Indywidualna wystawa Bartłomieja Flisa w Galerii Willa w Łodzi pojawia się w momencie wzmożonego zainteresowania twórczością artysty. Po głośnej obecności na Warsaw Gallery Weekend, gdzie jego prace zestawiono z dziełami Magdaleny Abakanowicz, Flis pokazuje najnowsze obrazy w publicznej instytucji. Motywy ziemi, pracy i wiejskiego cyklu życia splatają się tu z aktualnymi dyskusjami o chłopskości, prostocie i metafizycznych ambicjach młodego malarstwa.
Fala zainteresowania Bartłomiejem Flisem podniosła się i spieniła tej jesieni. Na pokazie w ramach Warsaw Gallery Weekend galeria BWA Warszawa zestawiła jego prace z dziełami Magdaleny Abakanowicz, legendy polskiej sztuki współczesnej. Niedługo później otrzymujemy dużą indywidualną prezentację artysty w publicznej instytucji. Na wystawę „W warstwach gleby leżymy płytko” w Galerii Willa, będącej częścią Miejskiej Galerii Sztuki w Łodzi, składają się jego bardzo świeże obrazy. Flis jest zresztą artystą łódzkim, co wpisuje się w profil MGS, która w swoich czterech oddziałach często prezentuje twórców związanych z tutejszą społecznością artystyczną, w tym z ASP im. Strzemińskiego. Rzadko zdarza się jednak, że są to nazwiska budzące tak znaczący rezonans i po prostu modne. Słyszy się zatem komentarze, że Flis jest jednym z najważniejszych młodszych polskich twórców, a jego obrazy epatują metafizyczną głębią. W Willi każdy może się przekonać, czy tak jest na pewno – i co to dokładnie znaczy.
... jego warsztat przypomina pracę z pierwotną materią – grzebanie w ziemi, lepienie w błocie
Wystarczy rzut oka na wystawę, żeby zorientować się, że Flis jest poniekąd w mainstreamie. Ziemia, gleba czy błoto od kilku lat stanowią istotne wątki badań artystycznych i kuratorskich w Polsce. Przywracanie historii ludowej do głównego nurtu sprawia, że właściwe dla wsi życie blisko natury znów wydaje się prominentne i ekscytujące. Nawiązań do prostoty chłopskiego losu, wpisanego w ciasny cykl pór roku, znajdziemy na tej wystawie wiele.
Sposób prezentacji prac podkreśla ich pokrewieństwo z sięgającą średniowiecza tradycją obrazowania rocznego cyklu życia poprzez ilustracje wykonywanych czynności. Zimowy początek cyklu znajdziemy na parterze. Następnie przechodzimy przez okres wzrostu, aż do wieńczących rok zbiorów, których ilustracje umieszczono na piętrze Willi. Kompozycje odnoszące się do powtarzalnych momentów roku, tytułowane nazwami miesięcy czy prac polowych, uzupełniają przedstawienia kluczowych momentów historii olbrzymów – bohaterów Flisa – jak „Pierwsze spotkanie” czy „Początek”. Wszystkie osadzone są w sceneriach naturalnych, przywołujących idylliczny sposób funkcjonowania poza współczesną cywilizacją.
Elementarne korzenie plastyki ujawniają się w tym procesie – pole barwne najpierw jest plamą brudu, zanim stanie się przedstawieniem
Rustykalna tematyka jest spójna z unikatową techniką Flisa. Artysta używa samodzielnie przygotowywanych pasteli olejnych, które nadają obrazom ziemistości i mają w sobie coś elementarnego. Mamy tu do czynienia z lepkim, ciastowatym nośnikiem pigmentu. Jest on jednocześnie relatywnie poręczny, łatwy w użyciu i o wymowie radykalnie innej niż farba. Flis posługuje się nim z biegłością, która wprowadza urozmaicony modelunek i nadaje scenom przestrzenność. Mimo tego jego warsztat przypomina pracę z pierwotną materią – grzebanie w ziemi, lepienie w błocie.
Elementarne korzenie plastyki ujawniają się w tym procesie – pole barwne najpierw jest plamą brudu, zanim stanie się przedstawieniem. Na myśl przychodzą dziecięce rysunki, owoce pierwotnego impulsu twórczego, a także paleolityczne malowidła w grotach. Bezdyskusyjną sprawność artysty w panowaniu nad substancją najlepiej widać w wielkoformatowych płótnach. Ta technika ma w sobie coś intencjonalnie naiwnego i świadomie wzmacnia bezpretensjonalną szczerość świata olbrzymów wyłaniającego się z mazistości olejnej kredki. Już sam wątek powrotu do natury wnosi do twórczości Flisa wymiar egzystencjalny. Prostota jego obrazowania oddala się od pomysłowo kadrowanego, uproszczonego realizmu znanego z wcześniejszych prezentacji, kierując się ku większej umowności. Nadmuchane olbrzymy poruszają się w niedookreślonym pejzażu. Tu i ówdzie pojawia się detal – kwiat, narzędzie, studnia.
Radykalna symplifikacja tych przedstawień przywodzi na myśl atmosferę snu, gorączkowych omamów albo archaicznej gry komputerowej
Radykalna symplifikacja tych przedstawień przywodzi na myśl atmosferę snu, gorączkowych omamów albo archaicznej gry komputerowej. Pojawiający się w „Wykopkach” obiekt jest właściwie nierzeczywisty: nawet jeśli przy dużym zbliżeniu można dostrzec w nim bulwę, pozostaje on niepasującą tam bryłką. Podobnie dziura w ziemi w „Osadzie” – widać tu dążenie do redukcji, zapewne w poszukiwaniu głębi. Równolegle, przy całej umowności uproszczeń, artysta wpisuje je w zasadniczo realistyczne wiejskie scenerie. Z palety zamglonego pejzażu mazowieckiej wsi, w technice przypominającej rozcieranie grząskiej ziemi, Flis buduje kadry i sceny rodzajowe odwołujące się do codzienności. Nasyca je jednak patosem, jakby były elementem rytuału o niejasnym znaczeniu. Tytuły obrazów wzmacniają wrażenie związku z nieokreślonym, symbolicznym porządkiem.
Jeszcze dobitniejszym przykładem uwznioślenia są zgromadzone na pierwszym piętrze monochromatyczne prace pozujące na kamienne płaskorzeźby. Monumentalizują one wysiłki olbrzymów, zamieniając kronikę prac polowych w pieśń o czynach. Widoczne jest tu pokrewieństwo z socrealizmem – ludowa prostota zostaje włączona do wielkiej historii i ukazana z powagą oraz namaszczeniem. Brakuje jednak idealizacji: zarówno warsztatowa strona obrazów, jak i niezgrabność postaci czy nierealistyczna umowność detalu wydają się programowo ubogie.
Jeśli idiom malarski Flisa posiada metafizyczną głębię, jest ona bardzo odrębna
Jeśli idiom malarski Flisa posiada metafizyczną głębię, jest ona bardzo odrębna. Nie ma w niej aspiracji do uczoności ani erudycji. Artysta bardziej ufa plastycznemu ucieleśnieniu. Przypomina o przyjemności spaceru przez pola czy las, ale także o ulotności poczucia bezpieczeństwa, zmaganiu z oporem materii i podstawowymi biologicznymi impulsami. Tytuły prac – zwykle anegdotyczne albo symboliczne – rzadko idealnie do nich przystają, przez co jeszcze mocniej podkreślają odrębność porządków obrazu i słowa. W twórczości Flisa można widzieć wariant programowego realizmu afirmującego chłopskość. Ten prosty sposób istnienia zostaje wprowadzony na salony bez rezygnacji z właściwej mu niezgrabności. To cenne, bo potrzebujemy aktualnych obrazów, które pozwolą spotykać się z na nowo odkrywanym odcieniem polskości – związanym z pańszczyźnianą biedą, a zarazem honorującym istnienie w harmonii z naturą. Być może pojawia się tu także postulat nowej męskości, łączącej siłę z pierwotną zaradnością i przeczuciem wrażliwości.
Jednak gdy w miejsce uczciwej prostoty pojawia się więcej efekciarskiej umowności, sytuacja robi się estetycznie ryzykowna. Arbitralna, miałka mitologizacja tylko ten efekt pogłębia. Namaszczenie i patos osuwają się w sztuczność, a ciastowate tyłki i niewiarygodne nogi – w śmieszność. Zdaje się, że artysta, kierując się ku bardziej archaizującym, legendarnym rejestrom, wytraca mocne strony wcześniejszych prac. Gdzieś zanika ujmująca autentyczność relacji między postaciami. Widać też coraz mniej szczerego zainteresowania przyrodą w jej szorstkim realizmie. Brakuje urozmaiconej, dynamicznej kompozycji. W prezentowanych w Willi obrazach niebezpiecznie zbliżamy się do raczej nudnych kadrów, koturnowych gestów i kiczowatych kwiatków.
Na szczęście nie wszędzie zwykłość nadmuchana patosem jawi się jako toporna. Estetycznie czystsza jakość, potwierdzająca talent i oko artysty, ujawnia się w małych formach. Dzieje się tak, gdy Flis sięga po bliższe kadry i elementarny język geometrii, jak w obrazach „Jagoda”, „Uprawa” czy „Wytłaczanka”. Prostota zyskuje w nich szlachetną strukturę. Konkretna, choć niedopowiedziana forma przenosi opowieść o podstawowym ucieleśnieniu do elementarnych składowych materialnego istnienia – cząstki i fali.
„W warstwach gleby leżymy płytko"
Galeria Willa
20.11.2025 - 25.01.2026
Kuratorka: Adriana Usarek
Koordynatorka: Dominika Pawełczyk
______________________
Anna van Doesburg – historyczka i krytyczka sztuki, malkontentka, stypendystka Uniwersytetu Ziemi Ognistej, Antarktydy i Wysp Południowego Atlantyku.
______________________
______________________
