4 grudnia w Magazynie Szum ukazał się tekst Na szczycie góry stałam i wymyślałam” o niejasnym autorstwie, gdzie w podziękowaniach zostało wymienionych 9 artystek i artystów biorących udział w tegorocznym Triennale Młodych w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Charakter tekstu został określony jako emocjonalny i interpretacyjny”, aczkolwiek był jawnym atakiem na mnie i mój sposób pracy. Wobec tak bezwzględnych i bezpodstawnych oskarżeń, dodaję od siebie dłuższe wyjaśnienie. 

 

Pracę nad Triennale zaczęłam od ogłoszenia open call, który polegał na rozmowach z każdym artystą i każdą artystką, którzy wysłali maila zgłoszeniowego. W listopadzie i grudniu 2019 odbyłam podróże do dziewięciu miast rozmawiając łącznie z 266 osobami, przez pół godziny z każdą. Moja decyzja podyktowana była tym, aby dać szansę wszystkim, również tym spoza ścisłego środowiska. Kolejnymi autorskimi elementami projektu było zaproszenie piątki mentorek i mentorów, z którymi artyści i artystki mogli konsultować swoje projekty niezależnie ode mnie oraz zorganizowanie zjazdu, na samym początku pracy nad wystawą, na który zostali zaproszeni wszyscy wybrani przeze mnie artyści i artystki, mentorki i mentorzy, a także grafik. Zależało mi na tym, abyśmy wszyscy mieli okazję się poznać, przedstawić i opowiedzieć o swojej praktyce.

Trzydniowy zjazd odbył się pod sam koniec stycznia. Wysyłając zaproszenie na spotkanie nie byłam pewna, czy cała grupa będzie mogła wziąć udział w Triennale. Zdecydowałam się na zaproszenie większej liczby uczestników i uczestniczek niż pierwotnie zakładała to instytucja. Dyrektor obiecał mi, że w przypadku pozyskania przeze mnie dodatkowych funduszy, wszyscy zostaną uwzględnieni w projekcie. W poniedziałek, przed piątkowym zjazdem, otrzymałam potwierdzenie uzyskania funduszy od zewnętrznej fundacji. Poinformowałam o tym uczestniczki i uczestników podczas pierwszego wieczoru zjazdu.

W tych dniach odbyły się prelekcje mentorek i mentorów, a także każdy i każda z artystek i artystów przedstawiali się, opowiadali o swoich pracach i pomysłach na wystawę. Adelina Cimochowicz, spóźniona o jeden dzień, a także Paweł Błęcki w trakcie swojego wspólnego wystąpienia postanowili nie przedstawić się ani zaprezentować swoich prac. Adelina stwierdziła, że open call jest formą opresyjną, w związku z tym nie mają oboje zamiaru brać udziału w dyskusji. Paweł Błęcki później wyznał mi w kuluarach, że ma do mnie żal o to, że nie zaprosiłam do udziału jego koleżanki Pameli Bożek. Wspominam jej nazwisko tylko dlatego, że po ukazaniu się tekstu w Magazynie Szum postanowiła porównać opisaną w nim sytuację do akcji metoo i teatru Bagatela, co jest dla mnie działaniem noszącym znamiona rewanżu za niezaproszenie do wystawy.

Po zjeździe zadzwoniłam do Adeliny Cimochowicz i Pawła Błęckiego, pytając czy istnieje szansa na ich udział w wystawie, czy rezygnują z niej zupełnie nie zgadzając się na zaproponowaną przeze mnie formę współpracy; dodałam też, że ich atak mnie zabolał. Oboje twierdzili, że chcą pozostać w projekcie.

Adelina nie wzięła udziału w ani jednej z wielu rozmów, które inicjowałam na zoomie podczas lockdownu. Później wysłała maile, gdzie wyłącznie informowała mnie o decyzjach jakie podjęła w sprawie prezentacji swojej pracy. Nie było między nami dialogu. Sugerowałam jej zrobienie pracy o opresyjności systemu open call, która odpowiadałoby nie tylko jej zarzutom na zjeździe, ale także jej działalności aktywistycznej. Na każdym etapie współpracy” celowo mnie dyskredytowała i ignorowała moją rolę oraz odpowiedzialność, którą wzięłam na siebie jako kuratorka wystawy. Adelina nie uczestniczyła w montażu, nie była na otwarciu oraz nie zobaczyła wystawy w Orońsku. Wzięła za to udział w ewaluacji projektu, o której będzie mowa w dalszej części tekstu. Podpisała się jako współtworząca emocjonalny i interpretacyjny” tekst w Magazynie Szum. 

21 lutego wraz z artystami i artystkami otrzymaliśmy informację, że w związku z problemami finansowymi instytucji, na polecenie dyrektora liczba artystek i artystów musi zostać przeze mnie zmniejszona do 28 osób oraz, że mam czas na wyeliminowanie kogoś z listy do dnia 24.02.2020. Artyści zareagowali na tę decyzję wspólnym listem adresowanym do dyrektora, z deklaracją odmówienia uczestnictwa w wystawie w przypadku wyeliminowania kogokolwiek z listy wybranych. List spowodował, że ostatecznie wszyscy zostali w projekcie. Od tego momentu relacje z dyrektorem i koordynatorką stały się bardziej napięte.  

Uważam, że problemy, które naturalnie pojawiają się przy współpracy, starałam się rozwiązywać na bieżąco, poprzez dialog, w atmosferze wzajemnego zrozumienia. Sytuacje, które zostały przedstawione przez autorki i autorów tekstu w Szumie dotyczące naszej współpracy, wyjaśniam poniżej:

Katarzyna: Artystka zaproponowała pokazanie kanapy ze swojego mieszkania, której miała podwyższyć nogi- tak, aby straciła ona funkcjonalność i nie można było na niej siadać. Ostatecznie, podczas montażu, okazało się, że nogi są podwyższone o kilkanaście centymetrów i nadal można usiąść na kanapie. Aby praca była zrealizowana zgodnie z zamierzeniami artystki, kilka razy zmieniałam układ kanapy, chcąc dopasować ją do pierwotnego projektu. Artystka została o tym powiadomiona telefonicznie, a dwa dni później, już na miejscu, wielokrotnie rozmawiałyśmy o ustawieniu kanapy i artystka przystała na moją propozycję. Kanapę uzupełniał tekst, złożony początkowo z kilkudziesięciu stron. Aby dać publiczności możliwość zapoznania się z całym tekstem, sugerowałam i prosiłam o jego maksymalne skrócenie. 

Natalia: Wstępnie wybrałam prace artystki na tkaninie. Dwukrotnie odwiedziłam artystkę w jej pracowni w Poznaniu, za drugim razem zapoznałam się z jej nowym multimedialnym projektem i ustaliłyśmy, że zostanie on pokazany zamiast pierwotnej pracy lub razem z nią (wtedy z ograniczeniem liczby prac na tkaninie). Na miejscu, w trakcie montażu, oglądając prace i znając je dobrze z obu wizyt, zdecydowałam się na pokazanie jednej pracy na tkaninie oraz instalacji multimedialnej. W trakcie montażu pracy multimedialnej według zaleceń artystki okazało się, że zajmuje ona całą przestrzeń jednego z dziewięciu modułów muzeum. Niemożliwe było pokazanie w tej przestrzeni innych prac, co oznaczałoby, że artystka ma do dyspozycji duży fragment muzeum tylko i wyłącznie dla siebie, co byłoby nie w porządku wobec pozostałych uczestników wystawy. W procesie negocjacji i wielokrotnego zmieniania ustawienia udało się dojść do kompromisu. 

Julia: Poza pierwszym projektem artystki, z którym zapoznałam się w ramach open calla, przez cały czas przygotowań wystawy dostawałam propozycje nie odpowiadające  jej tematowi. Podczas spotkań, prosząc o odpowiedzi na moje pytania odnośnie propozycji, otrzymywałam często odpowiedź “Nie wiem”. Ostatecznie w CRP pojawiła się praca, którą artystka pierwotnie zupełnie inaczej opisywała. Praca nie pasowała do koncepcji i była bardzo źle wykonana. Poprosiłam o dostarczenie pierwszego pierwszego projektu, który był według mnie jedyną ciekawą wypowiedzią o wysokiej jakości artystycznej. W tej sytuacji nie udało się nam niestety dojść do porozumienia. To przykład nieudanej współpracy” kuratorki i artystki, kiedy artystka do końca upiera się przy swoim zdaniu i do ostatniego dnia nie bierze pod uwagę mojego zdania oraz odpowiedzialności jaką wzięłam za całą wystawę. 

Jakub: Przyjechał w piątek późnym wieczorem, dzień przed otwarciem. Kiedy poprosiłam go o pokazanie pracy okazało się, że jest jeszcze nieskończona. Instalacja została uruchomiona w ostatniej chwili, po zakończeniu montażu wystawy. De facto dopiero po otwarciu mogłam zapoznać się z pełną treścią pracy.

Jakub: Gdy artysta zaczął montować pracę stwierdził, że prawdopodobnie nie posiada wszystkich jej części. Trudno mi było w to uwierzyć. Myśląc, że to żart, sama zażartowałam “To nie będziemy dorabiać, nie?”. W foliowej paczuszce z dziurami, z której wysypywał się gruz były fragmenty instalacji, które miały zostać ułożone przez Jakuba. W opisie podał wymiary 7-8 m, tymczasem po przyjeździe stwierdził, że w woreczku znajduje się materiał na najwyżej 50 cm. Co do ekspozycji tej pracy z jej minimalistyczną formą, w Muzeum była ona narażona na zniszczenie w każdym miejscu. 

Aleksandra: W sierpniu trwały spotkania i rozmowy telefoniczne. Aleksandra wielokrotnie nie odpisywała i nie odbierała moich telefonów, tłumacząc się nawałem” pracy. Kiedy ustaliłyśmy kolejny termin rozmowy, napisała “joł joł im ready” a chwilę po tym, z powodu braku natychmiastowej odpowiedzi ode mnie napisała, że w związku z brakiem szacunku prosi o wypisanie jej z listy uczestników. 

Kacper: Elektryk odpowiedzialny za oświetlenie był obecny przez trzy dni montażu od godz. 7.00 do 15.00. Był to jedyny czas, kiedy można było ustawić światła. W piątek w nocy, kiedy artysta zaczął przesuwać swoją pracę powiedziałam, że już nie możemy nic ruszać, bo mamy ustawione światło i przesunięcie pracy spowoduje rzucenie cienia na podpisy i prace innych uczestników. Uprzedziłam też o tym pozostałych artystów.

Artyści i artystki popełnili zupełnie normalne, naturalne błędy związane z prezentacją po raz pierwszy swoich prac na tak dużej wystawie. Nie myśleli o przestrzeni dla innych, traktując siebie priorytetowo. Nie obwiniam ich za to. Moim zadaniem było to, aby każdy został zaprezentowany najlepiej i jednocześnie z szacunkiem wobec pozostałych.

Druga część tego tekstu porusza inny problem, który artyści i artystki przemilczeli, stawiając mnie w roli czarnego charakteru. To, czemu powinniśmy się dzisiaj jawnie sprzeciwiać to systemowe przejmowanie instytucji kultury przez osoby, które nie mają odpowiedniego doświadczenia i kompetencji. Moja współpraca z Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku była bardzo trudna i w zaistniałej sytuacji czuję się zmuszona to opisać.

Do realizowania Triennale zostałam wybrana w drodze zamkniętego konkursu w trakcie urzędowania poprzedniej dyrektorki CRP Eulalii Domanowskiej. Jest to osoba o dużym doświadczeniu, która zmieniła dotychczasowy wizerunek Orońska z przyczółku polskich rzeźbiarzy w instytucję o skali międzynarodowej, realizując m.in. wystawę Henry Moore’a, czy zapraszając do współpracy kuratorów z odważnym projektem Open Triennale (poprzedniego Triennale Młodych w CRP). W grudniu 2019 nie przedłużono kontraktu Domanowskiej, ani nie zorganizowano konkursu na nowego dyrektora. W styczniu 2020 stanowisko to objął Maciej Aleksandrowicz powołany na tych samych zasadach, co obecny dyrektor Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Pan Aleksandrowicz nie jest znany w środowisku artystycznym, nie funkcjonuje w nim nawet tak, jak znany z licznych kontrowersji obecny dyrektor CSW. Mimo posiadanych tytułów nie jest rozpoznawalny jako artysta. W środowisku znany jest jednak jako “Bernatowicz z Orońska”. W ciągu ostatniego roku wielokrotnie zdołał pokazać swój brak kompetencji, doświadczenia i nieprzygotowanie do prowadzenia państwowej instytucji kultury, a także dał się poznać jako osoba, która skrupulatnie wypełnia zadania obecnej władzy, m.in. po cichu usuwając z programu CRP wystawę Daniela Rycharskiego, tłumacząc to brakiem budżetu i lock downem. W tym czasie inni dyrektorzy pilnowali realizacji swoich programów, mimo ograniczeń, jakie przyniosła nam wszystkim pandemia. Jestem przekonana, że gdyby z programu CSW znikła wystawa Rycharskiego byłby to skandal. Tym razem nawet pisma branżowe przemilczały ten fakt.

Różnego rodzaju problemy na które natykałam się realizując Triennale, a które nie zaistniałyby w innych instytucjach, tłumaczone były kwestią Bo my tak zawsze robimy”. Są to słowa, które wielokrotnie padały z ust pracowników i pracowniczek CRP podczas prac nad wystawą oraz w trakcie pięciu dni montażu. Dotyczyło to w zasadzie wszystkich kwestii organizacyjnych, od budżetu, umów i promocji po dokumentację, noclegi i wyżywienie oraz oczywiście sam montaż wystawy. 

Rozwiązywanie wszystkich problemów, które wynikały ze złej organizacji instytucji, brałam na bieżąco na siebie. Pozyskałam dodatkowe fundusze na artystów, skontaktowałam się z mediami, dzięki czemu zamiast większości zaplanowanych płatnych kampanii mediowych, udało się nakłonić dyrekcję na przesunięcie budżetu a konto honorariów artystek i mentorów. Gotowałam wieczorami w trakcie zjazdu zupy z wykorzystaniem przywiezionych przeze mnie z domu urządzeń kuchennych. Zaplanowałam noclegi pod kątem konieczności przygotowania prac na miejscu. W czasie naszego montażu miał się odbywać plener ASP, który miał zająć wszystkie pokoje w hotelu na miejscu. Dyrektor nie pertraktował z ASP o przesunięcie tego terminu. Jedynie rezygnacja ASP z udziału w plenerze umożliwiła nam wszystkim nocleg (w trakcie montażu i otwarcia) w Orońsku, a nie, jak proponowało CRP, w bursie w Radomiu co znacznie utrudniłoby nam prace nad wystawą. Najpoważniejsze sprawy dotyczyły kwestii umów i honorariów. Chodzi m.in. o zapisy dotyczące obowiązkowego, osobistego odbioru własnych prac po demontażu:

§ 3

1. Strony ustalają termin wykonania i przekazania

Centrum dzieła, o którym mowa w § 2, najpóźniej

do dnia 28.08.2020 r. Osobą upoważnioną do

potwierdzenia wykonania przez Autorkę przedmiotu

umowy ze strony Centrum jest ...,

2. Autorka zobowiązuje się do odbioru dzieła prezentowanego 

na wystawie 9. Triennale Młodych do dnia 15.11.2020 r.

3. W przypadku nieodebrania dzieła w terminie

określonym w ust. 1, dzieło podlega zniszczeniu.

CZY00543 2Yuriy Biley "Bardzo kontrowersyjny zapis dotyczący zniszczenia waszych prac", Centrum Rzeźby Polskiej Orońsko, 2020, fot. Piotr Czyż

 

Dopiero w negocjacjach udało mi się wyprosić usunięcie tego paragrafu. Wystawione przez instytucję rachunki, również miały krzywdzące dla artystów zapisy. Dzień przed otwarciem, umowy z budzącymi u wszystkich artystów kontrowersje rachunkami wciąż nie były podpisane. Podczas spotkania z artystami i artystkami oraz dyrektorem, w obecności wszystkich poprosiłam dyrektora o ponowne przychylenie się do prośby o zmiany w zapisach rachunku. Artyści skarżyli się na krzywdzące zapisy i wyliczenie ich honorarium z 20% kosztem uzyskania przychodu zamiast zwyczajowych w tego typu umowach 50%. Jeszcze w trakcie montażu rozmawiałam o tym z dyrektorem kilkakrotnie, ale za każdym razem albo on albo koordynatorka przekazywali mi informację, że zmiana procentu kosztów uzyskania przychodu jest niemożliwa ze względu na opinię prawniczki i argumentując My tak zawsze robimy”. Ostatecznie moja prośba została wzięta pod uwagę i zapisy zostały zmienione.

Montaż miał miejsce od poniedziałku 8.09 do 11.09. Wcześniej zostałam poinformowana, że w tym czasie będę miała do dyspozycji tylko jedną osobę do obsługi technicznej codziennie w godz. 7-15. Będąc świadoma liczby artystów i artystek biorących udział w wystawie, a także skomplikowanej instalacji wielu prac, zdawałam sobie sprawę z tego, że montaż w takim trybie, z jedną osobą techniczną, będzie niemożliwy. W związku z tym poprosiłam dyrekcję o możliwość pozostania na sali muzealnej po codziennym zakończeniu pracy instytucji. Ta zgoda oznaczała jedynie to, że po godzinie 15. zostaję na wystawie sama i że nikt nie przejmuje się tym, że za pięć dni jest otwarcie Triennale. Jedynym ratunkiem była moja prośba o pomoc skierowana do jednego z artystów, który ma zdolności techniczne i doświadczenie w montowaniu wystaw. Zgodził się na podjęcie pracy, która w dobrze zarządzanej instytucji jest w pełni realizowana przez dział techniczny i której czas jest dostosowywany do potrzeb projektu. Ogromny wkład w pracę wykonaną wolontaryjnie został potraktowany w tekście dla Szumu nie jako powód do podziękowań, ale pretekst do zarzutu. Pomoc artysty została też opisana jako wyróżnienie dla jednego z artystów, a wręcz jako mianowanie go tym samym na drugiego kuratora wystawy. Przy czym nikt piszących te zarzuty nie zaoferował swojej pomocy w trakcie montażu. Jest to zresztą naturalne, gdyż za ten element prac nad wystawą w pełni odpowiedzialna jest instytucja. Po raz kolejny wzięłam na siebie odpowiedzialność i przejęłam obowiązki, które należą do instytucji dla ratowania wystawy. 

Jakiś czas po otwarciu Triennale dostałam od CRP dokumentację fotograficzną wystawy, która nie nadawała się do publikacji. Zdjęcia były nieostre lub robione z fleszem w miejscu projekcji multimedialnych. Postanowiłam zatrudnić za własne pieniądze fotografa, który wykonał profesjonalną dokumentację.

W trakcie mojego jedynego zorganizowanego przez CRP oprowadzania rzutniki na sali były wyłączone/zepsute, a instalacja artysty w ziemiance odłączona od prądu i przesunięta w kąt. Kwestia niedociągnięć mogła być wyjaśniona dopiero następnego dnia. Nie wiadomo kto podjął decyzję o zdemontowaniu pracy mojego artysty, dyrektor ponoć nic o tym nie wiedział. Publiczność zwiedzała niekompletną wystawę.

Osobą, z którą miałam wyjątkowo trudną współpracę była koordynatorka wystawy, która na każdą moją prośbę reagowała dwutorowo. Albo mówiła, że coś jest niemożliwe do realizacji, albo twierdziła, że coś musi być tak zrealizowane Bo my tak zawsze robimy”. Pełny obraz tej współpracy dają dwie sytuacje.

W pierwszej z nich zapytałam koordynatorkę, czy jest szansa ustawienia pracy jednej z artystek między gmachem muzeum a pracowniami. Znajdował się tam trawnik, na którym były zaparkowane dwa auta i stały różne rzeczy, worki, fragmenty prac. Koordynatorka powiedziała, że absolutnie nie jest to możliwe. Gdy spytałam kto podejmuje decyzję w tej kwestii, wskazała mi producenta, o którego istnieniu w tym momencie się dowiedziałam. Po rozmowie z producentem i moich prośbach okazało się, że nie muszę o nic specjalnie zabiegać, gdyż producent stwierdził, że jego obowiązkiem jest praca dla artystów i kuratorów. W ciągu kilku minut wykonał telefony, w konsekwencji których przestrzeń została wyczyszczona. Do jednego ze stojących na trawniku aut wsiadła zdenerwowana koordynatorka i odjechała z piskiem opon na parking dla pracowników. 

Druga sytuacja dotyczyła problemów z zapleczem sprzętowym. Brakowało jednego ekranu do wyświetlania tekstów artystów na ścianie przy głównym tekście do wystawy. W korytarzu muzeum, naprzeciwko kas, znajdował się ekran, o którego przeniesienie na salę ekspozycyjną poprosiłam koordynatorkę. Stwierdziła, że jest to absolutnie niemożliwe. Próbując ratować sytuację, poszłam do kierownika administracji, zdając sobie jednocześnie sprawę, że w znajdującym się obok hotelu CRP każdy pokój wyposażony jest w plazmę wyższej jakości niż sprzęt dostępny w muzeum. Poprosiłam o możliwość wypożyczenia jednego ekranu. Po długich rozmowach kierownik powiedział mi, że najlepszym rozwiązaniem będzie przeniesienie ekranu z korytarza naprzeciwko kas. Zrozumiałam wtedy, że koordynatorka nieustannie i konsekwentnie sabotuje moją pracę, propozycje i decyzje. 

W dniu otwarcia, kiedy poprosiłam po raz kolejny o zmianę w zapisach umowy na korzystniejszą dla artystów formę, usłyszałam Marto, od wielu miesięcy dbam o to, aby zaspokoić Ciebie i Twoich artystów i w tym momencie nie mam zamiaru już nic zmieniać”.

Promocja wystawy również pozostawiała wiele do życzenia. Kierowniczka działu była zawsze otwarta na moje propozycje i współpracę z mediami, była także w stanie zrezygnować z większości budżetu przeznaczonego na promocję (np. zakup kampanii promocyjnych czy druk i wysyłkę papierowych zaproszeń) na rzecz honorariów artystów. Warto tutaj wspomnieć, że kwota honorarium zawarta w umowie z artystami zawierała także koszty produkcji oraz dojazdów (na zjazd i otwarcie). W zamian za to skontaktowałam się z mediami, które zainteresowały się tematem i bezkosztowo zrealizowały wartościowe i krytyczne, a nie sponsorowane materiały na temat wystawy. 5 września miało miejsce otwarcie wystawy, która była jednym z Triennalowych projektów. Kiedy poprosiłam o zrobienie wydarzenia na facebooku otrzymałam informacje, że wydarzenie pojawi się 7 września. Tydzień przed otwarciem głównej wystawy również nie było żadnych aktualnych informacji w mediach społecznościowych, a partnerzy otrzymali zaproszenia dosłownie dwa dni przed otwarciem. Dyrektor tłumaczył się tym, że dział promocji jest na urlopie i zwolnieniu, i że nie jest on w stanie oddelegować do tego nikogo z kilkudziesięciu innych pracowników z koordynatorką wystawy włącznie.

Problemy wynikające ze współpracy z instytucją nie dotyczyły jedynie wystawy. W dniu 25.11 odbyło się zainicjowane przez dyrektora spotkanie ewaluacyjne dotyczące współpracy kuratorki z artystami i artystkami (a nie współpracy artystów i artystek z instytucją). O faktycznym temacie spotkania świadczą liczne telefony koordynatorki wystawy do artystek i artystów. W rozmowach dopytywała o relacje i ewentualne problemy, które mogły wyniknąć z naszej współpracy, zachęcając jednocześnie do udziału w spotkaniu. Na spotkanie nie zostałam zaproszona (ani o nim poinformowana), podobnie jak reszta zespołu CRP. Ewaluacje zazwyczaj odbywają się od razu po zakończeniu wydarzenia i są działaniem wewnątrz instytucji, mającym na celu omówienie pracy nad projektem wszystkich osób zaangażowanych w jego realizację oraz usprawnienie go w przyszłości. Być może był to moment, w którym artyści postanowili omówić z dyrektorem ostateczną wersję oraz datę publikacji tekstu, który ukazał niedługo potem w „Szumie” 

Z perspektywy czasu widzę, że popełniłam sporo błędów. Zaufałam niewłaściwym osobom, które skupiły się głównie na zrobieniu afery wokół mnie, zamiast skupić się na pracy nad wystawą. Przejęłam na siebie obowiązki źle zarządzanej instytucji, którą autorzy i autorki tekstu celowo pominęli, chcąc stworzyć wrażenie przemocowego charakteru mojej pracy. Wsparli tym samym system działający de facto na szkodę artystek i artystów. Jako kuratorka zostałam określona jako osoba wykorzystująca swoją władzę i pozycję w hierarchii. Odbieram swoją pracę zupełnie inaczej, jako kogoś, kto stwarza możliwie jak najlepsze, najbardziej komfortowe warunki, biorąc trudności na siebie. Uwzględniając wszystkich, a nie tak, jak autorzy i autorki tekstu, tylko i wyłącznie siebie. 

Sytuacją-marzeniem nowych, niekompetentnych ludzi władzy na państwowych stołkach jest to, żeby skłócić nas ze sobą i umyć od tego ręce. Ustawić nas na pozycjach sztucznych wrogów, kiedy oni będą obserwować to z bezpiecznej pozycji i wykorzystają te konflikty przeciwko nam przy pierwszej nadarzającej się okazji.

O tym też była wystawa Póki my żyjemy”.


PS Niestety hasło „Bo my tak zawsze robimy” pozostaje aktualne. Pomimo różnych trudności chciałabym podziękować szeregowi kompetentnych i pomocnych pracowników Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, którzy pomogli mi w realizacji wystawy: producentowi, mentorowi równocześnie odpowiedzialnemu za zaplecze sprzętowe, kierowniczce działu promocji, kierownikowi administracji, stolarzowi, montażyście, elektrykowi, obsłudze pracowni ceramicznej oraz odlewni i ochroniarzom.

 

PS2. Dyrektor Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku był jednym z członków komisji konkursu na dyrektora Miejskiej Galerii Sztuki w Łodzi.

 

Marta Czyż