W czasach artystycznej posuchy, kiedy łódzkie galerie zamykają się, ograniczają działalność, albo przenoszą do internetu, na antypodach głównego szlaku wystawienniczego, w nieużytkowanym od lat budynku, możemy oglądać wystawę, która jest efektem niecodziennej współpracy trzech łódzkich uczelni: Uniwersytetu Łódzkiego, ASP i Szkoły Filmowej

 

Trzy piętra zabytkowego, na co dzień nieużytkowanego budynku przy Sienkiewicza 21 zmieniły się w tymczasową galerię sztuki. Dawna siedziba filologii germańskiej i romańskiej Uniwersytetu Łódzkiego, która swoją potoczną nazwę – „Motyl” – zawdzięcza zdobiącemu elewację staremu muralowi reklamowemu, została udostępniona na wystawę zorganizowaną w ramach Fotofestiwalu.

Tytuł „Ko#lekcje” wpisuje się w temat tegorocznej edycji festiwalu, jakim było kolekcjonowanie. Jednocześnie dopuszcza różnorodność, a nawet, co momentami może wywoływać zagubienie, pewien rodzaj ideowej dowolności – kolekcję może przecież stanowić wszystko. Przestrzenie budynku, w którym nadal unosi się szkolny klimat, wypełniają prace studentów, absolwentów i wykładowców trzech łódzkich uczelni. Niecodzienna współpraca Uniwersytetu Łódzkiego, Szkoły Filmowej i Akademii Sztuk Pięknych cieszy, bo otwiera potencjał przenikania i współdziałania uczelni, na co dzień funkcjonujących w swoich raczej zamkniętych środowiskach. Szkoda, że nie w pełni ten potencjał wykorzystano. To, co oglądamy w Motylu to nie wspólnie wypracowane założenie ekspozycyjne, ale trzy odrębne wystawy, każda z nich usytuowana na innym piętrze, dedykowanym danej uczelni.  

MGL0264
fot. Maciej Andrzejewski, Centrum Promocji UŁ

MGL0382
fot. Maciej Andrzejewski, Centrum Promocji UŁ


Parter to kuratorowana przez Tomasza Ferenca prezentacja o dość pretensjonalnym, ale zrozumiałym w kontekście uniwersyteckich tradycji, tytule „In Nova Lux”. Założeniem wystawy było pokazanie archiwalnych materiałów fotograficznych w nowym świetle, poprzez przedstawienie prac wybitnych, nieżyjących już akademików, wykorzystujących fotografię w praktyce badawczej. Znajdziemy tu zdjęcia geografa Stanisława Pączka, który za pomocą aparatu fotograficznego dokumentował swoje podróże, czy Wacława Piotrowskiego – socjologa miasta, autora archiwum robotniczej Łodzi. Są także zdjęcia zajmującej się folklorem wiejskim etnografki Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej i artystyczne fotografie przyrody geobotanika Janusza  Hereźniaka. W ostatniej sali natomiast znalazł się zbiór zdjęć archeologicznych z wykopalisk na Pomorzu. Pomysł przedstawienia prac fotograficznych pracowników naukowych, w oderwaniu od pragmatycznego kontekstu nauk ścisłych czy humanistycznych, gdzie stanowiły jedynie rodzaj dokumentacji czy uzupełnienia badań, i pokazanie ich w świetle artystycznym, był bardzo obiecujący. Zabrakło jednak odpowiedniego dopasowania treści, co pozwoliłoby pracom przemówić w sposób pełniejszy. Zamiast informacji o zdjęciach, dostajemy obszerne życiorysy autorów, opisujące ich zainteresowania, codzienność i dorobek naukowy, wydrukowane drobnym maczkiem na dużych planszach.  Informacje o tym, jakie gimnazjum skończył profesor Pączka albo na którym cmentarzu został pochowany profesor Piotrowski są na pewno ważne, ale tutaj oczekujemy innych, bezpośrednio związanych z prezentowanymi pracami. Oglądając wystawę fotograficzną chcemy raczej poznać konteksty związane z prezentowanymi pracami czy zapoznać się z myślą kuratorską. W tym przypadku zabrakło adekwatnej obudowy w treści. Poniekąd jest to zrozumiałe – w końcu przedstawiono prace naukowców, nie artystów, z tego względu prawdopodobnie trudno było dotrzeć do innych materiałów archiwalnych, niż te, pokazujące autorów i ich prace w naukowym świetle. Docenić trzeba za to samo podejście do archiwum i udaną próbę stworzenia nowych znaczeń na jego bazie.

MGL144
Widok wystawy, fot. Maciej Andrzejewski, Centrum Promocji UŁ


Kolejne piętro to wystawa twórców związanych z Instytutem Fotografii i Multimediów Akademii Sztuk Pięknych im. Wł. Strzemińskiego. Konsekwentnie wykorzystano sale wykładowe do prezentacji prac poszczególnych artystek i artystów. Tym sposobem powstało dziesięć osobnych miniwystaw, można nawet powiedzieć – oddzielnych artystycznych światów, pomiędzy którymi odwiedzający przemieszczają się wchodząc do kolejnych pokoi. Mimo że całość piętra może wydawać się nieco przypadkową zbieraniną idei, poszczególne sale są naznaczone bardzo spójnymi koncepcjami, często funkcjonują wręcz jako instalacje site specific, odnoszące się do zastanego charakteru pomieszczeń. Tak pomyślana przestrzeń jest przeciwieństwem tego, co zobaczymy potem na trzecim piętrze – luźnego przeglądu prac twórców związanych z PWSFTviT, których układ i selekcja, mimo że pozornie uporządkowane hasłami wyznaczającymi tematy, wydają się  przypadkowe.

IMG 2194
Maciej Rawluk, „X”,fot. Joanna Glinkowska

Zanim jednak wyruszymy na ostatnie piętro, zostańmy na moment na ekspozycji przygotowanej przez ASP. Ciekawy jest kontrast, rysujący się między pierwszym piętrem, poświęconym fotografii amatorów i hobbystów, a drugim, gdzie profesjonalni twórcy odchodzą od klasycznej prezentacji fotograficznych odbitek na rzecz budowania złożonych, wykorzystujących różne media prac, które niejednokrotnie z fotografią nie mają nic wspólnego. Tak jest w przypadku pracy „Ciepłe wspomnienia” Łukasza Ogórka, ready-made z kaloryfera, kurzu i napisów w technice palca (prawdopodobnie) studenckiego, który lata temu, kiedy budynek funkcjonował jako miejsce wykładów, namazał na przykurzonej ścianie „HWDP” i inne niecenzuralne słowa. Również w pokoju zaaranżowanym przez Bartłomieja Flisa fotografia jest na drugim planie. Swoją wystawę „Nie spiesz się” artysta określa symulatorem przemocy. W pomieszczeniu umieścił strzelnicę i skuloną postać – czy to prawdziwy człowiek czy kukła pozostawiam do rozstrzygnięcia odbiorcom. W każdym wypadku praca Flisa nieuchronnie wywołuje silne emocje, zmusza do refleksji nad agresją, a stawiając odbiorcę w pozycji potencjalnego oprawcy skłania do wykonania osobistych rachunków sumienia.

MGL1023
Łukasz Ogórk„ Ciepłe wspomnienia”, fot. Maciej Andrzejewski, Centrum Promocji UŁ


Dominika Sadowska wykorzystała fotografię i dźwięk do połączenia oddzielnych przestrzeni – pokoju w „Motylu” i znajdującego się przecznicę dalej pomieszczenia w budynku na rogu ulic 6 Sierpnia i Kościuszki. Muzyka autorstwa Karola Stolarka wykonywana w drugiej przestrzeni („Tunel B”) transmitowana była do „Motyla” („Tunel A”), podobna wymiana obecna jest też w warstwie fotograficznej. Tunel, jak pisze Sadowska, „przybiera naturę bezcielesnego pasma, przenoszącego Twoje myśli przecznicę dalej”. Mocno osadzona w przestrzeni, jednak w zupełnie inny sposób, jest też wystawa Agnieszki Chojnackiej „Lazurowy świt pod drzewem pomarańczy”. Towarzyszy jej poetycki opis, na który składają się wspomnienia artystki i historia z życia malarki Agnes Martin. Całość porusza zagadnienie odbioru estetycznego i tego, jak różne mogą być nasze odczucia wobec świata rzeczywistego – tego codziennego, ale też dzieł sztuki. W pokoju, wypełnionym pomarańczową łuną, zgromadzone są różne artefakty: rysunki, obiekty, mapa, notatki. Trudno odróżnić, które z nich są zastanymi w byłej sali wykładowej przedmiotami, a które wytworami artystki. Podobnie poetycki komentarz, w którym cytat z Weinbergera znajduje się tuż obok fragmentu tekstu piosenki Nirvany i opisu azteckiej kosmogonii,  towarzyszy pracy „U” Anny Bąk. W dwóch niewielkich pomieszczeniach, przypominających składziki, artystka umieściła dwa wideo wyświetlane na telewizorach. Oba, przez statyczne kadry, bliskie są fotografii. To zdecydowanie najbardziej zagadkowa miniwystawa ze wszystkich. Zaangażowanego widza na pewno pokieruje w stronę ciekawych rozważań. Rozmyślać zbyt wiele nie trzeba natomiast w pokoju Dagmary Bugaj i Anity Osuch, o którym same artystki piszą, że „ma stać się atrakcyjnym viralem”. Bez wątpienia „Innerscape” jest wysoce instagramowalna, ale jest też drugie dno projektu – to praca o nadprodukcji w świecie sztuki i jej negatywnym wpływie na środowisko, a także nadprodukcji w odniesieniu do obrazów, którymi jesteśmy bombardowani w każdej chwili w mediach czy na ulicach. Świadomie użyto więc fotografii już wykonanych i wydrukowanych, recyklingując je. O nadmiarze obrazów mówi też Artur Chrzanowski, zadając pytanie o przyczynę kolekcjonowania zdjęć z podróży. „Czy [robimy to] z potrzeby gromadzenia obrazów czy raczej z wilczego apetytu na posiadanie dowodów własnych wspomnień?” – zastanawia się Chrzanowski. Ściany pokoju z jego wystawą o tytule „Zobacz” pokryte są szkicami przypominającymi rysunkowy dziennik z podróży, a jedyne zdjęcie, przedstawiające billboard z dobrze znanym wszystkim od kilku miesięcy hasłem „Zostań w domu”, kontruje zawartą w opisie wystawy zachętę do poznawania świata. W innym pokoju, pokoju „X”, Maciej Rawluk zabiera nas w podróż nad morze. W stulecie zaślubin Polski z Bałtykiem chce zwrócić uwagę bardziej na ekologię niż na wymiar patriotyczny. Oprócz fotografii znajdziemy tu odlewy śmieci wyrzuconych przez Bałtyk wykonanych z parafiny, również wyrzuconej na brzeg morza. Dwie pozostałe wystawy z środkowego piętra to „Death Staff” Marka Domańskiego i „Tam zawsze jest lato i nic się nie zmienia” Doroty Stolarskiej. Obie skupione są wokół przedmiotów. Pierwsza to rysunkowy katalog starych aparatów fotograficznych, których status zmienił się wraz z nadejściem rewolucji cyfrowej. Druga to próba rekonstrukcji wspomnień przy pomocy przedmiotów, będących niemymi świadkami naszego życia, a przez to pełniących rolę nośników pamięci. Fotografowanie mebli z mieszkania dziadków ma znamiona terapii związanej z odchodzeniem bliskich.

IMG 2174
Agnieszka Chojnacka, „Lazurowy świt pod drzewem pomarańczy”, fot. Joanna Glinkowska

IMG 2179
Artur Chrzanowski, „Zobacz”, fot. Joanna Glinkowska

 

Na ostatnim piętrze możemy obejrzeć wystawę „Ko#lekcje (z) Obecności”, prezentującą artystyczne dokonania ponad pięćdziesięciu studentów, absolwentów i wykładowców PWSFTviT, zwanej potocznie łódzką Filmówką. Wystawę kuratorowała prowadząca galerię szkoły – Szklarnia, Anna Kazimierczak. W założeniu  to „podróż w głąb umysłu szkoły”. Rzeczywiście, dostajemy tu dostęp do tego, co zazwyczaj ukryte: widzimy studenckie wprawki i ćwiczenia, stajemy się świadkami procesu twórczego, oglądamy archiwalne fotosy i werki z planów. Nie jest to jednak wystawa z rodzaju „za kulisami”. Zobaczymy tu też skończone prace: etiudy filmowe czy malarstwo. Elementu łączącego należałoby więc szukać gdzie indziej. Mogą być nim dwa słowa-klucze: „bohater” i „bliskość”. Bohater, a więc kontakt, relacja i bliskość nawiązywana z drugim człowiekiem, to podstawa filmowej opowieści. Oczekując licznych opowieści, ruszamy więc w przestrzenie wystawy, gdzie kolejne pokoje to kolejne lekcje z bliskości. „Lekcje (z) kontemplacji” przedstawiają haiku i inspirowane ich klimatem kadry, wykonane przez studentów Wydziału Operatorskiego w ramach jednego z zadań zaproponowanych przez Wojciecha Staronia. „Lekcje (z) bohatera” są zbiorem kilkudziesięciu fotografii różnego autorstwa, wykonanych w różnych latach, których tematem jest człowiek. Mimo że pokój może przypominać tablicę estetycznych inspiracji zgromadzonych na Tumblerze, to z kolażu tego wyłaniają się ujęcia, z których każde jest wyjątkową i poruszającą fotografią. „Lekcje (z) technologii” to z kolei pojedyncza (dwuelementowa) praca Bartłomieja Talagi. Prosty i ciekawy gest artystyczny, kierowany impulsem, a zainspirowany technologią, zatrzymał mnie w maleńkim pomieszczeniu na dłuższą chwilę. W swojej koncepcyjności pasowałby jednak bardziej do prac z drugiego piętra.

IMG 2230
Lekcje (z) bohatera. Fotografie autorstwa studentów i wykładowców Szkoły Filmowej, fot. Joanna Glinkowska

IMG 2239
Lekcje (z) materii, fot. Joanna Glinkowska


Pora ruszyć dalej. „Lekcja (z) ciszy” – wybór etiud o ciszy. „Lekcje (z) poezji” – „tekstoobrazy” powstałe na bazie poezji. Tu rada dla odwiedzających: najlepiej wystawy oglądać za dnia, wieczorem nie sposób było przeczytać ani jednego wiersza, z zawieszonych na niedoświetlonych ścianach kartek. Nieprzeczytawszy wierszy, idziemy dalej. „Lekcje (z) materii” – mimo prostego klucza materialności i braku dalszych wyjaśnień w opisie – to chyba najlepiej zakomponowana przestrzeń na tym piętrze. Łączy obiekty rzeźbiarskie Laury Paweli, obrazy Piotra Kotlickiego, fotografie i malarstwo Aike Lindhagena oraz fotografie i rysunki Anny Kazimierczak. Z kolei „Lekcje (z) archiwum” to zupełnie zbędny element wystawy, jeszcze bardziej nadwątlający jej i tak już chwiejną spójność – to teledysk zmontowany z archiwalnych materiałów z etiud z lat 70. i rozwieszone dookoła kadry i fotosy z lat 50. – 80., często nieznanego autorstwa. Rzecz sama w sobie bardzo ciekawa, ale nadająca się raczej na wystawę retrospektywną, albo tematyzującą archiwum. Tu wprowadza dodatkowy, bardzo odrębny wątek do i tak ledwo trzymającej się  układanki. Ostatni pokój to „Lekcje (z) człowieka (z) człowiekiem”. Zaglądając do niego ma się wrażenie wkraczania na imprezę XX-wiecznych awangardystów. To zasługa scenografa Grzegorza Małeckiego. Instalacje, asamblaże, obrazy, napisy na ścianach, zwisające z sufitu koszule i litery. Co więcej, wchodzimy w sam środek dziania się. Aktor Mirosław Henke odczytuje na głos wiersze przy akompaniamencie studentki Akademii Muzycznej, wiolonczelistki Ewy Kędzierskiej. Podczas wernisażu dźwięki z tego pokoju niosły się po korytarzach i budowały chwilową wspólnotę doświadczania.

MGL1026
Marek Domański „Death Staff”, fot. Maciej Andrzejewski, Centrum Promocji UŁ


„Ko#lekcje” pokazują przekrój sposobów tworzenia sztuki. Jak już niejednokrotnie bywało na Fotofestiwalu i wystawach mu towarzyszących, pojęcie fotografii traktowane jest niezwykle szeroko – na tyle, że pozwala na odejście od samego medium. Jedną z podstawowych wartości tej wystawy jest możliwość zderzenia różnych sposobów tworzenia i myślenia o fotografii. Klasyczne w formie, w większości przypadków amatorskie, wykonywane w celach dokumentacyjnych raczej niż artystycznych, fotografie archiwalne badaczy uniwersyteckich kontrastują z często porzucającym formę fotografii, wypełnionym metaforami i subtelnościami myśleniem artystów związanych z ASP czy narracyjno-impresyjnym okiem twórców ze Szkoły Filmowej. Podział na piętra buduje jednak granice i zatrzymuje potencjał spotkania. „Ko#lekcje” byłyby o wiele ciekawsze, jeśli wynikałyby ze wspólnej, międzyuczelnianej pracy. Jeśli nie artystycznej, to chociażby kuratorskiej współpracy. W zaprezentowanej w „Motylu” odsłonie można je oceniać jedynie jako trzy (a może dwadzieścia trzy?) oddzielne wystawy. Inaczej dostajemy sałatkę tak wieloskładnikową, że trudno zorientować się, czy jest wytrawna czy raczej słodka. Podjęcie międzyuczelnianej współpracy, a także ożywienie zapomnianego budynku, w czasie, kiedy galerie raczej znikają niż pojawiają na mapie miasta, cieszy jednak na tyle, że pozwala zapomnieć o wszystkich mankamentach wystaw(y) i chłonąć oferowaną przez nią karuzelę wrażeń. Pozostaje mieć nadzieję, że „Motyl” na stałe przekształci się w miejsce prezentacji sztuki.

 

___________________________________   

Joanna Glinkowska - absolwentka Kulturoznawstwa (specjalności: Nowe Media i Promocja Sztuki) oraz Międzynarodowych Studiów Kulturowych na Uniwersytecie Łódzkim. Fundatorka i ex-Prezeska Fundacji Obszar Wspólny. Publikowała teksty z zakresu współczesnej kultury i sztuki na łamach takich czasopism, jak m. in. „Notes na 6 Tygodni”, „Sztuka i Dokumentacja”, “Zoophilologica”. W piśmie „Kalejdoskop” prowadzi rubrykę poświęconą młodym artystom.

___________________________________

 

 Ko#lekcje, Motyl UŁ, ul. Sienkiewicza 21, wystaw czynna do 25 października br.:

- w soboty i niedziele w godzinach od 13.00 do 19.00

-od środy do piątku w godzinach od 16.00 do 19.00.

W poniedziałki i wtorki jest nieczynne.

 

___________________________________

 

Zdjęcie główne: Dagmara Bugaj, Anita Osuch, Innerscape”, fot. Maciej Andrzejewski, Centrum Promocji UŁ