„Potęga sekretów” ukazuje Karola Radziszewskiego w kilku odsłonach, jako kuratora, kolekcjonera, malarza i przyjaciela artystek i artystów. Wystawa daje wgląd w te role, w zasoby „Queer Archives Institute”, a także bardziej prywatne doświadczenia artysty. Radziszewski z kuratorem Michałem Grzegorzkiem zabierają nas na spacer po performatywnym aspekcie archiwów i pokazują jak wątki queer przenikają do różnych momentów naszego życia, od dzieciństwa aż po śmierć, od samotności do przyjaźni. Artysta opowiada Marcie Czyż dlaczego „Potęga sekretów” jest historią aż tak wielowątkową.

 

Marta Czyż: Kim są bohaterowie Twojej wystawy?

Karol Radziszewski: Jest ich bardzo wielu. To w pewnym sensie wystawa o charakterze historyczno-edukacyjnym, wiąże się z ludźmi. Nie tylko na poziomie o kim, ale też dla kogo. Pracując nad tą wystawą na pewno myślałem o ludziach, którzy będą ją oglądać.

 

O kim dokładnie jest ta wystawa?

Chciałem, żeby ta wystawa działała jak warstwy tortu. Czyli jest ta warstwa bardzo przystępna i kolorowa, a stopniowo na ile ktoś chce, można wejść głębiej w przedstawioną problematykę. Osią tej wystawy jest też archiwum, moje zbiory i nagrania. To jest wystawa zarówno dla ludzi, którzy się tym interesują, dla środowiska, jak i dla ludzi, którzy pierwszy raz stykają się z tematem i mogą się dowiedzieć o osobach i historiach, o których nie mieli pojęcia, a które są częścią historii Polski i historii polskiej kultury.

 

Opowiesz o tych warstwach? Może na przykładzie księżniczek, które widzimy na wejściu na wystawę.

W pierwszej sali masz wielkie, kolorowe murale z księżniczkami. Wszystko jest rozpoznawalne, figuratywne. Na tym poziomie to nawet kilkulatki mogą mieć frajdę z ich oglądania. Dalej mamy taką refleksję, że każdy z nas miał kiedyś etap takich rysunków. Zarówno kobiety jak i mężczyźni rysowali podobnie, choć może różne motywy. Niektórzy zresztą przysyłają mi zdjęcia swoich rysunków dziś. Wrzucają je na instagrama pisząc, że też przechodzili przez ten etap. Kolejną warstwą jest to, że mamy do czynienia z archiwum artysty z końca lat 80. Na tej wystawie archiwalne rysunki pokazane są z pełną premedytacją tak, jak pełnoprawne prace, w formie malarstwa ściennego czy na płótnie. Przetransponowane na medium tak zwanej wysokiej sztuki, rzeczy pozornie błahe, zmuszają do ich analizy. Wreszcie głębiej ta warstwa symboliczna, psychologiczna czy polityczna, kiedy możemy je rozkodować jako potwór gender w praktyce. Jest to  pozbawiona wpływów zewnętrznych własna wyobraźnia, która idzie w taką stronę queerową czy konfudującą płeć.

 

kolorowe murale na wystawie
Karol Radziszewski „Potęga sekretów”, widok wystawy

 

Od dziecka zachowywałem wszystkie swoje rysunki, bo zawsze chciałem być malarzem. 

Ciekawi mnie ta warstwa Twojej historii jako artysty i Twojego malarstwa. Pokazujesz nam prace, które się zachowały, ale masz też etap pracy, który się nie zachował, bardzo ważny. I też miałeś etap przerwy w malowaniu.

Wiele ważnych prac straciłem w pożarze swojej pracowni na warszawskiej Pradze w 2013 roku. To był rzeczywiście ten moment, w którym zajmowałem się głównie filmem i sztuką niematerialną. Omijałem malarstwo. A prace, które się spaliły funkcjonowały też jako reprodukcje. Ich status jest dziwny. Dokumentację mam cały czas dostępną, ale w większości nie zdecydowałem się na ich odtworzenie. Zrekonstruowałem zaledwie pojedyncze prace. Myślałem zresztą, że te szkicowniki, których fragmenty pojawiają sie na wystawie, a które powstały jak miałem dziewięć lat również się spaliły. Pracowałem z nimi i byłem przekonany, że przepadły. W 2008 robiłem projekt z Kubą Dąbrowskim pt. „Koledzy” o porównywaniu takich chłopackich zajawek kolegów urodzonych w tym samym czasie w tym samym mieście, i o tym co nasze dziecięco-nastoletnie prace o nas mówią. Wtedy pierwszy raz te zeszyty przyjechały do Warszawy. Okazało się, że w międzyczasie wywiozłem je z powrotem do domu rodzinnego w Białymstoku. Od dziecka zachowywałem wszystkie swoje rysunki, bo zawsze chciałem być malarzem. Z dużym opóźnieniem dotarłem do tego, co było w tych zeszytach. Efektem są murale, które pojawiły się na wystawie.

 

kolorowe murale na wystawie
Karol Radziszewski „Potęga sekretów”, widok wystawy

 

Jak długa była ta przerwa w malowaniu?

Nie malowałem prawie trzy lata. Zrozumiałem w pewnym momencie, że studiując malarstwo przez pięć lat człowiek jest w stanie namalować praktycznie wszystko, w każdej technice i konwencji. Więc główne pytanie to: po co? Czułem, że to jest medium całkowicie nieadekwatne do naszej rzeczywistości. Z drugiej strony  nie chciałem też mieć swego jednego „stylu” – być panem od kropek , pasków lub czarno-białych kutasów. A tak trochę zaczęło to funkcjonować. Żongluję stylami i nawiązuję do stylistyki innych artystów, subwersywnie je queerując. Do malarstwa powróciłem bo wydało mi się dobrym medium do opowiadania historii. Żyjemy w kulturze obrazkowej , a reprodukcje prac niemalże natychmiast po namalowaniu trafiały do obiegu, głównie przez social media. Odbiór był bardzo żywiołowy, bo ludzie kochają figuratywne malarstwo. Na to wszystko nałożył się  jeszcze Matejko i sposób budowania narracji wizualnych, o których nie da się inaczej powiedzieć, rodzaj kolażu historycznego. Okazało się, że mam po co malować i jest dobry pretekst na użycie tego medium. Doszedł też aspekt portretu, który jest osobistą interpretacją i który jest w stanie pokazać osobisty stosunek twórcy do osoby malowanej. W „Poczcie” odnalazłem atrakcyjność tego medium.

 

Twoimi bohaterami i bohaterkami są osoby historyczne, ale też zapraszasz do wystawy artystów i artystki. Jaki mają w nią wkład?

To był pomysł kuratora Michała Grzegorzka, żeby pokazać moją strategię kooperacji. Dużo współpracuję z różnymi artystami, zapraszam ich do wspólnych działań. Na wystawie pojawiają się artyśc i artystki, które mi towarzyszą, z którymi się przyjaźnię i są dla mnie ważni pod względem i artystycznym i osobistym. Zastanawiałem się w jaki sposób mogą uzupełnić moje prace i wnieść do wystawy coś swojego. Coś, co nie zaistniało w mojej twórczości. Wolfgang Tillmans pokazuje instalacje ze zdjęciami z Rosji, gdzie nigdy nie byłem. To są zdjęcia aktywistów LGBT z Sankt Petersburga. Libuša Jarcovjákova fotografka z Czech, której seria zdjęć T-club dokumentująca gejowsko-lesbijski klub z Pragi z poczaku lat 80. uzupełnia brak, który jestproblemem w ogóle w całej tej narracji, szczególnie polskiej czyli wizualną kulturę lesbijek. Z Libušą znamy się od wielu lat. Publikowałem jej zdjęcia w DIK Fagazine. Jest też Ryszard Kisiel. Jego archiwum, które zostało w całości przekazane do „Queer Archives Institute” stało się sercem i podstawą mojego achiwum, więc on jest na tej wystawie obecny na wiele sposobów. Jest bohaterem mojego filmu „Powidoki”, autorem zdjęć dokumentujących miejsca spotkań ówczesnych gejów. Mam też  osobną salę, w której pokazuję prace nigdy wcześniej nie pokazywane. To zdjęcia z 1969 i 1971 roku z plaż gejowskich w Sobieszewie. Te zdjęcia przesuwają historię poza lata 80. jeszcze dalej wstecz na ile się da.  Do arkadyjskich czasów sprzed epoki AIDS. Jest Natalia LL, z którą też się przyjaźnię i z którą pracowałem. Nawiązywałem do jej prac, queerowałem je. Tutaj uzupełnia element narracji o querowych zaświatach czyli wyobrażenia tego co będzie po. Jej praca sąsiaduje z salą AIDS, z salą śmierci. Ma też jednak być taką pozytywną alternatywą, wnikliwym spojrzeniem kogoś, kto jest w innym wieku i kto w zupełnie inny sposób dzięki sztuce jest w stanie wyobrażać sobie te queerowe zaświaty. Ostatnimi zaproszonymi jest grupa General Idea, której praca  dopowiada wschodnioeuropejską narrację słynną pracą związaną z AIDS. Większość artystów, których zaprosiłem jest dużo starsza ode mnie. Mają zupełnie inne przeżycia, doświadczenia. Ta między generacyjna współpraca jest dla mnie ważna. Przy festiwalu Pomada, który współorganizuję, czy DIK Fagazine, który wydawałem zawsze zapraszałem wiele artystów i artystek. Często z nimi współpracuję. Jednym z aspektów „Queer Archives Institute” jest wymiana. Trochę w duchu „Galerii Wymiany” Józefa Robakowskiego wymieniam się z artystami na prace. To jest też rozszerzanie kolekcji QAI w dwóch kierunkach, w głąb historii i do przodu.

 

kolorowe neony na wystawie
Karol Radziszewski „Potęga sekretów”, widok wystawy

 

Osią, tłem wystawy jest metaforyczne przechodzenie od narodzin do śmierci. Pomysł wydaje mi się nienachalną, aczkolwiek bardzo porządkującą osią, która od dzieciństwa i rozpoznania się jako osoba nienormatywna, poprzez rózne aspekty historii dojrzewania zmagania się, aż chorobę, cruising i sex , dociera do queerowych zaświatów.

 

Czym jest „Queer Archives Institute”?

Parasolem. Platformą i ramą do wszystkich moich działań. Zarówno kolekcjonerksich, gdzie zbieram prace, materiały i obiekty historyczne wywiady czyli historię mówioną, która jest obiektem mojej pracy, ale też zawierają się w nim prace i interpretacje prac artystycznych, które stworzyłem na bazie archiwów, prace innych artystów, które powstają w oparciu o bohaterów czy inne historie z przeszłości. Te wszystkie rzeczy razem tworzą Queer Archives Institute”. Mówię Archives w liczbie mnogiej, gdyż są to różne archiwa nie tylko moje i nie tylko polskie. Idea tych archiwów jest taka, że to jest wielka sieć współpracy z innymi krajami i z innymi ludźmi na całym świecie.

 

gabloty ze zdjęciami
Karol Radziszewski „Potęga sekretów”, widok wystawy

 

      Opowiadam historie z perspektywy mniejszości i niszy poprzez wyolbrzymienie i zwrócenie uwagi. Daję im większą widzialność, aby zaistniały w wyobraźni publiczności.



Jak zbudowana jest ta wystawa?

Wystawa miała być retrospektywą, ale próba całościowego zestawienia tych prac była chaosem, także chaosem tematów. O ile to wszystko spaja się w tym ogólnym haśle queer na poziomie strategii i pracy, to te prace na przestrzeni kilkunastu lat były bardzo różne. Wobec tego zgodziłem się na propozycję Michała Grzegorzka, aby skupić się na performatywnym aspekcie archiwów. Osią, tłem wystawy jest metaforyczne przechodzenie od narodzin do śmierci. Pomysł wydaje mi się nienachalną, aczkolwiek bardzo porządkującą osią, która od dzieciństwa i rozpoznania się jako osoba nienormatywna, poprzez rózne aspekty historii dojrzewania zmagania się, aż chorobę, cruising i sex , dociera do queerowych zaświatów.

 

Pokazujesz głównie ostatnie prace i archiwum. W kontekście Twojej retrospektywy zastanawiałam się czy znajdą się tu jakieś prace z wystawy na tym samym piętrze z 2007 roku.

Tamta wystawa o tytule „Zawsze chciałem” była o tożsamości i skupiała się głównie na hasłach rodzina, religia, gejostwo. Wszystkie prace podejmowały te tematy w kontekście sztuki. Na przykład „Jezu Ufam Tobie” była pracą odnoszącą siępośrednio  do mojego bycia katolikiem, w kontekście rodziny. W tych pracach pojawiła się moja babcia robiąca na drutach kominiarki, które służyły gejowskiemu gangowi. Wszystko rozgrywało się na osi rodziny i religii. To był dla mnie najważniejszy tożsamościowy klincz. Dzisiaj powracam z perspektywy lat bardziej przepracowanych. Świadomie rezygnuję z odnośników do religii, także w związku z sytuacją polityczną. Jednocześnie Queer Archives obliguje mnie do szerszej reprezenacji, nie tylko perspektywy homoseksualnego mężczyzny. To ma działać jak platforma  do szerokiego pola reprezentacji. Staram się brać za nie odpowiedzialność. Te historie działają szerzej, docierając do  społeczności. Wobec tego decyduję się na częściowe wycofanie się i oddanie tej przestrzeni dla zaistnienia innych opowieści. W szeczególności osób trans, na których osobiście bardzo mi zależało i których wcześniej nie pokazywałem w takiej kumulacji.

 

widok wystawy, Święte obrazy
Karol Radziszewski, „Zawsze chciałem”, widok wystawy

 

Mówisz, że wystawa ma charakter edukacyjny. Czego w takim razie ma nas nauczyć?

Z jednej strony ma pokazać inne spojrzenie. Pokazać, że historia jest literaturą, którą można interpretować na wiele sposobów. Ktoś pisze ją dla kogoś, ale równie dobrze może tą historią manipulować, bądź przedstawiać inną wersję. Próbuję pokazać swoją wersję wydarzeń i przesuwać akcenty. Opowiadam historie z perspektywy mniejszości i niszy poprzez wyolbrzymienie i zwrócenie uwagi. Daję im większą widzialność, aby zaistniały w wyobraźni publiczności. To uczy tolerancji i tego, że jeśli czegoś nie wiemy to nie znaczy, że tego nie było, tylko że  to wymaga wysiłku, researchu.

 

W jaki sposób może nas uczyć tolerancji?

Za każdym razem, kiedy się dowiadujemy, że ta historia i to społeczeństwo jest bardziej skomplikowane i dużo bardziej różnorodne tożsamościowo to już nie tak łatwo jest szafować argumentami, że „tego nigdy nie było”, „oni nie istnieli”, „to jest przywiezione z zachodu”, itp. A na osoby trans, ale też na cały ruch „Solidarności” można inaczej spojrzeć. Aspekt tożsamości seksualnej płynnie przeplata się z bohaterami, którzy tworzyli historię i kulturę Polski co widać w mojej wersji „Pocztu”.

 

widok wystawy, obraz kobiety z napisem Solidarnosć
Karol Radziszewski „Potęga sekretów”, widok wystawy

 

Jak skonstruowałeś Poczet?

Chronologicznie, tak jak u Matejki. Moi bohaterowie następują po sobie datami urodzin. To są bohaterowie naszej ogólnej, kulturowej wyobraźni i nie są to jakieś akurat niszowe wieloletnie badania, tylko próba pokazania co nie jest wydobyte z powszechnie dostępnej  historii. Czyli królowie, pisarki, pisarze, osoby, które są we wszystkich podręcznikach. Znamy je poza tym, że do tej pory te drobne aspekty ich biografii były pomijane. Tutaj te aspekty stają się centrum przez samo zestawienie tych postaci. Ta wspólnota może być zupełnie inaczej organizowana.

 

widok wystawy, obrazy, gabloty
Karol Radziszewski „Potega sekretow”, widok wystawy


      Podejmując obecny w jej pracach wątek sentymentu i nostalgii za socmodernistycznymi pomnikami architektury i związanym z gentryfikacj, jej znikaniem, stawiam pytanie czy ten szalet, kibel, tak ważny dla gejów w latach komunistycznych i funkcjonujący dość długo w centrum miasta, obrośnięty legendą, literaturą, czy on jest  godzien upamiętnienia. 


 
Slyszałam zarzuty, że niepotrzebnie na tej wystawie dotykasz tematów, które nie dotyczą Ciebie bezpośrednio. Takie jak AIDS.

Na wystawie pokazuję oryginalne materiały archiwalne dotyczące HIV i AIDS, które są częścią wspólnej historii. To jeden z kluczowych elementów tożsamości środowiskowej LGBT. Tak jak mówiłem, dzielę się też widzialnością, dając przestrzeń innym. Pokazuję tapetę, która powstała z inspiracji kolażem Ryszarda Kisiela z 1989 roku i ikonicznymi dziełami grupy General Idea. General Idea zaprosiłem też do wystawy, po raz pierwszy pokazując ich prace w Polsce. W 2006 zrobiłem też pracę o moim pierwszym teście na HIV. To moje przeżycie i praca o indywidualnym doświadczeniu stworzona wyłącznie w moim imieniu.


 

widok wystawy, zielona metalowa rzeźba, obraz i mural
Karol Radziszewski „Potęga sekretów”, widok wystawy

 


Najbardziej zaskakującą pracą jest grzybek. Nie jest on ani malarstwem ani fragmentem Twojego archiwum.

Pierwszy raz stworzyłem metalową rzeźbę. To konsekwencja mojej strategii. W zależności od tematu używam różnych mediów i nawiązań do innych artystów. Queerowałem niebieską linię Krasińskiego zmieniając ją na różową, re-performowałem „Śnienie” Natalii LL. W „Grzybku” posługuję się estetyką nawiązującą wyraźnie do Moniki Sosnowskiej. Próbuję opowiedzieć nią o kolejnym wypartym elemencie historii. Podejmując obecny w jej pracach wątek sentymentu i nostalgii za socmodernistycznymi pomnikami architektury i związanym z gentryfikacją jej znikaniem,  stawiam pytanie czy ten szalet, kibel, tak ważny dla gejów w latach komunistycznych i funkcjonujący dość długo w centrum miasta, obrośnięty legendą, literaturą, czy on jest  godzien upamiętnienia. Tą pracą sugeruję też, jak mógłby funkcjonować potencjalny queerowy pomnik.


     Moja wystawa być może nie zamknie się 2 stycznia, ale ta instytucja pod rządami nowego dyrektora zmieni się na pewno. To jest bardzo smutne, że tracimy ten dorobek.



Zdefiniuj queerowanie.

To spojrzenie z ukosa i przyjmowanie perspektywy jakiej inni nie widzą albo nie chcą widzieć. To może dotyczyć alternatywej orientacji seksualnej albo alternatywnej historii wydarzeń. Queerowanie jest odzyskiwaniem tych potencjalnych subwersywnych znaczeń, które są w mainstreamie. Na przykład w w pracach heteroseksualnych artystów. To przenicowywanie znaczeń, które dla nich miało inne znaczenie, przeginanie ich w inną stronę i nadawanie przez to nowego znaczenia. To też upominanie się o te motywy w historii, które są, ale nie mają swojej wizualnej reprezentacji jak choćby życiorys Ewy Holuszko czy wciąż niewyobrażona historia akcji „Hiacynt”.

 

Podobno Twoja wystawa zamknie się 2 stycznia.

Tego nie wiemy  i trudno mi się na ten temat wypowiadać. Nie chcę gdybać, wszystkie scenariusze są możliwe.

 

widok  na wystawę w czerwonym pokoju przez okrągły otwór
Karol Radziszewski „Potęga sekretów”, widok wystawy

 


Czego życzysz Zamkowi, instytucji, w której spędziłeś ostatnich kilka miesięcy?

Z Zamkiem jestem związany od lat. Znam wielu pracowników, którzy są tu odkąd przyszedłem tu pierwszy raz, jeszcze w 2003 roku. Życzyłbym sobie, żeby Zamek dalej się rozwijał i poszerzał i horyzonty i zasięg, aniżeli się zamykał. Moja wystawa być może nie zamknie się 2 stycznia, ale ta instytucja pod rządami nowego dyrektora zmieni się na pewno. To jest bardzo smutne, że tracimy ten dorobek.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

___________________________________   


Karol Radziszewski
 (ur.1980) twórca filmów, fotografii, instalacji, autor projektów interdyscyplinarnych. Absolwent Wydziału Malarstwa warszawskiej ASP. Wydawca i redaktor naczelny magazynu „DIK Fagazine". Twórca „Queer Archives Institute". Laureat Paszportu Polityki (2009). 
Jego prace były pokazywane m.in. w Narodowej Galerii Sztuki Zachęta, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, Muzeum Sztuki w Łodzi, Muzeum Współczesnym Wrocław, Muzeum Narodowym w Warszawie, CSW Zamek Ujazdowski, Kunsthalle Wien, New Museum w Nowym Jorku, Whitechapel Gallery w Londynie, VideoBrasil w Sao Paulo, Cobra Museum w Amsterdamie oraz na biennale PERFORMA 13 w Nowym Jorku, 7. Göteborg Biennale, 4. Prague Biennale, New York Photo Festival w Nowym Jorku i 15. Biennale Sztuki Mediów WRO.

 ___________________________________   

Marta Czyż  Historyczka sztuki, kuratorka, autorka tekstów o sztuce współczesnej. Kuratorowała wystawy w Kordegardzie, BWA Zielona Góra, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek U-jazdowski. Wspólnie z Julią Wielgus wydała książki „D.O.M. Polski” (z galerią Raster i BWA Zielona Góra) oraz „W ramach wystawy – rozmowy z kuratorami”, która została uznana przez portal culture.pl za jedną z dziesięciu najważniejszych książek o sztuce 2015 roku. Obecnie pracuje nad publikacją analizującą najważniejsze wystawy w historii polskiej sztuki w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

 ___________________________________


Karol Radziszewski, Potęga sekretów, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek U-jazdowski 
,15.11.2019-29.03.2020

 
 ___________________________________

zdjęcia: Bartosz Górka