Dlaczego Dotknij Teatru to akcja, a nie festiwal, w jaki sposób wspiera twórców i twórczynie, czy włącza artystki i artystów wizualnych, jak funkcjonuje w nowej rzeczywistości? Pyta Marcin Polak, a odpowiadają organizatorzy: Marcin Brzozowski, Anna Ciszowska, Barbara Kurowska, Joanna Ossowska-Struszczyk, Tomasz Rodowicz i Maja Wójcik.

 

Marcin Polak: Zastanawiałem się ostatnio, jakie działania podejmuje łódzki Wydział Kultury i UMŁ w czasie trzeciej fali pandemii, aby wspomóc artystów i artystki. Nie chcę nas porównywać do Berlina, gdzie władze miasta przeznaczyły 6,5 mln euro na dodatkowe stypendia artystyczne, ale przykłady polskich miast pokazują, że można. W Łodzi właściwie bezpośredniego wsparcia nie ma, ale można chociażby działać w kooperacjach, np. w ramach Dotknij Teatru. Uprawiacie taki trochę regranting.

Marcin Brzozowski: Kooperacje są mile widziane. Dotknij Teatru w momencie powstawania było oddolną akcją, tworzoną z marzeń kilku osób o teatralnym, totalnym uruchomieniu Łodzi. Od początku było to działanie pod wieloma względami rewolucyjne. Regranting nie był jeszcze modnym słowem, określającym ważny mechanizm kreowania zdarzeń oddolnych. Na nasze potrzeby nazwaliśmy akcję DT „pospolitym ruszeniem” teatralnej Łodzi. Tak jest do dzisiaj. Naczelną ideą akcji jest dotarcie do twórców działających przede wszystkim bez wsparcia finansowego instytucji, do freelanserów, grup nieformalnych, NGSów z ofertą skromnego finansowania ich pomysłów, promocji ich działań i w miarę możliwości pomocy w zakresie pozyskania przestrzeni dla prób i prezentacji. Mówiąc o regrantingu chciałbym rozwiać pewne wątpliwości, co do pojawiających się w przestrzeni publicznej mitów na temat samofinasowania inicjatorów akcji z pozyskanych dotacji. W pewnym momencie w Łodzi pojawiło się kilka osób połączonych wizją święta teatru, które znosi granice i łączy wiele teatralnych archipelagów. Siłą rzeczy nie byli to urzędnicy ani teoretycy teatru. Ta wizja mogła urodzić się w sercach i głowach praktyków i teatralnych partyzantów chcących działać i realnie na scenie współtworzyć tę akcję. Inicjatorzy akcji to jednocześnie rada programową DT, która absolutnie non profit, w trakcie wielogodzinnych i wielotygodniowych spotkań ustala co roku spójny tematycznie i artystycznie program działań, pomaga Ani Ciszowskiej w arcytrudnej pracy na rzecz pozyskania i rozliczenia funduszy na realizację akcji. Dotknij Teatru nie jest konkursem grantowym, jest przestrzenią spotkania i wsparcia, w ramach którego również inicjatorzy akcji mają możliwość poddać swoje pomysły ocenie rady. Zasiadając w radzie programowej DT, otrzymałem finansowanie na kilka projektów, które pozwoliły Szwalni przeżyć i pozwoliły zrealizować ważne w mojej opinii działania dla DT. Nigdy nie uczestniczyłem w rozmowach dotyczących oceny moich wniosków, nigdy nie wpływałem na ich ocenę. Natomiast zawsze do granic możliwości rada DT obcinała moje kosztorysy z myślą o dotowaniu innych projektów. W ostatnich dwóch latach, pomimo składanych projektów, na pewnym etapie realizacji rezygnowałem z ich finalizacji w związku z trudną sytuacją finansową DT. Sam wielokrotnie „uwalałem” z różnych powodów projekty kolegów z rady programowej. Wiem, że w dobie facebooka i płaskoziemców trudno jest w to uwierzyć, ale rada dba o mądry, spójny, wielowymiarowy program DT, a nie o interesy i finansowanie złych projektów inicjatorów tej akcji.

Anna Ciszowska: Pozyskujemy fundusze z UMŁ i MKiDN. Im środki wyższe, tym więcej podmiotów może zyskać. Przy dotacji rzędu 600.000 zł. obejmowaliśmy refundacją wydarzenia DT z teatrów miejskich, domów kultury, muzeów, inicjatywy artystów niezależnych, teatrów offowych i amatorskich, fundacji i stowarzyszeń. Fundowaliśmy widzom bilety do teatrów miejskich. Program potrafił mieć ponad 100 darmowych, ze zróżnicowanym programem edukacyjno - artystycznym. W tej chwili uzyskujemy łącznie z obu źródeł ok. 200.000 co przeznaczamy tylko na refundację małych, lokalnych, teatralnych produkcji offowych, gości wydarzeń edukacyjnych. Widzimy, że nasz zakres działania znacząco się zmniejszył ze szkodą dla oferty, jaką przedstawiamy widzom. Nie mamy już możliwości finansowania wydarzeń o dużym rozmachu artystycznym, zwłaszcza wydarzeń plenerowych, z których słynie DT. Nie zapraszamy już gościnnych spektakli. Wszystkie pozyskane środki przeznaczamy na rozwój teatru offowego w Łodzi. 

 

MG 0068 kopia5
fot. HaWa

 

Wiadomo, że DT to głównie święto teatru, ale jednak brakuje mi współpracy z artystami i artystkami reprezentującymi inne dziedziny sztuki, szczególnie sztuki wizualne.

A.C.: To od projektodawców zależy, co się znajdzie w programie. Trzeba pamiętać o oryginalnym sposobie funkcjonowania DT, to nie jest festiwal, do którego organizator zaprasza artystów. Tu artyści zgłaszają się do nas z pomysłami na wydarzenie dedykowane idei DT, a ta idea w skrócie brzmi: umożliwiać odbiorcom szerokie doświadczanie poprzez teatr. Formuła organizacji jest oparta na partycypacji, czyli zakłada samodzielność artysty w przeprowadzeniu swojej imprezy. Wielu artystów przystępujących do DT jest zaskoczonych, że DT nie działa jak festiwal. W DT artysta jest gospodarzem i współorganizatorem. Ja też żałuję, że artyści wizualni nie są zainteresowani współpracą z DT. Od początku akcji nie przypominam sobie zgłoszenia wydarzenia o takim charakterze. Natomiast na zaproszenie Marty Olejniczak zrealizowaliśmy działanie performatywne autorstwa Aleksandry Kubiak i Karoliny Wiktor (Sędzia główny). Podczas produkcji DT dochodzi do różnych kooperacji i związków artystycznych, reżyserzy teatralni zapraszają artystów różnych dziedzin, zwłaszcza teatr tańca bardzo silnie obecny w DT, od lat był realizowany we współpracy z artystami wizualnymi czy muzykami - przypominam sobie choćby Suavasa Lewy w performansie Pawła Grali.

 

Czyli rozumiem, że artystki i artyści mogą się czuć zaproszone i zaproszeni do współpracy?

Joanna Ossowska-Struszczyk: Oczywiście, staraliśmy się, aby różnorodność projektów była znakiem DT i świadczyła o pojemności zjawiska, jakim jest teatr. Wielość spojrzeń jest najciekawsza. Aby złożyć wniosek, trzeba wiedzieć, że w czerwcu każdego roku ogłaszamy hasło kolejnej edycji, która odbędzie się w roku następnym. Na stronie dotknijteatru.pl znajduje się Formularz zgłoszeniowy wydarzenia do DT, który należy wypełnić do połowy września. Dobrze jest też zapoznać się z zamieszczonym tam regulaminem akcji.

M.B.: Ramy programowe wyznacza co roku hasło/idiom, a nie konkretna dyscyplina. Sztuki teatralne to szerokie zjawisko. Jestem absolutnie za włączeniem sztuk wizualnych do głównego nurtu DT, tym bardziej, że wyznaczają one nowe przestrzenie dla teatru. Pytanie o powód tego braku. DT to otwarta propozycja do współpracy. Czy oczekujesz innego sprofilowania programu, hasła DT? Jak poszukać tego nowego otwarcia?  

 

258
fot. HaWa

 

Może jakiegoś szerszego przekazu, ale chyba a w tej chwil to właśnie robimy. Jeśli przyjdzie odpowiedni moment, damy znać artystkom i artystom, że to właściwy czas na myślenie o działaniach w ramach DT. Pytam o to też dlatego, ponieważ nowa rzeczywistość może być taka, że teatry będą musiały wyjść w plener. To już niedaleka droga do performansu rozgrywanego w przestrzeni miasta i właśnie większego pierwiastka sztuki w teatrze, chociaż oczywiście teatr to sztuka.

Maja Wójcik: Nie nazwałabym tego nową rzeczywistością. Teatr – także ten instytucjonalny – wychodził z różnymi propozycjami w plener, w miasto, w przestrzenie pofabryczne, zaciera własne granice od wielu lat, to żadne novum. Raczej jego specyfika. Ponieważ kolejne decyzje rządu wymuszają zamknięcie instytucji, do których nie możemy kupić biletu (i zasiąść w fotelu), w sposób naturalny, myśląc o teatrze, uwagę przekierowujemy teraz na działania w budynkach teatralnych. Ale to, że teatr „odbywa się” przede wszystkim w przestrzeni zamkniętej jest równie złudne, co przekonanie, że można oglądać teatr na żywo przez Internet. 

A.C.: Znakiem firmowym DT były nieoczywiste przestrzenie do realizacji teatralnych, dlatego byliśmy w bramach i opuszczonych kamienicach (realizacja Teatru Pinokio w Łodzi), w stadninie koni (Barbara Dembińska), w Planetarium (Pola Amber), na dachu hipermarketu (Portiernia Sztuki), w szkołach i ośrodkach wychowawczych, pubach, schroniskach dla bezdomnych (Teatr Chorea), w witrynach sklepowych (Paweł Grala), w prywatnych mieszkaniach (Teatr Szwalnia), na ścianach budynku (Katarzyna Gorczyca), w parkach, placach i ulicach. Na ulicy Włókienniczej realizowaliśmy Pasję w reż. Konrada Dworakowskiego. Wydarzenia lokalizowaliśmy na parkingach, na przystankach, w tramwajach, Dworcu Łódź Fabryczna. Nie byliśmy jeszcze w bankach i Urzędzie Miasta :). Praktykowaliśmy chyba wszystkie formy teatralne od spektakli dramatycznych, poprzez performance, happeningi, eksperymenty, czytania. Dotykaliśmy pantomimy, teatru fizycznego, muzycznego, opery, teatru tańca, teatru dla głuchych i niewidomych, młodych i seniorów, teatru zawodowego i amatorskiego, dzieci i mniejszości. W DT realizowaliśmy tematy społeczne. Pracowaliśmy z niepełnosprawnymi fizycznie, bezdomnymi, podejmowaliśmy działania z młodzieżą z Monaru. Były też projekty dla dzieci z domów dziecka. Dotknęliśmy wszystkiego. W tym roku pokazujemy teatr, który wkracza na pole video. 

 

Przypomniałaś mi właśnie moje uczestnictwo w akcji, kiedy z Teatrem Chorea pracowaliśmy z bezdomnymi z Ośrodka Brata Alberta, a sam spektakl był chyba najmniej ważną częścią naszego działania. Z częścią osób znamy się do dziś, niektórym udało się wyjść na prostą. W tym kontekście, definiując czym jest Dotknij Teatru, bardziej tu pasuje określenie proces, albo akcja w procesie.

 

A.C.: w tym przypadku praca społeczna miała wyższą wartość, niż artystyczna. 

 

IMG 0050
fot. HaWa

 

Jak nowa rzeczywistość wpłynęła na samą akcję?  W tamtym roku akcję odwołano, a w mojej pamięci utkwiło hasło Dotknij tu na citylightach pod UMŁ. To było mocne. Nadal nie mieści się w głowie, że wyjście do teatru czy galerii może wiązać się ze sporym ryzykiem. Myślicie, że twardo odrzucamy lęki o przyszłość, czy raczej myślimy już o nowej rzeczywistości?

M.B.: Ja nie wiem co „my” myślimy o nowej rzeczywistości. Wiem, co myślę ja. Wrócimy w bardzo wąsko sprofilowanym modelu działania. DT przetarło szlaki. Małe, prowadzone w bliskim kontakcie i żywej relacji z widzem ośrodki teatralne, pozbawione biurokracji i fikcji zespołowości wrócą.

Tomasz Rodowicz.: Pandemia stawia wszystkich w nieprzewidywalnej, nowej sytuacji społecznej i psychologicznej. Szczególnie tych, którzy przeżyją. Na pewno zmiana nie jest na lepsze, jest na trudniejsze i bardziej złożone, zarówno dla twórcy, jak i dla odbiorcy. Dystans i izolacja są motorem z jednej strony strachu, nieufności i poczucia obcości, z drugiej generują tęsknotę za żywym spotkaniem. Pomiędzy tymi dwoma biegunami pojawiła się, ze zdwojoną siłą, nowa technologia, która kompensuje lub stara się oszukać jedno i drugie poprzez onlajny, strimingi, vijary i hologramy. Ten język na pewno na stałe wejdzie do sztuki i ją nieprawdopodobnie wzbogaci. Ale, gdy całkiem zastąpi bezpośrednie spotkanie, to teatr umrze, teatr w moim rozumieniu. To od nas zależy, czy wyłuskamy tych wszystkich wrażliwych i pytających o sensy i wartości z ich schowków, nor i domowych azyli. Wierzę w tę tęsknotę, zwielokrotnioną tęsknotę za spotkaniem, ale łatwo nie będzie.

J.O.S.: Żyjemy oczywiście w kontakcie z rzeczywistością, jest pandemia, ale lęki z nią związane, dotyczące np. powrotu publiczności, w marcu zeszłego roku, były większe, niż teraz. Żaden online nie zastąpi żywego kontaktu aktora z widzem. Nie jestem zwolenniczką “urządzania” się w Internecie ani proroctw związanych ze stałą bytnością w nim artystów. Traktuję to wszystko incydentalnie, jako rozwiązanie atrapę, konieczną w tym momencie. I wierzę, że minie. Natomiast, zgadzam się z Marcinem, że większy sens będzie, a właściwie już jest, w działaniach mniejszych przedsięwzięć, za to z jasnym przekazem, celem i formułą działania.

Barbara Kurowska: Bezpardonowe odrzucenie lęków o przyszłość byłoby nierozsądne, jednakże trudno nie myśleć o nowej rzeczywistości. Biorąc pod uwagę doświadczenia minionych epok, wszelkie szalejące zarazy kiedyś się kończyły, a społeczeństwa wychodziły mniej lub bardziej poturbowane, jednak zawsze znajdowały w sobie wystarczająco dużo siły i determinacji, żeby odbudować to, co zostało zniszczone. Zatem, to również od nas zależy, żeby działać z pełnym zaangażowaniem, tak jak robiliśmy to od pierwszej edycji DT, bez względu na problemy, których – miejmy nadzieję - w przyszłości będzie znacznie mniej, co w ogromnej mierze zależy od stabilnej sytuacji finansowej. 

 

HAWA8981
fot. HaWa

 

Dotknij Teatru to łódzka inicjatywa. 

T.R.: Patrząc z perspektywy wszystkich edycji DT, mieliśmy szansę na ogólnopolską akcję świętowania Dnia Teatru kierowaną przez Łódź. Idea szerokich i otwartych działań była rewolucyjna, uruchamiała inicjatywy i wyobraźnię wszystkich pomysłów na teatr i inicjatywy wszystkich środowisk. Stawała w realnej opozycji wobec składania kwiatów, okolicznościowych nagród i przemówień. Inne miasta patrzyły z podziwem i deklarowały włączenie się. Instytut Teatralny im. Z. Raszewskiego w Warszawie chciał temu patronować. Ale zmieniały się władze i priorytety. Ministerstwo zmniejszało dotacje, miasto też. Ekspres Łódź - Dotknij Teatru zaczął zwalniać i jest teraz osobowym. Liczę, że pandemia otworzy nam wszystkim oczy i z Miastem odbudujemy pierwotny, fantastyczny projekt, który znowu ogarnie cała Polskę.

A.C.: W Łodzi powstał pomysł, sposób organizacji i mechanizm pozyskiwania środków. W 2012 r. z inicjatywy Macieja Nowaka, ówczesnego dyrektora Instytutu Teatralnego im. Z. Raszewskiego w Warszawie, doszło do połączenia warszawskich i łódzkich obchodów Dnia Teatru pod szyldem naszego Dotknij Teatru. Od 2012 r. w akcji brało udział 90 miast i miejscowości. Tylko w Łodzi DT ma formułę bezpłatnego uczestnictwa w wydarzeniach zaplanowanych i sprofilowanych merytorycznie. Tylko u nas udało się zmienić DT w długofalowy, powszechny  program edukacji kulturalnej. Inne miasta próbowały to zrobić, ale bezskutecznie. 

 

HAWA4708
fot. HaWa

 

Dlaczego podkreślacie, że DT to nie festiwal, lecz akcja?

A.C.: DT w Polsce jest traktowany jako fenomen edukacji kulturalnej, a nie jako festiwal teatralny. Załatwiamy tu więcej spraw niż prezentacje spektakli, choć one stają, oczywiście, w centrum. Niemniej, istotniejsze z  punktu widzenia ideologii DT jest to, jakie warsztaty zaproponujemy, w jakie środowiska wejdziemy oraz jakie efekty osiągniemy. Traktowanie DT jako festiwalu teatralnego rodzi nieporozumienia i daje błędny obraz imprezy. Dlaczego? Od festiwalu oczekuje się atrakcji, wypracowanych schematów działania, gotowych produktów, jakości komercyjnej, medialnego ekwiwalentu. My organizujemy pole działań twórczych i zapraszamy do udziału tak artystów, jak i widzów, po to, aby wspólnie działać. Efekt nie jest tu celem, celem jest proces twórczy. Jeśli ktoś nie rozumie naszego działania i przede wszystkim nie uczestniczył w DT, a porównuje nas do innych miejskich festiwali, zawiedzie się. Żaden festiwal nie łączy w takim stopniu zawodowców z amatorami i artystami offu, dorosłych artystów z dziecięcymi, pełnosprawnych z niepełnosprawnymi. Dajemy najszerszy obraz teatralnej działalności Łodzi – tzn. dawaliśmy, bo ze względu na rozmiar dofinansowania pokazujemy teraz wycinek. Wychodziliśmy z założenia, że rozwój ruchu amatorskiego i offowego polega również na stworzeniu warunków finansowych do wysokojakościowych produkcji. Dowartościowanie znosi dyskryminację, dlatego teatry amatorskie uzyskują u nas taka sama promocję, co zawodowcy. Stawiamy amatorów w świetle, wspieramy ich, symbolicznie znosimy granice i ustanawiamy równość na polu twórczości. Niestety pokutuje myślenie, że teatr niezawodowy pracuje bez pieniędzy, dlatego nasza dotacja z roku na rok maleje. Podobnie maleje urzędnicza uwaga dla projektu, świadomość znaczenia naszej misji oraz odpowiedzialność.

 

HAWA2375
fot. HaWa

 

Akcja odbywa się w Międzynarodowy Dzień Teatru. To niby oczywiste, ale czy nie macie problemu z funduszami, skoro zazwyczaj o tej porze nie ma jeszcze wyników konkursów w Ministerstwie i informacji od Miasta o dotacjach celowych? Myśleliście o zmianie terminu?

M.B.: Data obchodów Międzynarodowego Dnia Teatru jest przekleństwem dla DT. To termin opóźnionych, ministerialnych, eksperckich werdyktów, a co za tym idzie, w praktyce, stawia organizatora i twórców w sytuacji hiper ryzyka, podejmowania działań w absolutnej niewiedzy dotyczącej zakresu finansowania projektów. 

A.C.: W naszym wypadku, bezpieczeństwo organizacyjne jest postawione tylko na naszym zaufaniu do Miasta, bo aż do stycznia, a nawet, jak w tym roku do marca, nie ma umowy. Nigdy nie zdarzyło się, żeby Miasto nas zawiodło, choć zdarzało się, że prognoza budżetu różniła się od rzeczywistego dofinansowania, co powodowało nerwowe redukcje i weryfikację programu. Biorąc pod uwagę, że pracujemy w kooperacji, zazwyczaj każdą edycję tworzy 20 - 30 podmiotów zewnętrznych, jakiekolwiek nagłe zmiany w ustaleniach i niepewność wpływają na jakość relacji i wizerunek imprezy. Taka forma organizacji jest przez nas komunikowana i jawna, ryzyko niepozyskania dofinansowania jest zapisane w regulaminie i umowach partnerskich. Ale komfort pracy nie jest przez to większy. Jako organizatorzy sobie zostawiamy największe ryzyko, albowiem większość kosztów organizacyjnych, a przede wszystkim promocyjnych, pozostawiamy do sfinansowania przez Ministra. W tym momencie oparcie w postaci instytucji, jaką jest AOIA, która jest nastawiona programowo na realizację idei DT, jest wspomagające i daje szansę na realizację planu minimum. Nie zawsze tak było. Niemniej jednak, takie warunki organizacji nie sprzyjają rozwojowi tej imprezy i tylko pogłębiają kryzys DT, który nastąpił po odgórnym przeniesieniu akcji z teatru instytucjonalnego, czyli Teatru Nowego w Łodzi, do domu kultury niemającego kontekstu teatralnego. Obniżenie rangi wydarzenia, spowodowało wycofanie się Instytutu Teatralnego ze współorganizacji, a także obniżenie dotacji celowej na jego realizację, z powodu przeniesienia DT do mniejszej puli środków, jaka jest przeznaczana na dotacje celowe dla domów kultury. Lądowanie DT w AOIA miało dać mu szansę na odrodzenie, niestety pandemia wstrzymała te procesy, doszło do odwołania edycji, teraz próbujemy, w warunkach obostrzeń przeprowadzać nasze zadania. W czerwcu będziemy wiedzieć, jakie są efekty.

 

IMG 9854
fot. HaWa

 

Czyli akcja jest organizowana przez miejskie instytucje, a Miasto przyznaje Wam środki tuż przed jej rozpoczęciem, na finiszu prac nad spektaklami, tak? Jeśli nie wiecie jakimi funduszami dysponujecie projektując akcję, to jak sobie radzicie z tą sytuacją? Wam i tak chyba łatwiej niż organizacjom pozarządowym, ale jest to przedziwna sytuacja. Tym bardziej, że NGO, które np. są organizatorami festiwali, mają dotacje wieloletnie i wiedzą na czym stoją.

M.B.: Ta sytuacja jest bardzo trudna. Oznacza brak komfortu w planowaniu i realizowaniu akcji. To chyba pytanie do urzędników, na poziomie Wiceprezydent do spraw kultury, czy są w stanie widzieć w DT sieć dziesiątek małych, ważnych działań, ognisk, może nie tak efektownych, jak drogie, noworoczne, głośne fajerwerki na Placu Wolności, które hipnotyzują powolnie się wypalając. DT to fantastyczna okazja do realnego skonsumowania hasła „Młodzi w Łodzi”. DT to mistrzowski, artystyczny program startupowy. Działanie kuratorowane przez aktywnych, niebanalnych twórców. Małe, nieefektowne, niszowe działanie. Ale mocne, realne, bliskie. Jak z tego nie skorzystać? 

A.C.: Wygląda to tak, że w czerwcu każdego roku ogłaszamy nabór wydarzeń do kolejnej edycji. Do września staramy się uzyskać z Wydziału Kultury prognozę dotacji celowej na DT, co oznacza, mniej więcej, uzyskanie informacji czy dotacja będzie i czy utrzyma się na poprzednim poziomie. Na miarę tego prognozowanego budżetu tworzymy ze zgłoszonych wydarzeń program - nazwijmy go podstawowym. Ponieważ dotację celową traktujemy jako najpewniejsze źródło, przeznaczamy ją na realizację programu podstawowego, czyli łódzkich produkcji dla DT, żeby zmniejszyć niemal do minimum ryzyko i dać artystom warunki do realizacji. Wiąże się to jednak z bezpiecznym, ale wąskim programem.

J.O.S.: program podstawowy, o którym mówi Ania, można nazwać planem B, bo mamy zawsze plan A, szerszy, w którym są jeszcze inne wydarzenia, co do których, np. nie jesteśmy jednoznacznie zgodni, ale wszyscy widzimy w nich wartość. Zawsze, po uzyskaniu wiedzy o wysokości dofinansowania, jeszcze raz analizujemy projekty z planu A i staramy się na nowo poukładać program w ten sposób, aby jak najwięcej wniosków dofinansować. Jeśli jednak otrzymamy niższą dotację od zakładanej, musimy zrealizować plan C. Dla dobra akcji włączamy dużą dawkę pokory, jednak świadomość tego, co umyka, jaki wniosek nie dostaje szansy na realizację, jest trudna. 

B.K.: DT to projekt miejski, którego koordynatorem jest zawsze miejska instytucja kultury, być może dobrym rozwiązaniem byłaby umowa wieloletnia na jego organizację, co zdecydowanie ułatwiłoby działania.

 

A'propos urzędu. Podobno usunęliście z programu jeden ze spektakli, w którym pojawiała się krytyka urzędników.

A.C.: Zadecydowały wyłącznie kwestie ekonomiczne i organizacyjne, a nie ideologiczne. Zarzut o wycince spektaklu z powodów ideologicznych, był dla nas kompletnie niezrozumiały i nie miał przełożenia w organizacyjnej rzeczywistości. Rozumiemy jednak, że czujność aktywistów może być dziś wyjątkowo wyostrzona. Jesteśmy już po dobrych rozmowach z artystkami i sprawę uważamy za zamkniętą. 

 

W takim razie, nie chcąc już krytycznie myśleć o urzędnikach, życzę Wam dotacji wieloletniej, która pozwoli Wam na spokojne planowanie i działanie, a nam wszystkim. pracy w niepandemicznej rzeczywistości.

Dziękujemy za życzenia. Wszyscy, w tym momencie, najbardziej czekamy na widza. Jest on wartością samą w sobie. 

 

 __________________________________

 

Rada Programowa DT: Marcin Brzozowski, reżyser, dyrektor Teatru Szwalnia, prodziekan Wydziału Aktorskiego PWSTiF w Łodzi, Anna Ciszowska, reżyserka, teatrolożka, dyrektorka Akademickiego Ośrodka Inicjatyw Artystycznych w Łodzi, Barbara Kurowska, filmoznawczyni, muzealniczka, menadżerka kultury, Joanna Ossowska-Struszczyk, historyczka sztuki, zastępczyni dyrektora Teatru Lalek Arlekin im. Henryka Ryla w Łodzi, Tomasz Rodowicz, historyk filozofii, reżyser, dyrektor artystyczny Teatru Chorea, Maja Wójcik, kulturoznawczyni, zastępczyni dyrektora ds. promocji i upowszechniania Muzeum Sztuki w Łodzi 

 

Dotknij Teatru (skrót DT) to interdyscyplinarne zadanie edukacyjno-animacyjne organizowane dla wszystkich grup wiekowych i społecznych z okazji obchodów Międzynarodowego Dnia Teatru. W jego ramach realizowane są wydarzenia artystyczne (spektakle, performance, koncerty, wystawy) i edukacyjne (warsztaty, wykłady). Bezpłatny program DT promuje i popularyzuje sztukę teatru. Czyni ją dostępną i interaktywną. Aktywizuje kulturalnie mieszkańców Łodzi, a szczególnie środowiska defaworyzowane społecznie. Podnosi kapitał społeczny Łodzi. Dotknij Teatru umożliwia rozwijanie zdolności, umiejętności i wiedzy, realizuje eksperymenty artystyczne, w tym z zastosowaniem nowych technologii i mediów. Wyróżnia się koalicyjnym charakterem inicjatywy, tj. organizatorem pozostaje wspólnota środowiska kulturalnego Łodzi (liczni partnerzy, w tym Akademicki Ośrodek Inicjatyw Artystycznych, jako lider projektu). DT powstało w 2009 r. jako oddolna inicjatywa środowisk kulturalnych Łodzi. Program tegorocznej edycji można znaleźć na dotknijteatru.pl

 

 __________________________________

Marcin Polak – artysta i kurator poruszający się na styku działań artystycznych i społecznych. Inicjator działań z cyklu „Zawód Artysty”, mających wpłynąć na zmianę polityki kulturalnej. Założyciel i redaktor portalu „Miej Miejsce“. Współprowadzi latającą „Galerię Czynną“. Absolwent PWSFTViT w Łodzi. Stypendysta MKiDN. W 2016 został odznaczony honorową odznaką „Zasłużony dla Kultury Polskiej“.

 __________________________________

 

 Zdjęcie główne: HaWa