Być może nie kochamy dziś mniej lub gorzej, tylko coraz wyraźniej widzimy, jak wiele chcieliśmy za pomocą miłości załatwić. Wystawa „LOVE” w galerii WY pokazuje skutki tego przeciążenia, ale zamiast opłakiwać kryzys romantycznej relacji, szuka innych modeli bliskości – także między gatunkami, środowiskiem, twórczością i miejscem.
Każdy wie co oznacza słowo „love”, ale czy wiemy jaka jest dziś jego referencja, skoro określamy nim zarówno erotyczną fascynację, partnerstwo, relację z dzieckiem, przywiązanie do psa, miasta, a nawet auta, roweru czy butów kupionych na wyprzedaży? Czy świadczy to o inflacji czy wręcz przeciwnie – o deflacji uczuć w późnym kapitalizmie? A może jest to tylko sprawa narracji, sposobu mówienia o stanach i rzeczach trudnych do jednoznacznego określenia? Wystawa „LOVE” w łódzkiej galerii W Y trafia w moment, w którym romantyczna miłość przeżywa nie tyle koniec, ile kryzys nadprodukcji oczekiwań. Tomasz Szlendak w książce „Miłość nie istnieje. Związki, randki i życie solo w XXI wieku” opisuje rozpad mitu relacji mającej równocześnie zapewniać namiętność, przyjaźń, bezpieczeństwo, rozwój, dobry seks i ochronę przed samotnością, wiążąc go z technologią, późnym kapitalizmem i nierównościami. Nie utraciliśmy nagle zdolności kochania; raczej jedną relację obciążono obowiązkiem kompensowania rozpadu całego społecznego świata.
Nie utraciliśmy nagle zdolności kochania; raczej jedną relację obciążono obowiązkiem kompensowania rozpadu całego społecznego świata
„LOVE” nie próbuje odzyskać dla miłości utraconej niewinności. Prace Klaudii Napieraj, Borysa Górskiego, Mikołaja Nowosada, Aleksandry Skóry, Pauliny Czajkowskiej i Macieja Zielińskiego przesuwają uwagę z afektu na układ ciał, obowiązków i przewag. To dobre przesunięcie, bo miłość przeżywana musi gdzieś mieszkać, czymś się żywić, zajmować czyjś czas i czyjeś ręce. Dlatego pytanie o miłość nieuchronnie prowadzi do pytania o solidarność – nie sentymentalną jedność, lecz sposób dzielenia zależności, ryzyka i odpowiedzialności. Miłość potrafi legitymizować kontrolę, naturalizować nierówny podział pracy i przedstawiać cudze podporządkowanie jako dowód bliskości. W niewielkiej przestrzeni przy Wschodniej 54 prace znajdują się bardzo blisko siebie, przez co nie układają się w sześć oddzielnych wypowiedzi, lecz w gęsty wielogłos. Stłoczenie prezentacji szóstki artystów na kilkunastu metrach kwadratowych działa na korzyść wystawy, ponieważ jej aranżacja odzwierciedla napięcia w konkretnej, niemal domowej przestrzeni – między oknem, kaloryferem, gniazdkami i białymi ścianami – a więc pośród infrastruktury codzienności.
Najciekawsza w „LOVE” jest bowiem jej różnorodność – zarówno mediów, technik, jak i ujęć tematu. Skład wystawy nie jest przypadkową konstelacją młodych nazwisk, których prace łączy – w sposób luźny i nie nazbyt zobowiązujący – wspólny temat. Cała szóstka została wcześniej wybrana do Nagrody Galerii W Y podczas 42. Konkursu im. Władysława Strzemińskiego, a „LOVE” jest spełnieniem tamtej obietnicy. Galeria nie tylko wyróżniła osoby artystyczne, lecz stworzyła im wspólną przestrzeń ekspresji i ekspozycji. W zaprezentowanych pracach pojawiają się m.in. wątki, związane z dzieciństwem i dorosłością oraz opieką i relacją człowieka z istotami nieludzkimi. Dominantą wystawy jest praca Aleksandry Skóry – wielkie płótno z psami, zgromadzonymi wokół świetlistej gwiazdy, w którym zwierzęta odgrywają naszą opowieść o wierności, niewinności i bezinteresownym uczuciu. Ten na pozór idylliczny obraz dopełnia kolejna praca artystki „Nie mogę się doczekać / Mania”, na której z bliska widać plątaninę smyczy i obroży krępującej spragnionego spaceru czworonożnego przyjaciela. Pies jest wyraźnie silniejszym, ale jednak podporządkowanym człowiekowi, uczestnikiem tej relacji. Sam tytuł sugeruje ekscytację i oczekiwanie, ale obraz pokazuje, że więź człowieka ze zwierzęciem nigdy nie jest niewinna. To człowiek wybiera psa, nadaje mu imię, ustala rytm dnia, zakres swobody, możliwość reprodukcji i sposób leczenia. Miłość może tę asymetrię wypełnić troską, lecz jej nie unieważnia. Perspektywa nieantropocentryczna nie polega więc na sentymentalnym zrównaniu gatunków, lecz na uznaniu, że druga istota nie istnieje po to, by odgrywać rolę naszego bezwarunkowo wiernego towarzysza.
To jedna z moich ulubionych prac na wystawie, bo przywraca miłości fizjologię. Kochać ciało znaczy nie tylko pożądać jego atrakcyjnego obrazu, lecz również znosić zapachy, chorobę, starzenie
Sielski porządek skutecznie rozsadza również „Bleee” Mikołaja Nowosada, czyli wydłużone, czworonożne stworzenie z otwartym pyskiem i monstrualnym czerwonym językiem. Jest zabawne, odpychające i bezbronne jednocześnie. Ślini się, dyszy, wystawia ozór zbyt daleko. To jedna z moich ulubionych prac na wystawie, bo przywraca miłości fizjologię. Kochać ciało znaczy nie tylko pożądać jego atrakcyjnego obrazu, lecz również znosić zapachy, chorobę, starzenie.
Z kolei w „Półśnie” pracy wideo Klaudii Napieraj rodzinne archiwum zostaje przywołane za pomocą starego, kineskopowego telewizora ustawionego na wzorzystej tkaninie, niemal jak w pokoju, w którym urządzenia i meble przez lata obrastają wspomnieniem. Pamięć dzieciństwa ukazuje tu swoją ambiwalencję, rozciągniętą między relacją władzy a prywatnym depozytem czułości. Czarno-białe przedstawienia ludzkich postaci Macieja Zielińskiego wprowadzają inny rodzaj niepokoju. Twarze i figury wyglądają tu trochę jak wadliwie odtworzone rodzinne fotografie zbudowane z obrazów krążących między intymnym archiwum, kulturą popularną i medialnym śmietnikiem. Czule zdrobnione imię kobiety („Malinka”) sąsiaduje z literackim nawiązaniem do współczesnego Bildungsroman („Buszująca w zbożu”) i absurdalnym nowomedialnym żartem („Orędzie Kononowicza”). Bliskość nie odsłania tu żadnej „prawdziwej twarzy”; pokazuje raczej, że także nasze najbardziej osobiste wyobrażenia o innych powstają z cudzych obrazów, gotowych narracji i kulturowych resztek.
Podobną niejednoznaczność zawierają metalowe realizacje Pauliny Czajkowskiej. Figura zawieszona na ścianie zostaje zredukowana do konturu przypominającego jednocześnie piktogram, zabawkę i schemat ciała, a rozpięta na podłodze druciana konstrukcja pod dowcipnym tytułem „to coś za mną chodzi” kojarzyć może się z przeskalowanym owadem, bezdomnym psem, raczkującym dzieckiem, zarzuconą siecią czy zastawioną pułapką – któryś z tych fantazmatów w każdym razie czyha na zwiedzającego gotów pochwycić go w szpony relacji. Podobnie w pracy Borysa Górskiego, przedstawiającej białą dłoń wysuwającą się ze ściany w stronę małej, czarnej, kolczastej formy. Nie wiadomo, czy chce ją pogłaskać, ochronić, schwytać, czy sprawdzić, jak bardzo zaboli jej dotknięcie. Ręka jest narzędziem opieki, ale również chwytu; kolce mogą ranić, lecz chronią również coś kruchego.
Kuratorski tekst trafnie wiąże miłość z zależnością, kontrolą i możliwością zranienia, chwilami jednak zbyt szybko sprowadza różne więzi do wspólnego mianownika. Relacja romantyczna, rodzicielstwo i wspólne życie człowieka ze zwierzęciem nie są trzema wariantami tego samego doświadczenia. Różnią je prawo do odmowy, możliwość odejścia, społeczny podział obowiązków i skala władzy. Ta wystawa w sposób bardzo ciekawy i dość nieoczywisty pokazuje tę różnorodność. Dodatkowo dobrze rezonuje z nią nowa przestrzeń galerii WY, która niedawno przeniosła się z surowego lokalu przy Więckowskiego do ciepłego wnętrza przy Wschodniej 54, na rogu rewitalizowanej Włókienniczej. Lubiłam zimną, surową przestrzeń W Y przy Więckowskiego, nie zamierzam jednak romantyzować braku ogrzewania. Miłość do sztuki, jak każda inna, zbyt często służy do naturalizowania wyzysku. Tymczasem infrastruktura nie jest dodatkiem do troski, lecz jej materialną postacią. Ogrzane pomieszczenie, zapłacona praca i możliwość odpoczynku znaczą więcej niż kolejna deklaracja wspólnotowości.
Lubiłam zimną, surową przestrzeń W Y przy Więckowskiego, nie zamierzam jednak romantyzować braku ogrzewania. Miłość do sztuki, jak każda inna, zbyt często służy do naturalizowania wyzysku
Nowa domowość galerii nie jest jednak całkiem politycznie i społecznie niewinna. Włókiennicza została wyreżyserowana jako opowieść o przejściu od stygmatyzowanej ulicy do atrakcyjnego celu spaceru, konsumpcji i uczestnictwa w kulturze. Sztuka odgrywa w takim procesie podwójną rolę – tworzy potrzebną przestrzeń spotkania, a jednocześnie produkuje kapitał symboliczny miejsca. Nie każda galeria jest forpocztą gentryfikacji, podobnie jak nie ma niczego złego w poprawie standardu budynków. Warto jednak pytać, kto może skorzystać z nowego komfortu, kto zostaje wpisany w obraz pożądanego użytkownika ulicy, a czyja obecność zaczyna przeszkadzać w odnowionym kadrze. Rewitalizacja może zostać uznana za praktykę miejskiej troski dopiero wtedy, gdy jej koszty i korzyści są rozdzielane solidarnie.
Ta ambiwalencja dobrze pracuje dla „LOVE”. Dom daje schronienie, ale ustanawia granice; pozwala się ogrzać, lecz rozstrzyga, kto jest u siebie, kto gościem, a kto nie zostanie wpuszczony. Troska poprawia warunki życia, może jednak wyznaczać normę zachowania i sprawować kontrolę. Wystawa opowiada o miłości rozpiętej między opieką a zawłaszczeniem, a jej nowa lokalizacja dopowiada, że podobnie działa miłość do miasta i jego mieszkańców.
Wychodzę z „LOVE” z przekonaniem, że miłość nie istnieje jako autonomiczna substancja. Istnieją praktyki miłości, czyli to, co robimy dla innych, ile wolności im zostawiamy i jakie warunki wspólnego życia tworzymy bez oczekiwania, że ktoś skompensuje ich braki własnym poświęceniem. Nie ma miłości bez uwagi skierowanej ku potrzebom innego ciała, także wtedy, gdy nie jest ono ludzkie, atrakcyjne ani zdolne odpowiedzieć językiem, który rozumiemy. Nie ma jej również bez pracy, zasobów i infrastruktury, których koszt nie może bez końca spadać na najbardziej zaangażowanych. Miłość bez solidarności łatwo staje się przykrywką dla nierówności, którą chcemy przeżywać jako czułość.
Galeria W Y, Łódź (ul. Więckowskiego 38)
23.07 – 23.08.2026
Artystki i artyści: Klaudia Napieraj, Borys Górski, Mikołaj Nowosad, Aleksandra Skóra, Paulina Czajkowska, Maciej Zieliński.
______________________
Natalia Królikowska – łodzianka, dra nauk humanistycznych, producentka wydarzeń kulturalnych, aktywistka literacka, kierowniczka działu komunikacji w Muzeum Sztuki w Łodzi.
______________________
______________________