Tegoroczna, XXIII edycja Przeglądu Sztuki Survival przeniosła się na peryferie Wrocławia, do Zamku Leśnica — miejsca, które idealnie rezonuje z tematem „3s/8h”. Wśród dyskusji o czasie pracy, odpoczynku i uważności, przegląd wybrzmiał jako intensywna eksploracja przestrzeni, rytmów i napięć współczesności.
Identyfikację wizualną tegorocznej edycji Przeglądu Sztuki Survival zdominowała współczesna aluzja do „Huśtawki" Fragonarda. Z jednej strony – skojarzenia z zabawą, lekkością (ach, ten lecący klapek!), wakacjami, przyrodą. Z drugiej – historia, arystokracja, rygor konwencji teatru życia dworskiego, splot oświecenia i ancien régime’u.
Być może to paradoksalny splot skojarzeń, ale nieźle oddaje specyfikę miejsca tegorocznej edycji wędrującego przeglądu – położonego na obrzeżach Wrocławia Zamku Leśnica. Tu najłatwiej dotrzeć pociągiem – tym bardziej że akurat nie dało się dojechać tramwajem (remonty). Wprowadzenie specjalnego survivalowego autobusu (w moim przypadku jego kurs opóźniły procesje Bożego Ciała) dodatkowo wzmacniało poczucie podmiejskiej wycieczki, wakacyjnej przygody.
Survival zresztą od lat stopniowo migruje coraz dalej od centrum Wrocławia. O ile pierwsze „mobilne” edycje odbywały się raczej w zakamarkach centrum lub jego bezpośrednich okolicach – Dworzec Główny, Dzielnica Czterech Wyznań, Audytorium Wydziału Chemii, Pałac Wallenberg-Pachalych – to jednak począwszy od edycji w Pawilonie Czterech Kopuł, przegląd coraz częściej gościł na obrzeżach miasta: w dawnej fabryce FAT, zakładach Pafawagu czy Zajezdni Popowice. O ile można to potraktować jako powrót do „stacjonarnych” korzeni festiwalu i jego dwóch pierwszych edycji przy ul. Koszarowej, o tyle tegoroczna Leśnica stanowiła bardziej radykalne niż kiedykolwiek wcześniej wyjście Survivalu na peryferia aglomeracji.
Zamek, którego historia sięga XII wieku, położony jest w parku. Odbudowywany przez wiele lat po pożarze w 1953 roku, dziś jest przede wszystkim siedzibą instytucji kultury OPT Zamek. Survival rozgościł się wokół i obok większości głównych zamkowych przestrzeni – w pałacowym parku, oficynie i piwnicach. Jedynie scena dźwiękowa zagospodarowała zamkową salę widowiskową, wlewając się także w boczną klatkę schodową i na poddasze. Główna część wystawy miała miejsce w zamkowych podziemiach – przestrzeniach niegdysiejszej Dyskoteki Forty.
Czasem przestrzeń festiwalowej wystawy stawia opór, przesłania, lub wręcz przytłacza prezentowane prace. Moje ulubione edycje wiązały się zawsze z interwencjami w wybrane przestrzenie, tworząc z nich dodatkowe formy i sensy
Bywałem na Survivalu wielokrotnie (full disclosure: także w roli panelisty, a nawet artysty) i należę do tych, dla których kluczem do sukcesu poszczególnych edycji przeglądu zawsze był dialog z wybranym miejscem i jego przestrzenią. Czasem przestrzeń wystawy stawia opór, przesłania lub wręcz przytłacza prezentowane prace. Moje ulubione edycje wiązały się zawsze z interwencjami w konkretne przestrzenie, które przekształcano w formy i sensy. Survival operuje mniejszą skalą niż np. gdańskie Narracje – niekoniecznie więc na pierwszy plan wysuwa się historia czy tożsamość dzielnic lub budynków. W przypadku Survivalu sama przestrzeń i jej organizacja zawsze staje się jednak kluczową „pracą” zespołu kuratorskiego.
Leśnickie kazamaty sprawdziły się dobrze z kilku powodów. Zacznijmy od prostego, acz niebanalnego – termicznego. Akurat w tym roku czerwcowy Wrocław był znośny, temperatury oscylowały w okolicach dwudziestu kilku stopni. Niemniej, wspomnienia wrocławskich upałów w nagrzanych postindustrialnych przestrzeniach ożyły w moim ciele, gdy tylko zanurzyłem się w przyjemny chłód pałacowych piwnic. Co więcej, piwniczne pomieszczenia – tworzące niegdyś przestrzeń klubową (podobno były tam trzy bary oraz sala taneczna ze sceną) – okazały się odpowiednio poszatkowane, by ułatwić stworzenie klarownej kuratorskiej narracji. Rozmaite salki i zakamarki ułatwiły ekspozycję części prac, zwłaszcza wideo – których nie trzeba było oglądać ze słuchawkami – oraz instalacji i environmentów, na czele z przygotowaną przez Irminę Murawską strefą wyciszenia i odpoczynku („Schronienie w świecie utraconego czasu”).
No właśnie – odpoczynek. Tegoroczna edycja zatytułowana była „3s/8h”, łącząc ośmiodniowy tydzień pracy z uważnością i zaangażowaniem we współczesnych mediach społecznościowych. Prace prezentowane na Survivalu regularnie dotykają tematyki pracy – nawet jeśli temat edycji nie zachęca do tego wprost (jak podczas edycji „Warsztat pracy”, 2016), to często sugeruje to postindustrialna architektura. Oczywiście do problematyki pracy można podchodzić na (nieskończenie?) wiele sposobów – tym razem hasło Survivalu wydobyło na pierwszy plan rozszczepioną czasowość współczesnej pracy. Praca i uważność zdominowały czas wolny (czy to temat dziś niewdzięczny?), a odniesienia do „24/7" Jonathana Crary’ego dodatkowo wzmocniły dyskretnie dystopijną wizję współczesności, podkreślającą wszechogarniający wymiar współczesnego zapierdolu.
Praca i uważność zdominowały czas wolny (czy to teraz niewdzięczny temat?), a odniesienia do „24/7" Jonathana Crary’ego dodatkowo wzmocniły dyskretnie dystopijną wizję współczesności, podkreślającą wszechogarniajacy wymiar współczesnego zapierdolu
Do tematyki pracy artystycznej jako pracy zarobkowej nawiązywały w estetyce „postładnie” prace malarskie Martyny Baranowicz („Płacę ginekolożce swoim obrazem”, „Własny pokój”, „Myję toaletę przed wejściem pod prysznic”) oraz posthiperrealistyczna „Alegoria pracy z masztem 5G” Kacpra Wiatraka. Sploty pracy i odpoczynku znakomicie pokazywała „Zdrojowa” Jagody Dobeckiej – praca wideo poświęcona uzdrowiskowej restauracjo-dyskotece, sprawiającej wrażenie, jakby czas zatrzymał się i rozszczepił na równocześnie trwające wieczne lata 60., 70., 80. i 90. Umieszczona w salce z jednym z niegdysiejszych barów dyskoteki Forty, praca Dobeckiej kreowała (wraz z kawiarnianymi stolikami i zawieszonym na ścianie „W przyrodzie 2” Maji Janczar) atmosferę nieomal lynchowską („Mamo, mamy Black Lodge w domu”).
Tematykę czasowości pracy wydobywały również tkaniny Ewy Dąbkowskiej czy systematycznie, codziennie tworzone rysunki z serii „Banknoty” Katarzyny Wójcickiej, realizowane przed pracą i w czasie wolnym. Napięcie między czasem pracy i czasem medium wyraziście uchwyciły także dwie prace wideo: „Stenografia” Filipa Jakubowskiego (poświęcona pracy właścicielki zakładu naprawy parasoli na krakowskim Podgórzu) oraz „Praca zdalna” CURA’y – głęboko opałkowo-darbovenowska, oparta na dokumentacji artystycznej pracy odliczania czasu.
Osobne miejsce w narracji wystawy zajmowała praca Maksa Cieślaka „Szygalewicz” – projekt fikcjonalnej biografii krakowskiego komunisty epoki PRL-u, pracownika zakładów przemysłowych, który pod wpływem porażenia prądem miał zacząć rozwijać swój własny system filozoficzny „marksizmu eschatologicznego”. Praca Cieślaka, oparta na mockumencie oraz szeregu artefaktów tworzących fikcyjne archiwum, dotyka późnonowoczesnego kryzysu myśli lewicowej, przechodzącej od wizji rewolucji społecznej do futurystycznych miraży przekroczenia czasu i śmierci. To przecież idee głęboko obecne we współczesnych quasitechnofeudalnych wizjach finansistów i techbrosów z Doliny Krzemowej. Równocześnie Cieślak w swoim ironicznym mockumencie świetnie łapie cały szereg detali dotyczących kultury lat 70. i 80., wraz z ówczesnymi formami duchowości.
Uważność znajdowała się raczej na marginesach głównej narracji, lecz wysuwała się na pierwszy plan choćby w trudnym przejmującym, efektownym wizualnie i facynującym brzmieniowo „Poza zasięgiem wzroku" chilijczyka Miguela Rosasa Balboy. Złota kompozycja Rosasa Balboy, zbudowana z kocy termicznych dotyczyła równocześnie kryzysu migracyjnego, globalnych nierówności oraz przesytu wszechobecnymi obrazami cierpienia.
Wyraziste, swoiście autonomiczne grupy stanowiły w tym roku prace włączone do Survivalu w ramach współpracy międzynarodowej – prawdę mówiąc, nie wiązały się one zbyt ściśle z główną tematyką wystawy, stanowiąc raczej kontrapunkty dla kuratorskiej narracji. Jedną z grup stanowiły prace dofinansowane w ramach polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej – dzieła Dini Mimi, Ali Savashevich i Lesii Vasylchenko, prezentowane w pałacowej oficynie, dotyczyły uporczywego kulturowego oporu wobec zniewolenia i dominacji. Na drugą grupę – bodaj wszystkie były pracami wideo – składały się realizacje powstałe w ramach projektu „Deconfining”, wspierającego wymianę artystyczną między Europą i Afryką. Wśród nich znalazła się jedna z moich ulubionych prac całej edycji – rewelacyjny wizualnie dokument „Amazina Mbuyanga” Mosesa „Teflona” Kizzy i Josepha Tebendeke, opowiadający o choreograficznej twórczości Tebendeke – tancerza, który od dzieciństwa zmaga się z polio. Tutaj praca jest treningiem ciała, umożliwiającym ekspresję oraz aktywism na rzecz inkluzywności.
Choć pałacowe piwnice rozbrzmiewały wieloma dźwiękami, to właściwa scena dźwiękowa ulokowana została osobno – w części pałacowej, wokół spiralnej klatki schodowej przekształconej w drgający instrument-instalację „DRG” Krzysztofa Cybulskiego. Spiralna instalacja prowadziła na dwa piętra. Najpierw do sali widowiskowej OPT Zamek, którą zajęło 200 przenośnych głośniczków realizujących w instalacyjnej formie fragmenty „III Symfonii” Wojtka Blecharza. Następnie – na poddasze, gdzie umieszczono radioartową instalację „Pikokosmos” Edy’ego Funga, delikatną rzeźbę transmitującą na częstotliwości 87.7 MHz sygnał wywiedziony z sonifikacji fotonów.
Sama praca Cybulskiego budziła we mnie skojarzenia z kultową „Enhanced Listening Techniques” Pawła Kulczyńskiego (Survival 2015). Wówczas Kulczyński wykorzystał całe poddasze dawnego budynku policji jako rezonator pętli sprzężenia zwrotnego. Tym razem logika drgań klatki schodowej była jednak zupełnie inna – czas muzyczny rozszczepiał się na różne warstwy, rezonujące z poszczególnymi elementami konstrukcji: stopniami, balustradą itd.
I to właśnie zestawianie różnych rodzajów i logik czasu najbardziej wiązało realizacje tegorocznej sceny dźwiękowej z tematyką festiwalu. Różne czasowości, a więc różne rodzaje audialnej uważności – choćby poprzez przejście od częstotliwości 87.7 MHz i narracji Fung do innych krążących sygnałów radiowych
I to właśnie zestawianie różnych rodzajów i logik czasu najbardziej wiązało realizacje tegorocznej sceny dźwiękowej z tematyką festiwalu. Różne czasowości, a więc różne rodzaje audialnej uważności – choćby poprzez przejście od częstotliwości 87.7 MHz i narracji Fung do innych krążących sygnałów radiowych.
Różnorodność nakładających się na siebie czasowości w największym stopniu spinała tegoroczną edycję Survivalu – stanowiąc punkt wyjścia do eksploracji najróżniejszych wątków społecznych i formalnych, z wielowarstwową historią miejsca przeglądu na dalszym planie.
Pisząc o rozszczepieniu czasu podczas Survivalu, nie sposób nie wspomnieć o jednym aspekcie przeglądu – znacznych kolejkach. Te stają się powoli tradycją – tak jak w zeszłym roku, czas oczekiwania na wejście na teren ekspozycji zbliżał się momentami niebezpiecznie do dwóch godzin. Oczywiście cieszy mnie frekwencyjny sukces, ale zastanawiam się, czy w tych warunkach Survival nie zaczyna tracić części swojej dostępności – czas potrzebny na dotarcie na wystawę faktycznie wydłużał się o czas kolejkowy. Może warto pomyśleć o otwartej, parkowej edycji przeglądu, która pozwoliłaby na swobodniejszy dostęp do ekspozycji?
________________
Antoni Michnik – doktor nauk humanistycznych, badacz sound studies, performer, kurator. Członek założyciel researchersko-performatywnej Grupy ETC. W latach 2013-2024 redaktor w magazynie„Glissando”, od początku 2025 w redakcji „Kontekstów / Polskiej Sztuki Ludowej”. Publikował m.in. w „Dialogu”, „Dwutygodniku”, „Kulturze Popularnej”, „Kulturze Współczesnej”, „Kwartalniku Filmowym”, „Ruchu Muzycznym”, „Szumie”, „Zeszytach Literackich”. Współredaktor książek „Fluxus w trzech aktach. Narracje – estetyki – geografie” Grupy ETC (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2014) oraz „Poza Rejestrem. Rozmowy o muzyce i prawie autorskim” (Fundacja Nowoczesna Polska, 2015). Od roku 2020 w zespole kuratorskim festiwalu muzyki improwizowanej Ad Libitum, współpracował kuratorsko m.in. z Trafostacją Sztuki w Szczecinie i Curie City oraz festiwalami NeoArte i Warszawska Jesień. Solo oraz z Grupą ETC występował na licznych festiwalach oraz przeglądach sztuki i muzyki współczesnej interpretując neoawangardowe kompozycje muzyczne, lub prezentując autorskie działania performatywne. Specjalizuje się w wykładach performatywnych. Szykuje się do wydania rozprawy doktorskiej, prowadzi różne dalsze badania w zakresie sound studies.
________________
