarszego działającego w Łodzi kina Tatry), ale na to obecnie nie ma środków, może uda się w bliżej nieokreślonej przyszłości.

 

ec1 

 

W końcu można powiedzieć, że powstanie EC1 ma sens, chociaż ostatnio słyszałem, że ponad 40 mln zł kosztować będzie wyposażenie Centrum Nauki i Techniki w EC1 Zachód.

EC1 Wschód o profilu filmowym - niewątpliwie powstanie, nie mam jednak wiedzy jak te 40 mln będzie wydatkowane i jaka część tej sumy pójdzie wyłącznie na wyposażenie i ekspozycję NCKF-u. Ktoś w tej sprawie powinien przedstawić jakiś bardziej szczegółowy dokument, ale na razie pozostaje to w sferze marzeń.

 

Jaka jest Twoja opinia o ściągnięciu do Łodzi Festiwalu Transatlantyk?

Na to pytanie odpowiem także w miarę krótko. Nigdy nie kwestionowałem, że Łodzi potrzebny jest duży festiwal o międzynarodowej randze. Jednak zamiast kupować gotowy „produkt” lepiej ściągnąć za godziwe pieniądze specjalistów, kuratorów, menadżerów kultury z dużym doświadczeniem, artystów którzy wykreują nowy festiwalowy brand „z wartością dodaną” tutaj na miejscu – tworząc coś, co stąd za chwilę nie odpłynie.
I trudno ukrywać: niepokoi mnie „hojność” władz Miasta wobec Transatlantyku w połączeniu ze sknerstwem wobec lokalnego sektora kultury (np. obok tych 4 mln na Transatlantyk obcinanie w budżecie środków na mini-granty do 50-tys.). Naśladowanie strategii takich turystycznych miast jak Kraków lub Wrocław, gdy idzie o kulturę – bez przemyślenia całościowo uwarunkowań własnej kultury – także w kontekście debaty
o skutecznej i „włączającej” mieszkańców rewitalizacji – może okazać się zabójcze. Nie chciałbym, aby jeden podmiot działający zgodnie z eventową logiką przyczynił się do zmniejszenia finansowania lokalnych inicjatyw świetlic artystycznych, teatru offowego, wszelkich nurtów kultury żywej. W czasie kiedy pracowałem
w zespole przygotowującym wstępne założenia do Strategii Rozwoju Kultury Łódź 2020+ kładliśmy na to mocno nacisk - chodziło o połączenie energii kultury z rewitalizacją, tworzeniem kapitału społecznego, którego nie powinny sobie przywłaszczać tylko tradycyjne mieszczańskie instytucje odwołujące się do inteligenckiego „kodu kulturowego”. Skoro jednak umowa z Transatlantykiem jest już podpisana
– poczekajmy na pierwszą łódzką edycję, by móc ocenić ten festiwal od strony spójności jego koncepcji oraz świeżości artystycznej. Wówczas na pewno warto będzie wrócić do tej kwestii.

 

Dr hab. Tomasz Majewski, filmoznawca i kulturoznawca obecnie związany z Katedrą Antropologii Literatury
i Badań Kulturowych UJ (wcześniej Instytut Kultury Współczesnej UŁ i Szkoła Filmowa w Łodzi), autor książki „Dialektyczne feerie” uhonorowanej w 2012 nagrodą „Literatury na świecie”, 2011-2013 kurator filmowy Festiwalu Dialogu Czterech Kultur, wice-przewodniczący Polskiego Towarzystwa Kulturoznawczego, członek Komitetu Nauk o Kulturze PAN. Kierował w 2011 przygotowujących rekomendacje do Strategii Rozwoju Kultury