Gdy świat rozłazi się w szwach, tkanina artystyczna nie udaje, że istnieją proste prawdy doskonale mieszczące się w ramach wyznaczonych przez wątek i osnowę. Artystki i artyści 16. Międzynarodowego Triennale Tkaniny szyją odważną opowieść o migracji, dialogu międzykulturowym, kryzysie klimatycznym, relacji z ciałem, jedzeniu zwierząt i wielu innych kwestiach wagi ciężkiej.

 

W dziejach Międzynarodowego Triennale Tkaniny, organizowanego w Łodzi od 1972 r., przeglądają się jak w lustrze kolejne etapy ewolucji tego specyficznego i dość niszowego artystycznego medium. Od prób wypracowania silnej pozycji tkaniny w świecie sztuki współczesnej i utrwalenia niezależności od wzornictwa przemysłowego, poprzez okres świetności znaczony światowymi sukcesami Magdaleny Abakanowicz, Jolanty Owidzkiej czy Wojciecha Sadleya, aż po stopniowy schyłek, gdy ta autoteliczna i skupiona na formalnych poszukiwaniach dziedzina twórczości ustępowała miejsca nowym mediom, sztuce krytycznej czy zaangażowanej. 16. edycja, po raz pierwszy organizowana przez nową dyrekcję Centralnego Muzeum Włókiennictwa, jest próbą dotrzymania tempa zmianom w świecie tkaniny artystycznej, która to po latach lekkiego uśpienia zaczyna coraz częściej mierzyć się z problemami i wymaganiami współczesności.

 

Nie obyło się bez organizacyjnych rewolucji. Wybór prac dokonany przez międzynarodowych selekcjonerów zastąpiony został otwartym naborem zgłoszeń z całego świata, obok dzieł wykonanych stricte w technice przeplotu pojawiły się propozycje nawiązujące do tkaniny jedynie koncepcyjnie i symbolicznie, a całość Triennale po raz pierwszy została spięta tematem przewodnim, nakreślonym swobodnie jako „Przekraczanie granic”. Te zabiegi reanimacyjne w połączeniu z pracą kuratorską Marty Kowalewskiej zaowocowały selekcją dobrych i bardzo dobrych prac poruszających zaskakująco szerokie spektrum ważnych tematów: kryzysu migracyjnego, zmian klimatu, nadprodukcji odzieży i zanieczyszczenia planety, wykluczenia i ksenofobii, przemocy wobec zwierząt, różnych aspektów tożsamości kulturowej, płciowej i religijnej, relacji z ciałem czy wreszcie refleksji na temat samego medium i jego miejsca w sztuce.

Zorganizowane wokół tematów „Migracji”, „Tożsamości” i „Pamięci” dzieła składają się na wielogłos o rozpadzie znanych porządków społecznych i politycznych, o zdefragmentowanym, pełnym podziałów świecie, w którym wyrastają coraz to nowe bariery, ale jednocześnie wciąż powstają nieoczekiwane połączenia.

Na pierwszym poziomie ekspozycji widz od razu zostaje wprowadzony w przestrzeń, gdzie tkanina artystyczna nieodwracalnie traci swoją niewinność. Otwiera ją nagrodzona złotym medalem praca Solidarity autorstwa Alex Younger. To z założenia niekompletny materiał, w którym brakuje części wątku, a odczytanie nadrukowanego na nim przekazu możliwe jest tylko poprzez performatywny akt rozciągnięcia tkaniny, co zarazem nieuchronnie prowadzi do jej dalszej destrukcji. Ta wieloznaczna i niepokojąca wypowiedź nadaje ton całemu piętru, na którym znaczna część tkanin jest zdekonstruowana, rozpada się, jest pozszywana z niepasujących do siebie skrawków, połatana czy niedokończona. Wyraźne odrzucenie zwartej struktury i rygorystycznego porządku wątku i osnowy, jaki stanowił niegdyś niezbywalną podstawę tworzenia we włóknie, zwiastuje, że rzeczywistość wokół nas rozłazi się w szwach. Zorganizowane wokół tematów „Migracji”, „Tożsamości” i „Pamięci” dzieła składają się na wielogłos o rozpadzie znanych porządków społecznych i politycznych, o zdefragmentowanym, pełnym podziałów świecie, w którym wyrastają coraz to nowe bariery, ale jednocześnie wciąż powstają nieoczekiwane połączenia.

 

Widok wystawy, tkanina z napisem Solidarity
Alex Younger „Solidarity”, fot. M. Kowalewska

 

Bolesny trud przekraczania granic, będący udziałem migrantów i uchodźców, sugestywnie wyraża praca o przewrotnym tytule To gather, którą kenijska artystka Naomi Wanjiku wyszydełkowała ze stali i pordzewiałych puszek. Z pozoru bardziej przyjazny, obły i miękki biało-czerwony szlaban stworzony przez Amerykankę Alicję Gaskon, może jednak uwięzić wędrowca w swych splątanych zwojach lub zacisnąć się na jego szyi niczym pętla. Polskie barwy narodowe zwiastują cierpienie także w dziele Bożeny Kalugi Fala, gdzie naskórek rzeczywistości drażnią igły do akupunktury, połączone w niezrozumiały sposób plątaniną nici, która z chwili na chwilę coraz bardziej się zagęszcza. Wybór tych prac można odczytywać jako świadome rozwijanie zaangażowanego społecznie i politycznie rysu Muzeum, który zaznaczył się już na wystawie „Za wolność” czy w projekcie „100 flag na 100-lecie praw wyborczych Polek”, udowadniając, że sztuka włókna oraz wzornictwo przemysłowe mogą być krytyczne i sprzyjać budowaniu wspólnot wokół istotnych tematów.

 Banał i codzienność odmieniane są tu przez wszystkie przypadki i jest to powód do radości. Jednym z istotniejszych tematów Triennale jest użytkowa rola tkaniny w codziennym życiu.

Konsekwencją bycia na granicy, gdzieś pomiędzy, jest zadawanie pytań o tożsamość i pochodzenie. Swobodne łączenie i mieszanie wywodzących się z różnych kręgów kulturowych tradycji tkackich czy krawieckich ilustruje skomplikowane doświadczenie życiowe jednostki. Denise Oyama Miller, Amerykanka o japońskich korzeniach, szyje kimono o strukturze amerykańskiego patchworku, z wkomponowanymi weń na zasadzie kolażu historycznymi fotografiami i dokumentami dotyczącymi wojennych represji wobec Japończyków w USA. American quilt powraca także w pracy Anny Tormy, gdzie we fragmentarycznej, zdekonstruowanej kompozycji łączy się z tradycyjnym haftem z Transylwanii, przerwanym w trakcie, nigdy nie dokończonym. Co szczególnie ważne, choć tkanina artystyczna jest w dużej mierze zachodnioeuropejskim konceptem, na Triennale wchodzi w dialog z kulturowym dziedzictwem z różnych regionów świata, chociażby w pracy Marty Węglińskiej, inkorporującej jawajskie motywy.

 

Widok tkaniny ze zdjeciami
Denise Oyama Miller „Connecting Threads”, fot. CMWŁ

 

Tkactwo czy haft to techniki wymagające ogromnej konsekwencji, pracowitości i skupienia. Coraz trudniej podołać im w realiach przeciążenia nadmiarem informacji, mieszania dowolnie wszelkich porządków, łamania konwencji. Zmiana schematów poznawczych i przebodźcowanie nie sprzyjają tworzeniu latami wielkiego arrasu, który zawrze w sobie kompletną i uporządkowaną opowieść o świecie, zdaje się mówić laureatka srebrnego medalu Aurélia Jaubert. Zamiast tego proponuje brawurowy postmodernistyczny asamblaż tematów, wyhaftowaną z rozmachem pochwalę kiczu, gdzie martwej naturze Cézanne’a i klasycystycznym scenom rodzajowym towarzyszą przesłodzone dzieci, kotki, żaglowce na pełnym morzu, jelenie, klauny i baletnice, połączone naprędce, tak że widać szwy.

 

widok kolorowej tkaniny z różnymi postaciami
Aurélia Jaubert „3eme Âge (le retour d’Ulysse). fot. Karolina Maciejewska

 

Banał i codzienność odmieniane są tu przez wszystkie przypadki i jest to powód do radości. Jednym z istotniejszych tematów Triennale jest użytkowa rola tkaniny w codziennym życiu. Artystki i artyści nie tylko tworzą autoteliczne dzieła sztuki, ale sięgają po dobrze znane i oswojone przedmioty, by zwrócić uwagę na wszechobecność i nieodzowność tekstyliów w pełnym spektrum ludzkich doświadczeń, ich świadkowanie w najintymniejszych momentach szczęścia i rozpaczy. Niewinny z pozoru koc, zamiast symbolizować komfort i bezpieczeństwo, ewokuje tragedię i ból w pracy Judy Hooymeyer z Holandii, mówiącej o kanadyjskim programie odbierania indiańskich, inuickich i metyskich dzieci rodzicom. Meksykanin Jacobo Alonso znaczy błyszczącą powierzchnię koca termoizolacyjnego ofiarowywanego migrantom śladami tras przemierzanych przez nich z Ameryki Łacińskiej do USA. O kruchym i wątpliwym poczuciu bezpieczeństwa mówi także prezentowane na drugim poziomie ekspozycji tekturowe łóżko Sandrine Manuel, a przezroczysty dywan z tworzywa sztucznego Marianny Grabskiej zwraca się przeciwko swoim właścicielom, ujawniając zgromadzone pod nim złogi nierozwiązanych problemów i dawnych przewin.

16. Triennale rozprasza obawy tych, którzy mogliby sądzić, że miejsce tkaniny artystycznej jest w archiwum krótkotrwałych mód XX-wiecznej sztuki. 

Tekstylia nie tylko towarzyszą nam każdego dnia, ale także — co dobrze wiemy od jakiegoś czasu — jest ich już wokół nas zdecydowanie za dużo. Emelie Röndahl komentuje najbardziej symboliczne wydarzenie w najnowszych dziejach nadprodukcji ubrań i wyzysku, czyli zawalenie się fabryki Rana Plaza w Bangladeszu. Walające się po ziemi rękawy byle jakich, spranych bluz robią duże wrażenie — to przez takie szmaty zginęli ludzie. Wysyłanie niepotrzebnych ciuchów na inne kontynenty lub przekazywanie ich „biednym” oczyszcza na moment sumienie mieszkańców Zachodu, ale tylko, jeśli nie myślą o tym, co będzie dalej z ich niechcianymi darami dla świata. By zwrócić uwagę na ten problem, Małgorzata Markiewicz ceruje szkolne mundurki dzieci ze slumsów w Nairobi, a Pamela Bożek z czeczeńskimi uchodźczyniami szyje wielką tkaninę z nadprogramowych (i często niedorzecznych) ubrań pozostałych po zbiórce prowadzonej przez artystkę.

 

Widok wystawy z tkaniną podobną do dywanu
Emelie Röndahl „Rana Plaza / The Collapse”, fot. M. Kowalewska

 

Na drugim poziomie wystawy zagadnieniom związanym z osobistymi granicami i cielesną tożsamością przeciwstawiona jest refleksja na temat miejsca człowieka w ziemskim ekosystemie, jego relacji z przyrodą i zwierzętami. Elwira Sztetner opowiada o koncepcji superorganizmu za pomocą fascynujących hiperrealizmem omszałych kamieni z tkaniny, a Sarah Perret nawiązuje do długiej tradycji dekoracyjnych motywów botanicznych w swym uwodzicielskim gobelinie o hybrydyzacji gatunków roślin. Bolesny paradoks stanowi wykorzystanie przez artystki materiałów syntetycznych w pracach wyrażających troskę o stan środowiska naturalnego. Barbara Yoshida sięga po styropian, a Adrianna Antidin po plastikowe koraliki. Natarczywa obecność na Triennale poliestru, nylonu, akrylu czy folii stanowi niestety smutne potwierdzenie obserwacji, że od tworzyw syntetycznych trudno dziś uciec. Na tym tle wyróżniają się twórczynie świadomie wykorzystujące surowce z recyklingu, jak autorka drzewa ze znalezionych rękawiczek Ane Henriksen, a także Tina Struthers czy Lucy Brown. Radykalnym gestem jest uszycie tkaniny z fragmentów wypalonej zwierzęcej skóry przez Joannę Zemanek, choć o niepotrzebnym cierpieniu zwierząt ciekawiej opowiada Ola Kozioł, wynosząc na kościelne sztandary najokrutniej traktowane przez człowieka gatunki: świnię, kurę i krowę. 

 

kolorowa tkanina, jak rafa koralowa
Sarah Perret „Lesson of The Abyss”. fot. Karolina Maciejewska

 

Nieco na uboczu względem emocjonalnego wadzenia się ze światem sytuują się prace zgromadzone w końcowej części ekspozycji, skoncentrowane wokół pytań o status i rolę tkaniny artystycznej w sztuce współczesnej, możliwości i ograniczenia tego medium, nie tylko na poziomie założeń, ale także ich warsztatowej realizacji. Całość selekcji prac prezentowanych na Triennale potwierdza coraz wyraźniejszą intermedialność tkaniny, łatwość, z jaką wchodzi ona w dialog z innymi dziedzinami sztuki: fotografią, rzeźbą, instalacją, wideo. Znakomitym przykładem tej tendencji jest wyróżniona brązowym medalem praca głuchoniemej artystki Ievy Augaityté, zbudowana z abstrakcyjnych gobelinów, iluminowanych i wzbogaconych muzyką Michaiła Skalskisa. Grę z oczekiwaniami odbiorczymi podejmuje także Agata Borowa, autorka fenomenalnego warsztatowo obrazu iluzjonistycznego przedstawiającego pomięte prześcieradło czy Emilia Biernacka celowo eksponująca błąd cyfrowej maszyny tkającej żakard.

 

16. Triennale rozprasza obawy tych, którzy mogliby sądzić, że miejsce tkaniny artystycznej jest w archiwum krótkotrwałych mód XX-wiecznej sztuki. Pokazuje jej zaskakującą witalność i zdolność do stwarzania siebie na nowo. Zmiana ta cieszy szczególnie dlatego, że dokonuje się za sprawą twórczych kobiet, które zdominowały ostatnią edycję wydarzenia i zdobyły wszystkie wyróżnienia, a także przy zauważalnym udziale artystek i artystów spoza zachodniego kręgu kulturowego.

 

16. Międzynarodowe Triennale Tkaniny jest otwarte dla zwiedzających w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi do 29 marca 2020 r.

 

 ___________________________________   

 

Karolina Maciejewska – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Łódzkim oraz studiów podyplomowych marketing kultury na Uniwersytecie Warszawskim. Autorka artykułów poświęconych sztuce, fotografii, designowi i rozwojowi branży kultury. Zajmuje się tworzeniem i redagowaniem treści, public relations i promocją, prowadzeniem programów dotacyjnych i fundraisingiem w publicznych instytucjach kultury, NGO oraz dla klientów komercyjnych.

 ___________________________________   

 

 Zdjęcie główne: Elwira Sztetner „Superorganizm”, fot. M. Kowalewska