Dwugłos w sprawie teatru Szwalnia, o którym red. Kaczyński napisał w Dzienniku Łódzkim, że nie jest to  placówka godna uwagi i nikt w Łodzi nie zauważyłby zniknięcia tego miejsca. Wysłałem ten tekst do redakcji  Dziennika, ale nie został on uznany za warty publikacji. Chyba, że mi coś umknęło. Chciałbym aby przeczytali go ci z Was, którzy uważają, że sztuka niezależna, off, alternatywa czy awangarda (ogłaszam konkurs na nazwę dla naszego nurtu - bo te wszystkie wymienione są beznadzieje, wytarte, nieadekwatne i nieaktualne!) - że sztuka ta nie idąca w mainstreamie popkultury jest istotą tego co nowe, nieznane, obiecujące, młode i żywe w kulturze.
A latem w teatrze w naszym mieście będzie się działo - o czym następnym razem!


O Teatrze Szwalnia raz jeszcze…       

Chciałbym zabrać głos w imieniu swoim i rady programowej Dotknij Teatru w tej dziwnej dyskusji, jaka rozgrywa się lub jaką rozgrywa redaktor Dziennika Łódzkiego wokół teatru Szwalnia. Zdumiewa mnie fakt, że laureat Złotego Pióra wyraża tak radykalne opinie, nie sprawdzając  do końca faktów, nie konfrontując pogłosek z rzeczywistością i nie rozmawiając w końcu z samymi twórcami z teatru Szwalnia. Można się nie zgadzać z programem twórców, coś odrzucać i mieć osobiste urazy ale publiczne wyrażanie opinii z pozycji eksperta wymaga konfrontacji faktów
i umieszczenia ich  także w szerszym kontekście 
funkcjonowania kultury w mieście. W innym wypadku to wygląda na jakąś polityczną zagrywkę, od której ja osobiście i rada programowa Dotknij Teatru odcinamy się całkowicie.

Pięciokrotna edycja Dotknij Teatru udowodniła, że współpraca pomiędzy instytucjami kultury, organizacjami pozarządowymi, niezależnymi twórcami i artystami z różnych dziedzin może odnieść sukces i stanowić model dla innych miast tylko wtedy, gdy realizowana jest w warunkach pełnej współpracy, zaufania, otwartej dyskusji
i wzajemnego wspomagania się pomiędzy uczestnikami festiwalu, czego najlepszym przykładem jest teatr Szwalnia. Oddawał on swoje miejsce  na warsztaty, koncerty, spotkania i spektakle przez wszystkie edycje 
DT.

Według mnie Teatr Szwalnia jest jednym z najciekawszych miejsc niezależnej sztuki w naszym regionie, mającym stale poszerzające się grono odbiorców. Prowadzi projekty, warsztaty, realizuje spektakle i koncerty, udostępnia młodym twórcom, aktorom i muzykom swoją przestrzeń, gromadzi najciekawsze zjawiska niezależnej sztuki performatywnej w Polsce. Marcin Brzozowski w swoich znakomitych teatralnych projektach konsekwentnie łączy w tym miejscu pracę zawodowych aktorów, studentów Szkoły Filmowej i młodych amatorów z ideą sceny alternatywnej i sztuki niezależnej. Warto nie tylko bywać tu, ale uczestniczyć w tych projektach, które zaskakują swoją różnorodnością i odwagą podejmowanych tematów. Każdy komu teatr w tym mieście nie jest obojętny, powinien to miejsce odwiedzać.

Szwalnia nie może działać na miarę swoich pomysłów i pasji bo w zimie nie daje się ogrzać, a całość wymaga dość pilnego remontu. O takie miejsca i inicjatywy należy w tym mieście dbać a nie namawiać do zamykania.

Tomasz Rodowicz
Współzałożyciel teatru CHOREA i z-ca dyrektora do spraw artystycznych Fabryki Sztuki w Łodzi.  

 

Szwalnia - przytułek dzieci offu, sierot po Łódzkich Spotkaniach Teatralnych, zabłąkanych, nieprzystosowanych aktorów, amatorów, widzów, którzy szukają przeżyć niespektakularnych, unikający snobistycznych wydarzeń medialnych.

Są miejsca, które zatrzymują czas i uczą słuchać ciszy. I takim miejscem w Łodzi jest teatr Szwalnia. Za sprawą Marcina Brzozowskiego i Ewy Łukasiewicz teatr jest tu prosty, bezpretensjonalny, robiony z uwagą i z myślą o widzu. Widzu, który może poczuć się - jak chciał Grotowski- jak brat. Bo Marcin zrobi mu herbatę, poczęstuje ciastem,
a potem wybierze miejsce na widowni. A na widowni ciemno, często zimno, mało miejsca, ale tym samym blisko do drugiego człowieka, i do tego który siedzi obok, albo pod nogami, i do tego który pracuje na scenie i jest na wyciągnięcie ręki. I w tym teatrze wszystko jest stare, krzesła, maszyny do szycia, kurz, reflektory.  Myślenie o teatrze też jest tu stare, oparte na przekonaniu, że teatr jest spotkaniem, wymagającym specjalnej atmosfery przedtwórczej, że teatr żywi się czasem i boi się pośpiechu.

To przedsięwzięcie nie pasuje do współczesnej polityki kulturalnej miasta, Europejskości. Za mało efektu, za mało promocji, za cicho, za niskie wskaźniki. A jednak istnieje i rozumiem, że ten fakt budzi podejrzenia i niecne skojarzenia. Bo przecież trudno uwierzyć, że w atmosferze tego miejsca można się zakochać, ulec jej i pomagać jego twórcom przetrwać, chcieć ocalić artystyczny przytułek. Znam tych zakochanych, są młodzi, czasami bardzo, w teatrach instytucjonalnych czują się obco, bo szatniarz ich strofuje, że nie mają przyszytych wieszaków w kurtkach, bileterzy patrzą na nich krzywo, bo są niestosownie ubrani, bo stoją w przejściach, nie umieją się zachować,  na bilet nie mają kasy. W Szwalni wszystko im wolno, czują się jak u siebie. Dlatego licealiści i studenci zalegają w Szwalni, szatnie obsługują, plakaty rozwieszają, w szkole sprzedają bilety, myją szklanki, czasami schody. Innego takiego miejsca nie mają. W całej Łodzi. Grupa teatralna w domu kultury to nie to samo, warsztaty w teatrze to nie to samo co swój teatr, który trzeba posprzątać,a później przyjąć w nim  gości.  Tu trzeba być odpowiedzialnym za miejsce. I oni są, wolontariusze ze Szwalni. Tak w nieformalny, nie odnotowany sposób, edukację teatralną prowadzi Brzozowski. Organizuje też warsztaty, imprezy dla dzieci, robi spektakle, zaprasza artystów z Polski. Ale jakoś ciągle za mało i za cicho. Celebryci łódzkiej kultury zaglądają tu rzadko, bo i po co, ale  Szwalnię znają ze słyszenia, bo warto wiedzieć co się w mieście dzieje. 

Brzozowski budzi podejrzenia, skąd ma pieniądze, dlaczego dostał od miasta budynek. Trudno uwierzyć, ze po prostu jest zdolny, prawdziwy, zaangażowany i ma wizję. Tacy jakoś w Łodzi nie robią kariery. On też jakoś nie, ale ma więcej niż ci, którzy nie mają nic. No, może wykazał się jakąś wyjątkową inicjatywą, może zastosował specjalne socjotechniki, uwodził skutecznie, bo i posiada urodę amanta, aktorzy potrafią omotać. Może. W efekcie tajemniczych starań uzyskał prawo do pracy w budynku, w którym jest  zimno nawet latem, dach przecieka, dojazd z centrum jest  utrudniony, a do tego ponoć tam straszy i są szczury. Ale chce tam zostać i prosił o pomoc. Uzyskał. Jak media podają - to trudne do zaakceptowania. Rozumiem. Nie powinien dostać wsparcia od miasta. Powinien w ciszy cierpieć, albo budynek zdać. Jednym słowem powinien Szwalnię zwinąć, jak sobie nie radzi. 

Ten tekst jest pretensjonalny i zbytnio czułostkowy, zupełnie nieadekwatny do ataków formułowanych pod adresem Szwalni. Rozumiem, że można nie dawać prawa istnienia takiemu miejscu jeśli ocenia się go z zewnątrz, jeśli broni się interesów wyidealizowanej polityki kulturalnej miasta, jeśli oczekuje się od teatru offowego medialnych efektów, jeśli nie lubi się ciemnych, zatęchłych sal teatralnych i laboratoryjnej pracy, jeśli nie doświadczyło się intymnego spotkania z samym sobą w tym teatrze. Rozumiem, że takie przedsięwzięcie jest zupełnie bezbronne wobec medialnej nagonki
i twardej polityki. Łatwo je sprzątnąć. Marcinowi nic się nie stanie, będzie reżyserował, uczył, grał, podobnie Ewa. Może nawet zyskają wolność, trochę zdrowia i spokoju, czas. Pieniędzy zainwestowanych w dwukrotne stawianie Szwalni nikt im nie odda. Trudno. Wiadomo, że nie była to inicjatywa do zarabiania pieniędzy, choć trudno w to uwierzyć. Publiczność też sobie poradzi, nie po takich łódzkich teatralnych przedsięwzięciach już przechodziła żałobę. Nie pójdzie do Szwalni, posiedzi w domu. Mała strata.  Rozumiem, że chęć bezinteresownego zniszczenia tego miejsca może być duża. Rozumiem i mogę powiedzieć: żal. Nie rozumiem jednego - po co?

Anna Ciszowska
Teatrolożka, reżyserka teatru dzieci i młodzieży, pedagożka teatralna i animatorka kultury. Absolwentka kulturoznawstwa Uniwersytetu Łódzkiego i Studium Reżyserii Teatru Dzieci i Młodzieży w PWST im. L. Solskiego w Krakowie (Wydział Zamiejscowy we Wrocławiu). Od 1997 roku instruktorka teatralna i nauczycielka wiedzy o kulturze w VI L0 im. J. Lelewela w Łodzi, od 2011 roku kierowniczka działu Wydarzeń Okołoteatralnych w Teatrze Nowym im. Kazimierza Dejmka w Łodzi. Koordynatorka i pomysłodawczyni projektu Dotknij Teatru –  łódzkich obchodów Międzynarodowego Dnia Teatru.