Ciemność nie musi oznaczać pustki ani końca. W rozmowie z Emilią Jeziorowską artystka Lulu MacDonald i kuratorka Mika Drozdowska opowiadają o wystawie „Tam gdzie nie sięga światło” w SIC! BWA Wrocław – projekcie inspirowanym uprawą rabarbaru w całkowitej ciemności. Punktem wyjścia stają się tu pytania o wzrost, kontrolę, troskę i przetrwanie w czasach kryzysu, ale także o materialność szkła, dźwięk, kolekcjonowanie i relacje między ludźmi a środowiskiem.
Emilia Jeziorowska: Lulu, to twoja pierwsza wystawa we Wrocławiu i zarazem w Polsce, prawda? Jaka była droga do jej powstania, czy znałyście się z Miką wcześniej?
Lulu MacDonald: Tak, to moja pierwsza wystawa w Polsce. Spotkałyśmy się z Miką na wernisażu wystawy Kasi Fudakowski, na który przyjechałam bo ominęła mnie jej wystawa w Berlinie, więc początkowo połączył nas fakt, że obie uwielbiamy prace Kasi. Opowiedziałam jej wtedy historię o Trójkącie Rabarbarowym. Tak nazywa się obszar, w którym nadal podtrzymywana jest tradycyjna metoda uprawiania rabarbaru, wynaleziona i praktykowana w Yorkshire. Rabarbar sadzi się tam poza sezonem, w szopach, w całkowitej ciemności, a gdy wyrośnie zbiera się go przy świetle świec. Mika była zafascynowana tym procesem i tak pojawił się pomysł na wystawę.
Mika Drozdowska: Już wcześniej, przed tym spotkaniem, poznałam Lulu przez media społecznościowe, trafiłam na jej prace na Instagramie podczas researchu. Zainteresowało mnie jej podejście do szkła jako tworzywa i do techniki witrażu. Witraże Lulu są przeskalowane, organiczne, wychodzą poza sztywne ramy, w których zazwyczaj są osadzone prace w tej technice. Lulu nie kształciła się w medium szkła, ale w pewnym momencie to właśnie ono stało się dla niej narzędziem wypowiedzi.
Opowiedziałam jej wtedy historię o Trójkącie Rabarbarowym. Tak nazywa się obszar, w którym nadal podtrzymywana jest tradycyjna metoda uprawiania rabarbaru, wynaleziona i praktykowana w Yorkshire. Rabarbar sadzi się tam poza sezonem, w szopach, w całkowitej ciemności, a gdy wyrośnie zbiera się go przy świetle świec
Czy w takim razie pojawił się jakiś stres związany z pokazywaniem prac w BWA SIC!, które jest tak silnie związane z tym medium? Lulu, czy możesz opowiedzieć o momencie, w którym zainteresowałaś się pracą ze szkłem?
L. MD.: Właściwie przyczyn było kilka. Medium szkła zawsze było dla mnie pociągające ze względu na jego ambiwalencję. Przekracza ono binaryzmy, jest trudno uchwytne. Ma w sobie transparentność, ale też refleksyjność. Bezpośrednią inspiracją był natomiast moment, w którym przeczytałam o Claude Cahun i Marcelu Moorze, osobach artystycznych, które żyły na mojej rodzinnej wyspie, Jersey, podczas drugiej wojny światowej. Po śmierci Claude, Marcel Moore miał_ pomalować wszystkie okna swojego domu na zielono, żeby nie widzieć oceanu. To było dla mnie poruszające, bo dobrze rozumiałam przebywanie na wyspie podczas przeżywania żałoby. Stworzyłam serię prac zainspirowanych tą historią, w których mogłam zbadać tematy tła, wymiarowości emocji, a zwłaszcza dwu- i trójwymiarowości, które zawsze mnie interesowały jako rzeźbiarkę. Ze szkłem pracuję akcentując jego płaszczyznowość, a nie głębię. Uczyłam się pracy ze szkłem samodzielnie, więc trochę obawiałam się pokazywać moje prace w Polsce.
M. D.: Wrocław jest miastem historycznie bardzo mocno związanym ze szkłem, ze względu na charakter regionu, ale też fakt że znajduje się tu jedyna w Polsce Akademia Sztuk Pięknych, która kształci osoby artystyczne projektujące i wytwarzające obiekty szklane. Galeria SIC! BWA Wrocław jest oczywiście zakorzeniona w mediach szkła i ceramiki, natomiast od 2015 roku odeszliśmy od tradycyjnego pojmowania tych materiałów wyłącznie w kontekście designu czy sztuki użytkowej, dekoracyjnej. Staramy się prezentować projekty, które udowadniają że szkło i ceramika są współczesnymi mediami, będącymi w stanie opowiadać o rzeczywistości, także dzięki swojej metamorficzności i płynności. Myślę, że ten projekt jest interesujący, pełen ciekawych historii i symboliki, a cała wystawa jest głęboko metaforyczna, że kwestia techniki i technologii nie są tutaj najważniejsze.
L. MD.: Zabawne jest też to, że zaczęłam tworzyć w szkle, ponieważ chciałam, żeby moje prace były bardziej przyjazne środowisku… Dopiero w trakcie poznawania techniki uświadomiłam sobie, jak energochłonna i kosztowna jest. Rozważałam też pracę z żywicą epoksydową, ale szkło wydaje mi się bliższe idei moich prac, jest bardziej szczere niż plastik i inne podobne materiały.
Wspomniałaś już o miejscu twojego pochodzenia, wyspie Jersey. Wiem, że symbole i wspomnienia z twojego dzieciństwa bardzo często pojawiają się w Twoich pracach. Mam wrażenie, że w pewnym sensie, oddając klimat Jersey, wpisują się w nurt site-specific.
L. MD.: Myślę, że moje prace faktycznie mają w sobie coś z site-specific, co jest silnie związane z moim dorastaniem na Jersey. Kiedy tam żyłam, nie cierpiałam tego miejsca i chciałam jak najszybciej je opuścić, a resztę życia spędzam na robieniu sztuki w nim zakorzenionej. To paradoksalne. Życie tam jest pełne niuansów, jest byciem częścią małej społeczności, ale też w zanurzeniem w niejednoznacznej historii wyspy, jej magii, jej duchowości. Lubię opowiadać o Jersey, bo niewiele osób tam było, więc nie wiadomo, czy rzeczy które opowiadam to prawda, czy nie. Jakbyśmy miały z Jersey wspólny sekret.
Lubię opowiadać o Jersey, bo niewiele osób tam było, więc nie wiadomo, czy rzeczy które opowiadam to prawda, czy nie. Jakbyśmy miały z Jersey wspólny sekret
M. D.: Gdy Lulu opowiadała mi o rabarbarze z Yorkshire też nie byłam pewna, czy to prawdziwa historia, bo jej nie znałam. Podchodziłam do niej ostrożnie, myślałam, że może Lulu bazuje w swojej twórczości na zmyśleniu. Od początku jednak mnie zaintrygowała, bo poczułam moc tej opowieści i jej narracyjny, metaforyczny potencjał. Z Anną Kwapisz, która odpowiada w SIC! za opiekę nad publicznością miałyśmy okazję pojechać do Trójkąta Rabarbarowego i zwiedzić jedną z farm. Gdy robimy wystawy dotyczące konkretnego miejsca czy praktyki, chcemy tego doświadczyć. Na oprowadzaniu po farmie dowiedziałyśmy się między innymi, że rabarbar uprawiany tą specyficzną metodą, rosnący w ciemności w szopach, nawet po przeniesieniu na zewnątrz nie przeżyje. To pokazuje, jak zachwiana jest relacja ludzi ze środowiskiem naturalnym, nad mechanizmami kontroli i regulacji, ale także troski.
Chciałam zapytać także o wasze pojmowanie ciemności. Myślę, że miało ono istotny wpływ na koncepcję wystawy. Szczególnie interesujący wydał mi się fragment z tekstu kuratorskiego Miki, w którym podkreślała, że ciemność jest równocześnie tym, co zasłania, co sprawia że rzeczy przestają być widoczne, ale w kontekście uprawy rabarbaru w Yorkshire można też o niej myśleć jako miejscu tworzenia, powstawania, wzrastania. Czy ciemność jest dla was polityczna?
L. MD.: Ciemność ma faktycznie złą sławę jako pojęcie, jesteśmy nauczeni się jej bać, a jednak jest przebogata i wypełniona życiem. Myślenie o ciemności jako o pustce to błąd. Dobrym przykładem jest tutaj głębia oceaniczna, o której długo zakładano, że jest miejscem bez życia, ale jest nim przepełniona, ma w sobie pewną odmienność i powolność. Inspiruje mnie możliwość przekuwania ciemności w inną jakość, przeżywania „ciemnych”, ponurych czasów i jednoczesnego wzrostu. Myślę tu między innymi o sztuce tworzonej w systemach totalitarnych w ukryciu. Współcześnie też przeżywamy wiele kryzysów naraz, ale tak wiele jednocześnie dzieje się pod powierzchnią. Nie dostrzegać tego jest błędem. Ciemność może zachęcać do magazynowania energii, do podtrzymywania rezyliencji.
Wiele projektów, które realizowałam, było w jakiś sposób poświęconych brakowi światła lub ciemności. Przy jednym z nich współpracowałam z fotografem, Maikiem Gräfem. Próbowaliśmy połączyć medium fotografii z rzeźbą. Pracowaliśmy w ciemni, w której nie potrafiłam się poruszać, ale Maik był tak przyzwyczajony do ciemności i tej przestrzeni, że nie miał żadnego problemu z odnalezieniem się, był jakby moim przewodnikiem.
Uprawa rabarbaru z Yorkshire i rola, jaką odgrywa dla niej ciemność, na wystawie staje się metaforą współczesności. Można za jej pomocą mówić o ciemności jako przenośni odwołującej się do mrocznych, niestabilnych czasów, ale jednocześnie także nadziei, która jej towarzyszy
M. D.: Uprawa rabarbaru z Yorkshire i rola, jaką odgrywa dla niej ciemność, na wystawie staje się metaforą współczesności. Można za jej pomocą mówić o ciemności jako przenośni odwołującej się do mrocznych, niestabilnych czasów, ale jednocześnie także nadziei, która jej towarzyszy. Rabarbar w ciemnych szopach cały czas wzrasta, próbując znaleźć promienie słoneczne – to metafora nadziei, nie jako poczucia, że wszystko się ułoży, ale raczej przekonania, że będziemy zdolni zaadaptować się i odnaleźć w trudnych czy niezrozumiałych dla nas warunkach.
Ciekawe jest natomiast, że osoby odwiedzające wystawę są skłonne utożsamić się raczej z sytuacją rabarbaru, niż farmera. Lulu zawsze podkreśla natomiast, że ludzie stoją w pozycji farmera, człowieka, który przekształca swoje naturalne środowisko na swoją korzyść. Uczula też na to, aby nie traktować tej analogii zbyt dosłownie i nie humanizować zbytnio rabarbaru, bo tak naprawdę świat roślinny jest dla nas zupełnie niedostępny.
L. MD.: Oczywiście, na wystawie pojawia się dużo wątków dotyczących kontroli, przymusu ciągłego rozwoju wzrostu, które można interpretować jako krytykę neoliberalizmu. W pewnym sensie irytuje mnie fakt, że rabarbar nadal rośnie w tak okropnych warunkach.
Podobno jego uprawa w ciemności sprawia także, że jest słodszy?
L. MD.: Tak, i jeśli ujmiemy tę analogię w ramach politycznych, to zaczyna być niepokojące. Z drugiej strony, można też na to popatrzeć jako na akt ulepszania, udoskonalania smaku rośliny, bez krzywdzenia nikogo.
Na wystawie „Tam gdzie nie sięga światło” istotną rolę pełni także dźwięk.
L. MD.: Tak. Zawsze przy pracy nad wystawą staram się sprawić, by była ekspansywna. Uwielbiam tworzyć rzeźby i instalacje, ale chcę także, aby wszystkie obiekty były ze sobą powiązane, stanowiły całość. Czasami stosowałam do tego światło, ale teraz używam przede wszystkim dźwięku, głównie soundscape’ów. Efekt jest w zamierzeniu niemal teatralny, filmowy – jak performans, ale bez faktycznego występu. Lubię też aspekt zaskoczenia, który pojawia się u odbiorców, niematerialność dźwięku, którego nie da się utrwalić na fotograficznej dokumentacji wystawy. Soundscape’y interesują mnie też pod względem rzeźbiarskim – działają w przestrzeni i wymiarach, są wielowarstwowe i złożone, a jednocześnie można je skompresować do pliku w komputerze.
Działam już dłuższy czas z duetem muzyków FAUXLÎ (Todd MacDonald i Kirsty Merry), z którym napisaliśmy piosenkę do tej wystawy. Podczas naszej współpracy do tej pory napisaliśmy w sumie wspólnie pięć piosenek. W warstwie dźwiękowej moich wystaw zawsze pojawia się także tekst. Inspiruje mnie zwłaszcza muzyka tradycyjna, jej kolektywność, jej narracyjność. Więc zbieram te piosenki, prawie tak jak kolekcjonuję ceramikę.
Czy powiedziałabyś, że kolekcjonowanie jest częścią twojej praktyki artystycznej?
L. MD.: Kolekcjonowanie to dla mnie po prostu coś, co się wydarza. Nigdy nie kupuję przedmiotów z myślą o konkretnym zastosowaniu w rzeźbie. Zaczęłam kolekcjonować zastawy i ceramikę gdy miałam 15 lat, ponieważ uważałam je za piękne i poruszające, czułam względem nich jakiś rodzaj opiekuńczości. Poza tym część z nich jest naprawdę zabawna – można na przykład jeść sałatę z miski wyglądającej jak sałata. Kocham również przedmioty, które naśladują coś innego. Czasami nie wiem nawet, dlaczego coś co kupiłam mi się podoba, dopóki nie przyniosę tego do pracowni, a potem nagle mam moment olśnienia, widzę je w nowym świetle. Nigdy nie kupuję też nowych rzeczy, to zawsze obiekty z bogatą przeszłością. Gdy łączę je razem, łączą się też ich historie. Rzeźby zaczynają wtedy przypominać archiwa.
Oczywiście rzeźby stworzone z kolekcjonowanych przeze mnie naczyń zawierają w sobie konteksty dotyczące żywienia, opieki, domu, konsumpcji – nie chciałabym jednak, aby były postrzegane wyłącznie przez pryzmat kategorii kobiecości czy „domowości” z nią związanej.
Ciekawe jest też dla mnie to, że kicz w różnych krajach, w różnych kulturach, jest czym innym
A czy postrzegasz przedmioty, które zbierasz, jako kiczowate? Czy operowałyście na pojęciu kiczu w trakcie tworzenia wystawy?
L. MD.: Nie wydaje mi się. Może jako pojedyncze obiekty, ale gdy tworzą już rzeźbę, nie widzę w nich kiczu. Oczywiście wiem, że inni ludzie mogą tak o nich myśleć. Sądzę też, że duża ich część to po prostu dobry żart – myślę, że niezbędną właściwością kiczu jest jego samoświadomość. Ciekawe jest też dla mnie to, że kicz w różnych krajach, w różnych kulturach, jest czym innym.
Te przedmioty wydają się być niewinne, nieszkodliwe, ale takie nie są. Nie boją się także być sobą. Jednak gdy tworzę z nich rzeźby, powstaje całkiem nowy obiekt, a one same tracą swoją indywidualność – myślę o nich często w kontekście kolektywności, połączenia, bycia razem.
M. D.: Samej wystawy „Tam gdzie nie sięga światło” nie postrzegam jako kiczowatej czy opartej na pojęciu kiczu. Z pewnością jest mocna wizualnie, ale na stosowanie przez Lulu ceramiki, o której rozmawiamy, patrzę raczej przez pryzmat czułości, więzi z przedmiotem.
Warto też podkreślić, że Lulu nie eksponuje swoich prac na tle białych ścian, ale zawsze tworzy w przestrzeni cały ekosystem przy użyciu fototapety, światła, czy dźwięku. Ta wystawa wygląda całkiem inaczej w oświetleniu po zmroku. Kicz obecny na wystawie odczytuję raczej jako efekt napięcia między uważnością Lulu na praktyki troski i dbania o siebie a ich współczesnym uwikłaniem w logikę konsumpcjonizmu.
Śliczne dzięki za rozmowę!
SIC! BWA Wrocław, pl. Kościuszki 9/10, Wrocław
27.03 - 31.05.2026
Kuratorka: Mika Drozdowska
_________________
Lulu MacDonald – artystka, tworzy rzeźby i instalacje łączące narrację z refleksją nad ekologią i migracją. Jej organiczne formy zdają się wyrastać z architektury. Pracuje na HAW Hamburg i jest stypendystką Alexander Tutsek Stiftung.
Mika Drozdowska – kuratorka galerii SIC! BWA Wrocław. Zajmuje się szkłem i ceramiką w sztuce współczesnej oraz ich kontekstami społecznymi i ekologicznymi. Laureatka Wrocławskiej Nagrody Artystycznej 2024.
_________________
Emilia Jeziorowska (ona/jej) – doktorantka w dziedzinie nauk o sztuce, przygotowuje rozprawę dotyczącą sztuki protestów i strategii przechwycenia z lat 2011-2012 w Stanach Zjednoczonych i zachodniej Europie. Adiunktka w Dziale Sztuki w Muzeum Etnograficznym, Oddziale Muzeum Narodowego we Wrocławiu.
_________________