Witek Gretzyngier w pracy Reality of Pixels prezentowanej w Galerii Pracownia Portretu zadaje dobrze znane z historii sztuki czy literatury pytanie o status autora. Pytanie to lokuje jednak w aktualnym kontekście, zastanawiając się nad statusem obrazów w świecie, w którym coraz więcej z nich jest generowanych przez AI (artificial inteligence; sztuczna inteligencja)

 

Pierwsza myśl: zmiana medium? Czemu artysta zajmujący się do tej pory głównie projektowaniem graficznym i fotografią tworzy nowomedialną instalację? Ta myśl nie trwa długo, bo za chwilkę przychodzi kolejna: kto jak nie on! Przecież to właśnie w grafice komputerowej i fotografii cyfrowej tworzywo wirtualnego świata – zera i jedynki zapisane w systemie binarnym – jest najbardziej „namacalne” i podatne na manipulację. 

Centralnym tematem poruszanym na wystawie Reality of Pixels jest podstawa graficznego zapisu cyfrowej informacji, a więc tytułowe piksele. Artysta przyrównuje je do atomów, tym samym tworząc paralelę między światem rzeczywistym i wirtualnym: „Piksele są jak najdrobniejsze elementy – komórki/atomy, które uporządkowane w pewien konkretny sposób tworzą jakąś tkankę – obraz” – czytamy w opisie wystawy. Gretzyngier, z pomocą kolegi, stworzył program, który wykorzystuje odpowiedni algorytm zdolny do uczenia się (machine learning). Powstał system generujący fotograficzne portrety ludzi. Haczyk polega na tym, że ludzie ci nie istnieją. Są czystą potencjalnością tworzoną bez końca przez sztuczną inteligencję, która analizując gigabajty danych nauczyła się wytwarzać realistyczne podobizny ludzi. Bazą dla projektu jest model GAN (Generative Adversarial Networks), używany w uczeniu maszynowym do tworzenia systemów generujących twarze ludzkie na podstawie zestawu danych zaczerpniętych ze zdjęć celebrytów. 

 07pok4

 

Gretzyngier zadaje dobrze znane z historii sztuki czy literatury pytanie o status autora. Pytanie to lokuje jednak w aktualnym kontekście, zastanawiając się nad statusem obrazów w świecie, w którym coraz więcej z nich jest generowanych przez AI


Artysta umieścił w kącie jednego z dwóch pomieszczeń Pracowni Portretu komputer z monitorem oraz czujnikiem ruchu. Poruszanie się widzów (a może raczej twórców?) jest bodźcem do wytwarzania kolejnych cyfrowych obrazów. Na pierwszy rzut oka obrazy te wyglądają jak zwykłe portretowe fotki – robione czy to na imprezie, czy na wakacjach albo w bardziej oficjalnych sytuacjach. Dopiero kiedy przyjrzymy się im dokładniej coś może nas zaniepokoić. Drobne zniekształcenia twarzy, błędy w wyglądzie tła, ubrań czy biżuterii wskazują na prawdziwą proweniencję tego, co widzimy. Wydaje nam się, że patrzymy na ludzkie twarze, a dzięki wiarygodnym tłom sytuujemy je w kontekście, dodając sobie w głowie własną opowieść o przedstawianych osobach. Moment uświadomienia sobie, że to w całości dzieło komputera może doprowadzić do dysonansu poznawczego i wywołać poczucie niesamowitości (znane z badań nad robotami zjawisko doliny niesamowitości wywodzące się z Freudowskiego określenia das Unheimliche). Coraz to nowym portretom towarzyszą ich odpowiedniki wyświetlane z projektora na sąsiadującej ścianie. Tworzywem projekcji jest dokładnie ta sama cyfrowa informacja, co w przypadku zdjęć, jednak ze zmianą w ułożeniu pikseli. Losowy układ pikseli nie tworzy żadnego obrazu, przypomina raczej śnieżący telewizor. Napięcie między strukturą a przypadkowością dodatkowo potęguje trzeci element pracy – dźwięki tła tworzone przez komputer: zupełnie arbitralnie, bez jakiejkolwiek namiastki rytmu czy ram kompozycyjnych. Na poziomie konceptualnym przywoływać mogą modernistyczne eksperymenty muzyczne oparte na aleatoryzmie, jednak w warstwie wykonawczej, a przypomnijmy, że wykonywane są bez ludzkiego udziału, są czymś tak nieuporządkowanym, że nieomal nie do pomyślenia przez człowieka. 

 04pok1

 

W drugim pomieszczeniu galerii znajduje się kolejna praca. Mniej spektakularna, może nawet niepotrzebna – to, co widzimy w pierwszym pokoju jest już przecież wystarczająco dosadne i niepokojąco hipnotyzujące. Jednak z jakiegoś względu Gretzyngier postanowił uzupełnić całość o pracę wideo. Jest to animacja 3D, która, podobnie jak pierwsza praca, została stworzona przez komputer. Animacja przedstawia trójwymiarowy model twarzy artysty, powstały na bazie referencyjnych zdjęć. Tym razem to popis „rzeźbiarskich” umiejętności artysty-komputera, w którym artysta-autor wystawy staje się jedynie surowcem. 

 02pok3

 

Gretzyngier zadaje dobrze znane z historii sztuki czy literatury pytanie o status autora. Pytanie to lokuje jednak w aktualnym kontekście, zastanawiając się nad statusem obrazów w świecie, w którym coraz więcej z nich jest generowanych przez AI, a więc bez udziału świadomości i woli. Jak automatyzacja wpływa na twórczość? Czy zmienia pozycję artysty? A przede wszystkim, jakie są i jakie mogą być jej konsekwencje? Szkoda, że to ostatnie pytanie, pytanie o przyszłość nie tyle sztuki, co życia codziennego, społecznego, politycznego czy ekonomicznego w obliczu automatyzacji, nie wybrzmiewa wystarczająco wyraźnie. Punkt ciężkości pada na samą technologię i jej możliwości. 

Autorytarny rząd wprowadził system wykrywania twarzy, który ma odróżniać Chińczyków od Ujgurów – mniejszości społecznej zamieszkującej głównie region Xinjiangu

W tym miejscu warto przywołać niedawną wystawę Janka Simona Syntetyczny folklor w CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie, a szczególnie jedną z prac tam prezentowanych – Syntetyczni Polacy. To portrety powstałe po przeanalizowaniu przez sztuczną inteligencję dziesięciu tysięcy zdjęć obywateli Polski. Na tej podstawie algorytm wygenerował „nowych”, nieistniejących, ale potencjalnych, Polaków. Praca stawia pytanie o potencjał technologii: „Jeśli AI może wytworzyć oblicza nowych Polaków, to co będzie, jeśli zostanie użyta do odróżniania ich od nie-Polaków, zdrowych od chorych czy starych od młodych?” – czytamy w jej opisie. 

 06pok1

 

Możemy snuć domysły, próbując odpowiedzieć na to pytanie, ale nie musimy. Wystarczy spojrzeć na Chiny lub RPA. W obu tych krajach na szeroką skalę wprowadza się bazujące na CCTV systemy rozpoznawania twarzy. Opublikowany niedawno na łamach „VICE US” artykuł o znamiennym tytule Smart CCTV Networks Are Driving an AI-Powered Apartheid in South Africa przybliża konsekwencje wdrożenia na bogatych, zamieszkiwanych w większości przez białych, przedmieściach Johannesburga zsieciowanego systemu kamer CCTV, wyposażonego w oparty na sztucznej inteligencji mechanizm rozpoznawania twarzy, przedmiotów czy zachowań. Jak każda technologia, ta również nosi znamiona swojego twórcy, inaczej mówiąc pewną stronniczość wynikającą z filtra nałożonego przez światopogląd homogenicznej grupy kształtującej ją inżynierów. Dołóżmy do tego specyficzne środowisko, w którym przebiega proces machine learning – biała, bogata dzielnica usytuowana w kraju o radykalnych nierówności społecznych – a o wątpliwości nie będzie trudno. Kamery, w założeniu mające odciążyć ochroniarzy dzięki wykrywaniu odbiegających od normy zachowań i sytuacji, przyzwyczajone do widoku białego człowieka, klasyfikują czarnych przechodniów jako podejrzanych, bo nietypowych. Mamy więc do czynienia z nowym rasizmem, rasizmem maszyn. Dla dopełnienia obrazu napomknąć można, że cały system jest zmonopolizowany przez jedną firmę, a repozytorium danych stanowi jej prywatną własność. Podobna sytuacja osiąga właśnie skrajny wymiar w Chinach. Autorytarny rząd wprowadził system wykrywania twarzy, który ma odróżniać Chińczyków od Ujgurów – mniejszości społecznej zamieszkującej głównie region Xinjiangu. Dziennik „New York Times” nazywa trwający w tej chwili proces, który doprowadził do uwięzienia ponad miliona Ujgurów w obozach „reedukacyjnych”, pierwszym jawnym przypadkiem użycia AI w celu segregacji rasowej. Bazy danych, w których przechowywane są informacje o wszystkich Ujgurach opuszczających  Xinjiangu, są własnością rządową. Oprócz wykrywania rysów twarzy cechujących mniejszość Ujgurską, AI ma oceniać skłonności terrorystyczne poszczególnych obywateli. 

 

Czysto formalny eksperyment Gretzyngiera, pokazujący zdolności (wy)twórcze AI, w obliczu narastającego nacjonalizmu zdaje się ignorować palące problemy związane z potencjałem – a w skali globalnej praktyką – wykorzystania systemów opartych na sztucznej inteligencji w celach prowadzenia polityki autorytarnej czy wdrażania segregacji rasowej. Mimo to, wartość wystawy Reality of Pixels, jako budującej świadomość możliwości technologicznych jest nie do przecenienia, a sama ekspozycja jest jedną z najciekawszych, a na pewno najbardziej aktualnych i skłaniających do krytycznego namysłu, galeryjnych prezentacji, jakie można było oglądać w ostatnim czasie w Łodzi. 

 

___________________________________   

Joanna Glinkowska - absolwentka Kulturoznawstwa (specjalności: Nowe Media i Promocja Sztuki) oraz Międzynarodowych Studiów Kulturowych na Uniwersytecie Łódzkim. Prezeska Fundacji Obszar Wspólny. Publikowała teksty z zakresu współczesnej kultury i sztuki na łamach takich czasopism, jak m. in. „Notes na 6 Tygodni”, „Sztuka i Dokumentacja”, “Zoophilologica”. W piśmie „Kalejdoskop” prowadzi rubrykę poświęconą młodym artystom.