Kulturalne podsumowanie roku 2018 w muzyce, sztuce, filmie, teatrze i literaturze. Specjalnie dla nas podsumowują: Eliza Gaust, Natalia Słaboń, Monika Talarczyk, Katarzyna Skręt & Patrycja Terciak oraz Rafał Gawin.

 

MUZYKA  //  ELIZA GAUST  //  O TYM CO BYŁO I CZEGO NIE BYŁO

 

W ostatnim podsumowaniu pisałam, że 2017 był rokiem festiwali. Dziś łatwiej będzie podsumować mi to, czego nie było.

Zniknął Domoffon, miejmy nadzieję, że tylko na rok, nie na zawsze. Władze miasta nie zdecydowały się podnieść dotacji festiwalu, a organizatorzy chcieli się rozwijać, dlatego odmówili robienia imprezy za takie same, ich zdaniem niewystarczające, środki. Szkoda Domoffonu. To był niewątpliwie barwny muzyczny punkt wakacji w mieście. 

Nie było też festiwalu Blask Brzask, który w 2017 roku bardzo dobrze wystartował. Lukę wypełniła poniekąd Galeria W Y, przez cały rok organizując u siebie ciekawe koncerty muzyki eksperymentalnej. Zagrali m.in.: Paweł Szamburski, Sebastian Buczek, Ewa Doroszenko i Jacek Doroszenko, Adam Mańkowski ze swoją instalacją dźwiękową. Wymieniam tu tylko niektórych artystów, których występy miały charakter muzyczny (chociaż nie strictekoncertowy), ale w W Y działo się dużo więcej eksperymentalnych akcjiz pogranicza różnych dziedzin sztuki. 

Losy L’tronicy też wisiały na włosku, jako że festiwal nie otrzymał żadnego wsparcia finansowego. A jednak odbył się, tylko dzięki determinacji organizatorów. Edycja survivalova trwała mniej godzin, być może nie było aż tylu światowych gwiazd muzyki elektronicznej, co w zeszłym roku, ale line up zdecydowanie się bronił. Wystąpił dobrze znany Arnaud Rebotini i inni artyści-DJ-e, m.in. Mic Ostap, Olivia, Sept, Jacek Sienkiewicz, Skeptik. Było bardzo dobrze, choć idea, aby wymieszać artystów polskich (i łódzkich) z zagranicznymi, nie do końca się sprawdziła – łódzka scena na zewnątrz w pewnym momencie świeciła pustkami… Ale ekipa organizująca festiwal L’tronica, czyli Ewelina Chmielewska, Maciej Ożóg i Ratepus JD, działała w tym roku znacznie szerzej – w sześciu krajach odbył się projekt „ex-L’tronica. Karkowski re:mix”, dedykowany postaci jednego z ważniejszych kompozytorów i wykonawców awangardowej muzyki elektronicznej – Zbigniewowi Karkowskiemu. Do udziału zaproszono wykonawców, którzy grali jego utwory, a także polskich DJ-ów, także łódzką reprezentację.

Zniknął Domoffon, miejmy nadzieję, że tylko na rok, nie na zawsze. Władze miasta nie zdecydowały się podnieść dotacji festiwalu, a organizatorzy chcieli się rozwijać, dlatego odmówili robienia imprezy za takie same, ich zdaniem niewystarczające, środki. Szkoda Domoffonu. To był niewątpliwie barwny muzyczny punkt wakacji w mieście. 

W roku 2018 brakowało również bardzo ciekawego cyklu Perform_tech, organizowanego w Fabryce Sztuki z inicjatywy Macieja Ożoga. Jak się domyślam, z podobnych powodów. Mogę tylko powtórzyć: szkoda. Fabryka Sztuki działała za to dość prężnie z szeregiem ciekawych koncertów (np. Veda Sound, LOTTO) i letnim cyklem LDZ Alternatywa (m.in. Alles, New People, Niemoc, Tsvey, Hańba!). We wrześniu odbył się tu także, w ramach festiwalu Łódź Czterech Kultur, koncert grupy Jude, która ostatni raz grała w Łodzi w 2004 roku. 

38828240 2166102917001306 7975572540015771648 o2
Tsvey

Na szczęście, zupełnie oddolnie i niezależnie, w dalszym ciągu działa festiwal Musica Privata. Podczas tegorocznej, już szóstej, edycji było jak zawsze dużo improwizacji, eksperymentów i twórczych spotkań. Kibicuję temu „prywatnemu” festiwalowi, bez podziału na gwiazdy i resztę, bez nadęcia, za to z dużą dawką czystej radości płynącej z muzyki.

Żeby nie wyszło na to, że piszę tylko o brakach i upadających imprezach – pojawiła się w minionym roku nowa inicjatywa – całoroczny cykl LUX NIGRA, odbywający się w klubie DOM. Udało się zaprosić kilka głośnych nazwisk z całego świata, reprezentujących nurty awangardowe, postpunkowe, noisowe. Wymienię tylko, nie rozpisując się: December, No More, Control, Kollaps, Hide. Artystom zagranicznym towarzyszyły polskie zespoły, jak Normal Echo, Alles, Vonsechsundachtzig, Sznur. Dużo dobrego, mocnego brzmienia, zebranego w jeden cykl.

Na koniec wspomnę jeszcze o nowych albumach łódzkiej sceny muzycznej. Zespół Alles nagrał „Hope” – „gdzieś między pustką a melancholią”. Jak zwykle, świetne teksty Pawła Strzelca i ciekawe aranżacje Marcina Reguckiego, tym razem trochę cięższe, w klimacie minimal i z mocnym beatem: link

W stronę mniej taneczną, a bardziej eksperymentalną, z elementami improwizowanymi i instrumentalnymi, poszedł też łódzki Psychocukier. Ta płyta może być zaskoczeniem dla fanów „rock’n’rollowych wyjadaczy”. A smaku dodaje quasi-biografia Piotra Napresa „Psychonauci”, w pakiecie z CD.: link

Jedna trzecia Psychocukru w osobie Piotra Połoza nagrała też ciekawy album „1 Drop of Autumn” – dosyć rytmiczny, klubowy, ale też trochę eksperymentalny, łączący organiczne techno z ambientem i transem. 

Na początku roku 2019 wyszedł długo oczekiwany album TRYP-a „Trypolis”, ale o tym może w podsumowaniu za rok.

Ciekawy jest ten łódzki zwrot w stronę eksperymentu. Być może tu jest właśnie nowa siła, taką nutę nadaje łódzka rzeczywistość… Na kolejny rok (lata) życzę Wam i sobie, żeby podmioty wydzielające fundusze na kulturę zaczęły bardziej zauważać, że taka sztuka także ma swoich odbiorców i warto ją wspierać, bo nie wszyscy zadowolą się songwriterami na Piotrkowskiej i festynami na rynku Manufaktury.

 

Eliza Gaust - Absolwentka kulturoznawstwa na UŁ, koordynatorka wydarzeń kulturalnych, obecnie pracująca w Centrum Dialogu im. Marka Edelmana.

 

 

___________________________________   

 

SZTUKA  // NATALIA SŁABOŃ  //  IM BLIŻEJ MIASTA, TYM WIĘCEJ WIDAĆ 

 

Cudownych przeżyć dostarczyła swojej publiczności Galeria Czynna (Ogórek/Polak/Załuski). Ten „latający”, parainstytucjonalny twór osiadł w tym roku w czterech lokalizacjach, tworząc w każdej z nich sytuację absolutnie wyjątkową. Zaczynając od końca ‒ Saspol okazał się absolutnym wehikułem czasu, który przeniósł zebranych w głąb lat 90, a raczej do wyobrażeń o nich w interpretacji Sandry Mikołajczyk i Michała Szufli. W Hotelu Grand zespół Welur wprawił w drgania wszystko, co znajdowało się tego wieczoru w sali malinowej – począwszy od bogatych złoceń i quasi barokowych aniołków, a skończywszy na licznie zgromadzonych słuchaczach. Wrześniowe MIĘDZYDŹWIĘKI Oli Chciuk i Kuby Krzewińskiego były oniryczną i synestetyczną podróżą po meandrach percepcji, którą ograniczały tylko i wyłącznie mury Synagogi im. Reicherów. Bezsprzecznie gwoździem tegorocznego programu Czynnej były według mnie Ruiny moich marzeń” ‒ dyplom Marty Krześlak, który w glorii chwały udał się później na ogólnopolskie tournee, zdobywając kolejne laury.

Marta Krzeslak ruinymoichmarzen 13
Marta Krześlak - Ruiny moich marzeń

Pozostając jeszcze na chwilę w temacie dyplomów, trzeba wspomnieć o bardzo dobrej wystawie Grzegorza Demczuka w Pracowni Portretu, będącej zbiorem zapisów działań performatywnych i świetnej instalacji, która swoją konstrukcją sprzyjała nawiązywaniu mniej lub bardziej pożądanych interakcji między zgromadzonymi na Przędzalnianej 55.

 „W krainie piękna i prawdy” to wystawa będąca zwieńczeniem warsztatów, stanowiących efekt współpracy łódzkiej ASP i Muzeum Sztuki w Łodzi. Tematem trzeciej odsłony projektu była Łódź, jednak nie ta od przemysłów kreatywnych czy 4 kultur, ale ta widziana od tyłu”. Uczestniczki i uczestnicy zeszłorocznej edycji, pod okiem Oli Jach, Łukasza Ogórka i Joanny Rajkowskiej, starali się jak najciekawiej dokonać translacji wybranego przez siebie zakątka Łodzi w obiekt artystyczny. Praca „Spotkajmy się w Szikago”, z panem Sławkiem Glińskim w roli głównej, fantastycznej czwórki Kowalski/Krześlak/Pawlak/Sarna skradła moje serce!

Muzeum Sztuki, otrzepując się nieco z pyłu roku awangardy, zaserwowało w pierwszym półroczu serię znakomitych wystaw. Każda kolejno otwierająca się ekspozycja, począwszy od „Asamblaży”, przez „Atak na Pałac Zimowy”, pierwszą monograficzną wystawę Nadii Leger, po „Peer-to-peer” i „Zmiennokształtność” stanowiła bardzo świeżą i ożywczą wypowiedź kuratorską.W międzyczasie Muzeum zdążyło odpalić jeszcze jedną bombę, był nią doskonały występ BNNT. Konrad Smoleński i Daniel Szwed zgotowali znakomite audiowizualne show dla publiczności, zgromadzonej tego pięknego majowego wieczoru na dziedzińcu ms1. Niespełna miesiąc później można było oglądać ich pracę na wystawie kuratorowanej przez Agę Pinderę, która do współpracy przy “Peer-to-peer zaprosiła również Dom Mody Limanka, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Zaprezentowana przez DML i przyjaciół (w tym redaktora Polaka!) adaptacja sztuki „Mieszkanie” Calli Henkel i Maxa Pitegoffa była uosobieniem dowcipu, dystansu i niebanalnej estetyki ‒ wielkie wrażenie sprawiała samodzielnie stworzona scenografia i kostiumy. Widać, że łódzki kolektyw w przestrzeni muzealnej czuje się jak ryba w wodzie, bo już niedługo (22 lutego) do niej powrócą. Uchylając rąbka tajemnicy mogę oznajmić, że będzie spektakularnie! 

Świetnie wypadła również ostatnia odsłona Łódź Design Festival. Oprócz flagowych wystaw konkursowych, pojawiło się kilka perełek, wśród których wymienić można wystawę „Nothing but Flowers” kuratorowaną przez Agatę Połeć (z pomocą Kamili Krawczyk), stawiającą pytanie o status relacji, jaka zachodzi między człowiekiem i technologią, wynikających z niej udogodnień, ale też zagrożeń. Wyróżnić należy także miejskie działania zainicjowane przez Marcina Polaka - „Łódź i  Łódka”, czyli spacer performatywny z Adrianną Gołębiewską, performens Marty Krześlak oraz warsztaty z Joanną Rajkowską i Michałem Rudnickim. Dodajmy do tego TŁOK (powstałe na czas festiwalu królestwo zinów) i wystawę grafiki „O tutaj”, którą dzielił zaledwie krok od płynącej „Rzeką Rzeczy” ulicy Traugutta. Tak to właśnie trzeba robić!

Muzeum Sztuki, otrzepując się nieco z pyłu roku awangardy, zaserwowało w pierwszym półroczu serię znakomitych wystaw. 

Muzeum Włókiennictwa jest od dłuższego już czasu na równi wznoszącej. Miniony rok to przede wszystkim druga część wystawy poświęconej twórczości Magdaleny Abakanowicz, pokaz Tomasza Armady i absolutny hit frekwencyjny Jerzy Antkowiak ‒ Moda Polska”. Prezentowany przez instytucję wysoki poziom nikogo już nie dziwi, a wręcz powoli staje się normą. Sprawia to jednak, że od CMW zaczyna wymagać się jeszcze więcej. Trzymam kciuki i wierzę, że pod mądrymi rządami Anety Dalbiak, Muzeum jeszcze nieraz zdoła oczarować nie tylko łódzką, ale również ogólnopolską publiczność.

I nagle zjawili się oni. Fundacja Superkurator, czyli super ludzie ‒ Karolina Balke i Jacek Laube sprowadzili po raz pierwszy do Łodzi (i w ogóle do Polski) legendarny projekt, jeszcze bardziej legendarnego kuratora, Hansa Ulricha Obrista. „Do it” ‒ instrukcja obsługi sztuki osiadła  w WI-Mie w październiku, tworząc istne laboratorium współczesnych praktyk artystycznych. Do jego współtworzenia zaproszono nie tylko wielu świetnych artystów (Józef Robakowski, Joanna Rajkowska, Krzysztof Pijarski), ale przede wszystkim publiczność. Trwający blisko miesiąc festiwal spełnił więcej oczekiwań, niż pierwotnie w nim pokładano. Wykreował przede wszystkim egalitarną przestrzeń spotkania i rozrywki, ale także stworzył nieformalną platformę, na której doszło do, wydaje mi się, bardzo potrzebnej integracji w obrębie grupy zaangażowanej w szeroko pojętą kulturę w Łodzi. Być może te spotkania niedługo przekują się w jakieś nieoczywiste współprace ‒ tego sobie życzmy. 

Galeria W Y po przenosinach na OFFa nie straciła impetu i zaprezentowała kilka bardzo ciekawych, świeżych i modnych sytuacji artystycznych, m. in. Pomniki” Anny Orlikowskiej, Czystą przyjemność” Magdaleny Hlawacz i Dominiki Sadowskiej, czy też koncert Belli Ćwir ‒ bywalczyni przede wszystkim warszawskich salonów. To oczywiście nie koniec.Trzeba jeszcze wspomnieć i docenić, między innymi,  świetną wystawę Marii Apoleiki w Galerii Wschodniej (taki mini postulat w tym miejscu ‒ jeżeli jakieś murale mają jeszcze, o zgrozo, w Łodzi powstawać, to proszę, niech zrobi je Maria) oraz bardzo ciekawe projekty, pokazywane w Galerii Kobro (Here and Elsewhere”, Matriarchat”).

Nie u wszystkich jednak jest równie ciekawie i kolorowo. Wszyscy, jak myślę, czekamy na zryw Miejskiej Galerii Sztuki w Łodzi. 

Od dłuższego czasu jesteśmy jednak świadkami powstawania oddolnych inicjatyw, powstających w większości w wyniku niezadowolenia i rozczarowania łódzką polityką kulturalną. W tym miejscu pragnę z całego serca podziękować za wszystko co robią Obszar Wspólny i Krzyżówka! Ich mrówcza, ale jakże potrzebna praca odczarowuje nieco zdziadziały termin animatora kultury”, nadając mu zupełnie nową jakość. Czy ktoś kiedyś przypuszczał, że jedynym miejscem w Łodzi, gdzie będzie można obejrzeć film Kuso” Flying Lotusa okaże się kultowa Casablanca, a Stary Rynek doczeka się własnej czytelni? No ja właśnie też nie. 

Nie u wszystkich jednak jest równie ciekawie i kolorowo. Wszyscy, jak myślę, czekamy na zryw Miejskiej Galerii Sztuki w Łodzi. Dobrą i cenną wskazówką powinny być dla tej instytucji pokazy dyplomowe studentek ASP, jakie pokazano w dwóch siedzibach MGS ‒  „Pejzaż słowny” Barbary Olejarczyk w Galerii Bałuckiej i druga część dyplomu Marty Krześlak „Nigdy nie widziałam takich plaż” w Galerii Re:medium. Pokazały one, że być może niska frekwencja w tej instytucji nie jest efektem środowiskowego spisku, ale oferty programowej, niedostosowanej do gustów łódzkiej publiczności. „Znaki, kody i komunikaty” były niestety modelowym przykładem tego, jak wystawa wyglądać nie powinna, czekamy zatem dalej.

Największym rozczarowaniem zeszłego roku jest dla mnie artystyczne podwórko Wojciecha Siudmaka na Więckowskiego 4. To jednak pozwolę zostawić sobie bez komentarza ‒ sztuka w tym przypadku mówi sama za siebie. Jeżeli miałabym jednak zarekomendować coś związanego ze sztuką w przestrzeni publicznej to polecam gorąco książkę Łukasza Biskupskiego „Prosto z ulicy. Sztuki wizualne w dobie mediów i kultury uczestnictwa” ‒ bardzo potrzebna i wartościowa narracja o silnie skapitalizowanym wymiarze street artu. 

 

Natalia Słaboń - absolwentka pierwszego stopnia międzynarodowych studiów kulturowych, obecnie studiująca promocję sztuki na kulturoznawstwie. Jej drugim domem jest Muzeum Sztuki w Łodzi, w którym pracuje od września. Przerażają ją muraloza i ludzie, którzy nie lubią Łodzi. 

 

 

___________________________________   

 

FILM // MONIKA TALARCZYK // FILMOWA ŁÓDŹ W 2018

 

Ubiegły rok filmowej Łodzi upłynął pod znakiem jubileuszu – 70-lecia Szkoły Filmowej, ale i trudności z zabezpieczeniem filmowych tradycji miasta – mowa o Se-ma-forze. W stronę przyszłości wychylały się natomiast projekty filmowe młodych i najmłodszych filmowców, a także badanie kompetencji audiowizualnych młodej widowni przeprowadzone na szeroką skalę przez NCKF. Koniec roku zaowocował zaś powrotem do samych początków kina na ziemiach polskich, jednak nie Łodzi, lecz Warszawy i Kresów.  

Szkoła Filmowa przy Targowej świętowała jubileusz, licząc swoją historię od roku akademickiego 1948/49 pod dyrekcją Jerzego Toeplitza. Poprzedzały ją inicjatywy dydaktyczne Mariana Wimmera, tj. Wydział Filmowy w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi. PWSF stopniowo uzyskiwała przywileje akademickie, rozszerzała ofertę dydaktyczną, stając się wzorem dla innych uczelni filmowych. Od wielu lat, jak podaje „The Hollywood Reporter”, utrzymuje się w 15 najlepszych szkół filmowych na świecie, obok m.in. Australian Film, Television and Radio School, którą zakładał w Sydney w 1973 roku, o czym wie lub pamięta niewiele osób, również profesor Jerzy Toeplitz, po zdjęciu ze stanowiska rektora po marcu 1968 roku. Z okazji 70-tej rocznicy nad kampusem powiewały kolorowe portrety studentów ze zdjęć z dyplomów lub legitymacji z kilkudziesięciu lat – wszyscy jakby w równym wieku, niezależnie od roku urodzenia, niewinni, nieuprzedzeni, młodzi. Inauguracja roku akademickiego 2018/2019 stała się wzruszającym zjazdem absolwentów. Zarazem był to rok pożegnań pierwszych studentów Szkoły. Kazimierz Kutz, uhonorowany doktoratem, nie dojechał już na uroczystość, ale – jak zapewniała córka – „ważne, że w tym czasie Alma Mater przytuliła go do siebie”. Zmarł 18 grudnia 2018 r.

Monument 1A
Monument

Jagoda Szelc po raz drugi triumfowała w Gdyni filmem szkolnym – Monumentem- produkcją Studia Indeks, z udziałem studentów Wydziału Aktorskiego i filmowców z Targowej. Zabrała grupę studentów na praktyki hotelarskie do ośrodka „Prząśniczka” i tam poddała ich doświadczeniu alienacji pracy, jak i zbiorowego rytuału. Talenty młodych aktorów rozbłyskiwały w dramaturgii małych scen, a całość budziła znów skojarzenia z mistrzami kina autorskiego: Trierem, Kubrickiem, Haneke. Za Monument Szelc otrzymała Nagrodę Specjalną Jury na Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni. Gdyby jednak zliczyć wszystkie filmy, które powstały na Targowej i poleciały w 2018 w świat festiwali, byłoby to blisko 100 tytułów na 400 festiwalach! 

Tym ważniejsze wydaje się zadbanie o potencjał kolejnych roczników, które w tej filmowej Łodzi mogą do filmu wzrastać, a nie poprzestawać jedynie na klikanie filmików w sieci. Mieć kilkanaście lat i pracować z profesjonalnymi filmowcami, a potem zobaczyć swój film na dużym ekranie w kinie studyjnym – czy to możliwe? Tak, okazało się możliwe dla grupki dzieci ze Świetlicy Podwórkowej z Pomorskiej 54, uczestników projektu „Wyciągamy Dzieci z Bramy”. Film Spojrzenia, realizowany pod opieką Marcina Polaka i Tomka Jezierskiego, pokazany w kinie Charlie, powstał podczas warsztatów Powidoki, w ramach projektu Koalicje Kultury realizowanego przy Muzeum Sztuki. Punktem wyjścia były plenery z filmów Miasto 44, Kroll, W ciemności, Powidoki,z miejsc, które dzieci dobrze znają, z ich ulic: Włókienniczej, Wschodniej, Rewolucji 1905 roku. Łącznikiem między perspektywą dziecka a filmowymi lokacjami były wdzięczne efekty animowane. 

Dużo trudniej, niż początki kina, zabezpieczyć te zasoby, które filmowa Łódź traci sukcesywnie od początku transformacji. Se-Ma-For od lat boryka się z trudnościami finansowymi, a ubiegły rok postawił w jego progu komornika.

O tym, że to klikanie w filmiki w sieci, stało się modelem obcowania z filmem, świadczą wyniki badania kompetencji audiowizualnych uczniów łódzkich szkół podstawowych i średnich – 360 stopni edukacji filmowej– przeprowadzonej przez Narodowe Centrum Kultury Filmowej. Więcej niż połowa interesuje się filmem, blisko połowa samodzielnie montuje, podkładają muzykę do obrazu, mają podstawy wiedzy o filmie, ale… w rankingu zainteresowań film plasuje się nisko, dużo niżej niż sport, muzyka, gry komputerowe. Dzięki kompetencjom cyfrowym stają się szybko osobami z potencjałem postprodukcyjnym. Mimo dostępu do mediów, sprzętu i demokratyzacji narzędzi film jawi im się jako zbyt drogie przedsięwzięcie. Plany edukacyjne, jak zapowiada NCKF, wiążą się z wykorzystaniem VR, czyli wirtualnej rzeczywistości, po pilotażowym badaniu z udziałem uczniów zaopatrzonych w gogle VR i eye-trakcery.

Równolegle z ogłoszeniem wyników badania kompetencji uczniów, NCKF udostępnił wreszcie publiczności efekty swojej pracy nad nowoczesną ekspozycją z historii polskiego kina. W grudniu otwarto dwie wystawy na stulecie niepodległości. Kino Kresów Wschodnich II RPsięga początków kina we Lwowie i okolicach, warto podkreślić, że właśnie na Uniwersytecie Jana Kazimierza m.in. Bolesław W. Lewicki snuł plany powołania akademickiego filmoznawstwa, co ostatecznie uczynił w Łodzi. Z kolei druga wystawa poświęcona jest Kazimierzowi Prószyńskiemu, wynalazcy i wizjonerowi. Jego biopleograf, znany wówczas samym Lumièrom, został już zrekonstruowany pod kierunkiem Piotra Kuleszy, kierownika Działu Zbiorów i Wystaw NCKF, przez Janusza Króla,  a na przełomie roku nakręcono remake jednego z pierwszych filmów Prószyńskiego, Powrót birbantaz 1902 roku. W „zabawnych przygody pana po świątecznych libacjach” (podtytuł) zagrał Jakub Gierszał, a partnerem projektu był Opus Film. 

Łyżka dziegciu na koniec. Dużo trudniej, niż początki kina, zabezpieczyć te zasoby, które filmowa Łódź traci sukcesywnie od początku transformacji. Se-Ma-For od lat boryka się z trudnościami finansowymi, a ubiegły rok postawił w jego progu komornika. Z jednej strony może chlubić się sukcesem produkcji animowanego serialu Parauszek(od 2012), cieszącego się sympatią polskich widzów i dystrybuowanego w telewizjach dla dzieci w wielu krajach, z drugiej – mimo koproducenckich sojuszy – walczy już nie tyle o przetrwanie, co utrzymanie majątku, zbiorów eksponatów i scenografii. Nie wiadomo jeszcze, czy wywiezione z miasta, obecnie wyceniane, wrócą do Łodzi i staną się na powrót skarbami Se-Ma-Foru Muzeum Animacji. 

Innymi słowy, wszystko, co wychylone w przyszłość , budzi nadzieje, ale cień kładzie się wciąż na efektach transformacyjnego przełomu. 

 

Monika Talarczyk - historyczka kina, wykładowczyni Szkoły Filmowej w Łodzi, badaczka kina kobiet. Autorka książek o reżyserkach filmowych. 

 

 

___________________________________   

 

KATARZYNA SKRĘT I PATRYCJA TERCIAK  //  TEATR //  ACHOOJ PIRACI, NA NOWY LĄD
 

Kiedy zaczynałyśmy studia, w Łodzi Zbigniewa Brzozę wygnano z Teatru Nowego. Teraz reformuje olsztyński Teatr Jaracza, wyciągając stolicę Warmii i Mazur z teatralnego straganu z cepelią. Paweł Łysak, od kilku sezonów kierujący warszawskim Teatrem Powszechnym, otwiera swoją placówkę na mieszkańców Pragi (tworząc wielopoziomowe projekty społeczne), jednocześnie kontynuując – często kontrowersyjną – poetykę polityczną. STUDIO teatr galeria, zarządzane przez Romana Osadnika i Natalię Korczakowską, próbuje wracać do korzeni (Szajna, Grzegorzewski) mianując się pracownią artystyczną otwartą na eksperymenty estetyczne. To tylko kilka przykładów z krajowej topografii teatralnej ukazujących nieustanny przepływ idei, koncepcji i światopoglądów, rozwijających współczesny polski teatr. Wiemy, że w instytucjach kultury brakuje rządów silnej ręki –menedżera, który przeprowadziłby placówkę przez budżetowy labirynt tak, aby jednocześnie zyskać (cecha ilościowa) i nie stracić (cecha jakościowa). Brakuje przede wszystkim artystycznego lidera: kapitana, któremu - nawet prowadząc statek na górę lodową - nie zabraknie charyzmy, silnej woli i determinacji w podążaniu ścieżką przecierającą ślady dla młodych twórców, odważnych realizacji i współczesnych tekstów. Na jakich wodach dryfuje łódzki teatr? 

 Wydział Kultury po raz kolejny pokazał, że jest w tym mieście organem ustanawiającym i przekazującym tzw. pałeczkę komu chce i w przez siebie wybranych okolicznościach.

 

Wody międzynarodowe

Łódź stoi festiwalami – to fakt. Teatralne środowisko doskonale kojarzy Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych od lat inicjowany przez Teatr Powszechny. Raz do roku, w jednym miejscu, łodzianie mają szansę zobaczyć najciekawsze polskie spektakle ostatnich miesięcy. Powszechny otwiera się również na koprodukcje. W ramach minionej edycji powstał spektakl „Hannah Arendt: Ucieczka” zrealizowany z kultową Komuną// Warszawa. Na wymianę doświadczeń nastawiony jest również Teatr Nowy, który podjął współpracę z Teatrem IMKA Tomasza Karolaka, tworząc projekt „DuoPolis Kulturalne Warszawa-Łódź”. Teatralne propozycje w swoim programie ma także Festiwal Łódź Czterech Kultur, który wrócił pod skrzydła Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. W 2018 roku organizatorzy zaprosili spektakle polskie i zagraniczne (z Rosji i Białorusi), powstały też dwie premiery – „Gala ’68. Wolność to luksus” i „Lepiej*” Grupy LineAct. Przed pokazem „Dybuka” w reż. Mai Kleczewskiej odbył się godzinny jubileusz 50-lecia pracy artystycznej Gołdy Tencer - aktorki, reżyserki i dyrektorki Teatru Żydowskiego w Warszawie. 

HAWA4196 Edit Edit fot.HaWa
Chorea - fot. HaWa

Teatr nieinstytucjonalny ma silną reprezentację w nurcie festiwalowym. Na przełomie sierpnia i września Teatr Chorea zaproponował kolejną odsłonę Festiwalu Retroperspektywy, tym razem pod hasłem „Teatr między Słowami”. Gościli m.in. Maję Komorowską oraz Irenę Jun, która zaprezentowała pełen wachlarz aktorskich możliwości w fenomenalnym monodramie „Matka Makryna”. Jej teatr oddaje honor słowu pod każdą postacią. Autentycznie poruszający i uczciwy w środkach performans zrealizowała Aurora Lubos („Welcome/Witajcie”). Zaprosiła widzów w przestrzeń niegościnną, naznaczoną brutalną rzeczywistością, na którą – mimo coraz większej świadomości i otwartości – wciąż zamykamy oczy. Swoje premiery mieli szansę zrealizować również organizatorzy: „2.0.4.5. Miniopera metafizyczna” i „Rój. Sekretnie życie społeczne”. Teatr Chorea konsekwentnie buduje swoją poetykę, stopniowo ją poszerzając (od antyku po tzw. teatr bez barier). Ilość jednak rzadko idzie tu w parze z jakością. Teatr Szwalnia po raz trzeci zaprosił na przegląd teatru dokumentalnego szwalnia.DOK, tym razem skupiając się na małych narracjach. Wśród zaproszonych realizacji znalazły sięm.in. „Come true” Michała Stankiewicza, którego formuła wywołała żywiołową dyskusję na temat opresji i manipulacji w teatrze oraz „Na Lightcie” Grupy Korpuskularnej LightOff – precyzyjnie przeprowadzona narracja o istocie światła, dziennik z życia technika oświetleniowca. Odbyły się też dwie premiery. „WI-MA | MONUMENT” jako efekt warsztatów teatru dokumentalnego przeprowadzonych przez Ludomira Franczaka w postindustrialnej przestrzeni Widzewskiej Manufaktury. Koprodukcją z Ośrodkiem Teatralnym Kana w Szczecinie była „Trzynasta klatka” – zdarzenie dokumentalne w subtelny sposób wprowadzające zagadnienia biotechnologii w strukturę artystyczną. szwalnia.DOK daje możliwość przeglądu zjawisk wyłamujących się z ustalonych ram i poszukujących nowatorskich możliwości realizacyjnych w materii dokumentalnej. 

IX edycja Dotknij Teatru odbyła się pod hasłem „dzieć.iństwo”. W jej ramach zrealizowano 70 wydarzeń, w tym: spektakle premierowe, performanse i działania edukacyjne. W gronie realizatorów znaleźli się przede wszystkim znani łódzkiej publiczności twórcy, a samo Dotknij Teatru ponownie zamiast skupić się na dotarciu do nowych odbiorców, stało się platformą spotkania „samych swoich”. Drugi raz widzom zaproponowano formułę powtórzenia najciekawszych wydarzeń edycji - DT na BIS.


Przypływy i odpływy

Rok 2018 minął także pod znakiem burzliwych zmian administracyjnych. W Teatrze Nowym listowną batalię wypowiedział dyrektorowi Dudkowi, Andrzej Bart. Rezygnacja z pełnienia funkcji dyrektora artystycznego zaowocowała po kilku miesiącach bezkonkursowym mianowaniem Macieja Wojtyszki. Z Teatru Jaracza odszedł Sebastian Majewski, a na stanowisko powrócił Waldemar Zawodziński. Wydział Kultury po raz kolejny pokazał, że jest w tym mieście organem ustanawiającym i przekazującym tzw. pałeczkę komu chce i w przez siebie wybranych okolicznościach. Chociaż (w końcu!), po kilkudziesięciu latach, rozstrzygnął konkurs na stanowisko dyrektora Teatru Arlekin bez korzyści dla osoby Waldemara Wolańskiego. Konkurs wygrał Wojciech Brawer, póki co starający się przedreptać tą samą ścieżką, co Pinokio… 


Cisza na morzu, cisza w komnacie

Teatr materii ożywionej - to o nim należy mówić stawiając w centrum łódzkich scen lalkowych Teatr Pinokio. Trzy świetne premiery, próby dla zaistnienia różnych estetyk i konwencji („Sekretny dziennik Adriana Mole’a” w reżyserii Pawła Aignera to wręcz żonglerka dostępnymi konwencjami).

Bez większego echa obiła się natomiast pierwsza premiera Arlekina pod dyrekcją Wojciecha Brawera. Być może przyczyną tego jest zaproszenie do realizacji Przemysława Jaszczaka - rozpoznanego już przez łódzką publiczność reżysera. Co natomiast rozwija się w Arlekinie prężnie, to nowa edukacja teatralna - konsekwentnie procesualna dzięki osobie Moniki Tomczyk. 


Antyszanta podsumowująca 
w wykonaniu

Wojciecha Brawera, Marcina Brzozowskiego, Krzysztofa Dudka, Konrada Dworakowskiego,  Konrada Korkosińskiego, Grzegorza Kwiecińskiego, Kamila Maćkowiaka, Krzysztofa Marciniaka, Ewy Pilawskiej, Mariusza Pilawskiego, Grażyny Posmykiewicz, Tomasza Rodowicza, ks. Waldemara Sondki oraz Waldemara Zawodzińskiego

 

- wszyscy żeglują pod wspólną banderą

 

Ten statek kochani już nie popłynie

Podziemnych rzek wszak widzimy kres

Rozwój w teatrze znów nas ominie

O zeszłym roku niech niesie się pieśń

 

Handel wymienny rozwijał się

Lecz żaden krytyk nie doceniał nas

Bo o Warszawie wciąż mówi się

Achooj piraci! zmian nastał czas!

 

Ominie nas jeśli nic nie zmieni się

O kapitana zawalczmy choć raz!

Powtórzmy ten refren, co stworzył się:

Achooj piraci! zmian nastał czas!

 

W kufrach kultury brakuje wciąż

grantów, talarów, a na statkach mas

Więc zakrzyknijmy jak jeden mąż:

Achooj piraci! zmian nastał czas!

 

Młodej krwi trzeba, wpuśćmy ciut jej

Przecież od razu nie pójdziem na dno

Odważni bądźmy, płyńmy pod prąd

Ahooj piraci, na Nowy Ląd!

 

W 2018 roku odbyły się49 premiery na 15 scenach: teatry publiczne (34 spektakle) i teatry nieinstytucjonalne (15 spektakli). 

Teatr im. Stefana Jaracza (6), Teatr im. Kazimierza Dejmka (7), Teatr Powszechny (6), Teatr Muzyczny (2), Teatr Wielki (6), Teatr Arlekin im. Henryka Ryla (2), Teatr Pinokio (3), Teatr Studyjny (2), Teatr Chorea (4), Teatr Logos (1), Teatr Mały w Manufakturze (3), Teatr Ognia i Papieru (1), Teatr Szwalnia (4), Teatr Zamiast (1), Fundacja Kamila Maćkowiaka (1). Zestawienie powstało wg danych zebranych w bazie premier wortalu e-teatr.pl. 

 

Katarzyna Skręt - absolwentka Uniwersytetu Łódzkiego na kierunkach kulturoznawstwo: teatrologia oraz promocja sztuki; członkini zespołu Teatru Szwalnia; redaktorka wortalu e-teatr.pl; stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego; twórca niezależny.


Patrycja Terciak - teatrolożka, doktorantka gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych; członkini zespołu Teatru Szwalnia; stypendystka Prezydent Miasta Łodzi (w dziedzinie teatru) oraz Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego; laureatka Międzynarodowego Konkursu na koncepcję i realizację lalki/ animowanego obiektu/ formy teatralnej pn. ANIMATUS; twórca niezależny.

 

 

___________________________________   

 

LITERATURA  //  RAFAŁ GAWIN  //  BEZKRÓLEWIE, CHOĆ NAWET RYNEK

 

Łódź nie stoi literaturą, tak jak by mogła albo nawet powinna. A to przecież Ziemia obiecana, miasto Juliana Tuwima, którego ławeczka, specjalnie pomalowane podobizny-pomniki i dupa są atrakcjami turystycznymi. Miasto Salonu Jaskułów, jednej z ważniejszych oaz kultury i wolności w poprzednim systemie. Miasto od dwudziestu trzech lat niedziałającego Wydawnictwa Łódzkiego, ważnej i prężnej oficyny. Ale też – aktualnie! – gigantów wydających książki dla dzieci (Literatura) i młodzieży (Akapit Press). Festiwalu Puls Literatury i reaktywowanej po latach, z okazji Roku Tuwima 2013, Nagrody Literackiej imienia tegoż. Wreszcie miasto Domu Literatury, z perspektywy którego próbuję podsumować ten rok w dziedzinie coraz bardziej niemodnej, choć wciąż nieźle sobie radzącej z upływem czasu.

Zresztą również na tym portalu nie ma osobnego działu „Literatura”, co – z niewielką pomocą przyjaciół przed piórem i po piórze – będę próbował zmienić. Tym bardziej, że wbrew pozorom trochę się jeszcze w łódzkiej literaturze dzieje – i nie są to tylko powroty do Wiedźminów czy inne Lampiony, w których z perspektywy warszawskiej kaleczy się topografię naszego jednak nietrudnego w przestrzennym okiełznaniu miasta.

Tak, piszę to podsumowanie, jakbym sam próbował na dziewiczym terenie postawić makietę z mapą. I trochę tak jest. A że literatura to nie tylko książki, tekst podzieliłem również na sekcje uwzględniające wydarzenia towarzyszące pewnym publikacjom albo mające wpływ na literaturę lub życie literackie w Łodzi i jej okolicach. Ponieważ pisząc „Łódź”, mam na myśli całe województwo łódzkie, skąd zresztą prędzej czy później piszący i wydający trafiają do stolicy regionu.

 I, co wolę nadmienić, w ogóle odpuszczam komiks. Nie moja działka, nie będę udawał, że znane jest mi podobne pismo obrazkowe.

 
Wydarzenia

Niestety, w tym zakresie rok 2018 upłynął pod znakiem przede wszystkim redukcji. Ale zacznijmy od pozytywów multimedialnych. Audioteka wydała Dary bogów Witolda Jabłońskiego w formie audiobooka, który reklamuje jako swoją pierwszą superprodukcję. I nie ma w tym przesady. Czternaście opowieści fantasy, zanurzonych w słowiańszczyźnie, w ponad dziesięciogodzinnym nagraniu, brawurowo wyreżyserowanym przez Tomasza Robaczewskiego, z udziałem między innymi Witolda Zborowskiego (jako Narratora) i Magdaleny Cieleckiej (jako Mokoszy). Projekt cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem, tak że Audioteka na bieżący rok zaplanowała Popiela. Syna Popiołów, kolejną realizację do tekstu łódzkiego pisarza fantasty i znawcy średniowiecza.

Dość blado wypadły targi Salon Ciekawej Książki, realizowane przez MTŁ (16–18 listopada). Ósma edycja imprezy, tym razem w Hali Expo, zgromadziła najmniejszą liczbę wydawców, a organizatorzy próbowali ratować sytuację wypełnieniem luk stoiskami z rozmaitościami – od ubrań, z istotną rolą skarpetek, poprzez biżuterię, po różne mniej lub bardziej niepotrzebne gadżety. Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku sytuacja się unormuje, o ile SCK w ogóle się odbędzie.

Przestała się ukazywać „Kronika miasta Łodzi”, przez dwadzieścia siedem lat dokumentująca szeroko rozumianą kulturę w mieście.

XII edycja Festiwalu Puls Literatury odbywała się pod hasłem „Północ – południe” (1–9 grudnia w Łodzi i wcześniej w Brzezinach, Parzęczewie, Poddębicach i Radomsku). Wśród gości znaleźli się między innymi amerykańska krytyczka literatury Marjorie Perloff, szwedzcy pisarze: Maciej Zaremba Bielawski, Agneta Pleijel i Atheny Farrokhzzd oraz Filip Florian (Rumunia), Marek Bieńczyk, Ewa Lipska, Zbigniew Mikołejko, Małgorzata Rejmer, Andrzej Franaszek, Zbigniew Machej i Grzegorz Wróblewski. Podczas gali Nagrody Literackiej im. Juliana (albo jak chciał jeden wiceprezydent – Juliusza) Tuwima zagrali Agnellus i Hańba!

Przestała się ukazywać „Kronika miasta Łodzi”, przez dwadzieścia siedem lat dokumentująca szeroko rozumianą kulturę w mieście. Redaktor naczelny Gustaw Romanowski zrezygnował w czerwcu; przygotowany do składu, nieco opóźniony numer 4/2017 już nie ujrzy światła dziennego. Nie komentuję sprawy; zainteresowanych odsyłam do listu, jaki były już zasłużony rednacz złożył na ręce prezydent.

Ponadto, Kwartalnik Artystyczno-Literacki „Arterie” i miesięcznik (choć praktycznie od kilkunastu lat kwartalnik) „Tygiel Kultury” wydały tylko po jednym numerze. Odpowiednio: zaległy awangardowy i kolejny serbski. Oczywiście z przyczyn finansowych. Oczywiście – nie widać perspektyw na poprawę, dlatego dwa następne pisma kulturalne mogą w najbliższym czasie zniknąć, co – jako sekretarz redakcji pierwszego z nich i sympatyk drugiego – wolę, żeby tutaj wybrzmiało, miało miejce.

Złote Pióro im. Jerzego Katarasińskiego zostało przyznane po raz dwudziesty i – jak poinformowała pomysłodawczyni, Iwona Śledzińska-Katarasińska – ostatni. Ale pierwszy raz w historii nagroda dla młodych dziennikarzy piszących o łódzkiej kulturze trafiła do dwójki laureatów: Izabeli Adamczewskiej z „Gazety Wyborczej” i portalu MIEJ MIEJSCE, o czym w tym miejscu nie muszę przypominać.

Natomiast w grudniu funkcjonujące od 1990 roku Stowarzyszenie Literackie im. K.K. Baczyńskiego ogłosiło zawieszenie działalności na rok 2019, jednocześnie rezygnując z przeprowadzenia kolejnej, XXVIII edycji swojego bardzo prestiżowego konkursu poetyckiego, w którym nagradzani byli tacy poeci jak Roman Honet, Wojciech Bonowicz, Jacek Gutorow, Radosław Kobierski, Izabela Kawczyńska czy Bohdan Sławiński. Podobno pojawiło się światełko w tunelu w postaci deklaracji o dość szybkim wznowieniu działalności przez organizację. Jednakże do momentu pisania tych słów ani stosowna informacja, ani regulamin nowej edycji konkursu nie zostały opublikowane na stronie stowarzyszenia.

 
Nagrody

Nagrodę Literacką im. Juliana Tuwima otrzymała Izabela Morska (Filipiak). Kapituła, obradująca w nowym składzie: Maciej Świerkocki (przewodniczący), Paulina Małochleb, Anna Marchewka, Jarosław Mikołajewski i Michał Nogaś przyznała ten laur – jak zaznaczyła w laudacji podczas gali w Teatrze Nowym Marchewka – „ze względu na przełomowy charakter jej dorobku, ale i w poczuciu, że dokonujemy tego w przełomowym dla pisarki momencie, który wyznacza kierunek na przyszłość”. Nagroda publiczności powędrowała do Małgorzaty Szejnert. Jury najpierw ogłosiło siedem nominacji, wśród których – oprócz wyżej wymienionych – znaleźli się: Jolanta Brach-Czaina, Konrad Góra, Urszula Kozioł, Ewa Kuryluk i, już po raz drugi, autor „Twarzy Tuwima”, Piotr Matywiecki.

Złote Pióro im. Jerzego Katarasińskiego zostało przyznane po raz dwudziesty i – jak poinformowała pomysłodawczyni, Iwona Śledzińska-Katarasińska – ostatni. Ale pierwszy raz w historii nagroda dla młodych dziennikarzy piszących o łódzkiej kulturze trafiła do dwójki laureatów: Izabeli Adamczewskiej z „Gazety Wyborczej” i portalu MIEJ MIEJSCE, o czym w tym miejscu nie muszę przypominać.

Konkurs im. Jacka Bierezina wygrała Małgorzata Ślązak z okolic Woli Rakowej, tym samym – po Przemysławie Owczarku, Justynie Krawiec i Łukaszu Kaźmierczaku – zostając czwartą łódzką laureatką najbardziej prestiżowej nagrody w postaci wydania debiutanckiej książki poetyckiej. Jury orzekało w składzie: Monika Mosiewicz (przewodnicząca), Maciej Melecki i Radosław Wiśniewski, nie przyznając tym razem Nagrody Specjalnej. Nagroda Publiczności, jak w ubiegłym roku, powędrowała do Aleksandra Trojanowskiego z Wrocławia.

 
Książki – poezja

Po wielkim sukcesie sprzedażowym Rupi Kaur instapoezja na dobre zagościła w Polsce pod strzechami. Łódź też w tej dziedzinie ma się czym pochwalić: obszerny zbiór wierszy (i kilku próz poetyckich-listów), zrodzony z facebookowego fanpejdżu, „Chłopcy, których kocham” Anny Ciarkowskiej (Wydawnictwo Otwarte) bardzo długo utrzymywał się na liście bestsellerów Empiku, wywołując wiele dyskusji i kontrowersji zwłaszcza w przestrzeni wirtualnej. Nie oceniam jakości książki, która zainteresowała tak wielu czytelników; zakładam, że było na nią zapotrzebowanie, a nawet więcej – że została z premedytacją skrojona na miarę komercyjnego czytelnika przez autorkę.

Podobne sukcesy osiąga Kaja Kowalewska, publikująca kolejne pozycje w powołanej przez siebie Novatorji. Tym razem były to poetyckie „Psychoprochy”. Prowadziłem jedno ze spotkań promocyjnych pisarki – tak oddanych, wręcz fanatycznych odbiorców życzyłbym każdemu twórcy w Łodzi. Wspomniane wydawnictwo opublikowało też książkę Marcina Kurcbucha pod tytułem „Nasilenie wiosenne”, już w mniejszym stopniu spełniającą założenia instapoezji.

Książką mającą chyba największe szanse na trofea w postaci nagród literackich jest natomiast „Utylizacja. Pęta miast” Tomasza Bąka (WBPiCAK), w ubiegłych latach laureata nagrody Silesius i nominowanego do nagrody Szymborskiej. Tomaszowski autor, na co dzień basista w zespole Janusza Reichela, reprezentuje tak zwany nurt poezji zaangażowanej i obok Szczepana Kopyta, Konrada Góry, Kiry Pietrek i Ilony Witkowskiej jest zaliczany do jego czołowych przedstawicieli. Dawno nie słyszałem tylu bardzo dobrych słów pod adresem jednego zbioru wierszy.

Za drugiego pewniaka do laurów może uchodzić Jan Rojewski. Jego debiutancki „Ikonoklazm”, mimo że ukazał się dopiero w grudniu jako pokłosie prestiżowego Połowu Biura Literackiego, już zbiera pozytywne recenzje. To książka bardzo misternie i precyzyjnie konstruowana i dekonstruowana, zgodnie z tytułem. W Wielkim Teraz (od tego słowa zaczynają się prawie wszystkie tytuły wierszy), w duchu gnozy, w odniesieniu do wielu obrazów – dzieł sztuki, ale i scenek rodzajowych z codziennego życia bohatera, bombardowanego strzępami informacji z każdej, wirtualnej i realnej strony. To może działać, również poza typowym dla poezji, wąskim kręgiem wyspecjalizowanych odbiorców-pasjonatów.

Skierniewicki postmodernista Darek Foks, którym zamknąłbym zeszłoroczne podium medalowych nadziei, nakładem współprowadzonego przez siebie wydawnictwa Raymond Q. zaproponował prawie dwie książki: poetyckie „Pieśni o wszystkim” i prozatorskie „Café Spitfire”. Prawie, ponieważ druga… ukazała się tylko jako zapowiedź na stronie (choć z możliwością zakupu). Foks znany jest z podobnych akcji, jako jeden z nielicznych polskich pisarzy podejmuje grę z szeroko rozumianym post-. W „Pieśniach…” – nawet bardzo szeroko, gdy radykalnie wszystko sprowadza do wspólnego mianownika wszystkiego.

Dom Literatury w Łodzi, we współpracy ze Stowarzyszeniem Pisarzy Polskich Oddziałem w Łodzi i z moim udziałem, jest odpowiedzialny za trzy książki okołołódzkich poetów. Najpierw ukazał się „To bruk” Piotra Gajdy – szósta pozycja w dorobku autora, najbardziej dosłowna, przynajmniej na pierwszym poziomie interpretacji, ale i gorzka oraz melancholijna w kontestacji rzeczywistości społecznej, politycznej i egzystencjalnej. Następnie książka-laureatka konkursu im. Jacka Bierezina a.d. 2017 – „Kokosty” Łukasza Kaźmierczaka / Łucji Kuttig, zbiór logiczno-matematycznych próz poetyckich o orzechach, najpewniej pierwsza książka poetycka, której autor/ka używa jednocześnie obu płci, a tak naprawdę – w tekstach – się od nich uwalnia (o czym też stanowi końcowy manifest). Wreszcie Piotr Grobliński poczęstował czytelników „Karmą dla psów”, piątą książką z wierszami (ale też trzema poematami prozą i felietonem-autoposłowiem), jaką napisał. W środku znalazła się między innymi nowa wersja kultowego liryku „*** (nasz życie jest obliczone na cztery psy…)” wraz ze specjalnie dopisaną codą. Okładkę, zaprojektowaną przez Łukasza Piskorka (Fajne Chłopaki), „Polityka” zaliczyła do grona najlepszych w 2018 roku.

Z okazji sześćdziesiątych urodzin Jerzego Jarniewicza młodzi i prężni krytycy z Wrocławia, Paweł Kaczmarski i Marta Koronkiewicz, przygotowali „Sankcje” (Biuro Literackie), wybór wierszy łódzkiego poety, tłumacza, eseisty i wykładowcy. Na uwagę zasługuje fakt, że w narrację budowaną przez wiersze wpletli fragmenty wypowiedzi krytycznoliterackich jubilata, również z rozmów, ze szczególnym uwzględnieniem tych z nieodżałowanym Zdzisławem Jaskułą, prowadzonych w „Arteriach” w ramach rubryki „Co do joty”. Natomiast w posłowiu, co również zaskakuje, sugerują nowe, nieheteronormatywne odczytania niektórych nie liryków popularnego Dżej Dżeja, co koresponduje z tendencyjnie różową okładką książki.

Kwadratura pod redakcją wspomnianego Piotra Groblińskiego wypuściła drugie książki dwójki łódzkich poetów: „Rozdziały” Bogumiły Jęcek oraz Kretowiska i „wulkany”Jarosława Mosera. Jęcek proponuje zdyscyplinowaną i skrótową wędrówkę w przeszłość, wykorzystującą motyw żołnierzy wyklętych. Moser stawia na bardziej rozbudowane i rozgadane formy o szerokiej frazie, niestroniące od filozoficzno-egzystencjalnych zapędów.

Ponadto Rafał Zięba opublikował własnym sumptem, z Pabianicami na stronie tytułowej, „Krótki kurs iluminacji”, natomiast krakowska Miniatura wydała zbiór aforyzmów Jana Czarnego w wyborze Lucyny Skompskiej pod tytułem „Obroża nie obraża”.

 
Książki – proza

Dom Wydawniczy Księży Młyn zaserwował „Mecz o życie” Piotra Sowińskiego. Pomysł na fabułę książki jest prosty i wręcz chwytający za serce: na każdym kolejnym meczu Wielkiego Widzewa w stanie wojennym (taki timing!) ginie jakaś kobieta, a więc musi tam grasować seryjny morderca-psychopata. Ale ten kryminał to nie tylko klasyczny dylemat „kto zabił?”. To również barwny i wnikliwy portret Łodzi i jej mieszkańców w szczególnym, mrocznym czasie, z uwzględnieniem istotnych postaci, jak choćby „charyzmatycznego jezuity” z ulicy Sienkiewicza. Pod rozwagę.

Reżyser i scenarzysta Krzysztof Sowiński (zbieżność nazwisk przypadkowa) wrócił z „Poste restante” (Czuły Barbarzyńca), pozycją klasyfikowaną w wyszukiwarkach jako urban fiction, fikcja polityczna, proza rodzinna i o domu rodzinnym (cokolwiek to znaczy). A to po prostu, albo aż, również osadzona w Łodzi kontynuacja „Esplanady” (2012), której bohaterowie są już dwadzieścia lat starsi, a autor daje im się wykazać w burzliwych latach siedemdziesiątych zeszłego stulecia. Pod refleksję.

Jeden z laureatów konkursu „Dygot w mieście Łodzi”, Karol Szlawski, proponuje „Tryptyk intymny” (Novae Res): trzy historie, niestroniące od czarnego humoru, z wykorzystaniem krzywdy, śmierci i Tindera. Tak właśnie: płynnie, wartko i do przodu. I o miłości, żeby nie było. Pod romantyczny ostrzał.

Tymczasem przy „Na niby i naprawdę” M. Magdaleny Starzyckiej (Dom Literatury w Łodzi / Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi) czytelnik może się zatrzymać i odetchnąć. To prawdopodobnie pierwsza książka traktująca o sytuacji w Łodzi w latach 1944–47. Narratorka tych kilkudziesięciu krótkich opowiadań, luźno połączonych fabularnie, jest kilkuletnią dziewczynką, która ostatnie lata wojennej i pierwsze powojennej zawieruchy obserwuje z charakterystyczną dla swojego wieku wrażliwością. Czuwałem nad tą publikacją, dlatego nic więcej nie dodam.

Literatura młodzieżowa miała jednego głównego przedstawiciela, kryminał Agnieszki Płoszaj, „Ogrodnik” (Grupa Wydawnicza Foksal, W.A.B.). W kontynuacji „Czarodziejki” (2017) pisarka łączy wątki typowe dla gatunku z romansowymi. I jednocześnie zmusza główną bohaterkę, Julię, do współpracy z mafijnym bossem. Czy to wystarczy? Na ile sprawdza się narracja, prowadzona przez wiele postaci? Najlepszą ocenę wystawią osoby w wieku właściwym do konsumowania podobnych sensacji. Na pewno jeden bajer zasługuje na uwagę niezależnie od metryki: książka zapakowana jest w folię, a pod nią, jak w przypadku ciała zamordowanej na początku fabuły dziewczyny, znajdują się płatki róż.

Nowe propozycje dla dzieci tradycyjnie zapewniała łódzka Literatura i jej najbardziej wzięte autorki (w kolejności alfabetycznej): Grażyna Bąkiewicz z „A u nas w Domu”, Dorota Combrzyńksa-Nogala z „Praniem pierza” i „Wysiedlonymi”, laureatka Orderu Uśmiechu, Kalina Jerzykowska, z „Widmami z ulicy Wydmowej” i „Dwórkami królowej Bony”, Izabella Klebańska z „Jadzią” oraz Marzenna Plich-Nowak z „W czasie deszczu dzieci się nudzą”.

 
Książki – dramat

Dramatów, oprócz tych opisanych w sekcji „Wydarzenia”, nie stwierdziłem.

 
Książki – eseje i rozmowy

Najważniejszą książkę w tej dziedzinie opublikował omawiany już Jarniewicz. „Tłumacz między innymi” (Ossolineum) to donośny głos w sprawie autonomiczności i samodzielności przekładu literackiego jako nowego dzieła w danym języku. Kontrowersyjny, ale nie można mu odmówić racjonalności i logiczności argumentów – i nie ma tu znaczenia fakt, że autor występuje również z pozycji tłumacza. Większość esejów ukazywała się już wcześniej w prasie, jednak Jarniewicz tradycyjnie przeredagował je w taki sposób, że tworzą spójną całość; i czyta je się wartko. Nie jest to normą w przypadku podobnych zbiorówek, o czym poniżej.

Badacz literatury Tomasz Bocheński zaserwował prawdopodobnie opus magnum swojej kariery naukowej – „Tango bez Edka” (Kusiński). Pozycję tę, pełną esejów o pisarzach bliskich wrażliwości łódzkiego nauczyciela akademickiego, recenzowałem, szczerze i złośliwie, dla „Kalejdoskopu” (numer styczniowy). Tu tylko wspomnę, że – jak grzmią kuluary – to może być książka profesorska rozpoznawalnego w Łodzi witkacologa.

Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego jak zwykle nie próżnowało. Pozwolę więc sobie jedynie wymienić kilka według mnie najbardziej intrygujących „produktów”, jak chce księgarnia internetowa oficyny.

W jednej z najlepiej i najnowocześniej (edytorsko) przygotowanych serii „Projekt: egzystencja i literatura” jako już piąta pozycja pojawiła się książka Tomasza Garbola „Miłosz. Los”. Paweł K. Rutkiewicz zadebiutował badawczo „Słowem i światem. Globalizacją w literaturze i literaturoznawstwie”, czyli szkicami i analizami literatury i przekładu, głównie w duchu hermeneutycznym. Poeta i badacz Przemysław Dakowicz zaproponował „Lustra tradycji. Szkice interpretacyjne”, w których zajmuje się wierszami bliskich mu, również towarzysko, autorów (sami mężczyźni!), dopełniając dzieła dwoma rozmowami. Ponadto ukazała się siódma odsłona„ Autorów Kina Europejskiego”, pod redakcją Patrycji Włodek i Kamili Żyto, natomiast Ewa Ciszewska i Mikołaj Góralik opisali „Polsko-czeskie i polsko-słowackie kontakty filmowe”.

 
Książki – w stronę Łodzi

W wydawnictwach dotyczących miasta tradycyjnie brylował Dom Wydawniczy Księży Młyn. Ukazały się między innymi książki historyczno-architektonicze: Błażeja Ciarkowskiego „Miasto projektanci. Łódzcy architekci w czasach PRL-u” oraz tego samego autora, przy wsparciu Krzysztofa Stefańskiego, „Modernizm w architekturze Łodzi XX wieku”. Dorota Fornalska zaproponowała pozycję szczególną – „Osiedle Montwiłła-Mireckiego”, opowiadającą o tej łódzkiej perle modernistycznej architektury z perspektywy wspomnień mieszkańców. W Ludziach Łodzi” Paweł Patora zawarł wywiady – jakżeby inaczej! – ze znanymi Łodzianami, choćby Kaliną Jerzykowską, Moniką Muszyńską czy Adamem Kszczotem. Piotr Rapiński, w „Lotnictwie Armii Łódź”, opisał lotnictwo Armii Łódź. Natomiast „Prunelki piło się dużo. Jazz, Łódź i ludzie we wspomnieniach trębacza Melomanów” to zbiór krótkich tekstów tytułowego muzyka, legendarnego Andrzeja „Idona” Wojciechowskiego, w których powraca do istotnych dla niego ludzi i miejsc. A całość ilustrują karykatury.

Jako ciekawostkę polityczno-krajoznawczą wymienić należy ponad trzystupięćdziesięciostronicowy wywiad „A ja Łódź wolę. Z Hanną Zdanowską, Prezydentem Miasta Łodzi, rozmawia Dorota Ceran” (Novae Res). Dla wytrwałych, nie tylko wielbicieli jednorożców. Niemniej zastanawiam się, czy PR prezydent nie powinien przynajmniej postarać się, by podobna publikacja ujrzała światło dzienne w bardziej prestiżowym wydawnictwie. Choćby i regionalnie.

PS: Książki, choć niekoniecznie łódzkich autorów, wydawały też niezmiennie wspomniany w pierwszym akapicie Akapit Press, Officyna (tym razem przede wszystkim przekłady) i już zawieszone w próżni Stowarzyszenie Literackie im. K.K. Baczyńskiego. Apolitycznie.

 

***

Bogactwo w poezji nie przełożyło się na bogactwo w prozie. Przy braku dramatów literatura w Łodzi A.D. 2018 zachowała równowagę, choć jej otoczenie instytucjonalno-promocyjne jakby się zmniejszyło. O czym kiedy indziej, niemniej wielcy i mali wciąż robią swoje, na pohybel i dla przyjemności. Czego państwu i sobie życzymy, ostrząc sobie zęby na łódzkie nowości w tym roku, gdy już ukazało się „Zaczekaj” Joanny Papuzińskiej (Literatura, ale Literatura Piętro Wyżej). A w najbliższym czasie mają się pojawić, oprócz kolejnego audiobooka Jabłońskiego, jego „Dary bogów” w wersji papierowej, a także choćby pierwszy tom „W objęciach wroga” Adeliny Tulińskiej (Ridero), postmodernistyczne „Fugazi” Marcina Bałczewskiego (WBPiCAK), poetycka „Bomba z opóźnionym zapłonem” Tadeusza Zawadowskiego (Duży Format) oraz nowe zbiory wierszy Kingi Piotrowiak-Junkiert, Mariusza Grzebalskiego (oboje Dom Literatury w Łodzi) czy Przemysława Owczarka i Macieja Roberta (obaj WBPiCAK). Pozostajemy w kontakcie!

 

Rafał Gawin - poeta, krytyk, korektor i redaktor „Arterii” konferansjer i reanimator kultury. W Domu Literatury w Łodzi odpowiada za wydawnictwa

 ___________________________________  

 

 lIustracja: GRA-FIKA