Piotr Pasiewicz to artysta, którego twórczość zwrócona jest przeciw normatywnym zasadom takich miejsc jakimi są galerie czy inne oficjalne instytucje kultury. Jego aktywność jest poszukiwaniem innych środków wyrazu z uwzględnieniem dużej skali gestów spontanicznych, często wręcz anarchizujących.

Dawni flaneurzy – miejscy wędrowcy, przemierzali miasto, by anonimowo zatopić się w tłumie zanim spędzą wieczór w ulubionej knajpce czy kafeterii, ale także by  smakować jego zakamarki, i pełne uroku miejsca, do których nie każdy umiał dotrzeć. To mogły być mniej uczęszczane przez innych tereny nad brzegiem rzeki, dzielnice przemysłowe, niewielkie, zdziczałe laski miejskie, place budów etc. Czerpali inspirację z toczącego się tam życia, z odkrywania miejsc ,których prawie nikt z ich przyjaciół nie znał i w których mogli cieszyć się na nowo odkrytą wolnością i swoją...anonimowością. Sto lat później, w końcu lat 50 i w latach 60, czyli czasach informelu i pop kultury wzrosło ponownie zainteresowanie takimi miejscami – w poprzemysłowych XIX wiecznych  dzielnicach powstawały, jak grzyby po deszczu, różne artystyczne inicjatywy-studia, squaty, puby, rękodzielnicze manufaktury, galerie, teatry. Życie ponownie wkraczało w te opuszczone tereny, a artyści nadawali nową estetykę starym murom, przywracali nowy ruch ulicom, domom i placom. Taki proces odbywał się w wielu miastach Ameryki i Europy. Minęło kolejne 50 lat i zmiany ekonomiczno-polityczne dotknęły także krajów Europy środkowowschodniej. W wyniku tych zmian, po upadku muru berlińskiego w znacznym stopniu zmieniło się oblicze miast, zwłaszcza tych najbardziej uprzemysłowionych. Takim miastem jest na przykład Łódź, której dynamika rozwoju związana była od zawsze z przemysłem włókienniczym. I ogromna energia towarzysząca temu wzrostowi zważywszy na fakt, że z 20 tysięcznego miasteczka, jakim była na początku XIX wieku Łódź urosła do miasta niemal milionowego, w przededniu II wojny światowej. Niestety zmiany polityczne nie wyszły Łodzi na dobre: najpierw wojna po której ubyła niemal połowa mieszkańców (jaką stanowili Niemcy i Żydzi), później antysemickie czystki 68 roku, kiedy utracono nagle wielu cennych zwłaszcza z elit kulturalnych i naukowych obywateli, wreszcie lata 90. kiedy  upadła większość ogromnych fabryk,  pozostawiając dziesiątki tysięcy ludzi bez pracy. Ich dzieci, wyrzucone niejako poza tradycję rodziców, historia zmusiła do przekwalifikowania się, wybrania innych zawodów, ucieczki ze starych dzielnic do powstających nowych osiedli mieszkaniowych. Cała rzeczywistość miasta, ta  trwająca od początku XX wieku do końca lat 80 została zdekomponowana, a rytm życia wielu ludzi został przerwany i unieważniony. Centrum miasta i jego najstarsze obiekty przemysłowe ulegały powolnej degradacji. Nie wszystkie miały szczęście tak jak budowle fabryczne rodziny Poznańskich stać się „Manufakturą”, „OFF Piotrkowską” czy luksusowymi loftami na Księżym Młynie (dawniej fabryka Herbstów). Niektóre z nich sprzedano i przekształcono na magazyny, dyskoteki, galerie handlowe lub hotele.  Ale wiele z nich, zwłaszcza tych niewielkich fabryczek stojących niemal na każdej ulicy Łodzi, gdzie niegdyś coś produkowano stoi opuszczone do dziś, ulegając zniszczeniu. Czas i dzicy lokatorzy dokładają się do tej powolnej degradacji, a szczerzej mówiąc także do ich dewastacji. Podobnie ma się rzecz ze starymi kamienicami, z których miasto wysiedliło mieszkańców, unikając nakładów na remonty, zapobiegając kryminalizacji i penalizacji śródmieścia, w którym zaczęły rozwijać się nowe biznesy, a odnowione i sprywatyzowane kamienice zapełniły się nową, bogatą klientelą.

23 20 fot3.Piotr Pasiewicz 2013

Piszę o tym wszystkim, tak by ktoś nie znający mojego miasta zrozumiał także, że jest to miasto kontrastów i równoległych światów, i, by zrozumiał skąd wzięły się PUSTO/ PEŁNO/STANY - cykl interwencji malarskich Piotra Pasiewicza rozpoczęty w 2012 roku i kontynuowany z przerwami do dziś. I, że większość jego miejskich działań, performensów i grafficiarskich interwencji odbywa się nie gdzieś na obrzeżach, ale właśnie w centrum, w samym sercu miasta. Artysta właściwie nieustannie od niemal 10 lat  przemierza miasto poszukując nowych miejsc do swej artystycznej ekspansji. Działa jednocześnie jak odkrywca nowych terenów - białych plam, porzuconych, a więc niejako „nie istniejących”  już dla innych miejsc, po to, by je zaanektować do swoich artystycznych celów. Porzucone wewnątrz  przedmioty określają charakter poprzedniego życia, porzuconego nagle z niewiadomego powodu. Wzrusza ich intymność i bezbronność. Ich czas się skończył. Nikt ich już nie chce. Porzucone, bezbronne, unieważnione w swojej funkcji, dają świadectwo życia poprzednich użytkowników, wiele o nich mówią. Na to wszystko Pasiewicz nakłada swoje własne gesty. Najczęściej „sadzi” w nich swoje „bluszcze” .To wykonywane czarnym sprayem roślinopodobne ornamenty, którymi artysta pokrywa ściany, napotkane przedmioty, futryny, murki, czasem i okna. Są agresywne i wyraziste, unieważniają tym samym zastaną wcześniej aurę. Dawna przestrzeń traci swą kruchość i intymność, ulega transformacji. Powrót do poprzedniego stanu staje się niemożliwy, artystyczny gest unieważnia poprzednie życie, wprowadza własne reguły obecności. Powtarzalność wzoru który nanosi na anektowane przestrzenie pozwala go po tych śladach rozróżnić, inni streetartowcy wiedza przez to, kto „zainfekował” daną przestrzeń, ich znaki są tym samym co znaczenie przestrzeni moczem robione przez zwierzęta, oddziaływują tylko na inny zmysł, zmysł wzroku, nie węchu, o wiele ważniejszy dla człowieka.
111 fot5.Piotr Pasiewicz 2014

Niektóre z działań z tej serii nie kończą się na małych powierzchniach mieszkań, a zajmują wiele metrów nieczynnej hali fabrycznej czy ogromne podwórze stuletniej kamienicy czynszowej. Jej powierzchnię Pasiewicz potraktował jak monumentalne podobrazie,  które w całości pokrył ekspresyjnie rozrzucaną białą farbę, całkowicie zmieniając estetykę i charakter tego miejsca. Bierze też niekiedy udział  w różnych festiwalach sztuki ulicznej (we Wrocławiu, Katowicach, Kielcach, Białymstoku, Zbąszyniu), wówczas podobraziem stają się wielometrowe płachty kartonów, papierów a artysta, używając farby czarnej i białej wykonuje wyjątkowo action painting przy obserwującej go publiczności, odwrotnie jak to się dzieje zazwyczaj, kiedy towarzyszy mu bardzo niewielka grupa asystentów albo tylko  jeden, pełniący rolę kamerzysty...
Kipisz 2018 Edz performance The zone fot.arch.artysty kopia

Takie akcje, w czasie których artysta używa wielu dziesiątków litrów farby mają swoje przedłużenie w działaniach wykonywanych przez niego w leśnym plenerze, gdzie powstają ogromne, wielometrowe kaligrafie malowane  na rozciągniętej pomiędzy drzewami czarnej folii. Przyznam, że dla mnie te gesty nabierają charakteru totalnej ekspansji- natura miesza się w nich z kulturą i niewiele ma do powiedzenia. Na szczęście artysta skrupulatnie zaciera  ślady swej działalności, utylizuje folie, nie maluje po żywych drzewach. Niekiedy jego akcje chwytają odwrotny biegun- artysta wówczas zmierza do natury, aby wtopić się w nią nieomal zniknąć, stać się jej częścią lub po prostu pomedytować.  Na przykład w ubiegłym roku jeździł do podmiejskiego lasu łagiewnickiego ,wyszukiwał porzucone, powalone pnie, czy całe drzewa a następnie przy pomocy drzeworytniczego dłutka nanosił przez wiele godzin ryty przypominające żerowanie korników lub innych owadów, na ich powierzchni. Metaforyczne wcielenie się w rolę szkodnika drzew parafrazowało ekspansywne zachowania współczesnych leśników, którzy z  dawnych strażników drzewostanu przekształcili się w chciwych przedsiębiorców, bezlitośnie zezwalających na kolejne wycinki często zupełnie zdrowego lasu.

W naturze znajduje artysta również natchnienie do bardziej rozbudowanych odnoszących się do mitów działań. Jedna z takich akcji utrwalona została na filmie „Ikara”, inna nosi tytuł „Genezis”. W tej ostatniej artysta ,szczelnie owinięty skreczową, przezroczystą folią przypomina larwę owada. Zawieszony za nogi na drzewie buja się rytmicznie jak wahadło, by po jakimś czasie spaść pomiędzy liście, połączyć się z materią ziemi, wymienić energiami. Towarzyszyła mu głosem aktorka Monika Buchowiec, współpracująca z artystą od kilku lat. 

Arytmia II Buchowiec Pasiewicz fot5.Mateusz Owczarek
fot.Mateusz Owczarek

Wracając do działań miejskich jednym z bardziej odważnych akcji artysty był performance na ulicy Wschodniej, z 2018 roku. Artysta ubrany w biały garnitur  i czarną hipsterską czapkę, z która prawie nigdy się nie rozstaje postanowił przemierzyć spory dystans ulicy  „w stanie nieważkości”-turlając się po chodniku , ocierając się o ściany starych budynków, jakby chciał na sobie zebrać cały kurz wielu pokoleń zamieszkujących tą okolicę. A ulica to bardzo charakterna, niegdyś zamieszkała przez Żydów, po zakończeniu działań wojennych na tej ulicy tworzono nowy rząd, mieszkało na niej wielu  artystów, pisarzy i poetów, na niej od trzydziestu lat jest usytuowana kultowa galeria Wschodnia i znany dom aukcyjny, na rogu z ulicą Narutowicza. A przed remontem ulicy, trwającym kilka ostatnich lat, była tam największa ilość całodobowych sklepów monopolowych oraz second handów. 

OrganicMovement2017 Edz
fot. Sebastian Skowroński

Podsumowując działalność Piotra Pasiewicza jako performera, która uzupełnia  inne obszary jego aktywności to jest malarstwo, grafikę, rysunek, tworzenie filmów stwierdzić należy, że jest to kreatywność zwrócona przeciw normatywnym zasadom takich miejsc jakimi są galerie czy inne oficjalne instytucje kultury. Jest ta aktywność poszukiwaniem innych środków wyrazu z uwzględnieniem dużej skali gestów spontanicznych, często wręcz anarchizujących. Mierzeniem się z przestrzenią i ucieczką z ciasnych, higienicznie utrzymanych mieszkań w dziką przestrzeń miasta albo lasu. Wymianą energii z pozostawianiem trwałych śladów swojej obecności w różnych punktach miasta, a tym samym wnikaniem bezpośrednio w jego tkankę ,dodając do niego swoją morfologię. Wreszcie, co dla tego akurat artysty jest dość istotne, anektowane przez artystę obszary i te w mieście i poza nim stanowią pretekst do badań materiałowych, na wpół rzeźbiarskich (seria „Monster taming”) lub stricte filmowych (seria „Chwilostany”), które intensyfikując różne rodzaje doświadczania rzeczywistości dają inny, mocniejszy, głębszy rodzaj z nią zespolenia. Stanowią ponadto  indywidualną strategię obecności w świecie, wypełnianie ją swoją aktywnością, co prawdą najczęściej samotnie przeżywaną, ale możliwą do zaobserwowania także przez innych w postaci dokumentalnych zapisów czy powstających w wyniku tych  doświadczeń filmów artystycznych. 

 

__________________________________

 

Piotr Pasiewicz -urodzony w 1979 roku w Łodzi. Absolwent Wydziału Grafiki i Malarstwa na Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi. Dyplom z wyróżnieniem (2013) w Pracowni Malarstwa I (Otwarta Księga) u prof. Andrzeja M. Bartczaka. W jego portfolio można znaleźć twórczość z zakresu grafiki warsztatowej, malarstwa, rysunku, performance czy krótkich form wideo. Na swoim koncie ma liczne wystawy indywidualne oraz zbiorowe, w Polsce i za granicą. W 2011 roku otrzymał stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Mieszka i pracuje w Łodzi.

__________________________________

 

Jolanta Ciesielska - krytyczka sztuki, specjalizująca się w polskiej sztuce współczesnej, kuratorka wielu projektów i wystaw prezentujących sztukę współczesną w kraju i zagranicą. Wielokrotna przewodnicząca juri, przeglądów, konkursów malarstwa m.in. Biennale Malarstwa, Bielska Jesień. Kuratorka II Międzynarodowego Biennale Sztuki, Łódź Art Center 2006. Autorka wielu tekstów krytycznych o sztuce, publikacji krytycznych jak i podręczników szkolnych.

__________________________________

 

Zdjęcie główne Anita Andrzejczak