Od blisko dziewięciu miesięcy odpowiedzialna postawa wymaga patrzenia na wciąż te same cztery ściany, zatem poczucie odcięcia od wszystkiego, co żywe i ważne, staje się coraz bardziej dotkliwe. Do przekroczenia choć na chwilę granic własnego doświadczenia i otwarcia głowy na świeżą refleksję o świecie skłania program rozpoczynającego się jutro 30. Festiwalu Mediów Człowiek w Zagrożeniu.

 

W dniach 24-29 listopada 2020 r. wydarzenie odbędzie się w wariancie online, który z przyczyn oczywistych zastąpi coroczne bezpośrednie spotkanie z kinem dokumentalnym w murach Muzeum Kinematografii w Łodzi. Na stronach Festiwalu i DAFilms organizatorzy udostępnią, w zdecydowanej większości nieodpłatnie, ponad 100 filmów składających się na pełny program jubileuszowej edycji. Pomimo ograniczeń, z którymi musieli zmagać się w tym roku twórcy, nie brakło interesujących nowych tytułów, zgłoszonych do konkursów filmów dokumentalnych oraz reportaży telewizyjnych. Okazją do przyjrzenia się ewolucji polskiego dokumentu będzie przegląd obrazów nagrodzonych podczas poprzednich 29 edycji, a wśród nich filmóMarcela Łozińskiego, Macieja Drygasa, Marcina Koszałki czy Jacka Bławuta, oraz retrospektywa twórczości Andrzeja Fidyka. O ludziach, a nie o ideologii opowiedzą produkcje pochodzących z Izraela Baraka i Tomera Heymannów zogniskowane wokół doświadczeń osóLGBTQ+. Program uzupełni cykl pokazów specjalnych – 22 filmów z ostatnich lat, mówiących m.in. o kryzysie klimatycznym, sytuacji politycznej w Białorusi czy terrorze w Czeczeni, ale też swingującym Londynie lat 60. i pracy twórczej Terry’ego Gilliama. Audycji biorących udział w konkursie reportaży radiowych można wysłuchać na stronie Radia Łódź. Poniżej przegląd festiwalowych propozycji, które zwróciły naszą uwagę.

 

Andrzej Fidyk i pocztówki ze smutnego kraju

Tegoroczna edycja Festiwalu oferuje dość rzadką szansę spotkania z wczesnymi filmami Andrzeja Fidyka, układającymi się w interesujący obraz codziennego życia w schyłkowych latach PRL. Retrospektywa pomija głośne zagraniczne realizacje tego wszechstronnego dokumentalisty, a zamiast tego skupia się na najwcześniejszym okresie jego twórczości, od debiutu w 1982 r. po początek lat 90. Pięć kameralnych, wręcz intymnych obrazów rejestruje nastroje lat 80. nie poprzez kluczowe wydarzenia polityczne i ikoniczne momenty tej dekady, lecz niewielkie, precyzyjnie wykadrowane wycinki rzeczywistości i portrety jednostek wyłowionych z tłumu. W tym samym czasie Fidyk zrealizował wielokrotnie nagradzaną Defiladę, nasycony treścią filmowy esej o reprezentacyjnym obliczu totalitarnego systemu, na przykładzie rozbuchanych, kiczowatych i przeżartych propagandą sukcesu obchodów 40-lecia Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Ta wypolerowana i (zbyt) bogato zdobiona fasada komunizmu ma jednak mniej pociągające zaplecze – to właśnie tam zaprasza nas Fidyk w swoich filmach o PRL, eksplorując to, co ukryte pod spodem, łatwe do przeoczenia, pozornie nieważne.

 

Bolesna dysproporcja między prestiżem na pokaz a pocerowaną podszewką rzeczywistości jest szczególnie widoczna w filmie Noc w pałacu z 1986 r. Widz towarzyszy weselnikom bawiącym się w jednej z sal Pałacu Kultury i Nauki, ale porządek święta zostaje szybko skontrastowany z porządkiem codzienności, reprezentowanym przez osoby pracujące w Pałacu podczas nocnej zmiany: wartowników, sprzątaczki czy windziarkę. Pozory luksusu i światowej elegancji utrzymywane są z coraz większym trudem dzięki wysiłkowi lekceważonych i marnie wynagradzanych pracowniczek i pracowników, którzy po 30 latach nie są w stanie zarobić na więcej niż miejsce do spania w kuchni dzielonej z trzema osobami i dwoma psami. Rewersem zdobionych sztukateriami sal i gablot ekspozycyjnych z proszkiem Persil są archaiczne instalacje techniczne i zasikane, ciemne zaułki. Podczas dekorowania zasłużonego personelu odznaczeniami dygnitarz mówi z emfazą, że Pałac jest symbolem nowego ładu w Europie oraz dobrej roboty. Nietrudno zauważyć, że w filmie Fidyka to także pars pro toto PRL z jej niedostatkiem, marazmem i bylejakością, gdzie nawet zabawa na weselu wydaje się być pozbawiona szczerej radości, a twarze tańczących ludzi wyrażają obojętność i znużenie. 

 

noc w palacu
Noc w pałacu, Andrzej Fidyk

 

Z dnia na dzień bardziej znajoma wydaje się także pogarda dla obywateli i ich potrzeb, stąd dokumenty Fidyka czyta się już nie tylko jako portret odległej epoki, ale jako uniwersalne i znów aktualne przypowieści o relacji jednostki i opresyjnego państwa.

 

Przeciwieństwem tego bezwładu jest zaangażowana postawa bohatera o rok wcześniejszego dokumentu pt. Prezydent (1985), emerytowanego spawacza o naturze filozofa i poety, którego celem w życiu jest walka z głodem na świecie. To reprezentant wojennego pokolenia, naznaczonego w dzieciństwie i młodości doświadczeniem skrajnej biedy, kładącej się cieniem na dalszym życiu. Życiu wciąż niewolnym od materialnych trosk, gdyż spędzanym w państwie nieustających niedoborów. W PRL wszyscy w mniejszym lub większym stopniu usiłują tym brakom zaradzić na własną rękę, a bohater filmu proponuje utopijne rozwiązanie w postaci hodowli świń na osiedlu z wielkiej płyty. Codzienna walka o poprawę losu przerasta siły jednostki i zakrawa na wyręczanie władzy w jej podstawowych obowiązkach, choć przysłany na kontrolę chlewu urzędnik przytomnie zauważa, że „jakby każdy się oglądał na pomoc państwa, to ładnie byśmy wyglądali”. Tragikomiczna, chwilami wręcz niewiarygodna, alegoryczna opowieść o starciu idealisty z bezwładem systemu staje się z minuty na minutę coraz smutniejsza. Duże wrażenie robią słowa tytułowego „prezydenta świń”: „Wszystko, co nie jest nieszczęściem, jest szczęściem, jestem więc chyba szczęśliwym człowiekiem”. Bohaterowie Fidyka uprawiają zaawansowaną umysłową ekwilibrystykę, by odsunąć od siebie świadomość swojego mizernego położenia, niegodnych warunków życia i ograniczonych możliwości samostanowienia.

 

Jedną ze strategii obrony jest także śmiech, co Fidyk dokumentuje w filmie Ich teatr z 1984 r. Wystawiany przez amatorską trupę spektakl kostiumowy o intrydze miłosnej z XIX w. nie budzi entuzjazmu wiejskiej publiczności. O wiele żywsze reakcje wywołuje za to oparta na faktach komedia o braku sznurka do snopowiązałki i pustych półkach w GS-ie. 

 

Trudno dziś traktować te filmy jedynie jako materiał dydaktyczny na lekcję historii. Nie sposób nie zauważyć, że czas zatacza koło, a obecna władza z coraz większym zapałem sięga do sprawdzonych wzorców z PRL, oddając się kreowaniu alternatywnej rzeczywistości i manipulowaniu niewygodnymi faktami. Z dnia na dzień bardziej znajoma wydaje się także pogarda dla obywateli i ich potrzeb, stąd dokumenty Fidyka czyta się już nie tylko jako portret odległej epoki, ale jako uniwersalne i znów aktualne przypowieści o relacji jednostki i opresyjnego państwa.

 

Wiwisekcja uczuć według braci Heymann

Druga z festiwalowych retrospektyw przybliża mało znaną w Polsce twórczość tandemu Baraka i Tomera Heymannów. Pochodzący z Izraela bracia w ciągu dwóch dekad wyprodukowali ponad 20 filmów dokumentalnych, spośród których znaczną część także wyreżyserowali. W łódzkim przeglądzie ich dorobku na pierwszy plan wysuwają się obrazy opowiadające o miejscu osób LGBTQ+ w społeczeństwie i o problemach, z jakimi muszą się one mierzyć. Oprócz głośnego filmu Mr. Gaga z 2015 r. kreślącego portret oryginalnego choreografa Ohada Naharina zobaczymy także W Twoich oczach (2018) o palestyńskich i izraelskich youtuberach kwestionujących zastane normy i uprzedzenia, a co za tym idzie – borykających się z niechęcią rodziny oraz środowiska. Trudne relacje z bliskimi znajdują się również w centrum dokumentu Kto mnie teraz pokocha? (2016), którego bohater, homoseksualny młody Żyd, usiłuje wypracować równowagę między samorealizacją i autentycznością a utrzymaniem więzi z tradycyjną, religijną rodziną.

In Your Eyes3
W Twoich oczach, Barak i Tomer Heymann

 

Wymagające delikatności i uwagi rodzinne związki stanowią wiodący temat także wcześniejszego obrazu wyreżyserowanego przez Tomera Heymanna w 2009 r. Opatrzony dwuznacznym tytułem I Shot My Love utwór sprawia wrażenie intymnego dziennika, czytanego autorowi przez ramię. Heymann odwołuje się do najlepszych tradycji awangardowego filmu osobistego spod znaku home movies Jonasa Mekasa, filmując z ręki i ze swojego punktu widzenia sceny z życia prywatnego, od wyznań miłości, poprzez spory, aż po chorobę i cierpienie ciała. Luźna struktura i surowe środki wyrazu, z rozedrganym obrazem i celowymi niedociągnięciami, znoszą dystans między widzem a opowieścią, pozwalając na głębokie zanurzenie w tej nasyconej emocjami, ale pozbawionej egzaltacji historii.

 

Dla widza żyjącego w kraju, w którym na równi nienawidzi się i gejów, i Żydów, a także odrzuca się a priori wszystko, co obce i nieznane, wyjątkowo poruszające mogą być starania rodzin pary głównych bohaterów, by dobrze przyjąć ich partnerów.

 

Heymann, potomek niemieckich Żydów, którzy zdołali uciec przed Zagładą do Palestyny, powraca do Berlina po 70 latach od tych zdarzeń i nawiązuje romans z Niemcem, tancerzem Andreasem Merkiem. Relacja zainicjowana w kultowym klubie Berghain, kojarzącym się raczej z przypadkowym seksem niż miłością po grób, staje się jednak poważna na tyle, że Merk przenosi się do Tel Awiwu, gdzie obaj mężczyźni próbują zbudować nowe życie w cieniu historycznych traum i konfliktów. Film zadaje pytania o to, jak kontekst społeczny, kulturowy i rodzinny kształtuje naszą wizję miłości i wpływa na związki, ale Heymann nie traci z oczu indywidualnych doświadczeń jednostki, konfrontując perspektywy traumy zbiorowej i osobistego granicznego przeżycia. Dla widza żyjącego w kraju, w którym na równi nienawidzi się i gejów, i Żydów, a także odrzuca się a priori wszystko, co obce i nieznane, wyjątkowo poruszające mogą być starania rodzin pary głównych bohaterów, by dobrze przyjąć ich partnerów. W symbolicznej scenie podczas obchodów Paschy Andreas czyta po niemiecku hagadę z książki ocalonej przed wojną przez przodków Tomera. I Shot My Love głosi świadectwo, że przeszłości nie da się i nie należy całkiem unieważnić, ale można zadbać o uważną obecność w teraźniejszości, a miłość, choć niewolna od bólu, jest warta wysiłku. 

 

Konkurs filmów dokumentalnych

Jedną z najważniejszych części programu Festiwalu jest, jak co roku, konkurs filmów dokumentalnych, którego uczestnicy rywalizują o Grand Prix Nagrodę Miasta Łodzi w wysokości 15 tys. zł oraz statuetkę Białej Kobry, a także szereg innych wyróżnień. 25 konkurujących w tej edycji tytułów, wyprodukowanych w latach 2019-2020, eksploruje bardzo szerokie spektrum tematów z Polski i świata przy pomocy zróżnicowanych strategii artystycznych. W konkursie startuje kolejny film ubiegłorocznego zdobywcy głównej nagrody, czyli reportaż Tomasza Sekielskiego o pedofilii w polskim Kościele pt. Zabawa w chowanego. Oprócz kluczowych dla dyskursu publicznego zagadnień, twórcy kierują kamerę także na mniej obecne w mediach zjawiska. Piotr Stasik przygląda się dzieciom ze spektrum autyzmu i zespołem Aspargera w Odmiennych stanach świadomości, a Lekcja miłości Małgorzaty Goliszewskiej i Katarzyny Matei to subtelne studium walki o swoje szczęście w dojrzałym wieku. Wśród portretowanych bohaterów znalazło się kilka charyzmatycznych postaci życia publicznego, od Tony’ego Halika w filmie Marcina Borchardta, poprzez księdza Adama Bonieckiego, którego sylwetkę kreśli Aleksandra Potoczek, aż po splątane losy Augusta Zamoyskiego opowiadane przez Marię Zmarz-Koczanowicz. Zapomniane historie z przeszłości usiłuje odtworzyć także film Szklane negatywy w reżyserii Jana Borowca, dla którego punktem wyjścia jest odnalezienie na strychu lubelskiej kamienicy materiałów fotograficznych dokumentujących życie lokalnej żydowskiej społeczności.

 

Po wydarzeniach sprzed niespełna dwóch tygodni, niesławnej bitwie pod Empikiem i podpaleniu mieszkania polskiego artysty przez rzekomych obrońców narodowego dziedzictwa kulturowego, obowiązkową lekturą wydaje się film dokumentalny Ostatni rycerze prawej strony w reżyserii Michała Edelmana.

 

Temat, który łączy przeszłość z teraźniejszością i, niestety, najprawdopodobniej przyszłością to ekspansja radykalnych grup o nacjonalistycznych i ksenofobicznych inklinacjach. Po wydarzeniach sprzed niespełna dwóch tygodni, niesławnej bitwie pod Empikiem i podpaleniu mieszkania polskiego artysty przez rzekomych obrońców narodowego dziedzictwa kulturowego, obowiązkową lekturą wydaje się film dokumentalny Ostatni rycerze prawej strony w reżyserii Michała Edelmana. Wielu z nas, przedstawicielek i przedstawicieli środowiska kultury, odnosi ostatnio wrażenie, że „już po nas przyszli”. Jesteśmy więc żywo zainteresowani, kto nas podpala i jakie motywacje nim tak naprawdę kierują? Reżyser wraz z bratem, operatorem Maciejem Edelmanem, szuka odpowiedzi na te pytania, zdobywając zaufanie i dokumentując przez pół roku aktywność Brygady Łódzkiej ONR. Stworzonej w ten sposób opowieści udaje się uniknąć publicystycznego tonu, a twórcy nie tylko oddają głos swoim bohaterom, ale też z uwagą i bez oceniania słuchają, okazując szacunek tym, którzy tego szacunku dla wielu nie mają. Film ma jednak trudność z wyjściem poza schemat: „taki był miły, na klatce zawsze mówił: dzień dobry”, kreśląc portrety bohaterów i bohaterek, którzy lubią pomagać i są dobrymi chrześcijanami, ale nie wobec osóLGBTQ+, Żydów, uchodźców… i po przecinku ta lista wciąż się wydłuża. Ostatecznie, jak od stuleci, okazuje się, że o wiele łatwiej jest wyzywać i bić bezimienny tłum, niż powtórzyć to samo w twarz człowiekowi, który chce porozmawiać. Szkoda jednak, że wciąż tak trudno zastosować tę wiedzę w praktyce.

 

Polska rzeczywistość nieustająco pozostaje bardzo absorbująca, ale w obszarze zainteresowań rodzimych filmowców znajdują się także losy mieszkańców innych rejonów świata. Kobiety walczące w Tamilskich Tygrysach są bohaterkami dokumenty Blizny Agnieszki Zwiefki, a w łódzkiej Szkole Filmowej powstała opowieść o Synu ulicy, czyli chłopcu żyjącym w obozie dla uchodźców palestyńskich Szatila w Bejrucie, wyreżyserowana przez Mohammeda Almughanniego.

 

STOLEN FISH Still 1 scaled2
Stolen Fish, Małgorzata Juszczak

 

Porażające absurdy postkolonialnego wyzysku i krótkowzrocznej eksploatacji planety punktuje Stolen Fish autorstwa Małgorzaty Juszczak, świadectwo jednej z wielu niegodziwości wielkiego biznesu, o których informacje z trudem przebijają się do mainstreamowych zachodnich mediów. Film opowiada o działających na terytorium Gambii chińskich fabrykach mączki rybnej i towarzyszących ich działalności gigantycznych i nieetycznych połowach ryb w oceanie, prowadzących do niszczenia tamtejszego ekosystemu. Korporacje znajdujące się na uprzywilejowanej pozycji mogą przesuwać granicę coraz dalej, eksploatując coraz to większe obszary planety, przy jednoczesnym odbieraniu pracy i środków do życia lokalnym mieszkańcom. A to tylko jedno ogniwo w długim łańcuchu bezrefleksyjnego zniszczenia, bo mączka rybna służy jako pokarm zwierząt w masowej, przemysłowej produkcji mięsa, która odpowiada za ogromną część nadmiernej emisji gazów cieplarnianych.

To tylko wybrane filmy z szerokiego spektrum festiwalowych propozycji. O pozostałych projekcjach i wydarzeniach przeczytacie na  stronie Festiwalu Mediów Człowiek w Zagrożeniu.

 

___________________________________   

 

Karolina Maciejewska – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Łódzkim oraz studiów podyplomowych marketing kultury na Uniwersytecie Warszawskim. Autorka artykułów poświęconych sztuce, fotografii, designowi i rozwojowi branży kultury. Zajmuje się tworzeniem i redagowaniem treści, public relations i promocją, prowadzeniem programów dotacyjnych i fundraisingiem w publicznych instytucjach kultury, NGO oraz dla klientów komercyjnych.

 

___________________________________   

 

zdjęcie główne: Ostatni rycerze prawej strony, Michał Edelman