Nie przypominam sobie wystawy w Muzeum Sztuki w Łodzi, tak wdzięcznie przywracającej ideę malarstwa w duchu awangardy, Katarzyny Kobro i Władysława Strzemińskiego, jak ta, która pojawiła się w listopadzie ubiegłego roku. R. H. Quaytman oddała w niej złożoność materii obrazu w wydaniu dla nas najciekawszym, bo łódzkim. Artystka odkryła dla siebie Polskę wraz z historią swojej łódzkiej rodziny i podzieliła się opowieścią o Łodzi i malarstwie.

 

Quaytman przedstawia obraz jako problem i pyta o sens uprawiania malarstwa w rzeczywistości, w której prymat wiedzie niematerialny obraz cyfrowy. Dorastająca w rodzinie artystów postminimalistycznych i literatów sama przeżyła kryzys malarstwa w latach 90., z którego podniosła się w 2001 roku po wizycie w Łodzi. Szukając tu śladów rodziny, natrafiła na sztukę Kobro i Strzemińskiego, o których słyszała już wcześniej od swojego dobrego znajomego Yve-Alaina Bloisa. Kontakt z dziełami tych twórców pomógł jej uporządkować zagadnienia dotyczące malarstwa, wytyczył też nowy kierunek jej własnej praktyki artystycznej. Quaytman nadal czerpie najważniejsze wskazówki ze sztuki Kobro i Strzemińskiego. Przede wszystkim potwierdza fakt, że obraz nie jest czymś wyizolowanym, istnieje w szerszym kontekście, organizuje przestrzeń tak, jak organizują ją rzeźby, włącznie z ruchem widza wokół nich. Dzięki Strzemińskiemu artystka skupia się na materialności obrazu. Obraz jest zarówno rzeczą, jak i instrumentem służącym do wywołania złudzeń i efektów. Quaytman wypracowała model swoich wystaw, który polega na tworzeniu książki, gdzie każda kolejna ekspozycja jest osobnym rozdziałem. 

W Muzeum Sztuki mieliśmy okazję zobaczyć Rozdział numer 35 Słońce nie porusza się. Wystawa właściwie nosiła znamiona retrospektywy, bo przywołała wszystkie wątki, które ukształtowały model działania artystki. Pokazała go w pełnej krasie w pałacowych salach. Quaytman pracuje site specific. Tematy jej prac odnoszą się do miejsc, w których tworzy, ich historii postrzeganej także w kontekście kultury żydowskiej oraz do osobistych wątków rodzinnych.

Rozdział numer 35 to namnożenie motywów łódzkich i wyprawa w przeszłość rodu, a w szczególności dziadka. Wątki rodzinne splotły się tu z historią sztuki i przyuważonymi detalami architektonicznymi. Podobnie było w pierwszym rozdziale, The Sun, który Quaytman realizowała w Queens Museum, gdzie kiedyś miała miejsce Światowa Wystawa. 

 

pop 6992a
R. H. Quaytman, The Sun, Chapter 1, 2001-2002. Fot. HaWa

 Quaytman działa systemowo. Programuje swoje obrazy, starannie dobiera materiał i technikę.

Dziadek artystki wracając z tejże wystawy, zginął ze swoim teściem w wypadku. Ich samochód wpadł pod rozpędzony pociąg. Wzmianka o tym wydarzeniu pojawiła się w dzienniku The sun

The sun, dziadek, pociąg i historia Żydów powróciły w Rozdziale 35, gdzie praca z pociągiem pokazana była obok lasu w Treblince. Wymowność takiego zestawienia nie pozostawia złudzeń. Quaytman łączy bowiem zapatrzenie w Kobro i Strzemińskiego ze świadomością bolesnych kart historii. W The sun does not move (Słońce nie porusza się) w brutalny sposób opowiedziała o faktach, na nowo bolesnych dziś, gdy historia zatacza koło.

 

ccc
The Sun, Rozdział 1, 2001 © R.H. Quaytman

 

Obraz jest czymś, co przedstawia rzeczywistość, ma swój kształt i teksturę. Quaytman działa systemowo. Programuje swoje obrazy, starannie dobiera materiał i technikę. Od lat tworzy na sklejce. Kanty obrazu szlifuje pod kątem, co podkreśla ich materialność. Podstawą obrazów jest serigrafia, którą przenosi na podkład malarski i dokonuje interwencji w pracę. Ma opracowane różne rodzaje tych interwencji, używa różnych technik. Daleka jest jednak od gestu malarskiego, którego celem jest ekspresja wewnętrznych przeżyć. Jej dzieła powstają w akcie premedytacji. Emocje grają rolę, ale dopiero w odbiorze. Strzemiński pisał w Sztuce widzenia, że to jak wygląda świat, zależy od naszych kompetencji wizualnych. One bowiem decydują, że widzimy go tak, a nie inaczej. Świadomość istnienia obrazu, jego materialności jako obiektu pozwala na skupienie wzroku, podążanie za impulsami i złudzeniami optycznymi. Obrazy Quaytman są wielowarstwowe. Teoretycznie wszystko jest na nich widoczne, ale złudzenia optyczne, które często są jedną z warstw, męczą i mylą oczy. Ostatecznym efektem jest coś, co przypomina powidoki Strzemińskiego. 

Ważnym naddatkiem prac Quaytman są motywy. Nowojorska artystka precyzyjnie sprawdza i dobiera każdy ich element. Jej dociekliwość jest niebywała, czego dowodzi choćby historia pracy z fragmentem dzieła Paula Klee Angelus Novus

 

pop 6806a
Widok wystawy. Na pierwszym planie Chapter 29, חקק, z fragmentem dzieła Paula Klee Angelus Novus. Fot. HaWa

 Obrazy Quaytman są przesycone intelektualnymi zagadkami i tak wielowymiarowe, jak życzyłby sobie tego Strzemiński. 

Gdy Quaytman przygotowywała dla Tel Aviw Museum Rozdział 29, dostała dostęp do grafiki Klee. Badając ją, odkryła, że jest ona naklejona na XIX-wieczną renesansową grafikę Lucasa Cranacha przedstawiającą Marcina Lutra, który pod koniec życia był zagorzałym antysemitą. Praca przeszła wcześniej przez ręce kilku najważniejszych intelektualistów - Walter Benjamin w oparciu o nią napisał esej o Aniele Historii - ale jej podwójną zagadkę rozwikłała dopiero Quaytman. Powielenie motywu z grafiki Klee na własnym obrazie, jest konsekwencją jej pracy site specific. Odkrycie musiało zostać zapisane w dziele. Zapisane i tym samym odsłonione, chociaż grafika pozostaje widoczna tylko na krawędziach. 

Quaytman podnosi temat odsłaniania i zasłaniania, zarówno w obrazie, jak i w kulturze w ogóle. Odkrywanie i zakrywanie może mieć wiele znaczeń. Z jednej strony proces ten zachodzi w warstwie materialnej obrazu, z drugiej jest wynikiem pracy nad tematem każdego dzieła. Kiedy Quaytman maluje pierś wpisaną w geometryczną abstrakcję, wiemy już, że każdy element obrazu, wraz z organiczną szramą na środku deski, będzie rozwinięciem pewnej opowieści. Ten akurat obraz bardzo ciekawie pokazał w jaki sposób artystka, która ma doświadczenie kuratorskie organizuje swoje prace w salach wystawowych. Jedna strona kolejnych wnętrz odnosiłą się do przedstawionego wątku geometrycznego i artystycznego. Przywołani zostali artyści związani z Łodzią. Ci bliscy artystce. 

Druga strona odwoływała się tylko do piersi i była genderowym, intymnym konstruktem, nawiązującym do jej córki, która poddała się podwójnej mastektomii, aby zostać mężczyzną oraz do historii przedstawień kobiet w sztuce, z jednej strony były eksploatowanych jako temat, z drugiej represjonowanych i uprzedmiatawianych. W obrazach można było odnaleźć zarysy Judyty i Holofernesa oraz ikonograficzne motywy eksponowania i ukrywania cielesności, jak ledwo widoczny obraz Otto van Veena, przedstawiający kobiety, które odsłaniają nagie łona, aby zawstydzić swoich mężczyzn uciekających z pola walki. Zakrywanie obrazu o odkrywaniu. To jedna z misternych gier wystawy. Obrazy Quaytman są przesycone intelektualnymi zagadkami i tak wielowymiarowe, jak życzyłby sobie tego Strzemiński. 

  

SLONCE NIE PORUSZA2. otwarcie HaWa DSC04313
Wernisaż wystawy. Fot. HaWa

 

Wystawa Rebeki Quaytman w gruncie rzeczy dotyczyła tematu obecności. Obraz nie sprowadza się tylko do reprezentacji, bo wtedy przestaje być widoczny, tak jak w przypadku zalewu wirtualnych wizualizacji. Obraz jest zjawiskiem, które zarządza widzeniem i steruje nim, skupiając wzrok na jednym, opracowanym wizualnie i zorganizowanym przestrzennie obiekcie.

 

pop 2 6a2

Widok wystawy. Fot. HaWa

 

Quaytman, o czym warto jeszcze wspomnieć, jest jedną z tych artystek, które chociaż obecne i rozpoznawalne w swoim środowisku, zrobiły karierę dosyć późno. Znana w Nowym Jorku, asystentka Dana Grahama, w 1989 roku kuratorka wystawy Hilmy af Klint w PS1, której twórczość aktualnie odkrywa się na nowo, prawdziwej rozpoznawalności i atencji zaznała dopiero w ostatniej dekadzie. Była dwukrotnie pokazywana w pawilonie w Wenecji. Brała udział w ostatnich Documenta, co zresztą zaowocowało obecnym na wystawie obrazem z sylwetką Adama Szymczyka. Dziś po latach nieobecności na scenie artystycznej ma głos. Teraz, gdy Słońce się nie porusza, oddała w Łodzi hołd i przekazała przestrogę na temat niepewnych losów malarstwa oraz tracącej grunt pod nogami ludzkości.

 

 ___________________________________   

Marta Czyż  Historyczka sztuki, kuratorka, autorka tekstów o sztuce współczesnej. Kuratorowała wystawy w Kordegardzie, BWA Zielona Góra, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek U-jazdowski. Wspólnie z Julią Wielgus wydała książki „D.O.M. Polski” (z galerią Raster i BWA Zielona Góra) oraz „W ramach wystawy – rozmowy z kuratorami”, która została uznana przez portal culture.pl za jedną z dziesięciu najważniejszych książek o sztuce 2015 roku. Obecnie pracuje nad publikacją analizującą najważniejsze wystawy w historii polskiej sztuki w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz jako kuratorka pracuję nad Triennale Młodych w Orońsku.


 ___________________________________   

Zdjęcie gówne, The Sun, Rozdział 1, 2001, @R.H.Quaytman, Fot. HaWa