Żeby się poruszać wcale nie trzeba zmieniać swojego położenia -   relacja z warsztatów ASP/MS

 

Wystawa wieńcząca warsztaty Muzeum Sztuki na Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi w końcu nie musi łokciami przepychać się, walcząc o uwagę z niebieskim sufitem. Elegancko i wygodnie pozwolono jej rozsiąść się w sali wystaw czasowych na parterze ms1. Doczekaliśmy się (wreszcie).

 

Idei warsztatów słodziłam już dużo przy okazji poprzednich edycji (odsyłam tutaj: Warsztat Pracy oraz:  Witamy w krainie piękna i prawdy także nie bardzo widzę sens w dublowaniu tych treści. Dla świeżaków w temacie (gdzie też Państwo spali w tej niewiedzy?) gwoli ścisłości wypada mi jednak zaserwować jakiś skrót wprowadzenia. 

 

Od czterech lat Akademia Sztuk Pięknych wraz z Muzeum Sztuki organizuje warsztaty wdrażające studentki i studentów w teorię oraz praktykę tworzenia wystaw. Każdorazowo nad projektem czuwa trio w postaci: 1 - niezastąpionego steru i okrętu Łukasza Ogórka (kierownika Pracowni Multimediów ASP), 2 - kuratorki/a Muzeum, 3 - współczesnej/go działającej/go artystki/y. W ramach przystawki zawsze serwowana jest część teoretyczna (zwykle odbywająca się w przestrzeniach bieżących wystaw Muzeum), by potem już móc tylko oddawać się twórczym zapasom spuentowanym wystawą.

 

grupa ludzi na wernisażu wystawy 

W tym roku do Łukasza Ogórka dołączyły Iza Szostak oraz Katarzyna Słoboda. Dobór opiekunów projektu zawsze stanowi kartę przetargową, która wytycza dalsze ścieżki wędrówki. Tutaj nie mogło być inaczej, tym bardziej, że zarówno Szostak jak i Słoboda ogniskują się na co dzień wokół performatywności, choreograficzności oraz cielesności. Ciekawiej i trudniej zarazem, bowiem większości uczestniczek i uczestników daleko do tych rejonów w sztukach wizualnych. Spotkania nakręcały nas więc na totalnie nowe tory, dynamicznie uaktywniały zastane sprzężenia i zwoje. Za ruchem sugerowano rozglądać się nie tylko na gruncie tworzenia sztuki, ale też jej recepcji, aktywnej relacji z odbiorcą.

 

 Bo bezruch jest bezpieczny, jednak złudny. Pod ciepłą kołderką komfortu ukrywa stagnację. Ruch jest wymagający i męczący, może przyciągać spojrzenia, ściągać uwagę

 

Zanim zacznę szczegółowo opowiadać o tych praktykach (w których po raz kolejny samej przyszło mi aktywnie uczestniczyć), chciałabym zwrócić jednak uwagę na pewną kwestię. Program ASP i MS stanowi intrygującą platformę testową. Z jednej strony warsztaty te są szansą na obcowanie z kuratorami, a tym samym podpatrywanie ich praktyk, co pomocne może okazać się w przyszłych zmaganiach na linii artysta-kurator. Z drugiej - projekt z założenia kończy się zawsze wystawą, stanowi więc pewną trampolinę pozwalającą w całkiem spektakularny (ze względu na nagłośnienie sprawy, środki finansowe oraz wsparcie ze strony Muzeum) sposób wyskoczyć w stronę odbiorcy. Trzy - jest to laboratorium, w trakcie którego, z rzeczonym wsparciem w postaci artystki lub artysty z szerokim dorobkiem twórczym, badać można raz bliskie, raz dalekie normy, zwyczaje i doświadczenia. Aż wreszcie - może najważniejsze - stanowi doskonałą piaskownicę, w której do woli budować można i burzyć, najadać się nawet brudnym piaskiem bez obawy, że będzie on potem niemiło strzykał między zębami. Fajnie? Ano fajnie, dlatego też dziwi, smuci i trochę rozczarowuje, że tak mało chętnych stawia się, żeby wziąć w tym udział. Przecież to jakieś walki na noże powinno generować, w kamień-papier-nożyce rozgrywki chociaż o miejsce w grupie. W tym też miejscu chciałabym zaapelować (chociaż co ja tam przecież mogę) - studentki i studenci, ruszcie się, bo to grozi wykwitem odleżyn.

 

performance dziewczyny w żółtym stwetrze 

Wracając jednak do tematu - Szostak jest artystką, która materię widzi jako wrzącą od aktywności i sprawczości, da się to poznać nie tylko po jej twórczości, ale i w samej, codziennej obecności. Tą energią starała się za każdym razem zarażać - nie tylko słowem, ale też bezpośrednio - przy pomocy aktywności ruchowych serwowanych studentkom i studentom. Słobodzie tego ognia i ruchliwości zresztą też nie brakowało, wykazała się najwyższym profesjonalizmem i cierpliwością, co - przy połączeniu frywolności studenckiej ze sztywnym zasadami placówki muzealnej - okazało się pewnie zbawienne.

 widok wystawy, czerwony materiał, krzesła, megafon na kubiku

 

Dla większość z nas obszar performensu i tańca był raczej obcy, toteż gryźliśmy go bokiem, na około. Z ruchu wydestylowaliśmy poruszenie, rozpatrywane wielotorowo. Bo żeby się poruszać wcale nie trzeba zmieniać swojego położenia. Najciekawsze przecież są te w głowie wędrówki. Przejażdżki rollercoasterem między płatami mózgu. Włóczęgi przez pory skóry, znamiona i w splotach słonecznych dziury. Slalomy przez zamki z piasku pamięci, zmyśleń i doświadczeń. Drążenie i osłuchiwanie, głaskanie, szarpanie. Wywracanie na lewą stronę siebie, stawianie pytań, których nikt nie zadaje. Wystawianie stóp poza fosy, przyglądanie się temu ułamkowi zawieszenia w powietrzu, który następuje po wyskoku. Popychanie łokciem klocków domina. Zamiast brania udziału w wyścigach - kontemplowanie bloków startowych. Sytuacje, w których zamiast zgrabnego truchtu jest tylko dreptanie i deptanie po palcach i piętach.

 widok wystawy, akwarium, pufa, podświetlony materiał zwisający z sufitu

 

Stąd też nasze manewry obrodziły w prace różnorodne. Namacalnie babrzące się w prywacie i intymności, krążące po mieszkaniach, miastach, wykolejające się z torów i szalup materaca. Z ciałem wchodzące w bezpośredni dialog, z własnej somy czyniące puzzle, układanki, bitewne pola. Samą skóry tkankę wprowadzające w taniec, pod lupę biorące jej niewidoczne wypustki, w stopklatkach zatrzymujące jej zgięcia. W formach organicznych dopatrujące się ruchów, badające przyczynowe związki, cykliczność, zwrotność, przepoczważalność, wyciągnięcia i odwroty. Biegnące przez płotki myśli, których w żaden sposób nie da się zdjąć z bieżni, nabrzmiałe od emocji, kotłujące się, walecznie zwarte pod słonecznym splotem krwinki. O tych subtelnych i słodkich zniewoleniach, miękkich sidłach, współistnieniach, co prowadzą do zadyszki; czasach, które na pozór zamrożone i tak ulegają topnieniu. Widzowi oddające pałeczkę o ostatecznym decydującą kształcie.

 

Bo bezruch jest bezpieczny, jednak złudny. Pod ciepłą kołderką komfortu ukrywa stagnację. Ruch jest wymagający i męczący, może przyciągać spojrzenia, ściągać uwagę. Czy można poruszać się beztrosko, czy zawsze istnieje w ruchu jakieś uzasadnienie? Co zrobić wobec faktu, że nawet, gdy zechcemy stać albo leżeć to we wnętrzu krew nonstop urządza maraton? Nie wiem. Ale wiem, że wystawa w ms1 wisi (leży/krąży/krzyczy i pulsuje) do 30 czerwca. I nie można jej ominąć.

  ___________________________________   

PORUSZENIE

/ 17.05.2019 - 30.06.2019 / ms1, Więckowskiego 36

  ___________________________________  

Uczestniczki/uczestnicy:

Jan Kazimierz Barnaś, Witek Gretzyngier, Anna Jeglorz, Wojciech Kamerys, Anna Kaznodziej, Kornel Kowalski / Iwetta Tomaszewska, Ema Lančaričová, Hanna Musiałek, Olga Ossowska, Kamil Wesołowski, Anna Pacholik, Małgorzata Pawlak, Gabriela Porada, Alek Sarna, Donata Turek, Marta Wojtyńska

Identyfikacja graficzna: Witek Gretzyngier, Alek Sarna

Opiekunowie projektu: Iza Szostak, Katarzyna Słoboda, Łukasz Ogórek

Współpraca przy koordynacji wystawy: Agata Szynkielewska

 __________________________________  

Małgorzata Pawlak (ur. 1994) - autorka kolaży, graficzka. Czasem żongluje słowem. Studiowała twórcze pisanie w Instytucie Kultury Współczesnej UŁ (skończyła) oraz projekty wizualne na WSW łódzkiej ASP (rzuciła). Obecnie pracuje i mieszka w Warszawie.

 __________________________________  

zdjęcia 1,2,3: Anna Zagrodzka, zdjęcia 4, 5: Piotr Tomczyk