Relacja z Sejsmografu 3 - przeglądu młodej sztuki z Małopolski i śląskiej sceny artystycznej

 

Magdalena Kownacka

Kijem w mrowisko. O środowiskotwórczym potencjale projektu Sejsmograf


Sejsmograf to wspaniały projekt! Nie tylko dlatego, że w tym roku sejsmografowe płócienne torby są najlepsze z tych jakie kiedykolwiek dostałam będąc uczestnikiem różnych wydarzeń kulturalnych. Sejsmograf jest wyjątkowym w skali Polski projektem, ponieważ umożliwia tworzenie szczególnie ważnych dziś relacji między polskimi kuratorami i artystami młodego pokolenia. Brzmi to być może jak banał, ale tylko pozornie. 

W Polsce oczywiście odbywa się cała masa projektów, których głównym celem jest networking – tworzenie sieci współpracy, kontaktów i relacji. Są to głównie projekty finansowane przez Unię Europejską lub inne międzynarodowe granty w stylu Funduszu Wyszehradzkiego. Sama wielokrotnie w nich uczestniczyłam i wiem jak bardzo założenia potrafią nie pokrywać się z rezultatami. Bardzo często siła tak nawiązanych relacji jest niewielka. Tabelki zostały wypełnione. Wszyscy wracają do domów. Kilka maili przybywa do listy newslettera. Nie twierdzę oczywiście, że są one niepotrzebne. Problemem jest to, że w międzynarodowym gronie takie partnerstwa często rozbijają się o nieprzystawalność naszych lokalnych warunków funkcjonowania do tych, w jakich operują nasi ewentualni przyszli partnerzy, zwłaszcza Ci z krajów, nazwijmy to w uproszczeniu, wysoko rozwiniętych. Dochodzi więc do nieporozumień lub braku kompatybilności na bardzo podstawowym poziomie, a celowość tak nawiązanych współprac szybko okazuje się dość mglista.

To co unikalne w Sejsmografie, to skupienie się na lokalności i potrzebach lokalnego środowiska, a takich projektów, o ironio, jest jak na lekarstwo. A czego potrzebuje lokalne środowisko? W Polsce, gdzie system sztuki jest mocno scentralizowany i skupiony w Warszawie, to właśnie na płaszczyźnie lokalnej potrzebne jest środowiskotwórcze działanie, którego uosobieniem jest moim zdaniem Sejsmograf. Połączenie Krakowa i Katowic poprzez stworzenie wydarzenia w ramach którego to te właśnie geograficznie bliskie, ale na poziomie współpracy mało rozwinięte środowiska mogą się wzajemnie poznać jest niezwykle cenne, ponieważ buduje naszą lokalną samoświadomość i poczucie wspólnych celów. 

prace artystek Justyny Gryglewicz i Anny Pichury
prace Justyny Gryglewicz i Anny Pichury

 

Tu nie ma już barier językowych, ani konieczności tłumaczenia lokalnych uwarunkować jak w międzynarodowych projektach. Wszyscy z grubsza mamy to samo. Bardzo interesujące jest jednak obserwowanie podziałów, które samoczynnie ucieleśniają się w najprostrzych gestach uczestników Sejsmografu. Kuratorzy początkowo siadają przy innych stolikach niż artyści. Środowisko katowickie siada po drugiej stronie kręgu dyskutantów niż krakowskie. Widoczne stają się bariery, których często sami sobie nie uświadamiamy, a które tworzą reguły lokalnych światow sztuki. To na takich właśnie obszarach dyskusje o tym czym jest środowisko artystyczne, jakie są jego możliwości i potrzeby ma sens. Takie spotkania, w większym stopniu niż akademickie dywagacje, mogą stać się ogniwem początkowym procesów, które potem nabiorą szerszej lub bardziej ogólnopolskiej skali. Bez nich tworzenie wspólnoty środowiskowej jest niemożliwe lub bardzo trudne, a bez wspólnoty środowiskowej nie możemy nawet marzyć o postulatach zmian prawnych dotyczących wolnych zawodów. 

Zresztą temat zawodu został również poruszony na panelu poświęconym współczesnemu definiowaniu środowiska artystycznego, który odbył się w ramach tegorocznego Sejsmografu w Bunkrze Sztuki w Krakowie. Jednym z podjętych wątków był temat honorariów za udział w Sejsmografie. Tylko właściwie kto komu powinien płacić? Czy to artyści powinni otrzymać zapłatę za to, że się prezentują i pokazują kuratorom przygotowane przez siebie prezentacje? A może kuratorzy za to że słuchają i poświęcają artystom swój czas?  Sprowadzając to zagadnienie do najprostrzych form zależności zawodowej - kto tu właściwie jest zleceniodawcą, a kto zleceniobiorcą? W końcu poznawanie aktualnej twórczości artystów jest ważną częścią pracy każdego kuratora zajmującego się sztuką współczesną, a nawiązywanie kontaktów branżowych jest również jednym z elementów budowania kariery każdego artysty. Czy nam się to podoba, czy nie. Być może więc to artyści i kuratorzy powinni płacić organizatorom za udział w tym wydarzeniu? Nikt nie uznaje za dziwne płacenie za szkolenia BHP lub kursy podnoszące kwalifikacje zawodowe pracowników. Odwracając więc pytanie, które zainicjowało dyskusję, można zapytać: Dlaczego uczestnictwo w Sejsmografie powinno być dla uczestników bezpłatne? 

Nie będę opowiadać teraz o ciężkim życiu ludzi sztuki: prekarnych warunkach pracy, niestabilności zawodowej i braku świadczeń socjalnych. Wiele już o tym pisano. Dotyczy to wielu osób, w tym zwłaszcza freelancerów i artystów. Z tych też powodów zapewne nikogo z nas nie byłoby stać na opłacanie z własnych pieniędzy udziału w takiej imprezie. Pewnie też nikt z nas nie byłby wtedy nią zainteresowany. Być może więc zagalopowaliśmy się tym razem w naszych zawodowych żądaniach? 

prace Michaliny Bigaj i Kornela Janczego prezentowane na wystawie „Zwierzęta Dom

 prace Michaliny Bigaj i Kornela Janczego prezentowane na wystawie „Zwierzęta Domowe"

 

Sejsmograf jest punktem widzenia instytucji i nie można go za to winić. Pomimo tego tworzy przestrzeń w której zrównuje osoby pracujące na etacie z freelancerami, dopasowując swoją propozycję do realiów funkcjonowania w naszych zawodach. Instytucjonalni, etatowi kuratorzy zarabiają skandalicznie mało w porównaniu do innych branż i w stosunku do swoich kompetencji. Cokolwiek by nie mówić o ich złym losie, mają jednak świadczenia, stabilność zawodową i stałe pensje. Co więcej, mają to, co w każdym kreatywnym zawodzie liczy się najbardziej – mozliwości wyjazdów i bycia na bieżąco z aktualnymi branżowymi wydarzeniami. Wyjazdy służbowe i delegacje – opłacone koszty podroży, noclegi i diety na wyżywienie - wiele z publicznych instytucji zapewnia to swoim pracownikom. Jest to podstawowa różnica między etatowymi kuratorami a kuratorami freelancerami i artystami. Ta różnica powoduje też wiele nieporozumień i kształtowania się przedziwnie pojętych zasad sprawiedliwości. 

W ramach Sejsmografu wszyscy korzystają z tych samych warunków i uczestniczą w wydarzeniu na tych samych zasadach i z takimi samymi prawami i obowiązkami. Czy to wystarczy? Nie. Ale to dobry początek. Od kilku już lat środowisko domaga się zmian legislacyjnych związanych z traktowaniem pracy twórczej w kategoriach zawodu. I słusznie. Jednak domagając się honorariów za udział w Sejsmografie niczego nie zmienimy. Uczestnicząc w nim, możemy jednak skorzystać z przyjaznego otoczenia, które ten projekt tworzy i zrewidować nasze pozycje. Sejsmograf jest otwartym zaangażowaniem się instytucji w bardzo aktualny i potrzebny proces aktualizowania statusu środowiska artystycznego, dla którego początkiem nie są abstrakcyjne pojęcia, ale działający w polu sztuki ludzie. Z tej perspektywy Sejsmograf jest projektem inicjującym środowiskotwórcze procesy na poziomie lokalnym. I to jest największa moim zdaniem jego wartość. 

 

Magdalena Kownacka (ur. 1981 w Krakowie), kuratorka, producentka, animatorka kultury, autorka tekstów o sztuce. Absolwentka historii sztuki oraz Muzealniczych Studiów Kuratorskich na Uniwersytecie Jagiellońskim. Współzałożycielka Fundacji i Galerii F.A.I.T. w Krakowie. Współorganizatorka i pomysłodawczyni wraz z Gawłem Kownackim Krakowskiego Salonu Stuki realizowanego przez F.A.I.T. oraz Krakowskie Biuro Festiwalowe. Od 2016 roku związana z Wydziałem Intermediów Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Kuratorka wielu wystaw i projektów.  Ponadto kuratorka, producentka i konsultantka projektów teatralnych, radiowych i filmowych. Mieszka i pracuje Krakowie. 

 

___________________________________ 

 

Aneta Rostkowska

Wrażenia z Sejsmografu 2018


Tegoroczna edycja Sejsmografu, w której miałam przyjemność uczestniczyć, bardzo mi się podobała. Wydarzenie było doskonałą okazją do zapoznania się z twórczością artystyczną uczestników, którzy reprezentowali bardzo wysoki poziom. Również rozmowy z obecnymi kuratorami były inspirujące.  Niewątpliwie tego typu format ma sens i powinien być kontynuowany. Jeśli chodzi o możliwe ulepszenia, to proponowałabym rozszerzenie imprezy do formatu ogólnopolskiego tak, aby spotkali się w jej ramach artyści z różnych regionów (zazwyczaj Ci z jednego regionu już się znają). Uczyniłabym również całą imprezę tematyczną tak, aby uczestnicy podzielali konkretne zainteresowania, co mogłoby zaowocować późniejszą współpracą. Językiem imprezy powinien być język angielski z możliwością tłumaczenia dla wybranych uczestników. Nie wyobrażam sobie bycia artystą współczesnym bez znajomości angielskiego. Czy tego chcemy czy nie, język ten jest niezbędny dla uczestnictwa w obiegu sztuki współczesnej, w której coraz większą rolę odgrywają różnego typu translokalne relacje. Ponadto za niezwykle ważny aspekt wydarzenia uważam możliwość nawiązania kontaktu z kuratorami z zagranicy. 

fragment wystawy „OCZY SUSZY” Dominiki Kowyni w Galerii Szarej

fragment wystawy „OCZY SUSZY” Dominiki Kowyni w Galerii Szarej

 

Warto byłoby w przyszłości dać również kuratorom możliwość prezentacji swoich projektów. Byłoby ciekawe gdyby ponadto poprowadzili oni warsztaty dla uczestników projektu; wówczas byłaby szansa na większy kontakt między nimi a artystami.

Dyskusje panelowe można by zastąpić takimi właśnie warsztatami w mniejszych grupach, które wspierają aktywne uczestnictwo w miejsce pasywnego. Przyznam ponadto, że jestem przeciwna wprowadzaniu limitów wiekowych dla uczestników; jest to sztuczne i nie uwzględnia faktu, że ścieżki artystyczne rozwijają się na różne sposoby i czasem osoba w starszym wieku jest na początku drogi artystycznej. 

 

Aneta Rostkowska. Kuratorka i badaczka sztuki. Studiowała historię sztuki, filozofię i ekonomię w Krakowie, Poznaniu, Heidelbergu i Frankfurcie nad Menem. Absolwentka studiów kuratorskich w De Appel Arts Centre w Amsterdamie zakończonych przygotowaniem wystawy w tym mieście, szeregu wydarzeń towarzyszących oraz publikacji („Father, Can’t You See I’m Burning?”). Współtwórczyni inicjatyw poświęconych przestrzeni Krakowa w powiązaniu z aktualną sytuacją społeczno-ekonomiczną („Po kapitalizmie”, „Sól”, „Projekt Miejski”). Autorka ponad 50 tekstów z zakresu sztuki współczesnej i teorii sztuki. Kuratorka i współkuratorka wielu wystaw i projektów. Laureatka licznych stypendiów, w tym stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Młoda Polska. W 2013 roku zredagowała (wraz z Martyną Niedośpiał) książkę „Cecylia Malik. Rezerwat Miasto” na temat związków sztuki, aktywizmu i ekologii. Współtwórczyni koncepcji kuratorstwa gonzo, współzałożycielka Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Wawelski (wraz z Jakubem Woynarowskim). Pracowała w Galerii Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki w Krakowie. Od 2016 roku jest kuratorką w Akademie der Künste der Welt w Kolonii. 

 

___________________________________ 

 

Pamela Bożek

Wszyscy jesteśmy artystkami

Trzeci, małopolsko-śląski Sejsmograf tworzyło dziewięć artystek, jedenastu artystów, dziewięć kuratorek i czterech kuratorów. Z radością mogę więc napisać, że miałyśmy do czynienia z inicjatywą świadomą relacji płci w środowisku młodych artystek kończących akademię i wchodzących w relacje towarzysko-zawodowe. Jako absolwentka krakowskiej Akademii z wielkim żalem i nieco mniejszym zaskoczeniem przyjmuję fakt, że moją uczelnię podczas Sejsmografu po raz trzeci reprezentowały jedynie jej studentki, absolwentki, a także doktorantki – w przeciwieństwie do aktywnie uczestniczącej Akademii katowickiej.

Moja relacja płynie z przestrzeni aktywistycznej reprezentującej środowiska feministyczne. Napiszę więc o niedostatkach w postawach aktywistycznych lub po prostu ich braku w środowisku artystycznym, które w swej istocie okazało się bytem bliżej nieokreślonym. 

Podczas publicznej dyskusji „W towarzystwie się nie mówi…”, która odbyła się w Bunkrze Sztuki, dyskomfort dusznego pomieszczenia, brak możliwości skorzystania z klimatyzacji i próba stworzenia wizualnie równościowej i inkluzywnej struktury, która przybrała formę ogromnego kręgu utrudniającego utrzymanie płynności dyskusji z powodu konieczności przekazywania sobie mikrofonu, stał się dla mnie smutną metaforą sytuacji, w jakiej rzeczywiście znajduje się środowisko. W dyskomforcie o dyskomforcie, ale z uśmiechem i koniecznie z optymistycznym podsumowaniem.

Superjednostka oraz praca Dominiki Kowyni

Superjednostka oraz praca Dominiki Kowyni

 

Choć pojawiły się głosy o wstydliwej przynależności do Związku Polskich Artystów Plastyków (Artystek plastyczek? Czy wyłącznie polskich?), zabrakło głosów reprezentujących OZZ Inicjatywę Pracowniczą, czyli bojowy, samorządny związek zawodowy, który organizował między innymi międzynarodową konferencję branży kultury w październiku 2017 roku i z ramienia którego została powołana komisja zakładowa w GSW Bunkier Sztuki (za Biuletynem Związkowym numer48/V 2018). I o ile związek zawodowy jako taki skojarzony został z koniecznością wniesienia wpisowego i płacenia składek przez członkinie, o tyle rzeczywiste możliwe korzyści płynące z przynależności nie wybrzmiały moim zdaniem z właściwą mocą. Szczęśliwie wspomniane Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej nie wydaje się być wystarczającą odpowiedzią, bo pozostaje inicjatywą scentralizowaną, warszawską i praktycznie nieobecną w środowisku krakowskim. Parafrazując wypowiedź kuratorki Anety Rostkowskiej ze wspomnianej debaty – indywidualizm artystek sprawdza się być może jako strategia twórcza, jednak czas przyznać, że w aktywizmie jest strategią skazaną na porażkę.

Wracając jeszcze do feministycznych korzeni, pozwolę sobie zwrócić uwagę, że określenie „artystki” raz pojawiało się na Sejsmografie, innym razem w tajemniczych okolicznościach znikało. Trochę z językowego lenistwa, żeby już nie przedłużać, pomińmy „artystki”. Albo z powodu limitu znaków usuńmy „artystki”, aby zawrzeć więcej treści, albo żeby nie robić kłopotu, nie udziwniać skrótem drugiej końcówki drugiej płci. 

Z przyjemnością słuchałam więc dłużącego się „artystkami” powitania Anny Bargiel (a także wypowiedzi Irminy Rusickiej czy Karoliny Breguły), by później ze smutkiem obserwować niedbalstwo i niekonsekwencję w wypowiedziach innych kuratorek i artystek. Bo z jak wielkim zaskoczeniem czyta się tekst, w którym brak „artystów”, a zarazem ze zrozumieniem czy nawet bezrefleksyjnie słucha się osób, których wypowiedzi wskazują, że katowicka Akademia Sztuk Pięknych jest szkołą kształcącą wyłącznie mężczyzn.

Brak artystów w niniejszym tekście może być odczytany jako prowokacja czy językowy aktywizm.

Trzeci, małopolsko-śląski Sejsmograf stworzyło dwadzieścia artystek i trzynaście kuratorek.

 

Pamela Bożek. Stargardzianka, absolwentka wydziału rzeźby na akademii sztuk pięknych w Krakowie. Moja praktyka artystyczna opiera się na prowadzeniu osobistej narracji splatanej z aktualnymi zjawiskami społeczno-kulturowymi budzącymi powszechny niepokój. W swoich projektach poruszam kwestie związane z utratą domu i bezdomnością, migracjami, ze szczególnym uwzględnieniem kobiecego doświadczenia i z perspektywy feministycznej. Interesują mnie zagadnienia wizualne w kontekście mechanizmów wykluczania i stygmatyzacji. Z uchodźczyniami z Ośrodka dla Cudzoziemek w Łukowie prowadzę inicjatywę introligatorską Notesy z Łukowa.

 

___________________________________ 

 

Maciej Cholewa

Fajnie było


W swojej najnowszej książce Yuval Noah Harari przypomina, że homo sapiens rządzi światem przede wszystkim dzięki temu, że przedstawiciele tego gatunku potrafią tworzyć intersubiektywną sieć znaczeń, która istnieje tylko w ich wspólnej wyobraźni. Dzięki takiej sieci, ludzie są w stanie organizować złożone systemy religijne i polityczne, tworzyć marki i korporacje oraz co ważne z punktu widzenia młodych artystów, organizować takie wydarzenia jak trzecia edycja Sejsmografu. Do udziału w najnowszej odsłonie zaproszono twórców związanych ze Śląskiem i Małopolską, a także wybranych kuratorów z Polski i zagranicy – w założeniu cała impreza ma charakter integracyjny oraz potencjał związany z nawiązaniem luźno pojętych relacji przyjacielskich i zawodowych. Pomagały w tym wspólne posiłki, panele dyskusyjne, oprowadzania, prezentacje, nieformalne imprezy oraz identyfikacja wizualna w postaci całkiem nieźle zaprojektowanych niebieskich gadżetów, dzięki którym uczestnicy mogli nie tylko utożsamiać się z wydarzeniem i wyglądać jak dobrze zorganizowana szkolna wycieczka, ale odnajdywać się w tłumie turystów nieustannie napierających na Krakowskie centrum.

Jak wszyscy wiemy, każda szanująca się impreza artystyczna nie może obyć się bez kontrowersji – i tak stało się również z Sejsmografem, gdzie kilka osób ze strony kuratorskiej zrezygnowało z udziału w ramach protestu związanego ze zwolnieniem dyrektor Bunkra Sztuki Magdaleny Ziółkowskiej. 

Pomimo cienia kładącego się na imprezie, wycieczka rozpoczęła się planowo zapoznaniem i oprowadzaniem kuratorskim Marty Lisok po wystawie Zwierzęta domowe", gdzie oglądaliśmy osiągnięcia artystów związanych z poprzednimi edycjami imprezy, także prezentacjami w Bunkrze oraz spacerem do Potencji. Tam poza pokazem Dominika Ritszela mieliśmy okazję zobaczyć świetną wystawę Cyryla Polaczka. Kolejna wizyta, która miała miejsce w Galerii Widna okazała się ekstremalna nie tylko z powodu tematu metalowej wystawy Łza dla cieniów minionych (również świetnej, chociaż jako współautorowi chyba nie wypada mi o tym pisać), ale także niewielkiej przestrzeni i wysokich temperatur, dzięki którym uczestnicy mieli szansę zacieśnić swoje kontakty w sensie całkiem dosłownym. Wakacyjna aura była odczuwalna również na wieczornym panelu dyskusyjnym, gdzie w kręgu artystycznym rozmawialiśmy… Właśnie o kręgu artystycznym. Zwyczajowo konstatacje dotyczące rokowań związanych z przyszłością artystycznego prekariatu były raczej ponure, a duszna atmosfera nie wpłynęła zbyt pozytywnie na poszukiwanie sposobów przezwyciężenia egzystencjalnych aporii. 

prace Irminy Rusickiej  i Marka Rachwalika z wystawy „Łza dla cieniów minionych"

prace Irminy Rusickiej  i Marka Rachwalika z wystawy „Łza dla cieniów minionych" w Galerii Widna

 

 

Katowicka część programu rozpoczęła się w galerii Szara, która przyjęła wycieczkowiczów ptasim mleczkiem (niektórzy twierdzą, że zostało ufundowane przez samego Ministra) i bardzo udaną wystawą Oczy Suszy" Dominiki Kowyni – prezentacje oglądaliśmy również w Rondzie Sztuki oraz BWA Katowice. Kolejny otwarty panel dyskusyjny miał miejsce w budynku ASP – tam dyskutowano m.in. o peryferiach oraz artystycznych podróżach i rezydencjach. Przyjęto perspektywę postmodernistyczną – dowiedzieliśmy się, że na rezydencje jeździć warto, ale czasami też trochę nie warto. Za to większość uczestników pozostała zgodna co do tego, że zdecydowanie warto pójść na pozaprogramową imprezę MESTIÇO w Klubie Centrum – jak opisali ją organizatorzy – stołecznego kolektywu prezentującego nowe mutacje muzyki klubowej. Nawet kosztem zaspania na wyjazd do ostatniej lokacji związanej z Sejsmografem. 

powitanie ptasim mleczkiem, Łukasz Dziedzic i Joanna Rzepka-Dziedzic - Galeria S
powitanie ptasim mleczkiem, Łukasz Dziedzic i Joanna Rzepka-Dziedzic - Galeria Szara

 

W Tarnowskim BWA wysłuchaliśmy opowieści o wystawie Sławy Harasymowicz, po zwiedzaniu której nastąpiły kolejne prezentacje oraz uroczysta wymiana dzieł sztuki pomiędzy Przemkiem Jeżmirskim i Kasprem Lecnimem. W zamian za szalik Tęczowych Patriotów Kasper otrzymał instalację złożoną m.in. z garnka oraz elementu grzewczego. Propozycja została przyjęta i przypieczętowana oficjalnym uściskiem dłoni. Trzecia edycja Sejsmografu zakończyła się dość gwałtownie wystawą „Plażowicze" Pawła Althamera i Róży Litwy" na Dworcu PKP, gdzie część uczestników została okrzyczana przez nadgorliwą panią strzegącą toalet. 

Podsumowując całe wydarzenie, warto wspomnieć o bardzo dobrej organizacji i warunkach zapewnionych przez opiekunów przedsięwzięcia – każdemu zapewniono nocleg, darmowe przejazdy, a niektóre posiłki były naprawdę spektakularne. Niniejsze sprawozdanie wygląda prawdopodobnie jak bezkrytyczny opis miłej wycieczki w gronie fajnych znajomych – ale właśnie o to chodzi w Sejsmografie. Pozbawiona pompatyczności atmosfera zdecydowanie sprzyjała nawiązywaniu przyjaźni zarówno w realu, jak i na fejsie, co może zaprocentować zapowiedzianą już przez część uczestników współpracą, a prezentacje dały szansę na wymianę doświadczeń i przyjrzeniu się wspólnym praktykom. Jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, że impreza była czymś w rodzaju trzydniowej symulacji tego, jak atrakcyjnie mogłoby wyglądać bezstresowe życie młodych artystek i artystów.

Szkoda, że na rodzimym podwórku to nadal jedynie wizualizacja. 

 

Maciej Cholewa (1991 r.). Tworzy instalacje, obiekty, video. Bazuje na autorskich tekstach literackich. Skupia się na tematach związanych z interpretacją tekstów kultury oraz zawartymi w nich koncepcjami szeroko pojętej lokalności, widmowości i śmierci. Stosuje świadomą konfabulację i przetworzenie zasłyszanych historii oraz kontekstów. W najnowszych realizacjach koncentruje się na współpracy z innymi artystami oraz realizacjami site-specific. Mieszka w małym mieście, które traktuje jako pracownię oraz nieskończone źródło odniesień i interpretacji. Jego prace były prezentowane m.in w: CSW Kronika, MOCAK, TRAFOstacja sztuki w Szczecinie, Galerii Piktogram, Galerii Widna, Galerii Potencja, Galerii Labirynt, Galerii Sztuki im. Jana Tarasina, Galerii Szara Kamienica, Galerii Szara, Galerii JEDNA/DRUGA, Galerii Sztuki Wozownia. Finalista konkursów m.in: Nagroda Fundacji Vordemberge-Gildewart(2018,)Talenty Trójki (2017), Przypływ. Młoda polska sztuka (2016), Fundacji Grey House (2016)

 

___________________________________ 

 

Przemysław Jeżmirski

Metalowy chaos deterministyczny

- relacja z programu Sejsmograf 3


Moja relacja z obchodów Sejsmografu nie skoncentruje się wcale na kronikarskich wyszczególnieniach przywołujących każdą chwilę z wycieczki. Pamiętnikarstwie z żywą pasją opiewającemu menu posiłków, trasy spacerów, detale każdorazowej prezentacji czy dobór garderoby wśród uczestników programu; temu mówię nie! Życzyłbym sobie i Wam by moja grafomańska ekspresja pozostała z dala od ministerialnego sprawozdania, kadłubkowego kronikarstwa, czy stylu literackiego katalogów TUI. Ambicja nakazuje mi, by wskazaćproblematykę ogólną, doszukać się swoistego sedna i prawdy, które wytrawne oko dostrzeże w całości tegoż artystycznego mitingu. Życzyłbym sobie, by każdy czytający mógł poznać moją obserwację następstwa zdarzeń, następujących po sobie wątków, które wydarzyły się podczas programu. Od tygodnia, z gracją Flixbusa, docieram do zakamarków umysłu, odwiedzam każdą synapsę, taksuję każdy zwój… Wszystko to po to by móc zwerbalizować to zasiane we mnie ziarno niepokoju, dręczący mnie odruch prawdy (lub nieprawdy) o tym co się wydarzyło - ziściło permanentnie na moich oczach. W co wierzę, w co może uwierzycie także Wy, a może i nawet ministerstwo…

Wstęp:
Chcąc dodać sobie animuszu i powagi w pisaniu, sięgam niekiedy po którąś z ponowoczesnych anegdot. Nie powiem, znajduję tam ładnie sprecyzowane syntezy myśli, które mógłbym ze spokojem ducha ukraść i przyjąć za moje. Robię to rzecz jasna w tajemnicy, poza obiegiem, z dala od ministerialnych preambuł. W zaciszu domu, w pieleszach fotela, po ciemku, pod kołdrą. Kiedy oko nie widzi, a sercu nie żal. Tak zrobiłem i tym razem. Ukradłem kolejny pomysł by wyrazić swój punkt widzenia. Lepiej bystrzej, mocniej!

Cytat:
Dzisiejsza abstrakcja nie jest już abstrakcją mapy, sobowtóra, lustra czy pojęcia. Symulacja nie jest już symulacją terytorium, przedmiotu odniesienia, substancji, Stanowi raczej sposób generowania - za pomocą modeli - rzeczywistości pozbawionej źródła i realności: hiperrzeczywistości1

Rozwinięcie: metal
Kraków. Dzień nie był ani ciepły, ani zimny. Momentami stawał się duszny, a fale drżącego w zawieszeniu powietrza pulsowały niestrawnie. Całą esencję meteorologicznej degrengolady podkreśliła ciemność miejsca w którym się znalazłem. Oczywiście nie sam bo ze wszystkimi uczestnikami programu, przygnanymi kolektywnie zręczną ręką Anny Bargiel, która z gracją hurghadańskiego poganiacza zasobów ludzkich2 niepostrzeżenie umieściła nas (w tym i mnie) w ciemnej, niewielkiej przestrzeni. Po paru dniach mój kolega, Szymon wyjaśnił mi, że ten dojmujący mrok powodowany był zasłoniętym oknem. Był to zatem zwykły miraż - niewinna symulacja (sic!). Fake rzeczywistości. Emocje jednak pozostaną niewzruszone. Raz zasiany wiatr może zebrać całą burzę. Mrok to mrok, a całość przeszywał metal. Metal w obrazie, przedmiocie, umyśle i dźwięku. Bojąc się trochę, wsłuchiwałem umysł w całość narracji. Nie miałem krzty pewności czy wydarzenie w którym biorę udział, będąc jednocześnie w jego epicentrum - tuż obok rzutnika; czy to wydarzenie jest słuszne i bezpieczne. Przecież tyle się mówi w telewizji o sztuce, która winna jest być bezpieczną i ładną. Do tego też przyjemną i zgodną z wartością polsko - sarmacką. Kłócąca się z wizją estetyki Korony królów sztuka wprowadzała w mym ciele coraz większy niepokój. Trawiła mnie potrzeba szybkiej konsultacji tego absolutnego dysonansu aksjologicznego z górą. Telefon w ministerstwie milczał i nikt nie był w stanie mi pomóc. Zostałem sam, ale i sam nie jestem bez winy… Jako osoba nie potrafiąca ładnie malować ani rysować nie mogę pomóc w założeniach ramowych dla biednej utrudzonej sztuki. Marzę o zagraniu króla Kazimierza3, a sam nie potrafię pomóc sztuce by była ładną. Nie powinienem był zatem się wypowiadać, nie powinienem był dzwonić… Dramatycznie usiłując zawalczyć o własny komfort, zmywając powidoki swojej hipokryzji odłożyłem telefon i śledziłem poczynania niebezpiecznych kolegów. Wszystko co zasłyszałem było do rzeczy - składne, ciekawe ale niebywale przerażające w swej manipulacji rzeczywistością. Temat metalu nie istniał, został sfabrykowany i umieszczony w sposób o którym mówi zacytowany uprzednio, ukradziony przeze mnie baudrillardowski wywód. Kto jednak zdaje sobie sprawę z mistyfikacji ontologicznej, ze spisku przeciw prawdzie i sztuce? Jeszcze po ciemku! Taka hiperrzeczywistość może łatwo przemienić się w powiew chaosu, którego pęd jest nie do wyhamowania. Uwolniona głośną muzyką i pradawna okładką płytową energia wyciekła w eter i rozpoczęła powolny ferment, uruchamiając tym samym mechanizm równań różniczkowych układu Lorenza. Minister nie raz przestrzegał, opowiadał o tym, jak taka hiperrzeczywistość wleciała do jego biura, jakie spustoszenia czyniła, jak trudno było ją przegnać gazetą, czy rozporządzeniem, a nawet papuciem. Teraz telefon w ministerstwie milczał, zaś fatum, które ziścić się miało permanentnie w dniach kolejnych grasowało na wolności!

Anna Bargiel jedna z kuratorek Sejsmografu
Anna Bargiel jedna z kuratorek Sejsmografu

 

Jedząc falafel 20 minut później zapomniałem o tych wszystkich lękach na rzecz doboru sosu.

Suspens: ptasie mleczko
Katowice. Lorenz wprowadził do komputera dwie liczby wejściowe – najpierw 0,506127, a później 0,506 – otrzymał w rezultacie dwa wykresy coraz bardziej różniące się od siebie w miarę upływu symulowanego czasu. Różnica wartości liczb na wejściu programu rzędu 0,025% okazała się bardzo znacząca na wyjściu. Takie zachowanie jakiegoś układu nazywa się wrażliwością na warunki początkowe lub efektem motyla. Kiedy Dziekan Wydziału nie podjął ptasim mleczkiem zmierzającej do Galerii Szarej grupy, wiedziałem, że układ równowagi i porządku jest nieodwracalnie zachwiany, a cykl następstw właśnie się rozpoczął. Metal grał w mej głowie. Niebo poszarzało jakby zgodnie do mych myśli i nazwy miejsca w który stałem jak wryty. Nie wierzyłem własnym oczom. Minister spędził kilka godzin dobierając kompozycję smakową tradycyjnego polskiego specjału. Pominąwszy koreczki z podwawelskiej suchej, skupił się na słodkiej rozkoszy lekkiego nadzienia, którego waga i ciężar obyczajowy zostały zredukowane i umniejszone przez przedstawiciela środowiska akademickiego. Kumulacja tego, chcę wierzyć, że nieświadomie, pominiętego wyrazu gościnności, narastała przez cały dzień wśród szarych cumulusów otulających śląskie niebo. Wartość 0,506 z eksperymentu Lorenza wyrażona w ptasim mleczku, rozjeżdżała się w swej wartości w kolejnych godzinach wypełnionych ulewami rzęsistego deszczu. Zimna ryba na obiad była już wynikiem dalece różnym od 0,506, a niezbitym dowodem dziejącego się na naszych oczach efektu motyla była wieczorna konferencja…

Publiczne debaty działają nam nie kojąco, a w następstwie tego stanu rzeczy nużąco. Nie byłem wielkim optymistą przebywania na sali w roli świadka czyichś przygód i historii. Proszę jednak pamiętać o tym, że druga część mojej rozdwojonej jaźni utożsamiała się ze skrybą ministerialnym, który winien jest Narodowi rzetelny zapis i świadectwo dla każdej minuty sejsmograficznych zdarzeń. Poza tym po wszystkim był darmowy posiłek.

Gęsta, jak przetrzymana w lodówce galareta, atmosfera interlokucji pieczętowała moje przypuszczenia co do efektu motyla wywołanego sejsmograficznym drganiem, wynikłym z dźwięków metalu. Pewna doza zacietrzewienia rozmówców w swych racjach nie była oczywiście wynikiem ich złej woli czy też krnąbrnej postawy. Oni wszyscy chcieli dobrze i mówili niemal o tym samym. Spór był wynikiem prawideł fizyki, zasady chaosu deterministycznego. Tak jak faux paux z ptasim mleczkiem, tak jak metalowa hiperrzeczywistość.

W kancelarii ministerstwa odebrano telefon. Na słowo metal przerwano połączenie. Dziekan wydziału ciął słowem powietrze. Maciek od metalu siedział w najbardziej centralnej części sali. Marek od metalu spał nieopodal. W Tarnowie wydarzy się katastrofa. To pewne, nie wiedziałem tylko, że z moim udziałem.

Zakończenie: 2,50
Tarnów. Tarnów robi pozytywne wrażenie miłego i przytulnego miasta w którym trwa duża przebudowa infrastruktury drogowej. Przybyszów zjeżdżających z autostrady A4 wita ogromny zbiornik wodny, który krajobrazowo łączy się z wieżą pobliskiego kościoła, tworząc barwną symfonię polskiej rozpaczy architektonicznej. Sielska i spokojna atmosfera spotęgowana została ciepłym przyjęciem w lokalnym BWA, wypełnionym duchem Towarzystwa Strzeleckiego Sokół. Po odwiedzinach rzeczonej placówki i zacnym posiłku w ogromnej sali jeszcze większego hotelu, udaliśmy się do zabytkowego dworca PKP, gdzie mieściła się niewielka galeria sztuki. Pierwszą i najbardziej dobitną obserwacją jakiej doświadczyłem nie tyczyła się bynajmniej wystawy, ale strapionych i pełnych bólu póz kilku Pań Kuratorek z naszego programu. Przysiadły cichutko przy wejściu na wystawę i milczały w swym utrapieniu. Zapytałem co uczyniło ich los tak strasznym, po czym dowiedziałem się, że za wszystkim czai się 2,50. Nie mogłem w to uwierzyć, musiałem to sprawdzić, przeżyć, doświadczyć. A nawet sfotografować. Kiedyś myślałem, że to co rozumne jest rzeczywiste, a to co rzeczywiste zdaje się być rozumnym.4 Teraz wiedziałem, że to nie ma sensu, że nic się nie liczy. Wokół szaleje chaos i hiperrzeczywistość.Neon Tarnów, artyści oglądajacy mozaikę

 

2,50!

Ponieważ z natury jestem tchórzem poprosiłem kolegę o pójście ze mną i sprawdzenie tego strasznego wątku myta toaletowego, egzekwowanego z gracją cesarza Kaliguli. Nim zrobiliśmy właściwy krok, nim nastawiłem ostrość obiektywu i czas migawki w aparacie, nim zdążyłem powiedzieć cokolwiek rozległ się przeraźliwy wrzask. Otoczyły nas służby mundurowe strzegące dworca, zrobił się huk i zamieszanie jak przy starcie odrzutowca. Zalała nas snopy białego światła i ryk megafonów

- Pan spuścił wodę i nie zapłacił 2,50! - brzmiał oskarżycielski ton, rozchodzący się echem głos oskarżycielki niczym głos pradawnego azteckiego bóstwa, które szykuje się by pożreć nasze wnętrzności. Nasza pozycja była przegrana z góry, z dołu, wzdłuż i wszerz. Słowo artysty przeciw słowu menadżera toalety. Wiadomo komu uwierzą. Na nic minister, na nic sztuka, na nic nic. Gdy ręka mundurowego sięgała po aparat, by wydrzeć z niego zarejestrowaną prawdę, niewytrzymałem presji i puściłem się pędem. Wybiegłem z dworca pędząc przed siebie. Nie myślałem o teorii chaosu, nie chciałem ratować się ministerstwem. Biegłem do utraty tchu aż pociemniało mi w oczach. Reszty nie pamiętam, a relacja instagramowa Adriana była zbyt krótko bym mógł czegokolwiek się dowiedzieć. Cokolwiek sprawdzić. Od paru dni potrafię o tym myśleć, za jakiś czas może zdołam o tym opowiedzieć. Wczoraj w portfelu znalazłem 2,50…

 

1 J. Baudrillard, Symulacja i symulakry, Wydawnictwo Sic! s.c., Warszawa 2005, s. 6.
Hurghada - miasto we wschodnim Egipcie na wybrzeżu Morza Czerwonego, średnia temperatura w lipcu to 36,2 st. C. Mekka wakacyjnych wojaży znacznej liczby polskiej populacji.
3 Kazimierz Wielki - najmłodszy syn Władysława I Łokietka i Jadwigi Bolesławówny, król Polski w latach
1333–1370, ostatni monarcha z dynastii Piastów na tronie polskim. Gwiazda serialu „Korona królów”.
4 Naczelna teza filozofii Hegla

 

Przemysław Jeżmirski (31.12.1985) - twórca multimedialny, zaangażowany w projekty z pogranicza sztuk technologicznych, video, instalacji i happeningu. Współtwórca przestrzeni artystycznej Minus1.artspace w Katowicach. Często wykorzystuje elementy gotowe nadając im nowy kontekst znaczeniowy. Jest obserwatorem i dokumentalistą współczesności, komentatorem zjawisk z pogranicza sztuki, socjologii i kultury. Jego działania artystyczne charakteryzuje polifoniczność, procesualność i swoista efemeryczność. Wszystko dzieje się tu i teraz. Wielowątkowo i interaktywnie, uparcie stawiając pytania o tożsamość ludzką w czasach „post”. Absolwent Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach (2010 r.) oraz katowickiej Akademii Sztuk Pięknych (2016 r.). Uczęszczał także na Akademie der bildenden Künste w Wiedniu (2014-2015 r.) w ramach stypendiów Erasmus oraz CEEPUS. Laureat konkursu Artnoble w 2016 r. Mieszka w Warszawie.

 

___________________________________ 

 

 

Artystki i artyści z Małopolski i Śląska wybrani do SEJSMOGRAFU 3:

Lena Achtelik, Pamela Bożek, Bartek Buczek, Maciej Cholewa, Przemysław Jeżmirski, Anna Juszczak, Karolina Kardas, Emilia Kina, Kasper Lecnim, Izabela Łęska, Sara Piotrowska i Maciej Szczęśniak, Cyryl Polaczek, Marek Rachwalik, Dominik Ritszel, Irmina Rusicka, Kamil Sosin, Szymon Szewczyk, Mikołaj Szpaczyński, Anna Sztwiertnia.

 

Kuratorki i kuratorzy zaproszeni do projektu:

Agata Cukierska (CSW Kronika, Bytom), Suzana Dan (Stowarzyszenie Ephemair, Bukareszt), Lilia Dragneva (KSA:K, Kiszyniów), Krzysztof Gutfrański (kurator niezależny, redaktor magazynu obieg.u-jazdowski.pl), Magdalena Kownacka (Fundacja i Galeria F.A.I.T., Kraków), Marta Lisok (BWA Katowice), Marcin Polak (kurator niezależny, Łódź), Aneta Rostkowska (Akademie der Künste der Welt, Kolonia), Maija Rudovska (kuratorka niezależna, Ryga), Joanna Rzepka-Dziedzic (Galeria Szara, Katowice), Adrian Chorębała (Rondo Sztuki, Katowice), Anna Smolak (kuratorka niezależna, Kraków), Andrzej Zagrobelny (Gdańska Galeria Miejska).



Kuratorki projektu:
Anna Bargiel, Ewa Łączyńska-Widz, Magdalena Ziółkowska


Organizator:

Galeria Sztuki Współczesnej 
Bunkier Sztuki w Krakowie
bunkier.art.pl


Współorganizator:
BWA Tarnów
bwa.tarnow.pl


Partnerzy:
Galeria Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach, Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach, Galeria Szara, Galeria ASP w Katowicach, Rondo Sztuki, Galeria Widna, Galeria Potencja

 

 zdjęcia MP, zdjęcie główne Anna Gil