Od metodycznego nakłuwania płótna szpilkami, poprzez prace wideo, po obiekty z życia codziennego, jak buty owinięte drutem. Przy okazji retrospektywnej wystawy Teresy Tyszkiewicz w Muzeum Sztuki Marta Czyż przygląda się zróżnicowanym praktykom artystycznym tej twórczyni i jej zmaganiom z materią oraz cielesnością.

 

Fragmenty, kadry, urywki, czasem jedna praca, po której rozpoznajemy czyjąś twórczość. Jedno spojrzenie, dzięki któremu skojarzymy artystkę lub artystę. Widząc tylko ten jeden element, interpretujemy go dla całości działań. Wniknięcie w daną osobowość, rozpoznanie terenu praktyk izolowane jest przez naszą cząstkową wiedzę, tak znajomą w przyswajaniu kanonu dzieł. Jest poruszaniem się po znanym terenie, po utartych ścieżkach. Jeszcze łatwiej o to szybkie rozpoznanie, gdy mamy do czynienia z czasami opisanymi w praktykach, które kumulują się w głowie jako encyklopedyczne definicje. Jak bardzo trzeba wniknąć w poszczególne dzieła, aby spojrzeć na daną twórczość z perspektywy indywidualnej? Ile zestawień wypada wykonać, aby spośród dziesiątek znanych praktyk tę indywidualność wyłuskać? Z punktu widzenia sztuki współczesnej, już tej XXI-wiecznej, która od dziesięcioleci ma do czynienia z indywidualnościami, taką rolę spełniają dzisiaj sumiennie monografie oraz wystawy. Te drugie zdarzają nam się częściej z powodu atrakcyjnej sytuacji, jaką daje nam moment bezpośredniego obcowania z dziełem sztuki.

obrazy i obiekty na wystawie w muzeum


Wystawa Teresy Tyszkiewicz nie jest zwykłą retrospektywą. Na wystawie w Muzeum Sztuki widzimy dokonania artystki, kt
óra przez lata tworzyła poza zasięgiem naszego wzroku. Od momentu wyjazdu z kraju, w latach 80., Tyszkiewicz tworzyła w swojej pracowni, z dala od oka polskiego widza. W większości z dala od jakiegokolwiek widza. Tworzyła jednak ciągle, skrupulatnie i konsekwentnie. Wychodząc od pojęcia materii oraz doświadczeń swojej cielesności – bardzo praktycznej, nie ujmowanej w zasadzie w konkretną figurę tożsamościową poza jej własną, tworzyła prace bardzo intymne, bliskie ciała, bliskie natury. Wystawa „Teresa Tyszkiewicz: dzień po dniu" jest skromna i powtarzalna, choć są na niej dziesiątki prac. Z jednej strony w znanym, bo już przepracowanym skrupulatnie przez Łukasza Rondudę, nurcie konsumenckim i sztuce video lat 70., z drugiej konceptualne i dokamerowe praktyki artystek z tamtego okresu. Co jeszcze może nam zaoferować Tyszkiewicz, mówi zbliżenie z każdą pracą. 

 obrazy na wystawie w muzeum

 

Wystawa Teresy Tyszkiewicz nie jest zwykłą retrospektywą. Na wystawie w Muzeum Sztuki widzimy dokonania artystki, która przez lata tworzyła poza zasięgiem naszego wzroku.


W 1981 roku, czyli już na emigracji, powstają pierwsze, nazwane przez kuratorkę 
Zofię Machnicką, prace szpilkowe. Są to płótna, które w każdym możliwym punkcie zostały w ten sam sposób przebite szpilkami. Pierwsze, mniejsze prace mają w sobie bardziej organiczny element, pojawiają się w nich piórka, włóczka. Od tej pory będzie to wiodąca maniera jej prac, wyglądająca na obsesję naszpilkowywania bristolu i płócien, choć szpilki nie okazały się efektem manii, a naturalnego procesu łączenia ze sobą organicznego gestu zbliżającego artystkę do materii płótna. Szpilka jest materiałem eksperymentalnym, czymś nierozpoznanym jako technika. Interpretowanie nacięć może mieć zatem wszelakie formy. Tyszkiewicz jednak przelewa się pomiędzy nimi i zmusza do subiektywnej interpretacji jej jako osobnego bytu twórczego. Czymś fascynującym jest spoglądanie na twórczość, która wypełnia setki godzin spędzonych na skrupulatnym wbijaniu szpilki w płótno. Czymś z jednej strony agresywnym, z drugiej mantrycznym. Skoro, jak twierdzi kuratorka, nigdy szpilki nie były efektem manii, mamy wgląd w bardzo przejrzystą i konsekwentną, aczkolwiek w pewnym momencie niezrozumiałą twórczość, z którą artystka na emigracji wielokrotnie się zmagała.

  

obrazy i wideo ma wystawie w muzeum

 

Rozpoznawalność, którą Tyszkiewicz dały prace video, częściowo stworzone z jej partnerem Zdzisławem Sosnowskim, nie wystarczyła. Nie wystarczyła jej też forma wyrazu oparta jedynie na jej własnej cielesności. Szukała tej cielesności i organiczności poza własnym ciałem i wróciła w tych poszukiwaniach do możliwości, które klasycznej artystce daje forma wypowiedzi, jaką oferuje płótno. Tych płócien, niby takich samych, widzimy na wystawie kilkadziesiąt. W końcu prace przybierają konkretne wymiary, których artystka trzyma się do końca: 300 x 150 cm. Prace na czarnym tle bardzo przypominają malarstwo materii. Ich reliefowość wyodrębnia je z tego kanonu. A organiczność będzie zawsze jej znakiem rozpoznawczym, choć w zupełnie innym wydaniu niż do tej pory. Punktem wyjściowym do wystawy są jej prace video – „Ziarno” oraz tytułowe „Dzień po dniu”. Nie ma tam bezpośredniego doświadczenia mającego miejsce na ciele kobiety. Jest za to zmaganie się z materią, którą artystka poprzez swoje ciało stara się uporządkować, doprowadzić do ładu.

 obraz i wideo na wystawie w muzeum

 

Mimo tragizmu tej sytuacji wydaje się, że Tyszkiewicz zdążyła poczuć satysfakcję. Powrót jej twórczości w pełnej odsłonie do Polski, do Muzeum, które jak żadne inne szczyci się tak bogatą awangardową tradycją, miało dla niej sens.


Ambiwalentność tej sytuacji pogłębiona zostaje dopiero w późniejszych pracach, kt
óre nadal niosą w sobie intymne elementy. Tworzą one jednak teraz strukturę nieprzyporządkowaną płci, a będącą bezpośrednim doświadczeniem artystki z materią i przedmiotami, które udostępnia rozpoznawalna artystyczna technologia. Są w niej także obiekty z życia codziennego – buty i płaszcze, które przywiozła ze sobą z Polski. Zawija je skrupulatnie włóczką i drutem. Archiwizuje czy wręcz mumifikuje je jako pamiątki po emigracji. Zawijanie stało się elementem fetyszyzacji jej i Sosnowskiego ucieczki z kraju. Nie jest to fetysz dosłowny, jedynie owinięcie i ściśnięcie fragmentu tamtego czasu. Tyszkiewicz sytuuje się zatem w pełni w strukturach sztuki lat 70., a dzięki wystawie możemy dostrzec pełne spektrum twórczości artystki, która – jako niejedna z wielu – opracowała swój system, dążący nie tyle do rozpoznawalności, co wykształcenia indywidualnego podejścia i postrzegania tego, co definiowało twórczość tamtych czasów. To właśnie eksperyment, jako działanie z nową techniką, rozpoznaniem tożsamości czy też inny środek wyrazu, cechował tamte lata. Artyści ponad wszelką cenę szukali indywidualnego środka wyrazu. Jedni obnosili się z tym bardziej, inni, jak Tyszkiewicz, pracowali zaciekle w ścianach swojej pracowni. Czy się to Tyszkiewicz opłaciło, to nie jest pytanie o stosowną kategorię. Artystka, szykując swoją pierwszą tak poważną wystawę w Polsce (ostatnio będąc pokazana na wystawie w Zachęcie za czasów dyrektorowania w niej Andy Rottenberg), nie doczekała jej otwarcia. Pobrzmiewa tu smutne echo Moliera, Łomnickiego czy Hansena, którzy także zmarli w trakcie prób i przygotowań do odsłony swojej pracy. Mimo tragizmu tej sytuacji wydaje się, że Tyszkiewicz zdążyła poczuć satysfakcję. Powrót jej twórczości w pełnej odsłonie do Polski, do Muzeum, które jak żadne inne szczyci się tak bogatą awangardową tradycją, miało dla niej sens. Udostępnienie zakamarków wszystkich odsłon jej prac wiązało się z namaszczeniem jej twórczości.

 obraz i obiekty na wystawie w muzeum

 

Co można zobaczyć poza naszpilkowanymi pracami i dokamerowymi video? Przede wszystkim pełną odsłonę prac przechowywanych przez lata w pracowni. Przenikające się wątki performatywne, tak charakterystyczne dla lat 70. i 80. odsłanianie się artystek i artystów poprzez emisję doświadczeń, performowanie własnym ciałem, zderzaniem go z materią o różnej kwalifikacji, próbą zbliżenia się cały czas do czegoś pierwotnego, najbliższego naturze człowieka. Widzimy też artystkę, która unika czysto konceptualnych i intelektualnych założeń. Nie afirmuje się swoimi spostrzeżeniami i asocjacjami. Jest niezależna. Początkowo bardzo fizjologiczne prace przeradzają się w brutalną walkę o każdy milimetr płótna. Wspomniana już mantra nie jest manią, ale jednak to cały czas rodzaj walki, którą artystka stacza tworząc swoje reliefowo-organiczne konstrukcje. Ten pojedynek z płótnem z pewnością nie był zawsze wygrany. W naszpilkowanej istocie tkwi mnóstwo błędów. W tym znajdujemy sens jej rytualnego uniwersum. Początkowo sensualna czy wręcz kusząca materia, którą stwarza, przeobraża się w odstręczające i nachalne ciosy, które zadaje płótnu.

 obrazy i fotografia na wystawie w muzeum

 

Ostatnia część wystawy, będąca może trochę na przekór jej samej, zaznaczona na różowo, ukazuje aspekt feministyczny jej prac. Dogłębną strukturę kobiecej sztuki, która niezależnie od kierunku gestu stworzy warunki dla interpretowania wielu jej prac jako feministycznych. Choćby sama tego nie chciała, to owinięte w drut buty czy waginalna oszpilkowana struktura w obrazie, którą kuratorka interpretuje jako wagina dentata, mówią o tym, że prace Tyszkiewicz są nacechowane zmysłem kobiecości, zmysłem jej płci, które pchały ją w kierunku takich właśnie działań. Wykorzystywanie takich elementów jak buty czy wagina do indentyfikowania swoich prac czy swojej tożsamości nie pozostają bez echa przy interpretacji prac. Chociaż brutalna ich wizja, perwersyjne i pozornie bezosobowe szpilkowanie płótna jest ucieczką od tych nadinterpretacji. Czy warto uciekać od tego, kim się naprawdę jest? Czy jednak sztuka Tyszkiewicz nie wygląda na ciągłą ucieczkę, a równocześnie poszukiwanie? Jej konsekwencja w naszpilkowywaniu własnej rzeczywistości jest dowodem ciągłej walki. Może się już nigdy nie okazać, czy to była jej wojna wewnętrzna. W odczuciu widza zawsze powinna zostać nuta niepewności, jeśli chodzi o kategoryzację tej artystki. Odsłonięcie jej twórczości po latach w pełni pokazuje, jak wiele artystek i artystów pozostaje jeszcze do rozpoznania poza utartymi definicjami, które rozpoznaje nasze oko i mózg.

 

 ___________________________________   

Marta Czyż  Historyczka sztuki, kuratorka, autorka tekstów o sztuce współczesnej. Kuratorowała wystawy w Kordegardzie, BWA Zielona Góra, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek U-jazdowski. Wspólnie z Julią Wielgus wydała książki „D.O.M. Polski” (z galerią Raster i BWA Zielona Góra) oraz „W ramach wystawy – rozmowy z kuratorami”, która została uznana przez portal culture.pl za jedną z dziesięciu najważniejszych książek o sztuce 2015 roku. Obecnie pracuje nad publikacją analizującą najważniejsze wystawy w historii polskiej sztuki w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz jako kuratorka pracuje nad Triennale Młodych w Orońsku i Festiwalem Sztuk Efemerycznych w Sokołowsku.

 ___________________________________   

miejsce: ms2, Ogrodowa 19, parter

czas: 29 maja 2020 - 13 września 2020

kuratorka: Zofia Machnicka


 ___________________________________   

 

zdjęcia: Anna Zagrodzka