Zmiana paradygmatu edukacji, praca procesualna, współtworzenie programu z publicznością i nowy model działania Bałtyckiej Galerii Sztuki Współczesnej w Słupsku i w Ustce. O transformacji instytucji, turnusie nadmorskim, praktykach troski i o tym, dlaczego słuchanie bywa działaniem artystycznym, opowiada Natalii Królikowskiej Małgorzata Różańska, kierowniczka Działu Edukacji i Promocji BGSW.

 

 

Natalia Królikowska: Zacznijmy od genezy. Skąd w Bałtyckiej Galerii Sztuki Współczesnej wziął się pomysł na DOBRO-STAN? Czy decyzja o jego stworzeniu była odpowiedzią na konkretne napięcia i obciążenia odczuwane przez edukatorki i edukatorów, czy wynikała raczej z długotrwałej obserwacji instytucjonalnych praktyk?

Małgorzata Różańska: Powiedziałabym, że z różnych stron naraz. DOBRO-STAN jest w gruncie rzeczy drugim procesem, który kierujemy do osób edukatorskich – nauczycieli, animatorek, osób prowadzących grupy. Poprzedni projekt, pod inną nazwą, był nastawiony przede wszystkim na rozwój kompetencji: to był proces warsztatowy, szkoleniowy, z udziałem mentorek i mentorów. Już wtedy bardzo mocno wybrzmiała potrzeba: zróbmy program nie „o narzędziach”, ale „dla ludzi” – dla edukatorów i nauczycieli jako osób, które na co dzień biorą na siebie ogrom odpowiedzialności.

 

 

W naszym regionie silnie wpłynął na to także napływ społeczności latynoamerykańskiej – dziś jest to ok. 10 tysięcy osób. W skali blisko 85-tysięcznego miasta to znaczna grupa nowych mieszkańców

 

 

Słupsk jest średniej wielkości miastem, a nasz słupsko-ustecki mikroregion długo nie miał oferty rozwoju dla osób pracujących w edukacji kulturalnej. Potrzeba chęci wzięcia udziału we wszelkiego rodzaju warsztatach, szkoleniach, spotkaniach z osobami działającymi w obszarach kultury i edukacji wiązała się więc zawsze z koniecznością wyjazdu do innego miasta. Zobaczyliśmy, że możemy tę lukę wypełnić, tworząc program skierowany właśnie do nich.

Z czasem pojawił się jeszcze jeden ważny wątek: zmieniające się otoczenie społeczne. Po pandemii, w globalnym kryzysie, przy rosnących napięciach i wśród zmian społecznych, jakie w ostatnim czasie gwałtownie zachodzą, zaczęliśmy inaczej widzieć edukację kulturową. To już nie tylko przestrzeń do „przekazywania wiedzy”, ale proces relacyjny – budowanie więzi ze społecznościami, odpowiadanie na ich realne potrzeby. Relacja, nie tylko edukacja.

W naszym regionie silnie wpłynął na to także napływ społeczności latynoamerykańskiej – dziś jest to ok. 10 tysięcy osób. W skali blisko 85-tysięcznego miasta to znaczna grupa nowych mieszkańców. Widzimy, że potrzeby „oferty edukacyjnej” (choć coraz rzadziej używamy tego sformułowania) się zmieniają, że potrzebne są praktyki postinstytucjonalne, działania współtworzone ze społecznościami, a nie wyłącznie gotowy program. DOBRO-STAN jest odpowiedzią właśnie na tę złożoną zmianę – i na bardzo prostą świadomość, że osoby prowadzące grupy (które stoją przed wyzwaniem dostosowywania swoich zawodowych praktyk w obliczu tych zmian), same potrzebują zadbania o siebie, jeśli mają dawać energię innym.

 

kilka osób siedzi przy stole na warsztatach w galerii

 

Program DOBRO-STAN, fot. Daria Elwart

 

 

 

Mówisz o zmianie paradygmatu w edukacji – od „podnoszenia kompetencji” do pracy relacyjnej, procesualnej. Czy ta zmiana zaszła także wewnątrz samej instytucji? Co ją uruchomiło? Jak tę „infrastrukturę” można tworzyć w praktyce — w instytucji kultury, która na ogół funkcjonuje pod presją tempa, oczekiwań, projektów, liczbowych wyników? 

Na pewno pomogła w tym duża zmiana, jaka zaszła u nas w ubiegłym roku. W sierpniu nową dyrektorką BGSW została Agnieszka Kilian – kuratorka z doświadczeniem w programach międzykulturowych i pracy ze społecznościami z różnych kontekstów geograficznych. Agnieszka od razu zobaczyła dwa potencjały: po pierwsze – wspomnianą już liczną społeczność latynoamerykańską, po drugie – naszą lokalizację.

Jako instytucja nad Bałtykiem działamy jednocześnie w Słupsku i Ustce. Łączy nas rzeka Słupia, która wpada do morza – to ważny obraz, bo myślenie o wodzie, przepływach i połączeniach stało się częścią programu. W koncepcji Agnieszki bardzo mocno wybrzmiał też nowy model działania: zaproszenie publiczności i różnych społeczności do współtworzenia programu, a nie tylko jego odbierania.

 

 

Okazało się, że wielu sąsiadów w ogóle nie wiedziało, że tu jest galeria. Inni nigdy nie mieli powodu, by tu wejść. „Nawzajem” stało się próbą otwarcia drzwi naprawdę szeroko: nie hermetyczne działania, ale różne sposoby docierania do odbiorców – tak, by każdy mógł mieć głos w programowaniu galerii

 

 

Z tego myślenia wyrósł m.in. program „Nawzajem”. Pilotażowo na trzy letnie miesiące – od czerwca do września - przestrzeń galerii na słupskim Podgrodziu częściowo zaaranżowaliśmy nie na klasyczną salę wystawową, ale na miejsce spotkań, warsztatów, dyskusji. Zrezygnowaliśmy z modelu, w którym to instytucja „z góry” ustala, co się wydarzy, na rzecz uważnego słuchania: czego faktycznie potrzebują osoby, które mieszkają wokół nas, w sąsiedztwie, w nowej społeczności migranckiej, w mieście.

Okazało się, że wielu sąsiadów w ogóle nie wiedziało, że tu jest galeria. Inni nigdy nie mieli powodu, by tu wejść. „Nawzajem” stało się próbą otwarcia drzwi naprawdę szeroko: nie hermetyczne działania, ale różne sposoby docierania do odbiorców – tak, by każdy mógł mieć głos w programowaniu galerii. Między innymi w programie tym bardzo nam pomógł pomysł powstania chociażby ogródka przy galerii, do którego (współ)sadzenia roślin zaprosiliśmy mieszkańców czy działania sitodrukowe wychodzące poza przestrzeń galeryjnej pracowni. Miejsce to (zarówno przestrzeń galerii, jak i zmiany na dziedzińcu) za sprawą zmian i licznych działań, jakie udało się zrealizować stało się bardziej dostępne, otwarte i zapraszające. Te wszystkie doświadczenia bardzo silnie wpłynęły na to, jak myślimy dziś o DOBRO-STANIE.

 

Spory krąg osób, kobiet siedzi na podłodze w kręgu, zapewne na warsztatach w galerii

 

Program DOBRO-STAN, fot. Alina Żemojdzin

 

 

 

W trakcie naszej rozmowy kilkakrotnie padło już słowo „proces” – i mam wrażenie, że to nie przypadek. Równowaga nie jest stanem, który można osiągnąć raz na zawsze, ale procesem ciągłego dostrajania się. Jak to rozumienie zmienia sposób pracy instytucji z ludźmi? W jaki sposób BGSW samo próbuje wcielać tę ideę „procesowości” we własne działania? Czy coś zmieniło się wewnątrz zespołu w trakcie realizacji programu?

Dokładnie tak – nie chodzi nam o model: zbierz punkty, zdobądź certyfikat i „osiągnij dobrostan”. To brzmi jak kolejny poziom do zdobycia. Dla nas ważne jest myślenie o dobrostanie jako o czymś ruchomym: o procesie regulowania siebie, urealniania własnych możliwości, wyznaczania granic.

 

 

Instytucje kultury – niezależnie od skali – rozliczają się dziś z liczb. Wszyscy o tym wiemy. Programy, sprawozdania, widoczność w mediach, statystyki frekwencji. To duża presja, która często stoi w kontrze do jakości relacji, jakie chcemy budować

 

 

Zmiana zaczęła się od prostego pytania: jak pracować tak, żeby to było zgodne z naszym duchem, a nie tylko z wskaźnikami? Instytucje kultury – niezależnie od skali – rozliczają się dziś z liczb. Wszyscy o tym wiemy. Programy, sprawozdania, widoczność w mediach, statystyki frekwencji. To duża presja, która często stoi w kontrze do jakości relacji, jakie chcemy budować.

My w BGSW w ostatnim roku przeszliśmy dużą transformację programową. Oprócz klasycznych wystaw i towarzyszących im wydarzeń, coraz więcej działań kierujemy „ku społecznościom” – w stronę pracy relacyjnej. Tę zmianę pociągnęły zarówno osoby merytoryczne z zespołu, jak i zapraszane artystki, edukatorzy, badaczki. Działania zaczęły się ze sobą łączyć i przeplatać, budując sieć więzi. I dopiero w tym kontekście DOBRO-STAN staje się czymś więcej niż projektem – raczej praktyką ciągłego dostrajania instytucji i ludzi, którzy ją współtworzą.

 

trzy kobiety przy falochronie na plaży

 

Program DOBRO-STAN, fot. Alina Żemojdzin

 

 

 

Przejdźmy więc od założeń programu do jego konkretnych realizacji. Pięciodniowy turnus w Ustce opisywany jest jako „uważne wycofanie się z codzienności”. Jak w praktyce wygląda taki reset dla osób pracujących z grupami? Podoba mi się nazwa „turnus”, która brzmi dziś trochę retronostalgicznie.

Rzeczywiście, słowo „turnus” ma w sobie coś z nostalgii i to było zamierzone. Nasza galeria w Ustce mieści się przy samym porcie, pięć minut spacerem od morza, w uzdrowiskowym kurorcie. Chcieliśmy wykorzystać ten potencjał – nie tylko na poziomie „ładnego widoku”, ale jako ważny element całego doświadczenia.

Zastanawialiśmy się, jak nazwać ten format: program? projekt? warsztaty? To brzmiało zbyt technicznie. „Turnus wytchnieniowy” lepiej oddaje to, co chcieliśmy zaproponować: kilka dni bycia razem w jednym miejscu, z czasem na kontemplację, na przyjrzenie się własnym praktykom, na czerpanie od innych. Turnus trwał cztery dni, we wrześniu. Duża część działań odbywała się poza budynkiem galerii – na plaży, nad wodą, w przestrzeni miasta.

Zaprosiłyśmy cztery osoby prowadzące – artystyczne, edukatorskie, mentorskie – działające na różnych polach edukacji, ale mające wspólny mianownik: doświadczenie pracy z grupami. Bardzo zależało mi na tym, żeby nie narzucać sztywnego schematu warsztatów, tylko oddać prowadzącym i uczestnikom możliwość współtworzenia procesu.

Dlatego w praktyce prowadzące stały się raczej inicjatorkami niż „trenerkami”. Grupa szybko się zintegrowała. Momentami miałam wrażenie, jakbyśmy byli razem co najmniej miesiąc, a nie kilka dni. Było dużo śmiechu, dużo emocji, także łez, a przede wszystkim – dużo zaufania.

 

Zbliżenie na dłonie trzymające odlew z gliny lub ciasto?

 

Program DOBRO-STAN, fot. Alina Żemojdzin

 

 

 

Jakie konkretnie działania zaproponowałyście uczestniczkom i uczestnikom?

Zacznę od Ani Owsiany, którą odkryłam, śledząc praktyki innych instytucji. Ania od lat prowadzi warsztaty skupione na facylitacji grup – na tym, jak osoba prowadząca może być częścią grupy, a nie tylko „nad nią”. Jej warsztat dotyczył tego, jak rozwiązywać sytuacje wspólnie, nie tracąc z oczu własnego dobrostanu i rozwoju.

Aleka Polis podzieliła się doświadczeniem pracy z osobami ze szczególnymi potrzebami – z osobami w kryzysie, osobami postrzeganymi jako „sprawne inaczej”. Pokazywała, jak niwelować bariery, nie zaczynając od etykiet i różnic, ale od równej relacji. To bardzo ważne, jeśli myślimy o edukacji włączającej nie tylko na poziomie deklaracji.

Wiktoria Bukowy pojawiła się u nas trochę „przypadkiem–nieprzypadkiem”: pierwotnie miała przyjechać Jaśmina Wójcik, która w ostatniej chwili rozchorowała się. Wiktoria wzięła warsztat na swoje barki dosłownie dzień przed i zrobiła to wspaniale. Zaproponowała proces bardzo somatyczny, sensualny – pracę z ciałem, z uważnością na siebie i na innych. Sprawdzałyśmy, na ile możemy sobie pozwolić w kontakcie cielesnym, gdzie są nasze granice, jak ciało reaguje na przeciążenie, stres, tempo instytucjonalne. To była jednocześnie przestrzeń relaksu i uwalniania napięć.

Magdalena Starska zaprosiła nas na plażę do „warsztatu czułości” wobec siebie i innych. Pracowałyśmy z gliną, piaskiem, otoczeniem – bardzo fizycznie, ale w sposób, który uruchamiał refleksję nad tym, jak w ogóle praktykujemy czułość: wobec siebie, współpracowników, społeczności.

Dla mnie ważne było to, że warsztaty się ze sobą przeplatały. Prowadzące obserwowały grupę, rozmawiały ze sobą w przerwach, dostrajały działania do potrzeb uczestniczek. To nie był gotowy scenariusz od A do Z. Raczej proces, w którym zarówno prowadzące, jak i uczestniczki stawały się jedną grupą.

 

Krąg na warsztach w galeii, na ziemi leżą karki z napisami, właściwie karteczki ułożone w kształt słońca

 

Program DOBRO-STAN, fot. Daria Elwart

 

 

 

Świetny czas, dobry projekt, ale czy to nie jest jedynie doraźne lekarstwo na objawy, nie na przyczyny choroby, jaka toczy wiele instytucji kultury, a której objawami są autowyzysk, przeciążanie, stres, wypalenie?

To ważny i trudny wątek. Ryzyko „pęknięcia bańki” po powrocie do instytucjonalnego betonu istnieje zawsze. Myślę jednak, że takie programy jak DOBRO-STAN nie udają, że to zmienią jednym działaniem. To raczej zaproszenie do procesu, który każdy musi wykonać w sobie – przy wsparciu innych, ale jednak samodzielnie.

 

 

Dobrostan rozumiem jako uczenie się rozpoznawania własnych granic, przyglądania się mechanizmom autowyzysku, trenowanie asertywności. To także nauka tego, kiedy powiedzieć „zwolnijmy”, „poczekajmy”, „nie dam rady samodzielnie – potrzebuję wsparcia”

 

 

Dobrostan rozumiem jako uczenie się rozpoznawania własnych granic, przyglądania się mechanizmom autowyzysku, trenowanie asertywności. To także nauka tego, kiedy powiedzieć „zwolnijmy”, „poczekajmy”, „nie dam rady samodzielnie – potrzebuję wsparcia”. Jeden turnus nie rozwiąże systemowych problemów, ale może uruchomić u kogoś proces zmiany, dać język do opowiedzenia o tym, co się dzieje, pokazać, że można inaczej pracować z grupą, z zespołem.

Mam nadzieję, że rozmowy takie jak ta – czytane również przez osoby z innych instytucji – są kolejnymi małymi krokami. Jeśli ktoś, kto pracuje w kulturze, przeczyta o DOBRO-STANIE i pomyśli: „można inaczej”, to już dużo.

 

Warsztaty w galerii, osoba w środku trzyma duża plansze z napisami

 

Program DOBRO-STAN, fot. Daria Elwart

 

 

 

Oby, trzymam za to kciuki. Porozmawiajmy o drugiej odsłonie programu, realizowanej w Podgrodziu we współpracy z kolektywem Ultra-red. Co tam się wydarzyło?

Ta część programu była w dużym stopniu współkształtowana przez Agnieszkę Kilian i Sylwię Starkowską. Agnieszka miała już wcześniejsze doświadczenie we współpracy z Ultra-red. Do Słupska przyjechali Elliot Perkins i Chris Jones – przedstawiciele kolektywu, który bada sytuacje społeczne poprzez praktyki słuchania.

To nie był klasyczny „warsztat”, raczej proces badawczy oparty na krytycznym słuchaniu. Uczestnicy i uczestniczki chodzili na spacery po mieście, nasłuchiwali różnych przestrzeni, nagrywali dźwięki. Potem wspólnie – w grupie złożonej m.in. z osób z Ameryki Południowej, Polski, Ukrainy – zastanawiali się, z jakimi doświadczeniami kojarzą im się dane odgłosy: fabryki, zakładów przetwórstwa rybnego, mieszkań, ulicy – odgłosy życia, codzienności i zmian których w niedługim czasie doświadczyli.

Wiele osób, które wzięły udział w tym procesie, pracuje właśnie w przemyśle przetwórstwa rybnego. Przyjechały do Polski w celach zarobkowych, często się nie znają, mimo że tworzą jedną społeczność migrancką. Ten proces słuchania – i dosłownego, i metaforycznego – pozwolił, by wybrzmiały rzeczy dotąd niesłyszalne: wątpliwości, lęki, doświadczenia zmiany kraju, zawodu, języka. Wspólne słuchanie nagrań stało się pretekstem do rozmowy o tym, jak się tu żyje, co boli, co cieszy.

 

 

      To, co nazywamy „programem”, jest wynikiem cyrkulacji, nie jednokierunkowego przekazu

 

 

 

W projekcie często mowa o traktowaniu gestów opieki jako gestów artystycznych. Czy to przesunięcie perspektywy było dla uczestniczek i uczestników zaskakujące? Jak instytucja może umożliwiać takie twórcze, niehierarchiczne, nieeskapistyczne podejście do troski?

Myślę, że przede wszystkim działamy nieco inaczej niż standardowa instytucja kultury. Nie proponujemy gotowego produktu stworzonego przez eksperta, który ma zostać „odebrany” przez publiczność. Produkt – jeśli w ogóle używać tego słowa – współtworzą wszystkie strony: instytucja, osoby artystyczne, publiczność, społeczności. To, co nazywamy „programem”, jest wynikiem cyrkulacji, nie jednokierunkowego przekazu.

Często słyszymy, że to jest odświeżające: że wychodzimy poza utarte schematy, że próbujemy włączać nie zawężając się do jednej „grupy docelowej”. Dla mnie ważne jest, że gesty troski – wobec uczestników, siebie nawzajem i innych – stają się pełnoprawną częścią języka artystycznego, a nie dodatkiem „po godzinach”.

 

 

Czy planujecie kontynuację DOBRO-STANU w kolejnych latach? Jakie obszary troski, relacyjności i edukacji chciałabyś pogłębić w następnych odsłonach?

Już po pierwszym dniu turnusu wiedziałam, że DOBRO-STAN musi mieć ciąg dalszy. Końcówka listopada oznacza u nas intensywne pisanie wniosków – rzeczywiście pracujemy nad kolejną edycją. Roboczy podtytuł to: „Dobrostan jako opieka, troska i czułość o siebie i o innych – z motywem celebracji”.

Przyszły rok jest dla BGSW szczególny: świętujemy 50-lecie. Wątek świętowania, celebrowania chcemy więc wprowadzić także do DOBRO-STANU. Interesuje nas, jak łączy się celebracja z dobrostanem: czy dobrostan jest formą świętowania życia codziennego, czy może odwrotnie – świętowanie jest jednym z jego narzędzi. Chcemy przyjrzeć się dobrostanowi ciała, dobrostanowi duszy, innym zmysłom niż wzrok, który w pracy w kulturze bywa przeciążony.

Ważnym elementem będzie też kultura wspólnego stołu – praktyki kulinarne, „transgastronomiczne”, jak to roboczo nazywamy: wymiana przepisów, doświadczeń, historii związanych z jedzeniem. Chcemy, by DOBRO-STAN stał się formą wspólnej celebracji: radości z bycia razem, ale też okazją do refleksji nad tym, jak na co dzień możemy dbać o siebie i o innych w instytucjach, które tak mocno pracują na relacjach.

 

 

Bardzo dziękuję za rozmowę – i trzymam kciuki, żeby ktoś z grona eksperckiego programu, czytając ją, pomyślał: to ma sens.

 

_________________________

 

Małgorzata Różańska - kuratorka programu Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Dyplom w Międzywydziałowym Instytucie Nauk o Sztuce o kierunku Edukacja Artystyczna u dr Łukasza Guzka. Aneks z malarstwa. Od 2013 roku specjalista ds. edukacji artystycznej i promocji w Bałtyckiej Galerii Sztuki Współczesnej, od 2025 kieruje Działem Edukacji i Promocji. Jest inicjatorką i realizatorką wielu warsztatów i projektów artystycznych dla dzieci i młodzieży oraz interwencji artystycznych w przestrzeni publicznej. 

 

_________________________

 

Natalia Królikowska – łodzianka, dra nauk humanistycznych, producentka wydarzeń kulturalnych, aktywistka literacka, kierowniczka działu komunikacji w Muzeum Sztuki w Łodzi.

 

_________________________

 

 

Program DOBRO-STAN dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.

 

_________________________

 

 

Zdjęcie główne: Program DOBRO-STAN, fot. Alina Żemojdzin

 

Patronite