Indywidualista z temperamentem. Artysta osobny, ale nieobcy epoce, w której tworzył. Skupiony na warsztacie malarskim. Muzeum Pałac Herbsta daje nam rzadką okazję przyjrzenia się obrazom Konrada Krzyżanowskiego.

 

Łódzcy wielbiciele malarstwa dawnego rzadko mają okazję oglądać je w swoim mieście. Nie mamy muzeum narodowego, jakie mają stolica, Kraków, Gdańsk, Poznań czy Wrocław, opiekującego się spuścizną związaną z terenem, bo historia Łodzi to nieco ponad 150 lat. Nasze „muzea narodowe” to Muzea Kinematografii i Włókiennictwa, a przede wszystkim Muzeum Sztuki skoncentrowane na awangardzie XX i XXI wieku. Łódź cierpi na chroniczny deficyt wystaw solidnego malarstwa sztalugowego, zarówno w przestrzeni muzealnej, jak i galeryjnej. Tym samym nie wypełnia misji edukacyjnej z zakresu historii sztuki choćby wobec młodych mieszkańców. Nie ma się co łudzić, że instytucje kultury może zastąpić szkoła, w której zajęć związanych ze sztuką i estetyką jest w Polsce dziesięć razy mniej niż na przykład w szkołach w Luksemburgu, ani liczyć na to, że uczniowie z zapałem będą penetrować internet w poszukiwaniu wysokiej jakości zdjęć obrazów starych mistrzów. Nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu z dziełem artysty i z jego warsztatem. 

 

kobieta pozuje z ramą obrazu

 

Chwalebnym wyjątkiem na tym pustkowiu jest Galeria Sztuki Dawnej w Muzeum Pałac Herbsta, która w 2012 roku wydobyła z muzealnego niebytu (magazynów Muzeum Sztuki) pierwszorzędne przykłady malarstwa polskiego XIX i XX wieku i eksponuje je na wystawie stałej w niewielkich pomieszczeniach dawnej powozowni. Znalazły się wśród nich tak znaczące dzieła jak „Portret matki”Henryka Rodakowskiego, „Napoleon na koniu”Piotra Michałowskiego, „Gra w krykieta” Leona Wyczółkowskiego czy „Śpiący Mietek”Stanisława Wyspiańskiego. Są to obrazy, które starsze pokolenie zapewne pamięta z w większości czarno-białych,  niewyraźnych reprodukcji, zamieszczanych w postaci ilustrowanych wkładek w podręcznikach szkolnych do języka polskiego lub historii. Miały one (te kiepskie reprodukcje) za zadanie wzbudzać w uczniach miłość do sztuk pięknych, podczas gdy oryginały w skromnej liczbowo reprezentacji eksponowane były w czasach PRL w salach Muzeum Sztuki przy Więckowskiego, a potem zniknęły z oczu zwiedzających na blisko 20 lat. Niedostatek przestrzeni wystawienniczej nadal nie pozwala właściwie wyeksponować posiadanych przez Muzeum zasobów dawnej sztuki polskiej i europejskiej, ze szkodą dla odbiorców i miasta. 

 

      Nie ma się co łudzić, że instytucje kultury może zastąpić szkoła, w której zajęć związanych ze sztuką i estetyką jest w Polsce dziesięć razy mniej niż na przykład w szkołach w Luksemburgu... 

 

W tym kontekście cenne są inicjatywy podejmowane przez Muzeum Pałac Herbsta, które co roku, zdejmując ze ścian powozowni obrazy z kolekcji stałej, prezentuje wystawy tematyczne lub monograficzne, których podstawę stanowią zasoby własne MS, wzbogacone dziełami z innych polskich muzeów i z kolekcji prywatnych.

Do 1 września 2019 mamy szansę obejrzeć prace młodopolskiego artysty Konrada Krzyżanowskiego. To malarz nie tak znany i uznany jak tworzący w tym samym czasie Wyspiański, Malczewski czy Wyczółkowski, niemniej ciekawy i wart uwagi. Jego nieobecność w panteonie sław przełomu wieków jest zadziwiająca, jako że do momentu śmierci w 1922 roku był znaną postacią warszawskiego środowiska artystycznego jako portrecista, pedagog i uczestnik wielu wystaw malarstwa. Ceniony w latach międzywojennych przez krytykę, wspominany przez kolegów i uczniów, po wojnie niemal całkowicie zapomniany. Dlaczego? Nie należał do silnie rezonującej, bogatej w osobowości krakowskiej grupy artystów młodopolskich. Mieszkając od 1900 roku w Warszawie, czuł się związany z mniej licznym środowiskiem elitarnej „Chimery” skupionej na literaturze. Nie odpowiadał mu ekscentryczny tryb życia. Co istotne, dla Krzyżanowskiego w malarstwie najważniejsze było samo malarstwo, nie idee, koncepcje czy naddane treści literackie, narodowe lub historyczne. Poświęcał się wyłącznie twórczości własnej i nauczaniu, nie dbał o sławę i spuściznę. Dwukrotnie zakładał własne szkoły malarskie, kształcenie stało się jego wielką pasją. 

 

kobieta i mężczyzna oglądają obraz na wystawie

 

Być może wystawa w Pałacu Herbsta to wyjątkowa szansa, by zobaczyć w jednym miejscu sporą część rozproszonego dorobku artysty, a jest na co popatrzeć.

Powojenne „odkrycie” Krzyżanowskiego miało miejsce dopiero w roku 1980, gdy Muzeum Narodowe w Warszawie przedstawiło wielką monograficzną wystawę artysty. Zgromadzony wówczas materiał ikonograficzny wraz z tekstami z epoki posłużyły do wydania w 1999 roku jedynego dotychczas albumu – monografii malarza – przez nieocenioną łowicką Galerię Browarną Andrzeja Biernackiego. 

 
     Być może wystawa w Pałacu Herbsta to wyjątkowa szansa, by zobaczyć w jednym miejscu sporą część rozproszonego dorobku artysty, a jest na co popatrzeć.

 

Znajdziemy tu świetne portrety jak „Portret rosyjskiej aktorki”, dojrzałe dzieło dwudziestopięciolatka, portrety Jadwigi Gaszczyńskiej, Emilii Wysockiej, pani Dobkin, Cecylii Wagnerowej, oficera Rzewuskiego, a także rewelacyjny portret inżyniera Stanisława Kierbedzia, bratanka twórcy słynnego warszawskiego mostu i mecenasa Szkoły Sztuk Pięknych, w której nauczał Krzyżanowski. Ponadto kilka portretów żony, w tym słynny „Portret żony z kotem” i pejzaże malowane w trakcie plenerów z uczniami. Ekspozycję uzupełniają prace Ferdynanda Ruszczyca, Kazimierza Stabrowskiego i innych twórców związanych ze Szkołą Sztuk Pięknych w Warszawie oraz obrazy autorstwa żony, Michaliny Krzyżanowskiej. 

Gdy spojrzymy na obrazy z wystawy w ujęciu chronologicznym, odnajdziemy w nich inspiracje i powiązania artystyczne, których autor doświadczył, żyjąc i tworząc u schyłku XIX i na początku XX wieku. Już jako utalentowany nastolatek ze Szkoły Rysunkowej w Kijowie zetknął się z oryginalną twórczością Michaiła Wrubla, z dużą swobodą i ekspresją traktującego materię malarską obrazów, w których figuratywność zbliżała się do abstrakcji. Można zaryzykować twierdzenie, że kontakt z pracami Wrubla stanowił pierwszy impuls w kierunku śmiałego kształtowania własnego stylu. Krzyżanowski odebrał potem solidne przygotowanie akademickie z rysunku i malarstwa w petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie program nauczania, prawie niezmieniony od czasów Katarzyny Wielkiej, zakładał mozolne szlifowanie warsztatu w niezliczonych studiach z natury. Po konflikcie z rektorem i wydaleniu z Akademii podjął studia w Monachium w prywatnej szkole Szymona Hollosy’ego, poznał środowisko polskich „monachijczyków” i zetknął się z twórcami monachijskiej secesji. Kilka europejskich podróży, kontakt ze starą i nową sztuką i młodopolski ferment, który zastał po osiedleniu się w Warszawie w 1900 roku, ostatecznie ukształtowały jego dojrzałą twórczość, w której odciska się zarówno ślad epoki, jak i jego silna osobowość artystyczna.

 

dwie kobiety robią sobie selfi w ramie

 

W przypadku Krzyżanowskiego sprawdza się reguła, że trzeba dobrze znać zasady, aby je świadomie i celowo łamać. Tylko wtedy powstaje indywidualny, rozpoznawalny styl. W portretach namalowanych w pierwszej dekadzie XX wieku widoczne są odniesienia do tradycji dziewiętnastowiecznego klasycznego i realistycznego portretu europejskiego, w Polsce najlepiej reprezentowanej przez Rodakowskiego. Obrazy te skupiały uwagę widza na wyłaniających się z mroku twarzach i dłoniach modela. Krzyżanowski pozostał wierny tej koncepcji portretowej i charakterystycznej dla niej ciepłej i ciemnej palecie, kolorom ziemi i „monachijskim sosom”, ale całkowicie zerwał ze statyką wyważonych kompozycji na rzecz swobody przedstawień asymetrycznych czy diagonalnych. Zamiast akademickiego warsztatu techniki malarskiej wprowadził szybki, ekspresyjny i dynamiczny sposób malowania, który zdefiniował jego twórczość. W zgodzie z własnym temperamentem malował brawurowymi pociągnięciami pędzla, świetnie budując formy i ustanawiając w obrazie własną hierarchię ważności, kierując uwagę odbiorców na poszczególne jego partie. Na ogół są to świetnie światłocieniowo opracowane twarze pozostające w kontraście do sprowadzonych niemal do abstrakcji ciemnych plam ubioru i otoczenia osoby portretowanej. Bywa i tak, że istotne malarsko stają się elementy stroju lub wnętrza, jak w „Portrecie Tomiry Słońskiej z córką” czy w „Portrecie Cecylii Wagnerowej”. Krzyżanowski zastosował tu uproszczenia i syntezy, które świetnie oddają charakter materii. Pozwalał sobie czasem na całkowite „puszczenie” fragmentów obrazu, pozostawionych jakby w fazie szkicu, kładąc obok płaskie plamy lub impasty o bogatej fakturze. W „Portrecie pani Dobkin” niemal całą postać zbudował z dynamicznych przecierek, wykonanych prawie suchym pędzlem. 

 

W przypadku Krzyżanowskiego sprawdza się reguła, że trzeba dobrze znać zasady, aby je świadomie i celowo łamać.

 

Odważnie operował wypracowanymi przez siebie środkami malarskimi, służyły mu one zarówno do przedstawiania znanych mu kobiet ze środowiska warszawskiej moderny jako młodopolskich zjaw, jak i tworzenia wielu portretów o głębokiej charakterystyce psychologicznej postaci. Krzyżanowski należał do tych malarzy, których białe płótno nie onieśmiela, którzy lubią podejmować ryzyko, malują z gestem, „z ręki” i gorączka twórcza sprawia im radość. Dominował nad obrazem – gdy w drugiej dekadzie XX wieku wprowadzał do prac więcej koloru, to według własnego wyboru, dla zwiększenia ekspresji dzieła, a nie dla lepszego oddania rzeczywistości. Ta nowa postawa twórcza odróżniała go od malujących portrety równolatków: Olgi Boznańskiej czy Wojciecha Weissa, a zbliżała do nadciągającego ekspresjonizmu, który ostatecznie złamał kanony akademizmu, wyżej stawiając wrażliwość artysty. To malarz współczesny, mimo dziewiętnastowiecznego wykształcenia stawiający na indywidualizm i profesjonalizm. Wydaje się, że przez całe życie był pewny swych racji i umiejętności, i dlatego z przekonaniem oddawał się nauczaniu. Zmarł w pełni sił twórczych, w 1922 roku, zanim jego kolega, wykładający również w Szkole Sztuk Pięknych Eligiusz Niewiadomski, zabił pierwszego prezydenta RP Gabriela Narutowicza.

 

_________________________

 

 Mariola Kolasińska - absolwentka kulturoznawstwa, animatorka kultury, zajmuje się edukacją i aktywizacją osób starszych.

 

_________________________

 

fot. HaWA