IMG 20211011 115652

Nie do wiary! Dobre malarstwo w Willi! / SPÓŹNIONE, ALE SZCZERE

Anna van Doesburg

Prawdopodobnie przegapiliście rzadką okazję na obejrzenie w Galerii Willa wystawy, która zwraca uwagę bardziej niż sam budynek. Grzegorz Sztwiertnia dyskutuje z ornamentem, Joanna Zemanek z bajkową atmosferą, a Anna Bas z historią willi. 

 

Willa Kindermana, jedna z filii Miejskiej Galerii Sztuki w Łodzi działająca pod nazwą Galeria Willa, nie kojarzy się ze szczególnie wysublimowanymi przedsięwzięciami kuratorskimi. Podobnie jak z grubsza cała Miejska Galeria specjalizuje się raczej w wystawach prostych jak konstrukcja cepa, lub na które składają się prace dość przypadkowe. I w tej właśnie instytucji, działającej bez głębszej refleksji ani dojrzałej strategii, wzniesionej na raczej płytkich intelektualnych fundamentach, pojawia wystawa bogata w znaczenia, poważna a zarazem nie pozbawiona gorzkiego humoru, dobrze przemyślana - a może nawet przeintelektualizowana! 

Kto mógł wpaść na ten zwariowany pomysł, żeby tak skomplikowaną wystawę pokazywać w tak nienawykłej instytucji? Oczywiście przyjezdni. Tatort jest projektem trójki twórców Krakowa – dwojga artystów plastycznych związanych z tamtejszą ASP, Grzegorza Sztwiertni i Joanny Zemanek, oraz teatrolożki i scenarzystki Anny Bas. 

Powodem, dla którego do Willi zawitał głębszy namysł, jest ona sama - budynek o śmiałej ornamentyce, bajkowej atmosferze i „małej historii”, która ciekawie oświetla koleiny tej Wielkiej Historii. Ten uroczy klejnocik nie doczekał się bowiem interesującego ekspozycyjnego komentarza – aż do teraz.

Tatort to po niemiecku miejsce zdarzenia, najczęściej miejsce zbrodni. Willa podczas tej wystawy pojawia się jako świadek własnych dziejów – od powstania według projektu Gustawa Landau-Gutentegera, przez dwudziestolecie, kiedy mieszkała w niej rodzina Leopolda Kindermanna, Zagładę, aż do czasów lekko powojennych, ale także jako sceneria historii całkiem widmowych. Dla opowieści tych wspólnym mianownikiem jest mroczny, bliski thrillerowi nastrój. 

IMG 20211011 115141
TATORT, Joanna Zemanek, Grzegorz Sztwiertnia, Anna Bas, Galeria Willa, fot. Martyna Nowosiad

IMG 20211011 110059
TATORT, Joanna Zemanek, Grzegorz Sztwiertnia, Anna Bas, Galeria Willa, fot. Martyna Nowosiad

 

Ten trafny i niemalże oczywisty fabularny koncept artyści wykorzystują do opowiedzenia o kondycji bycia wycofanym, odizolowanym od rzeczywistości


W literackim szkicu włączonym przez artystów do wystawy główną bohaterką jest określona wyłącznie inicjałem osoba, która w wojennej i powojennej zawierusze znajduje schronienie w willi. Pomysł, że mieści się w tej budowli tajemniczy pokój, musiał przyjść do głowy niejednej osobie obcującej z jej labiryntowymi, irracjonalnymi przestrzeniami, szczególnie, jeżeli miała okazję zobaczyć rzadko otwierane piwnice i wieżę. Ten trafny i niemalże oczywisty fabularny koncept artyści wykorzystują do opowiedzenia o kondycji bycia wycofanym, odizolowanym od rzeczywistości. „Jestem zamkniętym pokojem” stwierdza bohaterka tekstu artystów. Słowa te widzimy również na ścianie jako wizualny fragment wystawy. W istocie to cytat z Henryki Łazowertówny, piszącej po polsku żydowskiej poetki, ofiary Treblinki.

Zdanie to skupia jak soczewce egzystencjalny ciężar tego projektu. Figura ukrywania się  dosłownie odnosi się oczywiście do wojennych losów Żydów. W szerszym rozumieniu mieści w sobie także wycofanie w głąb siebie, wewnętrzną emigrację, izolację wynikającą z życia w niegościnnym środowisku. Była ona na przestrzeni wieków udziałem osób wrażliwych i odstających od normy, w tym artystów, ale także wielu grup o słabej pozycji, chociażby kobiet w społeczeństwach projektowanych przez mężczyzn dla mężczyzn. Te warianty chowania się zwracają uwagę na kondycję ludzi uciekających od rzeczywistości i żyjących czy to we własnym świecie wewnętrznym, w utopijnych projektach, czasem, jak w przypadku architektów-idealistów realizowanych na niewielką skalę, czy też dosłownie w fizycznych kryjówkach. Willa jako secesyjny gesamtkunstwerk, była też być może dla mieszkającej w niej Elizy Kindermann-Feder eskapistycznym schronieniem przed niepokojami świata zewnętrznego i nudą codzienności. 

 

IMG 20211011 115907
TATORT, Joanna Zemanek, Grzegorz Sztwiertnia, Anna Bas, Galeria Willa, fot. Martyna Nowosiad

 

Skoro kondycja ludzka może być opisana przez architektoniczną metaforę, porządek budowli powinien być widziany jako emocjonalna opowieść o człowieku

 

Wszystkie te historie krzyżują się w aneksie do salonu willi Kindermanna. Odwołanie do historii Łazowertówny, zmuszonej do ukrywania się bohaterki tekstu, sąsiaduje tam z wycinkiem ze starej gazety donoszącym o chrzcie synów architekta budynku, także Żyda, a także witrażem z widokiem Jeziora Genewskiego – jedną z wizytówek budynku. Nad tym właśnie jeziorem odbyła się konferencja w Evian, poświęcona losowi żydowskich uchodźców z nazistowskich Niemiec, którą ocenia się zwykle jako potwierdzenie obojętności społeczności międzynarodowej na ich los. Melancholii dodaje umieszczone na wystawie źródło wskazujące, że mieszkańcy willi także odwiedzili Evian – jako bogaci turyści. 

IMG 20211011 115156
TATORT, Joanna Zemanek, Grzegorz Sztwiertnia, Anna Bas, Galeria Willa, fot. Martyna Nowosiad

 

Skoro kondycja ludzka może być opisana przez architektoniczną metaforę, porządek budowli powinien być widziany jako emocjonalna opowieść o człowieku. Zaczerpnięte z Adolfa Loosa stwierdzenie, że ornament jest zbrodnią, znajduje na wystawie nieszablonowy komentarz w zaprezentowanych na parterze portretach Sztwiertni i jego cyklu “Brzuch Architekta”. Twarz twórcy tego naszpikowanego dekoracjami budynku została naznaczona różowo-cielistym ornamentalnym piętnem, jakby zaciekiem albo tatuażem. Nie jest on jedyną ofiarą tej zemsty ornamentu. Podobnie zarysowane (od Heideggerowskiej rysy) są też portrety innych wąsatych mężczyzn – architektów, a może także fabrykantów? Widzimy także autoportret samego Sztwiertni, na którym to osobliwe piętno przyjmuje bardziej dosłowny wyraz blizny. Ornament staje się skazą, a ten kto po niego sięga, obrywa rykoszetem. Karma wraca – i w tym przypadku nie jest raczej dobra karma. 


IMG 2642
TATORT, Joanna Zemanek, Grzegorz Sztwiertnia, Anna Bas, Galeria Willa, fot. Martyna Nowosiad

 

Metafory i pojęcia, po które sięga artystka, są z premedytacją transgresyjne, otwierają otchłań afektu mieszczącą w sobie sprzeczności: od piękna, łagodności i beztroski po namiętność, obłęd i śmierć 


Sztwiertnia nie oszczędza wprawdzie ornamentu, ale nie ujawnia się też jako piewca surowej konstrukcji. Porządek geometryczny pojawia się tylko w regularnych prześwitach cielistej powierzchni płótna oraz w ornamentach przywodzących na myśl warsztaty wiedeńskie. Konstruktywistyczna racjonalność okazuje się tylko pozorna. W istocie jest zrośnięta z ciałem i blisko spokrewniona ze sztuką dekoracyjną. A przypomnijmy, że konstruktywizm ma ogromny potencjał utopijny. Wizja wcielenia w życie jego totalnych założeń niesie w sobie groźbę dyscypliny, surowości i przemocy.

Prace Zemanek zaprezentowane na piętrze,  w przestrzeniach pierwotnie o charakterze bardziej rodzinnym, podejmują tematy doświadczania dzieciństwa i świata natury. Ta część wystawy, chociaż nie tak spójna i przenikliwa jak prace z parteru, także trzyma wysoki poziom plastyczny. Pokazuje idylliczne, bajkowe wnętrza Willi z mniej przesłodzonej perspektywy. Niewinność pojawiająca się w tytule prac jest dzika. Artystka sięga po motywy zwierzęce i kwiatowe, ale zestawia je z czaszkami martwych zwierząt. Niepokojąca jest także technika stosowana przez Zemanek – nie tylko wzory floralne wypalane na jedwabiu, ale także haft, wymagający kłucia i dźgania czy splątane włosy. Nawet nakładające się na siebie wzory zachowane w różnych odcieniach różu pozyskanych między innymi z pigmentu szminek zdają się czaić. Niewinność jest tu zatem ciągle zagrożona, ale jednocześnie groźna – pokrewne jest jej bowiem także okrucieństwo i szał. Metafory i pojęcia, po które sięga artystka, są z premedytacją transgresyjne, otwierają otchłań afektu mieszczącą w sobie sprzeczności: od piękna, łagodności i beztroski po namiętność, obłęd i śmierć.


IMG 20211011 115542
TATORT, Joanna Zemanek, Grzegorz Sztwiertnia, Anna Bas, Galeria Willa, fot. Martyna Nowosiad

IMG 20211011 121346

TATORT
, Joanna Zemanek, Grzegorz Sztwiertnia, Anna Bas, Galeria Willa, fot. Martyna Nowosiad

 

Żeby opowiedzieć o willi Kindermanna i jej historii uczciwie trzeba było naprawdę rozbujać huśtawkę. Widmowe obecności, które Sztwiertnia, Zemanek i Bas wpuścili do tego zabytkowego, zwykle pustawego budynku sprawiają, że może się zakręcić w głowie. Także dlatego, że liczne wątki tej wystawy często nie znajdują klarownej puenty. Włączenie paraliterackiego komentarza to zabieg ciekawy, lecz także wymagający od zwiedzającego wyjścia poza strefę komfortu i zagłębienia się w lekturę tekstu, dość długiego jak na warunki ekspozycyjne (tak mało wygodnych miejsc do siedzenia!). Trudno też rozwikłać, po co umieszczono w gablotach ślady pszczół, kawałek muru wielu innych nie znajdujących czytelnych wyjaśnień przedmiotów. Albo czemu mają służyć specjalnie na wystawę przygotowane tematyczne puzzle. Czy udział profesjonalnego kuratora mógł zapewnić zwiedzającym lepsze doświadczenie? Zapewne tak, chociaż może lepiej, żeby nie był to ktoś z Miejskiej Galerii.  

 

FOMO Score: 5/5 - ciężko uwierzyć kiedy się nie widziało

 

**** 

Anna van Doesburg – krytyczka i historyczka sztuki, malkontentka, stypendystka Uniwersytetu Ziemi Ognistej, Antarktydy i Wysp Południowego Atlantyku.

 

TATORT, Joanna Zemanek, Grzegorz Sztwiertnia, Anna Bas, Galeria Willa, fot. Martyna Nowosiad

IMG 20211011 110059
TATORT, Joanna Zemanek, Grzegorz Sztwiertnia, Anna Bas, Galeria Willa, fot. Martyna Nowosiad

 

Ten trafny i niemalże oczywisty fabularny koncept artyści wykorzystują do opowiedzenia o kondycji bycia wycofanym, odizolowanym od rzeczywistości


W literackim szkicu włączonym przez artystów do wystawy główną bohaterką jest określona wyłącznie inicjałem osoba, która w wojennej i powojennej zawierusze znajduje schronienie w willi. Pomysł, że mieści się w tej budowli tajemniczy pokój, musiał przyjść do głowy niejednej osobie obcującej z jej labiryntowymi, irracjonalnymi przestrzeniami, szczególnie, jeżeli miała okazję zobaczyć rzadko otwierane piwnice i wieżę. Ten trafny i niemalże oczywisty fabularny koncept artyści wykorzystują do opowiedzenia o kondycji bycia wycofanym, odizolowanym od rzeczywistości. „Jestem zamkniętym pokojem” stwierdza bohaterka tekstu artystów. Słowa te widzimy również na ścianie jako wizualny fragment wystawy. W istocie to cytat z Henryki Łazowertówny, piszącej po polsku żydowskiej poetki, ofiary Treblinki.

Zdanie to skupia jak soczewce egzystencjalny ciężar tego projektu. Figura ukrywania się  dosłownie odnosi się oczywiście do wojennych losów Żydów. W szerszym rozumieniu mieści w sobie także wycofanie w głąb siebie, wewnętrzną emigrację, izolację wynikającą z życia w niegościnnym środowisku. Była ona na przestrzeni wieków udziałem osób wrażliwych i odstających od normy, w tym artystów, ale także wielu grup o słabej pozycji, chociażby kobiet w społeczeństwach projektowanych przez mężczyzn dla mężczyzn. Te warianty chowania się zwracają uwagę na kondycję ludzi uciekających od rzeczywistości i żyjących czy to we własnym świecie wewnętrznym, w utopijnych projektach, czasem, jak w przypadku architektów-idealistów realizowanych na niewielką skalę, czy też dosłownie w fizycznych kryjówkach. Willa jako secesyjny gesamtkunstwerk, była też być może dla mieszkającej w niej Elizy Kindermann-Feder eskapistycznym schronieniem przed niepokojami świata zewnętrznego i nudą codzienności. 

 

IMG 20211011 115907
TATORT, Joanna Zemanek, Grzegorz Sztwiertnia, Anna Bas, Galeria Willa, fot. Martyna Nowosiad

 

Skoro kondycja ludzka może być opisana przez architektoniczną metaforę, porządek budowli powinien być widziany jako emocjonalna opowieść o człowieku

 

Wszystkie te historie krzyżują się w aneksie do salonu willi Kindermanna. Odwołanie do historii Łazowertówny, zmuszonej do ukrywania się bohaterki tekstu, sąsiaduje tam z wycinkiem ze starej gazety donoszącym o chrzcie synów architekta budynku, także Żyda, a także witrażem z widokiem Jeziora Genewskiego – jedną z wizytówek budynku. Nad tym właśnie jeziorem odbyła się konferencja w Evian, poświęcona losowi żydowskich uchodźców z nazistowskich Niemiec, którą ocenia się zwykle jako potwierdzenie obojętności społeczności międzynarodowej na ich los. Melancholii dodaje umieszczone na wystawie źródło wskazujące, że mieszkańcy willi także odwiedzili Evian – jako bogaci turyści. 

IMG 20211011 115156
TATORT, Joanna Zemanek, Grzegorz Sztwiertnia, Anna Bas, Galeria Willa, fot. Martyna Nowosiad

 

Skoro kondycja ludzka może być opisana przez architektoniczną metaforę, porządek budowli powinien być widziany jako emocjonalna opowieść o człowieku. Zaczerpnięte z Adolfa Loosa stwierdzenie, że ornament jest zbrodnią, znajduje na wystawie nieszablonowy komentarz w zaprezentowanych na parterze portretach Sztwiertni i jego cyklu “Brzuch Architekta”. Twarz twórcy tego naszpikowanego dekoracjami budynku została naznaczona różowo-cielistym ornamentalnym piętnem, jakby zaciekiem albo tatuażem. Nie jest on jedyną ofiarą tej zemsty ornamentu. Podobnie zarysowane (od Heideggerowskiej rysy) są też portrety innych wąsatych mężczyzn – architektów, a może także fabrykantów? Widzimy także autoportret samego Sztwiertni, na którym to osobliwe piętno przyjmuje bardziej dosłowny wyraz blizny. Ornament staje się skazą, a ten kto po niego sięga, obrywa rykoszetem. Karma wraca – i w tym przypadku nie jest raczej dobra karma. 


IMG 2642
TATORT, Joanna Zemanek, Grzegorz Sztwiertnia, Anna Bas, Galeria Willa, fot. Martyna Nowosiad

 

Metafory i pojęcia, po które sięga artystka, są z premedytacją transgresyjne, otwierają otchłań afektu mieszczącą w sobie sprzeczności: od piękna, łagodności i beztroski po namiętność, obłęd i śmierć 


Sztwiertnia nie oszczędza wprawdzie ornamentu, ale nie ujawnia się też jako piewca surowej konstrukcji. Porządek geometryczny pojawia się tylko w regularnych prześwitach cielistej powierzchni płótna oraz w ornamentach przywodzących na myśl warsztaty wiedeńskie. Konstruktywistyczna racjonalność okazuje się tylko pozorna. W istocie jest zrośnięta z ciałem i blisko spokrewniona ze sztuką dekoracyjną. A przypomnijmy, że konstruktywizm ma ogromny potencjał utopijny. Wizja wcielenia w życie jego totalnych założeń niesie w sobie groźbę dyscypliny, surowości i przemocy.

Prace Zemanek zaprezentowane na piętrze,  w przestrzeniach pierwotnie o charakterze bardziej rodzinnym, podejmują tematy doświadczania dzieciństwa i świata natury. Ta część wystawy, chociaż nie tak spójna i przenikliwa jak prace z parteru, także trzyma wysoki poziom plastyczny. Pokazuje idylliczne, bajkowe wnętrza Willi z mniej przesłodzonej perspektywy. Niewinność pojawiająca się w tytule prac jest dzika. Artystka sięga po motywy zwierzęce i kwiatowe, ale zestawia je z czaszkami martwych zwierząt. Niepokojąca jest także technika stosowana przez Zemanek – nie tylko wzory floralne wypalane na jedwabiu, ale także haft, wymagający kłucia i dźgania czy splątane włosy. Nawet nakładające się na siebie wzory zachowane w różnych odcieniach różu pozyskanych między innymi z pigmentu szminek zdają się czaić. Niewinność jest tu zatem ciągle zagrożona, ale jednocześnie groźna – pokrewne jest jej bowiem także okrucieństwo i szał. Metafory i pojęcia, po które sięga artystka, są z premedytacją transgresyjne, otwierają otchłań afektu mieszczącą w sobie sprzeczności: od piękna, łagodności i beztroski po namiętność, obłęd i śmierć.


IMG 20211011 115542
TATORT, Joanna Zemanek, Grzegorz Sztwiertnia, Anna Bas, Galeria Willa, fot. Martyna Nowosiad

IMG 20211011 121346

TATORT
, Joanna Zemanek, Grzegorz Sztwiertnia, Anna Bas, Galeria Willa, fot. Martyna Nowosiad

 

Żeby opowiedzieć o willi Kindermanna i jej historii uczciwie trzeba było naprawdę rozbujać huśtawkę. Widmowe obecności, które Sztwiertnia, Zemanek i Bas wpuścili do tego zabytkowego, zwykle pustawego budynku sprawiają, że może się zakręcić w głowie. Także dlatego, że liczne wątki tej wystawy często nie znajdują klarownej puenty. Włączenie paraliterackiego komentarza to zabieg ciekawy, lecz także wymagający od zwiedzającego wyjścia poza strefę komfortu i zagłębienia się w lekturę tekstu, dość długiego jak na warunki ekspozycyjne (tak mało wygodnych miejsc do siedzenia!). Trudno też rozwikłać, po co umieszczono w gablotach ślady pszczół, kawałek muru wielu innych nie znajdujących czytelnych wyjaśnień przedmiotów. Albo czemu mają służyć specjalnie na wystawę przygotowane tematyczne puzzle. Czy udział profesjonalnego kuratora mógł zapewnić zwiedzającym lepsze doświadczenie? Zapewne tak, chociaż może lepiej, żeby nie był to ktoś z Miejskiej Galerii.  

 

FOMO Score: 5/5 - ciężko uwierzyć kiedy się nie widziało

 

**** 

Anna van Doesburg – krytyczka i historyczka sztuki, malkontentka, stypendystka Uniwersytetu Ziemi Ognistej, Antarktydy i Wysp Południowego Atlantyku.

**** 

zdjęcie głowne:TATORT, Joanna Zemanek, Grzegorz Sztwiertnia, Anna Bas, Galeria Willa, fot. Martyna Nowosiad

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.