Radzionków może być najlepiej sportretowanym małym miastem w polskiej sztuce. Maciej Cholewa od lat przygląda się swojej rodzinnej miejscowości, jej osobliwościom, samoróbkowym dekoracjom, lokalnym mitom i sposobom opowiadania o miejscu. Wystawa „Wieść gminna” w 66P rozwija tę małomiejską kronikę ku spekulacji, żartowi i wizjom przyszłości. Olga Drenda pisze nie tylko o Radzionkowie, ale też o tym, co tracimy, gdy kolejne miejscowości zaczynają wyglądać tak samo.

 

 

Radzionków prawdopodobnie zmierza w stronę miana najlepiej sportretowanego miasta w dziejach sztuki polskiej. Ma bowiem swojego konsekwentnego kronikarza, Macieja Cholewę. Rodzinna miejscowość, ale też małomiejskość w ogóle, to od dawna centralny temat twórczości tego, jak sam mówi o sobie, “artysty prowincjonalnego”. To oczywiście samoświadome i pewnie trochę autoironiczne miano, bo teraz termin taki oznacza tyle, co „drugorzędny”. Ale w dawniejszej historii sztuki używano przecież tego słowa dla określenia warsztatów, w których artyści wchodzili w pobieżny kontakt ze sztuką najbardziej aktualną, a potem wracali do lokalnych spraw i przy pomocy tego, co z tego kontaktu wynieśli, tworzyli własne, ciekawe i swoiste mutacje. Maciej Cholewa ma swój pakiet małomiejskich „greatest hits”: typografia i samoróbkowe murale, rzeźbiarska fauna fantastyczna, graffiti, poezja nazewnicza - które wszystkie traktuje bardzo serdecznie, czasem, jak niegdyś Władysław Hasior, poszukując w nich wzorów i powtórzeń (na przykład gadów i płazów w dekoracjach ogrodowych czy folkloru motoryzacyjnego). 

 

 

 

     Enigmatyczność, czyli typowy problem sztuki współczesnej, zostaje tutaj przeobrażony w łamigłówkę, dodajmy - z zasady, można rzec, celowo sucharową

 

 

 

Wystawa „Wieść gminna” również składa się z nowych, nieco innych konfiguracji i interpretacji tych elementów - tym razem o charakterze spekulatywnym. Punktem wyjścia dla całości była pocztówka z 1914 roku, przedstawiająca Radzionków w przyszłości. W wyobraźni twórcy pocztówki miejscowość doczekała się rynku ze stawem pośrodku, kolejki linowo-terenowej oraz sterowców przemierzających niebo. Z przewidywań istotnie spełniło się to, że powstał wytyczony niedawno rynek, choć bez stawu i, ku ubolewaniu wielu mieszkańców, bez cienia. Poza tym miasto w znacznym stopniu jednak przypomina swoją wersję z 1914 (z tą dość zasadniczą różnicą, że zmieniło przynależność państwową, gdyż w międzyczasie powstała Polska, a Radzionkowianie w plebiscycie zdecydowali, że do niej dołączą). Takie fotomontaże, jak na archiwalnej pocztówce powstawały wówczas na dużą skalę, częściowo napędzane faktyczną fascynacją rozwojem techniki, a częściowo jako żart. I to właśnie o żartobliwości i jej potencjale myślałam najczęściej, zwiedzając „Wieść gminną”.Stra pocztówka przedstwiająca Radzionków przyszłości, staw na rynku, łabędzie, latają balony, nowoczesna kolejka

Maciek Cholewa, „Rynek w przyszłości”, 2026, obiekt znaleziony, skan pocztówki archiwalnej z 1914 roku, dzięki uprzejmości Waldemara Krusa. 

 

 

 

Maciej Cholewa postanowił kontynuować spekulacje nad wizją Radzionkowa przyszłości, konstruując makietę miasta za sto lat. Jeśli jej wierzyć, pozostanie ono w podobnych granicach, nie wchłaniając na przykład, w ramach rewanżu, sąsiedniego Bytomia. Wizje przyszłości zawsze jakoś ogranicza nasza wyobraźnia bieżąca - autor fotomontażu z 1914 trochę przestrzelił pokładając zaufanie w popularność sterowców, ale z drugiej strony architekturę czy stroje pozostawił w swojej epoce, częściowo mając przecież w tym rację. Ale też małym miastom zwykło przypisywać się większą niezmienność i niechęć do wielkich przewrotów. 

 

Maciek Cholewa, „1/2114”, 2026, fragment instalacji, stal, wydruk FDM, makieta miasta wykonana z maku,

 

Maciek Cholewa, „1/2114”, 2026, fragment instalacji, stal, wydruk FDM, mak, 200 × 130 × 90 cm.

 

 

 

Odwiedzający wystawę mogą przyczynić się własnoręcznie do rozwoju Radzionkowa 2114, sypiąc na niego mak. Początkowo patrząc na tę konstrukcję byłam przekonana, że powstała z tzw. tynku mozaikowego lub innego materiału budowlanego, tym bardziej, że kolor przypomina najpopularniejszy odcień naszej epoki, RAL 7016. Tymczasem był to poczciwy spożywczy mak. Powinnam była na to wpaść, znając skłonność Macieja Cholewy do rebusów rodem z „Komicznego Odcinka Cyklicznego”: wszak w słowie „makieta” kryje się mak. W takiej rebusowej perspektywie na wystawie zostały zaprezentowane pojęcia z zakresu filozofii i refleksji nad kulturą. „Uzbrojone oko”, czyli spojrzenie analityczne, wyposażone w narzędzia poszerzające jego możliwości jak mikroskop czy aparat, oko władcze - artysta ubrał w typową dla siebie metaloplastykę ozdobną. Takie oczy z zaostrzonymi rzęsami mógłby zainstalować u siebie jakiś cięty na zbyt ciekawskich gospodarz - oczywiście gdyby nie było to nielegalne (§ 41 Rozporządzenia Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych). Z kolei „czarny łabędź”, czyli znana koncepcja Nassima Nicholasa Taleba dotycząca nieprzewidywalnego czynnika zmieniającego bieg zdarzeń, to na wystawie faktyczny łabędź z opony. Trafnie, bo kto mógłby się spodziewać, że właśnie ten  specyficzny gatunek inwazyjny (łabędzie z opon przybyły do nas bowiem z Australii, gdzie zdobienie nimi ogrodów praktykuje się od połowy XX wieku) stanie się tak popularnym emblematem w naszej części Europy? Enigmatyczność, czyli typowy problem sztuki współczesnej, zostaje tutaj przeobrażony w łamigłówkę, dodajmy - z zasady, można rzec, celowo sucharową. 

 

Widok wystawy, dwie kobiety oglądają instalację wykonaną z opony

Widok wystawy, na pierwszym planie instalacja przypominająca bramę, obok projekcja, w tle ramy ze zdjęciami

 

 Maciek Cholewa, „Wieść gminna”, otwarcie i widok wystawy, 66P Subiektywna Instytucja Kultury, Wrocław, 2026, fot. Małgorzata Kujda

 

 

 

To już kolejna radzionkowskocentryczna wystawa Macieja Cholewy, która pozwala zakładać, że potencjał tego miasta jest wprost niewyczerpany. To skłania mnie do namysłu nad topograficznym zróżnicowaniem „małomiejskości”, nad różnymi jej smakami. Małe miasta górnośląskie to nie jest świat łagodny jak z Kornela Filipowicza ani tajemniczy jak z Brunona Schulza, nie jest to Stasiukowa Dukla na skrzyżowaniu dalekich dróg, te wszystkie literackie miasteczka niespieszne, trochę zapomniane i jakby oplecione pajęczyną. Niemal w każdym znajdzie się duży przemysł czy poprzemysł (w Radzionkowie co jakiś czas powraca pomysł, by wznowić wydobycie w zamkniętej kopalni), albo struktura upamiętniająca niegdysiejszy rozmach książęcy. Także i wsie przypominają tu niekiedy skalą i architekturą miasta, a zupełnie autonomiczne miasteczka jeszcze niedawno uznawano za miejskie niewystarczająco i wcielano je w obręb większych bytów (taki los spotkał Radzionków, który przez pewien czas utracił samodzielność na rzecz Bytomia). Tutaj nawet to, co małe, jest raczej duże, a być może łatwiej być jednocześnie mieszkańcem małego i dużego miasta – metropolii. Do tego akurat ta miejscowość wydaje się szczególnie naładowana wyrazistymi osobliwościami: w parku na Księżej Górze można spotkać Radzia, sztucznego notozaura, bo szczątki tego gada właśnie tu znaleziono; tutejszy kolekcjoner, pan Piotr Mankiewicz, założył pierwsze w Polsce Muzeum Chleba, które tak się w międzyczasie rozrosło, że wdzięcznie rozszerzono jego zakres tematyczny o „szkołę i ciekawostki”. Działało tu także Internetowe Muzeum Czapek. Mieszkańcy mówią o sobie Cidry (od cydru), a miasto wypuściło nawet kolekcjonerskie monety o nominale 4 i 5 cidrów. Niemało. Wygląda na to, że Radzionków byłby jednocześnie typowy i nietypowy. Ale może wiele innych miejscowości ma podobnie? I co sprawia, że jedne obszary chętniej piszą swoje własne baśnie niż inne? Władysław Hasior, którego fascynował rozmach, jaki modernizacja lat 70. nadała kreatywności pozornie tradycyjnych i zastygłych części Polski, też używał bardzo obszernego pojęcia, „sztuka powiatowa”. Ale przecież sama powiatowa skala nie przesądzała o natężeniu spontanicznego zdobnictwa i projektowania czy o preferencji dla jakichś wzorów. 

 

 

 

      Ale świat sztuki obawia się swobody i żartu. Chce mówić o różnych miejscach w świecie i ludziach, jednocześnie chodząc wokół nich na paluszkach w obawie, że urażą czyjąś delikatną niczym z cukru wrażliwość, że zainteresowanie zostanie odczytane jako złośliwy żart, tzw. beka

 

 

 

Maciej Cholewa regularnie współpracuje z Januszem Meszkiem, rzeźbiarzem samoukiem, którego wielkoskalowe prace prawdopodobnie zajęłyby większość sali galerii 66p. Na „Wieści gminnej” musi wystarczyć nieduża fotografia, wkomponowana w jeden z zestawów.  

Rzeźba Janusza Meszka przedstawia człowieka, dźwigającego na plecach mały domek z podpisem „WRACAM”, co koresponduje z animacją Macieja Cholewy z motywem niewielkiego domku - łazika marsjańskiego. Ten duet akurat wracać nigdzie nie musi, ale pozwala sobie na znów żartobliwe komentarze: to do małej miejscowości jako miejsca, z którego domyślnie się wyprowadza i ewentualnie wraca (z jakimś bagażem), to z przekonania, że „możesz wyjść z małego miasta, ale ono z ciebie nie” - tym bardziej, jeśli wybierasz je na motyw przewodni całej swojej twórczości.

 

Widok wystawy, Pionowy monitor a na nim tabliczka oznaczająca koniec obszaru zabudowanego z nogami robota

dwie kobiety i mężczyzna, wszyscy w czapkach z daszkiem, kobiety trzymają metatowe kwiaty

 

Zdjęcie górne: Maciek Cholewa, „Wieść gminna”, widok wystawy, 66P Subiektywna Instytucja Kultury, Wrocław, 2026, fot. Małgorzata Kujda., zdjęcie dolne: wernisaż wystawy „Wieść gminna”, 66P Subiektywna Instytucja Kultury, Wrocław, 2026, od lewej: Anna Krukowska, Joanna Kobyłt-Schodowska, Maciek Cholewa, fot. Małgorzata Kujda.

 

 

 

To popularne motywy w literaturze i sztuce, zwłaszcza ostatnimi czasy. Ale świat sztuki obawia się swobody i żartu. Chce mówić o różnych miejscach w świecie i ludziach, jednocześnie chodząc wokół nich na paluszkach w obawie, że urażą czyjąś delikatną niczym z cukru wrażliwość, że zainteresowanie zostanie odczytane jako złośliwy żart, tzw. beka. W efekcie powstaje sytuacja, w której widać chęć poznania i zbliżenia się, ale jedynie przez bezpieczną szybę i z pominięciem samych bohaterów, którzy mają poczucie humoru i dystans do siebie. Miejscowości i ich mieszkańcy zostają w takim ujęciu mimo woli potraktowani przeprosinowym tonem i objeci niechcianą ochroną, jak rzadka odmiana ryby. Maciej Cholewa sam wspominał, że gdy publikował fotografie samoróbkowych dekoracji sklepów czy zakładów z Radzionkowa, znajomi przyzwyczajeni jedynie do standardów świata artystycznego pytali z nutą oburzenia, czy przypadkiem on się z nich nie wyśmiewa.Nie przyszło im do głowy, że sami twórcy tych dekoracji, właściciele domów czy pracownicy małych firm podchodzili do nich z przymrużeniem oka. Żeby się o tym przekonać, trzeba byłoby jednak przełamać własne uprzedzenia – tylko że, jak na ironię, te „progresywne”. Oto na przykład „prezydencka” czapeczka z napisem „Make Radzionków Great Again” bardzo spodobała się nie tylko, może trochę niespodziewanie, członkom rady miasta Radzionkowa, ale także pozazdrościli jej Żorzanie, skądinąd bardzo dumni ze swojego miasta. To gest zarazem żartobliwy i poważny, bo Radzionków – podobnie jak Żory – zdecydowanie już jest great. Ale poczucie, że ma się większą świadomość społeczną, może uniemożliwiać zrozumienie tej wieloznaczności, bywa zatem czymś, co blokuje skuteczną komunikację z innymi uczestnikami tego samego społeczeństwa. 

 

 

 

Dlatego od jakiegoś czasu tak pozytywnie wyróżniają się na współczesnej polskiej scenie ci twórcy, którzy po prostu lubią swoje miejscowości - oprócz Macieja Cholewy można dodać tu Marka Rachwalika czy Bartosza Zaskórskiego

 

 

 

W pewnym sensie za komentarz do tej sytuacji można uznać krótkometrażowy film „Mały spisek przeciwko centrum”, miniaturę w konwencji weird fiction. W opowieści tej politycy postanawiają ufundować pomnik łabędzia z opony, opakowując go w zaklęcia grantowego slangu o „spolecznosci lokalnej”. Okazuje się jednak, że nie doceniają jego właściwej mocy. To komentarz do „słusznego” sposobu mówienia o małomiejskosci, wychodzącego od podziału na „złe centrum i niewinne peryferia”, i o rozmijaniu się tej wizji z rzeczywistym wymiarem zdarzeń. Ostrożność, nadmierna dyplomacja, pochlebstwa i eufemizmy ujawniają często znacznie większą niezręczność i niewiedzę niż otwartość na żart i akceptację specyfiki danego miejsca takim, jakie jest – także ambiwalentnym, nie zawsze podobającym się czy po prostu budzącym rozbawienie. Dlatego od jakiegoś czasu tak pozytywnie wyróżniają się na współczesnej polskiej scenie ci twórcy, którzy po prostu lubią swoje miejscowości - oprócz Macieja Cholewy można dodać tu Marka Rachwalika czy Bartosza Zaskórskiego. Wyróżnia ich odświeżający brak zakłopotania wywoływanego przez miejsce zamieszkania, a może nawet zdziwienie, że tak należy do tego podchodzić. Oczywiście naturalna osobliwość to też pewna perspektywa, skupiona na czasie i miejscu. Za jakiś czas może trzeba będzie mówić o innych Radzionkowach, Żytnach czy Mikołowach przyszłości – nie tylko kształtowanych przez trafione czy chybione marzenia samorządowców, lecz także o miejscach, które tracą swoje specyfiki za sprawą jednakowych, doskonale powtarzalnych inwestycji, motywowanych głównie niską ceną. Wtedy wszyscy będziemy naprawdę z jednego i tego samego miasta. 

 

 

Maciek Cholewa, „Wieść gminna”
16.07–05.09.2026
66P Subiektywna Instytucja Kultury, Wrocław
Kuratora: Joanna Kobyłt-Schodowska

 

Artykuł opublikowano w ramach zadania „Miej Miejsce w sztuce 2026" dofinansowanego z programu MKiDN „Sztuki wizualne".

 

 

_________________

 

 

Olga Drenda – pisarka, eseistka, tłumaczka. Absolwentka etnologii i antropologii kultury UJ. Autorka książek „Duchologia polska. Rzeczy i ludzie w latach transformacji", „Wyroby. Pomysłowość wokół nas" (za którą otrzymała nominację do Paszportów Polityki i Nagrodę Literacką Gdynia w kategorii esej), „Słowo humoru" oraz rozmów „Czyje jest nasze życie" (wspólnie z Bartłomiejem Dobroczyńskim) i Książka o miłości (wspólnie z Małgorzatą Halber). Od 2013 roku prowadzi facebookową stronę Duchologia. Stale współpracuje m.in. z „Tygodnikiem Powszechnym". W 2024 i 2025 - dyrektorka kreatywna Festiwalu Conrada w Krakowie. Prowadzi rozmowy w cyklu Perły Archiwów na kanale Rekonstrukcja Cyfrowa TVP, a wspólnie z Jackiem Paśnikiem - autorską audycję w radiowej Czwórce.

 

 

_________________

 

 

_________________

 

 

Zdjęcie główne: Maciek Cholewa, „Mały spisek przeciwko centrum”, 2026, kadr z wideo.