Felieton o tym jak hartowała się Łódź - a właściwie jak powstaje łódzka kultura i hartują się jej twórcy. 

 

Od pamiętnej debaty ws. łódzkiej kultury minął prawie rok, być może to dobry czas na podsumowanie – nie tylko debaty, przede wszystkim stanu łódzkiej kultury. Pamiętnej, bo frekwencja była tak duża, że ledwo mogłem dostać się do stolika, a większość uczestników stanowili zaproszeni (oczywiście dobrowolnie) urzędnicy. Pamiętnej również dlatego, że paneliści podobno mówili nieprawdę, oczywiście oprócz tych reprezentujących Wydział Kultury UMŁ. Ja co chwilę byłem proszony o wycofanie się ze słów bądź przeprosiny – i właściwie cała debata była lekko bez sensu, bo większość urzędników twierdziła, że wyniki ankiet, oznaczające ni mniej ni więcej, że łódzka kultura nie ma się tak dobrze jak twierdzą powyżsi, zostały zmanipulowane. Tu pojawiały się opinie, że można było głosować kilka razy albo użyć botów, które mogły zmienić wynik. Kiedy wspomniała o tym jedna z urzędniczek, pomyślałem, że każdy ma prawo do swojej opinii, nawet do niemądrej, ale kiedy to samo powtórzyła dyrektor Śmigielska, to jednak „ręce mi opadły“...

Podobno mijam się z prawdą, np. w sprawie dotacji celowych, o których wspominałem, iż są mniejsze. Prezydent Piątkowski deklarował, że są jednak większe... ale dzielone są w ten sposób, że muzea dostały mniej, a teatry więcej, zaś w przyszłym roku będzie odwrotnie. Czyli jeśli dyrektor muzeum słyszy od swojego szefa, że dotacje są większe, a on dostał mniejszą, to ma siedzieć cicho i cieszyć się, bo przecież dotacje są większe. Czego nie rozumiecie?

 

Zobaczmy jak działają instytucje, które mają dobrych dyrektorów i dyrektorki


W trakcie debaty Maria Nowakowska mówiła, że za dużo rozmawiamy o konkursach na dyrektorów i dyrektorki instytucji. W sumie to trochę dziwne, że artyści czy wykładowcy akademiccy muszą się tym zajmować, ale osobiście uważam, że to szalenie ważne, kto zarządza daną instytucją. Ma to ogromne przełożenie na jakość kultury w mieście. Zobaczmy jak działają instytucje, które mają dobrych dyrektorów i dyrektorki: Muzeum Sztuki, Muzeum Włókiennictwa, Centrum Dialogu (na mieście chodzi taka smutna anegdotka, że CD organizuje zbyt smutne wydarzenia i ciągle o Żydach - tak uważają urzędnicy!), Teatr Chorea, Fabryka Sztuki, Dom Literatury, Pinokio, Szwalnia. Natomiast są miejsca, jak głosi miejska legenda, gdzie dyrektorzy zostali wybrani w zadziwiający sposób albo zdecydowały o tym specyficzne kryteria, patrz: remont, komuś zostało kilka lat do emerytury, kandydat aż tak bardzo nie zna się na sztuce, bardziej na teatrze, ale ma rekomendację pani rektor, która chce mieć wpływ na kolejne galerie, żeby jej profesorowie i studenci mogli zdobywać punkty. Jak wytłumaczyć tę sytuację? Tym bardziej, że osoby wybierane na stanowiska dyrektorów wygrywają z postaciami naprawdę zacnymi, a czasami nawet wybitnymi. Z przegranych wymienię tylko Krzysztofa Candrowicza, Leszka Karczewskiego czy Jerzego Halberstadta. Czyli? Czyżby decydowała o tym zasada: mierny, ale wierny...? A jeśli już jakimś cudem wartościowa osoba wygra konkurs na dyrektora trzeba jej ograniczyć autonomię, bo ta według urzędników kończy się w momencie przekazania pieniędzy przez urząd. Tylko zasadnicze pytanie: czyje są te pieniądze, urzędu czy nasze?

duża kropka ilustrująca budżet na kulturę, mała incjatywy oddolne
Minął także rok czasu od wyboru dyrektora Miejskiej Galerii Sztuki. W mieście najstarszego muzeum sztuki w Europie, dla artystów zajmujących się sztukami wizualnymi nie ma miejsca, a tak naprawdę to miejsce nic nie znaczy na mapie Polski i zmiana dyrektora nie rozwiązała tego problemu. Można to sprawdzić w bardzo prosty sposób, wystarczy otworzyć stronę z recenzjami chociażby w „Magazynie Szum“. Pełno tam recenzji wystaw miejskich galerii, ale na próżno szukać łódzkiej. A może to kwestia współpracy z UMŁ, już słyszy się o klopotach dyrektora galerii... 

Wspomniana urzędniczka powiedziała mi, że może nie powinniśmy się ubiegać o publiczne środki, skoro kreujemy się na portal obywatelski!

A‘propos branżowych pism kulturalnych. Kiedyś w Wydziale Kultury UMŁ oglądałem kartę ocen naszego portalu Miej Miejsce. W rubryce „oryginalność projektu“ miałem prawie same zera… Na moje pytanie, z czego to wynika?, pani urzędniczka powiedziała mi, że portal o sztuce nie jest niczym oryginalnym. Na moją prośbę o podanie przykładów takich portali, odpowiedziała: Dwutygodnik.... cóż, było mi bardzo miło, że w ogóle ktoś porównuje niszowy portal prowadzony społecznie z tak dużym i zacnym miejscem jakim jest Dwutygodnik. Z drugiej strony strasznie mnie to rozśmieszyło i jednocześnie wkurwiło. MM działa od sześciu lat społecznie, poza niewielkimi dotacjami. Zostało stworzone w ramach stypendium ministra kultury, które równie dobrze mogłem przeznaczyć na jakiś swój projekt artystyczny. Powiedzmy sobie szczerze, MM powstało po to, żeby wspierać artystów, kuratorów, muzyków, społeczników, przede wszystkim łódzką kulturę. No właśnie, skoro łódzka kultura ma się dobrze i porównujemy się do kogoś innego, to właśnie miasto Warszawa zaczęło wspierać Dwutygodnik po wycofaniu się MKiDN. Wspomniana urzędniczka powiedziała mi, że może nie powinniśmy się ubiegać o publiczne środki, skoro kreujemy się na portal obywatelski! W ogóle pieniądze, o które się staramy są tak duże… Gdyby pani urzędniczka była kompetentna, mogłaby sprawdzić, że te pieniądze w skali roku były mniejsze niż miesięczny koszt utrzymania podobnego portalu. Mimo rozbrajającej rozmowy i głupot,  które plotła urzędniczka postanowiłem w kolejnym roku „poprawić rubryki“ z małą ilością punktów. Kilka rzeczy wymagało inwestycji finansowych, np. przystosowania dla potrzeb osób niepełnosprawnych, których na marginesie sam Wydział Kultury nie posiada. Niestety NIC to nie zmieniło. Może w konkursach miejskich wygrywają ci, którzy przychodzą do urzędu i dobrze żyją z urzędnikami (a ci, nawet na fb potrafią napisać, że z kimś się dobrze współpracuje)?

pięć zer i trzy kropki


Urzędnicy są wyjątkowo pamiętliwi i niezwykle wrażliwi na każdą krytykę urzędu i jego działań, natomiast zupełnie nie dostrzegają darmowego wspierania łódzkiej kultury. Wygrywają też Ci, którzy dobrze piszą wnioski, ewetualnie ci, którzy wpasowują się ze swoimi pomysłami w urzędniczą narrację – np. przed wyborami wygrywają projekty ludyczne, po wyborach – bardziej polityczne, w kontrze do tego co robi rząd. Jest też oczywiscie sporo wartościowych działań, ale tych byłoby znacznie więcej, gdyby ocenianiem wniosków zajmowali się eksperci, (eksperci pełnią w tej chwili rolę kwiatków do kożucha, zarówno w konkursach grantowych jak i na dyrektorów instytucji). Jak wiadomo, Ci którzy już raz dostali duże pieniądze (i prawidłowo rozliczyli wniosek) dostają je co roku, dla urzędu to bezproblemowe i bezpieczne rozwiązanie. Brutalna dla wielu z nas jest też prawda, że publiczne pieniądze dostają Ci, którzy „robią tylko za kasę“, a bez kasy reprezentują sobą zero inicjatywy i zaangażowania. Natomiast Ci, którzy od lat tworzą kulturę społecznie, są wpisani w Wydziale Kultury na listę „frajerów, co i tak zrobią za darmo“. Mógłbym tu stworzyć całą listę wydarzeń i działań, które są jedynymi działaniami wykonywanymi przez dane organizcje. Bez grantów nie są w stanie wygenerować absolutnie nic. I drugą listę, organizacji, które organizaują kilkanaście wydarzeń rocznie bez żadnego finansowego wsparcia...

 

     Natomiast Ci, którzy od lat tworzą kulturę społecznie, są wpisani w Wydziale Kultury na listę „frajerów, co i tak zrobią za darmo“

Być może urzędnicy pracujący na etatach nie wiedzą jak wygląda taka praca? Mogę wytłumaczyć. W przypadku Galerii Czynnej, którą prowadzę z Łukaszem Ogórkiem i Tomaszem Załuskim było to 10 wystaw, które czasami cieszyły się tak dużym zainteresowaniem, że musieliśmy powtarzać pewne wydarzenia (patrz: Audioperformens Oli Chciuk i Kuby Krzewińskiego). Dodam, że galeria nie ma swojej siedziby, w przeciwieństwie do miejskiej, która ma ich aż cztery. Na trzy wystawy otrzymaliśmy grant Łódzkiego Centrum Wydarzeń. Fajnie, jednak był to tak mały grant, że starczyło nam na małe honoraria dla artystów, wynajęcie przestrzeni, materiały i promocję. O naszych honorariach nie było nawet mowy, nigdy pracując przy wystawach nie wzięliśmy za to ani grosza, a przecież jest to jednak konkretna praca. Mało tego, często wykładaliśmy swoje prywatne środki. Organizacja wystawy w synagodze, Grand Hotelu,  czy ogródkach działkowych to nie jest tak prosta sprawa, nie mówiąc już o wynajęciu lokali od miasta, za które musieliśmy zapłacić. Plus dziesiątki godzin rozmów z artystami, pracy kuratorskiej, pracy promocyjnej  (tak, tak, właśnie tutaj, w tym mało oryginalnym miejscu). Śmiem twierdzić, że mamy lepsze statystyki od wspomnianej MGS - frekwencji, jakości wystaw, nie mówiąc już o stosunku budżetu do jakości. Projekty, artyści i artystki prezentowane na naszych wystawach odnoszą sukcesy.  Dyplom Adrianny Gołębiewskiej pokazywany na naszej wystawie został uznany najlepszym dyplomem, który powstał na kierunku edukacja artystyczna w zakresie sztuk plastycznych w latach 2015, 2016 i 2017  (link). Dyplom Grzegorza Demczuka, artysty dwukrotnie prezentowanego w naszej galerii został wybrany do konkursu najlepszych dyplomów sztuki mediów prezentowanego na tegorocznym Biennale Sztuki WRO (link)a premierowo prezentowana w Czynnej praca dyplomowa „Ruiny Moich Marzeń“ Marty Krześlak wygrała konkurs „Młode Wilki“ w Szczecinie  (link).


    W Łodzi pracuje i funkcjonuje w ten sposób wiele osób tworzących łódzką kulturę, ale UMŁ tego nie zauważa

 

Skoro jesteśmy przy sukcesech. W tamtym roku zostaliśmy lauretami „Złotego Pióra“, właśnie wróciłem z wykładów „Artysta Zawodowiec“, gdzie najlepsi polscy kuratorzy i kuratorki, artyści i artystki, specjaliści i specjalistki opowiadają studentom wszystkich ASP o sztuce i kulturze. Niestety coraz częściej muszę opowiadać o tym, jak dobrze ma się nasza kultura, ale ta tworzona oddolnie, bez wsparcia urzędników. Przed chwilą uczestniczyliśmy w urodzinach Dwutygodnika, gdzie opowiadałem o znikających miejscach, a w ubiegłym tygodniu jako reprezentant Miej Miejsce byłem członkiem jury w konkursie Nagrody Krytyków i Wydawców Prasy Artystycznej na Biennale Sztuki WRO. Moja skrzynka mailowa ledwo wytrzymuje napór pijarowców instytucji kultury w tym także miejskich. Czyli jak jeszcze parę osób w tym mieście, wiesz że robisz dobre rzeczy, ale też wiesz, że robisz to dla sportu i  na rzecz łódzkiej kultury oczywiścieNajbardziej aktualny przykład? Jako Galeria Czynna bierzemy udział w festiwalu Łódź 4 Kultur. Budżet, którym dysponujemy jako galeria pozwala nam na opłacenie honorariów dla artystów, materiały i produkcję. My, czyli trzy osoby, pracujemy społecznie. Prawie wychodzimy na zero, ponieważ nad wystawą pracujemy dwa miesiące – w tym czasie moglibyśmy robić inne rzeczy, czyli prawie, bo wychodzimy na minus... ale robimy to, bo lubimy to robić, lubimy wspierać innych artystów i łódzką kulturę. Tak samo funkcjonuje to Miejsce. To miejsce służy głównie promocji łódzkiej kultury i jej twórców, częściej to są twórcy tworzący oddolnie, ale często wspieramy też wydarzenia, wystawy, koncerty tworzone w ramach stypendiów miejskich, miejskich  dotacji i organizowane przez miejskie instytucje. Robimy to na portalu i w mediach społecznościowych. Robimy to społecznie.


W Łodzi pracuje i funkcjonuje w ten sposób wiele osób tworzących łódzką kulturę, ale UMŁ tego nie zauważa. Wielu rzeczy urząd nie zauważa. Jakoś nie widziałem nigdy nikogo z Wydziału Kultury w Muzeum Sztuki w Łodzi. Czy Wydział zajmuje się kulturą w Łodzi czy kulturą, którą tylko finansuje? W ogóle nie kojarzę urzędników WK na wydarzeniach związanych ze sztuką, przepraszam widziałem ostatnio Panią Śmigielską na wystawie w ŁTF... Reprezentanci WK bywają głównie na wydarzeniach organizowanych przez UMŁ. Radziłbym wyjść ze strefy komfortu i zobaczyć trochę prawdziwej kultury, szczególnie tej alternatywnej, tworzonej oddolnie przez ludzi, którym właściwie dziwię się, że jeszcze chcą robić cokolwiek w naszym mieście – biorąc pod uwagę fakt, jak są ignorowani.

napis zero równa się hero


Może warto by było, żeby WK zorganizował sobie wycieczkę? Na przykład do Wrocławia albo Warszawy. Właśnie wróciłem z Wrocławia, gdzie prezydent miasta odznaczył medalem organizatorów Biennale Sztuki Wro. Zgadnijcie, od kiedy organizowanego. Od 30 lat! W tamtym roku w Warszawie odbył się konkurs, powtarzam: konkurs na nową instytucję kultury, który wygrało Biennale Warszawa. Czy wyobrażamy sobie w naszym mieście powstanie nowej instytucji kultury, która zajmowałaby się sztuką? Zaraz, przecież w Łodzi powstają nowe instytucje, jak chociażby ta, która będzie się zajmować stworzeniem 21 ikon architektury czy jak mediateka, która właściwie trochę nie wiadomo czym się będzie zajmować. Czy będzie robić to samo co Dom Literatury, który przecież chyba dobrze funkcjonuje? Coż, jakoś trzeba tworzyć tę kulturę – a jak się nie wie jak, to się tworzy nowe byty. Jeśli dodać do tego trochę nierychliwy EC1 i kompletny niewypał jakim jest Transatlantyk, to się może okazać, że UMŁ wydaje ogromne środki na przedsięwzięcia, które osłabiają lokalny kapitał społeczny, gdy tymczasem brakuje pieniędzy na funkcjonowanie istniejących instytucji. Jeśli już powołujemy, to z sensem – mamy np. dwa festiwale filmowe, a nie mamy biennale sztuki...  W planach mamy powstanie Specjalnej Strefy Detalu u zbiegu ulicy Wschodniej i Jaracza oraz Lapidarium Detalu Architektonicznego między al. Kościuszki  a ul. Wólczańską. Czy ktoś nad tym panuje? 

Właściwie każdy dyrektor narzeka na brak środków, ale działanie tych „starych“ instytucji nie jest tak sexy jak powoływanie nowych. A w mieście już huczy, kto i gdzie ma być nowym dyrektorem. Słaba ta strategia miasta, bez debat, ekspertów, transparentności, mądrej strategii i wsparcia dla tych inicjatyw oraz instytucji, które powstawały oddolnie, jako obywatelskie przedsięwzięcia. 

 

O taki festiwal jak Domoffon to miasto powinno zabiegać, a nie odwrotnie

Tak naprawdę słabych jest wiele aspektów funkcjonowania WK UMŁ i sposobu finansowania kultury w Łodzi. Na przykładzie inicjatyw, które prowadzę chciałem pokazać, jak to naprawdę wygląda, bo być może wiele osób nie ma takiej świadomości. Nie tylko swoich, z listy odrzuconych projektów można by stworzyć naprawdę wspaniały festiwal, zresztą tak będzie. O taki festiwal jak Domoffon to miasto powinno zabiegać, a nie odwrotnie. W tym roku festiwal nie odbędzie się  z powodu niewpisania  przez organizatorów dostępności dla niepełnosprawnych. Hmm, Wydział Kultury sam jest nieprzystosowany... To co, może też powinien być rozwiązany?


Wiem, że nie wszystko zależy od Wydziału Kultury, wiele rzeczy zależy od Pani Prezydent i jej młodych asystentów. Odnoszę jednak wrażenie, że Wydział Kultury nie ma właściwego rozpoznania i oceny sytuacji w łódzkiej kulturze. Ta prawdziwa kultura, tworzona przez łodzian oddolnie, z pasją i zaangażowaniem, jest po prostu ignorowana. Brakuje ze strony WK i UMŁ rzetelnej pracy i wsparcia. Wydział Kultury jest za to po części działem PR promującym samego siebie, korzystającym z darmowej pracy twórców, ich zaangażowania i determinacji.

 

 ___________________________________  

 

Marcin Polak - artysta i kurator poruszający się na styku działań artystycznych i społecznych. Inicjator działań z cyklu „Zawód Artysty”, mających wpłynąć na zmianę polityki kulturalnej. Założyciel i redaktor portalu „Miej Miejsce“ o tematyce społeczno-kulturalnej. Współprowadzi latającą „Galerię Czynną“. W swoich projektach porusza ważne problemy społeczne i polityczne, starając się inicjować dialog między społeczeństwem a instytucjami oraz elitami. Absolwent PWSFTViT w Łodzi (2006). Stypendysta MKiDN.
W 2016 został odznaczony honorową odznaką „Zasłużony dla Kultury Polskiej“.

 ___________________________________  

  
lIustracja: GRA-FIKA