Dorota Hadrian: Bycie matką określa całe moje funkcjonowanie w społeczeństwie. Definiuje mnie i determinuje to kim jestem. Rozmowa z artystką jest częścią projektu artystyczno-badawczego„Moja matka moja córka”, którego centralnym tematem są relacje matek i córek, a także ich społeczne i kulturowe role przekładające się na uprawianą przez nie sztukę. Rozmawiają Agnieszka Bartak-Lisikiewicz i Magdalena Ujma.

  

 Większość twoich prac, tych dojrzałych, to prace, które powstały kiedy już byłaś matką.  

Zostałam matką bardzo szybko, miałam dwadzieścia trzy lata kiedy zaszłam w ciążę, mniej więcej w połowie studiów, studiowałam na Wydziale Rzeźby ASP w Krakowie. Kiedy inni koledzy z roku myśleli o kolejnych rzeźbach –  ja błądziłam myślami w bardziej egzystencjalych rejonach. Jestem wdzięczna losowi, że dał mi takie doświadczenie, mimo, że na wydziale dominował patriarchat. Większość kadry stanowili mężczyźni, to oni tworzyli tamtą rzeczywistość i takie osoby jak ja, którym – powiedzmy – powinęła się noga i miały zostać matkami, były skreślane w środowisku. Często słyszałam, że „sztuka jest wysysana z mlekiem matki przez dziecko”. Janusz Janczy, który pracował wtedy jako asystent w pracowni, do której się zapisałam, nominował mnie do stypendium. Wręczenie nagrody odbywało się pół roku po nominacji i kiedy poszłam ją odebrać, byłam w zaawansowanej ciąży... Widziałam miny tych pedagogów... Jak mogli tak źle zainwestować środki i dyplomy! Ale myślę, że w gruncie rzeczy, wcale się nie pomylili.

 

...wcześnie zostałam matką i moje prace szybko zaczęły mówić o emocjach związanych z macierzyństwem

 

Kto pomagał ci w czasie studiów?

Kiedy byłam w ciąży, dobrze radziłam sobie na studiach. Dopiero pierwsze miesiące po narodzinach syna były trudne, ze względu na samotność i pewien rodzaj wykluczenia. Mieszkaliśmy w akademiku z moim ówczesnym mężem i jakoś sobie radziliśmy. Kolejne lata w większości przepracowałam artystycznie poza murami Akademii. Wiele osób wybierało takie rozwiązanie i pracowało u siebie, we własnych pracowniach. Ja też tak działałam i studia skończyłam z wyróżnieniem, będąc w kolejnej ciąży. Więc rzeczywiście, wcześnie zostałam matką i moje prace szybko zaczęły mówić o emocjach związanych z macierzyństwem.

 Kronika Hadrian Odrodzenie 05Dorota Hadrian, Muzeum Pani Domu, akryl, 2015 

 

Dlaczego ten temat jest dla ciebie ważny?  

Bycie matką określa całe moje funkcjonowanie w społeczeństwie. Definiuje mnie i determinuje to kim jestem. Czerpię z bycia matką i im dłużej nią jestem, tym bardziej się cieszę. Zaczęłam ten stan akceptować, bo na początku, kiedy zostałam sama z dziećmi, nie miałam pomysłu na siebie, na życie... Próbowałam dać sobie jeszcze szansę, więc zdecydowałam się na studia doktoranckie. Bardzo szybko zrozumiałam, że nie mogę mówić w swojej twórczości o czymś, czego nie wiem, mogę za to podzielić się z innymi tym, czego doświadczyłam. Wtedy zaczęłam tworzyć takie prace jak „Marzanna” – angażujące inne osoby, inne kobiety. Nagle się okazało, że wszystkie mocno przeżywamy kobiecość i macierzyństwo, i musimy to sobie jakoś poukładać. Myślę, że istnieje coś takiego jak „pamięć genów”, którą nieświadomie dostajemy od naszych matek i którą przekazujemy córkom (może to być samoakceptacja czy wiedza o tym jak osiągnąć szczęście).

 

Dorota, chcę cię zapytać o pracę „Struktura kryształu”. Czy to twój autoportret? Nawiązujesz do Wilczycy Kapitolińskiej, ale nie przedstawiasz matki karmiącej, lecz raczej matkę obciążoną dziećmi dźwiganymi na grzbiecie.

Tak, ta praca jest moim autoportretem, jest też portretem moich dzieci, pokazuje ich wzajemną relację. Jest to praca o walce. Zrobiłam ją, będąc na drugim i trzecim roku studiów doktoranckich, kiedy nadal nie wiedziałam jak będzie wyglądać moja droga zawodowa. Z czego mam żyć, jak się utrzymywać będąc matką i artystką: czy liczyć tylko na jakieś granty, stypendia? Tak wtedy wyglądało moje radzenie sobie z finansami. To też jest bardzo ważny temat w środowisku artystycznym: pieniądze. Tego nie da się pominąć.

 Struktura krysztalu Dorota Hadrian 4Dorota Hadrian, Struktura kryształu 

 

Bycie matką określa całe moje funkcjonowanie w społeczeństwie. Definiuje mnie i determinuje to kim jestem

 

Zwłaszcza kiedy jesteś samotną matką.

Tak. „Struktura kryształu” miała pokazywać jednocześnie przemoc społeczną względem kobiet i jej przykłady: to, że mężczyźni odchodzą, zostawiając kobiety same z dziećmi i jest to akceptowalne społecznie. Ja zostałam nagle sama z dwójką dzieci, nie mając mieszkania, nie mając pracy - i okazuje się, że taka sytuacja nie wzbudza oburzenia, jest w naszej kulturze OK. „Struktura kryształu“ pokazuje kim trzeba się stać albo kim można się stać, doświadczając tej sytuacji. Osobą - Kobietą walczącą, a nawet w pewien sposób jakimś zwierzęciem...

 

Walczącą o przetrwanie?

Tak. Reakcja zależy od siły charakteru. Cieszę się, że znalazłam w sobie siłę, żeby zawalczyć o nas wszystkich, żeby nas przenieść przez kryzys życiowy. Chciałam to w rzeźbie pokazać. Ale jednocześnie praca została wykonana z cukru, więc jest nietrwała, jeśli znalazłaby się w wilgotnym środowisku, zaczęłaby się roztapiać. Dodatkowo, przecież w historii cukru jest tyle przemocy... Plantacje trzciny cukrowej w krajach Trzeciego Świata były uprawiane przez niewolników... Teraz cukier to jeden z głównych składników potraw, każda z nas ma go w kuchni, a kuchnia to strefa domowa, przypisana w naszej kulturze kobietom.

 

Podobne wątki poruszasz też w swojej pracy doktorskiej.

Tak, dostałam właśnie recenzję od profesor Marii Pyrlik, i ona mi w niej trochę zarzuca, że podążam w swojej twórczości od uśmiechniętej Doroty, Doroty z podniesionym czołem, gdzieś tam w 2016 roku, kiedy zrobiłam wystawę „Odrodzenie” w której posługiwałam się dowcipem, ironią, żartem i wysublimowaną estetyką, do pracy w której mówię o śmierci. Nie wiem, czy moja praca jest o śmierci – często się inspiruję popkulturą i raczej bym ją odniosła do filmu „Joker”. Z Jokera społeczeństwo stworzyło potwora. Poprzez moją pracę chciałam powiedzieć, że potwory często robi się z kobiet, albo też same, z powodu okoliczności, kobiety się nimi stają... Widziałam to w moim domu, moją mamę często postrzegałam jako potwora, który przychodzi, krzyczy: ziemniaki są ugotowane albo nie są, ale zawsze wszystko jest źle. I nagle ja także staję się potworem, któremu nic nigdy się nie podoba, który czuje się osaczony, na którym się wymusza pewne zachowania... A tymczasem w pracy mam być miłą uśmiechniętą dziewczynką, w domu też mam być miła, w pracy mam się angażować, w domu też mam się angażować... Praca doktorska miała być o tym, że ja też staję się tym potworem, z tyłu głowy mam takie oczekiwania, mimo, że świadomie niby je olewam. Widzę po mojej córce, że ona też szuka akceptacji koleżanek, a mój syn nie. Próbuję wychowywać oboje dzieci w ten sam sposób, ale nagle okazuje się, że płeć ma znaczenie, że nie da się tego przeskoczyć. Moja córka jest wrażliwa na innych, na ich oczekiwania... Mój syn znosi to dużo lepiej, ma większą odporność. Zastanawiam się nad dziedziczeniem tej właśnie wrażliwości, bardziej wrażliwy zawsze ma gorzej...

Nie brałam udziału w ostatnich protestach kobiet, ale jak najbardziej je wspieram i mimo, że nigdy nie musiałam podejmować decyzji dotyczącej aborcji, to uważam, że kobiety mają do niej prawo i że trzeba o tym głośno mówić. Bardzo mi się nie podoba retoryka polityków, którzy popierając tę ideę mówią, że „to kobieta powinna podjąć tę decyzję”. To jest przeniesienie odpowiedzialności – za, jak uważam, jakiś rodzaj unicestwienia życia. Zauważyłam, że w sferze politycznej, ci którzy są za, nie deklarują, że „są za aborcją”, za unicestwieniem życia, tylko że „są za tym, żeby kobiety miały prawo wyboru”. I bardzo mnie to boli, bo znowu odpowiedzialność spadnie na nas, na kobiety. Ciężko mi się z tym pogodzić.

To jest właśnie to, o czym mówiłyśmy wcześniej – o oczekiwaniach społecznych, czy się z nimi godzę czy nie, czy gdzieś tam, w pewnym momencie, będę mogła sobie je odpuścić. Chciałabym, ale cały czas to, co się dzieje na zewnątrz, poza moim domem, sprawia, że nie czuję się komfortowo, wciąż czuję się oceniana, kontrolowana czy nie jestem złą matką.

 

 

01 copy3Dorota Hadrian, Oratorium 2020  

 

Obserwując jak rosną moje dzieci, jednocześnie widzę jak ja sama się starzeję i stopniowo umieram

 

Twórczość i zajmowanie się dziećmi - czy godzenie tych dwóch ról jest trudne?  

Dopiero od dwóch lat  pracuję zawodowo. Pracuję w branży kreatywnej i pozostaje mi bardzo mało czasu na sztukę i bardzo mało czasu na dzieci – nie wiem co z tego wyjdzie. Na pewno chcę dalej tworzyć kolejne prace, zresztą nawet po rozmowie z wami mam kolejne pomysły na nowe realizacje, chcę wszystko pogodzić i wszędzie być, wszystko zrobić. Oczywiście dzieciaki też są większe, w wielu sprawach sobie same radzą, z nauką, ze zdalnym nauczaniem.

 

Masz dobre porozumienie z dziećmi?

Myślę, że tak. Oczywiście, zdarzają się jakieś potknięcia i sprzeczki ale jestem otwarta i nawet jeżeli popełniam błędy, to się do nich przyznaję przed dziećmi.

 

Dzieci są dumne z tego, że jesteś artystką?

Moja córka na pewno, ona bardzo mnie wspiera we wszystkim... A mój syn? Myślę, że po prostu tego nie werbalizuje.

 

Jak dzieci reagują na to, że są częścią twoich prac?

Hubert bardzo źle, „Struktura kryształu” bardzo mu się nie podoba, bardzo jej nie lubi.

 

Która z prac dotyczących macierzyństwa jest dla ciebie najważniejsza?

Najważniejsza jest „Marzanna”. Ona nie dotyczy bezpośrednio macierzyństwa, ale jest o kobiecości, o wielkiej bogini, przez kulturę chrześcijańską sprowadzonej do kukły, którą palimy w pierwszy dzień wiosny, razem z Marzanną symbolicznie paląc zło, zimę, ciemność. Kiedyś Marzanna była słowiańską boginią życia i śmierci. Moim zdaniem ona dobrze symbolizuje kobiecość, bo przecież to właśnie jest życie i śmierć. Obserwując jak rosną moje dzieci, jednocześnie widzę jak ja sama się starzeję i stopniowo umieram. Z jednej strony cieszę się tym, z drugiej – jestem zaniepokojona. To doświadczenie stanęło u założeń mojej pracy i dało mi możliwość spotkania z kobietami w różnym wieku, w różnych życiowych sytuacjach. Wszystkie mierzymy się z cielesnością, przemijaniem, rodzeniem, zmianami. To też jest praca o tym, co możemy przekazać córkom, co dostałyśmy od matek. „Marzanna”  powstawała w Galerii Kronika w Bytomiu. Do projektu mogły zgłosić się wszystkie chętne panie, umawiałam się z nimi na sesje, w czasie których odlewałyśmy jakąś, uzgodnioną wspólnie, część ich ciała. Ponieważ sam proces odlewania wymaga bliskości z drugim człowiekiem, obnażenia, ale też zatrzymania się, wyciszenia, to miałyśmy czas, żeby porozmawiać i na chwilę usiąść... W tej fazie pracy powstały negatywy, a w dalszych etapach już sama zrobiłam pozytywowe odlewy, w których zatopiłam części garderoby wybrane i przyniesione przez moje modelki: suknię ślubną, gorsety poprawiające sylwetkę, stanik kobiety po mastektomii... Z tych elementów zbudowałam boginię Marzannę.
 

IMG 1024 Dorota Hadrian, Marzanna 

 

Twoja praca „Dzień 403” bezpośrednio odnosi się do macierzyństwa, ale macierzyństwa wczesnego, kiedy dziecko jest bardzo małe i wymaga stuprocentowej uwagi...

Chciałam w tej instalacji pokazać ogrom pracy, jaką wykonujemy wychowując małe dziecko. To są takie drobne czynności, syzyfowa praca, która musi się powtarzać nieustannie, a jej skutki są mało widoczne, jest niedoceniona. Powstała instalacja, składająca się z uśrednionej ilości jednorazowych pampersów, wykorzystywanej do momentu, kiedy dziecko będzie na tyle duże, aby samodzielnie korzystać z toalety. Instalacja ma formę ogromnej góry pampersów. Podobała mi się interpretacja Wojciecha Szymańskiego, dla którego to nie była góra, a kopuła. Pojawił się zatem aspekt renesansowy.

 

Kronika Hadrian Odrodzenie 12Dorota Hadrian, Dzień 403

 

Czy łączenie sfery domowej, związanej z zajmowaniem się dziećmi, ze sztuką jest trudne?

Ja bardzo lubię dom, lubię sprzątać, porządkować swoją przestrzeń, lubię też gotować, piec ale jednocześnie lubię też pracę zawodową. Lubię kontakt z moimi dziećmi, nasze rozmowy, gry. Ale nie jesteśmy w stanie wszystkiego pogodzić i być wszędzie, musimy dokonywać jakichś decyzji i żadna decyzja tutaj nie jest od początku do końca dobra ani od początku do końca zła...

 

Pamiętam, że kiedyś Monika Drożyńska powiedziała: „to jest sytuacja bez wyjścia. Zawsze będziemy miały poczucie winy - i jeśli oddamy się sztuce i jeśli oddamy się dziecku – zawsze będzie czegoś za mało i musimy się z tym pogodzić.”

Na pewno. Realizuję jakieś prace rzeźbiarskie w których pokazuję dzieci i jest to forma kompromisu: mogę z nimi spędzić czas, kiedy mi pozują... Ale moje dzieci mają świadomość, że są ważne, najważniejsze w moim życiu. Cieszę się z nich, cieszę się, że jestem mamą. Cieszę się, że mogłam tego doświadczyć. Pamiętam też taki moment, kiedy rodziłam Huberta –pierwszy raz w życiu poczułam, że nie mogę od czegoś uciec i że to wszystko zmieni. Pomyślałam wtedy, że drugi taki moment przeżyję, jak będę umierać, że muszę przez to po prostu przejść.

 

 

**** 

Dorota Hadrian urodziła się w 1984 r. w Rudzie Śląskiej, wychowała na katowickim blokowisku. W latach 1999-2004 uczyła się w Liceum Sztuk Plastycznych w Katowicach. W latach 2004-2010 studiowała na Wydziale Rzeźby w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. W 2021 roku uzyskała stopień doktora na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Prywatnie matka dwójki dzieci, 13 letniego Huberta i 11 letniej Zuzanny. Macierzyństwo, osobiste doświadczenia i trudy codzienności są jej inspiracjami do działań artystycznych. Głównym medium w twórczości Doroty Hadrian jest rzeźba. Tworzy obiekty, instalacje. Oprócz tego wykorzystuje również wideo i malarstwo. Mieszka i pracuje w Bytomiu.

****

W skład przedsięwzięcia wchodzą: - publikacje rozmów z artystkami online na kanale YouTube i stronie BWA w Tarnowie – począwszy od 8 marca - publikacja książki zawierającej rozmowy z artystkami - wystawa w BWA w Krośnie – październik–grudzień 2021.

Artystki: Bettina Bereś, Dorota Bernacka, Alicja Bielawska i Teresa Starzec, Dominika Borek, Bogdana Ligęza-Drwal i Agnieszka Drwal-Dziurawiec i Zofia Dziurawiec, Teresa Gierzyńska i Pola Dwurnik, Aneta Grzeszykowska, Dorota Hadrian, Zuzanna Janin, Barbara Kasprzycka-Łosiak, Justyna Łuczaj-Salej, Cecylia Malik, Małgorzata Markiewicz, Barbara Porczyńska, Katarzyna Sobczuk, Agula Swoboda, Klaudia Urbanek-Kękuś, Marta Wojciechowska 

Autorki: Agnieszka Bartak-Lisikiewicz, Magdalena Ujma

 

****

 

zdjęcie główne: Dorota Hadrian, Oratorium 2020