Sztuki performatywne w domu kultury? Hybrydy i granice to projekt, który połączył performance z nowymi technologiami — bio artem, VR/AR, AI i sztukami interaktywnymi — kierując uwagę na praktyki wciąż kształtujące swoją pozycję w obiegu sztuki. Między 15 a 18 stycznia MSK Chojny i MSK Górna stały się przestrzenią intensywnych działań, spotkań i rozmów wykraczających poza instytucjonalne schematy. O wydarzeniu, performansie i możliwych scenariuszach przyszłości Julia Sosnowska rozmawia z Roksaną Kularską-Król, Anką Leśniak, Jagną Nawrocką, Żanetą Górską oraz Ryszardem W. Kluszczyńskim.
Czy mogłabyś opowiedzieć mi o wydarzeniu – czym są Hybrydy i granice?
Roksana Kularska-Król: Hybrydy i granice, czyli sztuki performatywne w domu kultury” to w moim odczuciu projekt przełomowy. To czterodniowe wydarzenie przyciągnęło młodych artystów i artystki z całej Polski, wyłonionych w ramach open call’a, który zorganizowaliśmy jesienią zeszłego roku. Główną osią wydarzenia było połączenie sztuk performatywnych z nowymi technologiami. W ramach projektu odbyły się performanse mistrzowskie, warsztaty oraz panele dyskusyjne z zaproszonymi gośćmi. Dodatkowo zaprezentowano dziewięć performansów wyłonionych w open call’u. W MSK Górna można również oglądać wystawę towarzyszącą wydarzeniu. Prezentowane są prace VR-owe powstałe w vnLab przy Państwowej Wyższej Szkole Filmowej i Telewizyjnej w Łodzi, prace multimedialne z elementami interaktywności, a także fotografie eksperymentalne tworzone z wykorzystaniem AI oraz prezentacja procesu powstawania poziomów w grach wideo. Wystawa jest czynna do 15 lutego w godzinach otwarcia MSK Górna.
Skąd wzięła się idea zrealizowania tak dużego wydarzenia i dlaczego zdecydowano się na MSK – Miejską Strefę Kultury? Czy jakieś konkretne wydarzenie lub myśl stały się impulsem do jego powstania?
Roksana Kularska-Król: Przede wszystkim od kiedy kieruję MSK Górna, za cel postawiłam sobie oswajanie ludzi ze sztuką współczesną. Przestrzenie, w których odbyły się Hybrydy i Granice to są domy kultury, czyli miejsca, do których przychodzą ludzie w różnym wieku, żeby rozwijać swoje pasje, talenty… Przychodzą na koncert, spektakl czy film. Ponieważ sama jestem aktywną artystką wizualną, prawie od zawsze mam wrażenie, że sztuka współczesna poprzez fakt, że jest dość trudna w odbiorze, nie jest zrozumiała, a czasem nawet wyśmiewana. Stąd wziął się pomysł na to, żeby w domu kultury w końcu pokazać sztukę współczesną i to właśnie w dość trudnej jej odsłonie. Dużo ludzi nie rozumie czym jest performance. Ponadto obserwuję, że młodzi artyści i artystki potrzebują miejsc, w których mogą się pokazać, zrobić coś, zetknąć się z odbiorcą. MSK Chojny i MSK Górna to to dwie filie prowadzone przez osoby, które czują sztukę współczesną i ją czynnie tworzą. W MSK Chojny kierownikiem jest Paweł Grala znany z inicjatywy KIPISZ - która parę lat temu była jednym z ciekawszych oddolnych zjawisk łączących artystów różnych dziedzin. W MSK Górna działam ja i realizuję swój cel - oswajanie ludzi ze sztuką współczesną.
Co oznacza tytuł wydarzenia? Zdawać by się mogło, że hybrydy granic nie mają, a performance właśnie te granice przekracza. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?
Roksana Kularska-Król: Tytuł sam w sobie jest trochę specyficzny i tajemniczy. Tym wydarzeniem przekraczamy przede wszystkim granice domu kultury - jego standardowego działania. Hybrydą z kolei jest w pewien sposób zestawienie sztuki performance z nowymi technologiami.
Tym wydarzeniem przekraczamy przede wszystkim granice domu kultury - jego standardowego działania. Hybrydą z kolei jest w pewien sposób zestawienie sztuki performance z nowymi technologiami
Łódź ma za sobą „randkę” ze sztuką performance, ale obecnie nie jest największym ośrodkiem, w którym się dzieją wydarzenia performatywne. Łódzkie ASP także nie jest miejscem, który szczególnie kładzie nacisk na ten obszar. Czy dzięki temu wydarzeniu chcieliście przerwać tę barierę?
Roksana Kularska-Król: Tuż za rogiem, czyli w Piotrkowie Trybunalskim mamy świetny festiwal performance Interakcje. Łódź nie jest stolicą performansu, to prawda, ale powoli coś się zaczyna dziać. Dużo robi Ola Kozioł, która prowadzi Koło Naukowe Laboratorium Performansu na łódzkim ASP. Podkreślę, iż open call był ogólnopolski i to co jest bardzo ciekawe - mieliśmy zgłoszenia przede wszystkim spoza Łodzi.
W programie możemy odnaleźć informację o warsztatach rodzinnych jako dostępnościowych. Na czym polega ich dostępność i jakie zastosowaliście rozwiązania, aby takowymi były?
Roksana Kularska-Król: Całe wydarzenie było dostępne dla wszystkich, co szczególnie uwidoczniło się podczas tych warsztatów.. Warsztat odbył się w MSK Chojny na parterze, a na sali była obecna tłumaczka języka migowego. Tym razem nie było jednak potrzeby, aby tłumaczyła.
Czy staraliście się stworzyć wydarzenie, które ma na względzie ekologię i zmniejszenie wytwarzania odpadów? Jakie zastosowaliście metody?
Roksana Kularska-Król: Tak! Staramy się o to cały czas. Catering co prawda był w plastikowych opakowaniach, ale w domu kultury plastikowy pojemnik to po prostu źródło dalszej kreatywności - zostanie wykorzystany podczas jednych z warsztatów z naszej oferty.
Co myśli Pan o pojawieniu się na mapie festiwalowej Łodzi wydarzenia Hybrydy i granice i zorganizowaniu go w MSK?
Ryszard W. Kluszczyński: Uważam to za bardzo cenne i wartościowe wydarzenie. Nie tylko ze względu na to, że wprowadza nową jakość do działania domów kultury, czyniąc je instytucjami o nieco bardziej ważkim programie. Mam doświadczenia z kontaktów z domami kultury jak Les maisons de la culture we Francji czy innymi we francuskojęzycznej części Szwajcarii, które potrafią organizować międzynarodowe festiwale sztuki o poważnej renomie. Domy kultury jak najbardziej dobrze robią, jeżeli poszerzają swoją ofertę i obok takich prospołecznych działań edukacyjnych, warsztatów organizowane są wystawy, festiwale, przeglądy itp. Czyni je bardziej znaczącymi miejscami na kulturalnej mapie miasta. W przypadku Łodzi mówimy dodatkowo o mieście, w którym tego typu prezentacje zdarzają się rzadko. To samo dotyczy instytucji muzealnych i galeryjnych w Łodzi. Muzea i galerie prezentują na ogół bardziej tradycyjne formy sztuki, więc tego rodzaju progresywny pomysł pokazania zjawisk artystycznych z pogranicza różnych dyscyplin sztuki, włączając w to nowe technologie, uważam za bardzo ważne dla tego miasta.
A co uważa Pan o połączeniu sztuki performance z nowymi technologiami?
Ryszard W. Kluszczyński: Uczestniczyłem w obu panelach, które miały miejsce podczas wydarzenia - „Ciała, ziemia i technologie: ekofeminizm, bioart i antropocen w performansie” oraz „Rozszerzone widzenie: AI, VR i przyszłość sztuki wizualnej”. W tym pierwszym zaznaczyłem, że bardzo mnie interesuje ten projekt, który w jakimś sensie uobecnia performatywność, która nie sprowadza się tylko do performance art, gdzie artysta w obecności publiczności wykonuje różne działania. Wydarzenie pokazało performatywność w szerszym tego słowa znaczeniu, czyli na przykład performatywne instalacje czy to generatywne czy interaktywne, które też wykonują performanse. W tym panelu mówiłem o performansach wykonywanych przez drzewa, różne inne rośliny czy zwierzęta, żeby pokazać, że artyści bardzo często tworzą dzieła, które mają współpracować z kimś innym i tym kimś innym mogą być pozaludzkie stworzenia. Ich aktywność w polu zaprojektowanym przez ludzi, artystów, dopełnia dzieło, czyni je w pewnym sensie kompletnym. Performatywność jest jakością dzisiaj znacznie wykraczającą poza obszar tzw. sztuk performatywnych i sztuki performance, która wykracza w całym gruncie rzeczy dziedzinę sztuk wizualnych i nie tylko.
Performatywność jest jakością dzisiaj znacznie wykraczającą poza obszar tzw. sztuk performatywnych i sztuki performance, która wykracza w całym gruncie rzeczy dziedzinę sztuk wizualnych i nie tylko
Czyli nowe technologie pogłębiają odbiór sztuki performance?
Ryszard W. Kluszczyński: Bardzo, ponieważ stają się czynnikiem generującym interaktywność, wspomagającym interaktywność, modyfikującym różne formy interaktywności podejmowanej też przez ludzi.
Czy mogłabyś opowiedzieć o swoim działaniu podczas Hybrydy i granice – jaki miało tytuł?
Anka Leśniak: Tytuł to Oxymoron. Perfect Distortion. Oksymoron, a więc figura retoryczna polegająca na zestawieniu dwóch wyrazów o przeciwstawnych znaczeniach. Właśnie takim oksymoronem jest tytułowe Perfekcyjne zniekształcenie, ponieważ jeśli coś jest perfekcyjne, to nie może być zniekształcone i odwrotnie. Jednak zmiany, jakie zachodzą obecnie poprzez szybki rozwój technologii, masmediów i social mediów - kiedy właśnie większość naszych relacji i komunikacja zapośredniczona jest przez urządzenia takie jak komputer, smartfon, kiedy jesteśmy zalewani obrazami z mediów – pojęcia kiedyś wewnętrznie sprzeczne zaczynają kształtować naszą rzeczywistość. Na przykład fake news – informacja powinna być prawdziwa, inaczej nie jest informacją. Ale fake news jest zjawiskiem, które istnieje i ma na nas jako społeczeństwo realny wpływ.
W jaki sposób wykorzystałaś nowe technologie?
Anka Leśniak: W performance użyłam dwóch kamer GoPro - jednej na statywie, drugą miałam zamontowaną na głowie. Obraz z nich był projektowany na ścianę, czyli widzowie widzieli projekcję samych siebie w czasie rzeczywistym na jednej kamerze (może z sekundowym opóźnieniem), a druga pokazywała moją perspektywę – obraz był determinowany ruchami mojego ciała. Istotną rolę pełniły też ustawione naprzeciw siebie lustra, które dodatkowo muliplikowały obraz tworząc efekt nieskończonych powtórzeń odbicia. Stworzenie takiej instalacji albo raczej instal-akcji odnosiło się do współczesnej nadprodukcji obrazów i ich replikacji, ale też właśnie do faktu, że media, a szczególnie social media spowodowały, że istniejemy „my” jako osoby i „nasze wizerunki – tożsamości medialne". Nie mieliśmy wcześniej do czynienia z tak powszechnym jak teraz upublicznianiem własnego życia, z możliwością fotografowania i filmowania się non stop, transmitowania na żywo naszych codziennych aktywności i jeszcze otrzymywania szybkiego feedbacku odnośnie naszych poczynań w postaci lajków i komentarzy.
Jak się czułaś podczas swojego działania?
Anka Leśniak: Zależy w którym momencie (śmiech). Na początku odczuwałam niepewność, ale też ekscytację tym co się zaraz wydarzy. Potem – kiedy rozdawałam poszczególnym osobom z publiczności kostki lodu, tak, żeby inni nie widzieli co daję – był to dla mnie moment skupienia, intymnej relacji z drugą osobą, nawiązania niewerbalnego kontaktu, ale też bardzo ambiwalentne doświadczenie – zarazem ciepła dotyku i zimna lodu, który jakby pośredniczył w tej relacji. Ważne były dla mnie transformacyjne właściwości użytych materiałów, a właściwie żywiołów - wody i ognia. Kiedy okazało się, że podpalony lód nie chce przestać płonąć (choć powinien w miarę roztapiania się), wytrąciło mnie to ze stanu skupienia i wpłynęło na dalszy przebieg działania. Nie przerwałam jednak performance tylko zmieniłam proporcje trwania poszczególnych części, aby wyprowadzić szybko publiczność do innej przestrzeni. Byłam odpowiedzialna za tę sytuację i musiałam sobie z nią poradzić. Oczywiście też z pomocą organizatorów, którzy subtelnie, ale skutecznie w odpowiednim momencie włączyli się do akcji.
Skąd wzięło się u Ciebie zainteresowanie performansem? Co przywiodło Cię do tej formy w Łodzi — mieście, w którym performance nie stanowi dominującego nurtu w sztuce?
Anka Leśniak: Sztuką performance zainteresowałam się krótko po studiach na ASP w Łodzi, gdzie moimi głównymi obszarami zainteresowań było malarstwo i intermedia. Kończyłam też historię sztuki i odkąd pamiętam interesowała mnie rola kobiet w społeczeństwie. Dostrzegałam w panujących relacjach społecznych, a także na własnej skórze doświadczałam różnych form dyskryminacji ze względu na płeć. Na uczelniach — szczególnie artystycznych — kiedy studiowałam, czyli już dwie dekady temu, dominowali mężczyźni, podczas gdy większość studiujących stanowiły kobiety. To od razu ustawiało relację władzy. Ponadto profesorowie, dobierając modelki pozujące do aktu w pracowniach malarstwa, rzeźby czy rysunku, woleli zatrudniać młode kobiety. Jednocześnie na historii sztuki miałam wykłady głównie o artystach mężczyznach, co jakoby potwierdzało tezę, że kobiety rzadko osiągają sukces w sztuce. Jak ironicznie zwracały uwagę m.in. Guerilla Girls, 80% kobiet musi być nagich, żeby wejść do muzeum, bo są tam wystawiane głównie akty kobiece, a autorami dzieł są mężczyźni. A jeśli chodzi o historię sztuki nowoczesnej – wstrząsnęło mną stwierdzenie Yves Kleina, że modelki służą mu za żywe pędzle – odciskają swoje ciała na płótnie według jego instrukcji, a więc może malować nie brudząc nawet koniuszków swoich palców...
Na studiach malowałam więc akty kobiece – nie jako artysta, ale jako artystka – kobieta, a więc jednocześnie identyfikowałam się z modelkami, które do nich pozowały. To doświadczenie doprowadziło mnie do realizacji akcji Body Printing. Był to moment, w którym po raz pierwszy wykorzystałam własne ciało w działaniu na żywo. Zaprosiłam odbiorców do bezpośredniej interakcji: wchodzili pojedynczo za zasłonkę, gdzie dokonywali wyboru fragmentu mojego ciała oraz kolorów, z których korzystali. Ja się malowałam, a oni wykonywali odciski tego gestu malarskiego na miękkim papierze. W tej akcji istotne dla mnie było pokazanie, mojej bardzo ambiwalentnej pozycji w świecie sztuki jako młodej kobiety. Tu, ja jako twórczyni byłam jednocześnie tworzywem. Chciałam też zwrócić uwagę na płynne granice między twórcami i odbiorcami, na współtworzenie sztuki przez odbiorców. Zależało mi na zaktywizowaniu publiczności, wejściu w relację z odbiorcami, a jednocześnie była to polemika z tradycją z historii sztuki i z męskimi mistrzami. A to się zdarzyło w roku 2007 w już niestety nieistniejącym Domku Ogrodnika – jednej z galerii działającego wtedy Patio Centrum Sztuki.
Czym jest dla Ciebie ciało w sztuce performance oraz czym jest ono podczas działania, w których wykorzystywane są technologie immersyjne bądź cyfrowe? Czy zauważasz jakieś przesunięcie w obrębie pojęć i odczuć?
Anka Leśniak: Ciało w performansie pełni dla mnie rolę środka artystycznego — środka wyrazu, medium, dzięki któremu komunikuję się z odbiorcami w sposób niewerbalny, choć zdarza się też, że w sposób werbalny. W przypadku użycia technologii, kontakt z odbiorcami staje się przez nią zapośredniczony. Projekty immersyjne z użyciem VR moim zdaniem zmieniają doświadczenie percepcji. Oparte są na symulacji, która oczywiście też działa na nasze zmysły, ale jest to inne doświadczenie. Nie chciałabym jednak wartościować tych doznań. Z technologią jest jak z innymi środkami używanymi w sztuce – powinna służyć budowaniu znaczeń, a nie czystej dekoracji czy jedynie spektakularności wizualnej, z której nic więcej nie wynika.
Sztuka performansu wciąż nie ma jednej, uniwersalnej definicji, a każdy performer tworzy swoją własną. Jak Ty ją definiujesz?
Anka Leśniak: Dla mnie prawdziwy performance zaczyna się na przecięciu tego, co zaplanowane i tego, co wydarza się. Performance, tak jak każda realizacja artystyczna ma swoją strukturę i ramowy plan działania. Jednak jest to sytuacja otwarta z wieloma niewiadomymi. Performance jest jak życie. Nie da się dokładnie przewidzieć i przygotować na wszystkie wydarzenia w życiu. Zawsze coś nas zaskoczy, wymknie się spod kontroli, potoczy się inaczej. Performance zawiera w sobie ryzyko i spontaniczność. Dla mnie każdy performance jest momentem transformacji, przejścia, doświadczeniem i wymianą energii tu i teraz – z konkretnymi ludźmi i w konkretnej przestrzeni.
Sztuka performance nie jest już, aż tak świeżą formą wyrazu. Rozkwitała w latach 60-70 XX w. Dlaczego Twoim zdaniem nadal zaliczamy go do nowej formy sztuki?
Anka Leśniak: To zależy od punktu odniesienia. W porównaniu z malarstwem, które jak wiemy istniało już w paleolicie, to performance jest bardzo młody. Innym kryterium może być obecność sztuki performance w nauczaniu akademickim. Pracowni performance nie mamy na polskich akademiach zbyt wiele, nie wspominając już o kierunkach studiów. Z drugiej strony – lata 60/70, a więc czas, kiedy sztuka zwraca się w kierunku performatywności, działań efemerycznych i nowych mediów, to dla moich studentek i studentów z Intermediów, którzy bazują głównie na tych mediach, to już chyba głęboka prehistoria, a nie sztuka współczesna.
Co jest dla Ciebie najważniejsze w sztuce performance, że zdecydowałaś się wypowiedzieć poprzez to medium na tematy, wokół których krążą Hybrydy i granice?
Anka Leśniak: W tym przypadku zostałam zaproszona do stworzenia performance z wykorzystaniem technologii przez organizatorów wydarzenia. Siłą rzeczy pojawiła się wtedy refleksja nad relacją między obszarami, w których technologia już wkroczyła w nasze życie i może coś imitować, symulować lub zastępować, a – jakby to górnolotnie ująć – siłami natury, które mogą tę technologię unicestwić, jak np. żywioły. Pojawiało się też pytanie: czy projekcja wody lub ognia na ekranie, możliwie najbardziej realistyczna, a czy też realizacja immersyjna, mogą zastąpić sensualne, cielesne doświadczenie kontaktu z prawdziwą wodą i ogniem?
Czym jest dla Ciebie eko-feminizm?
Anka Leśniak: Filozofią i praktyką, która stanowi alternatywę dla antropocenu i patriarchatu, opartych na dominacji człowieka – zazwyczaj białego i mężczyzny... To sprzeciw wobec eksploatacji natury, traktowania jej jak zasobów, a nie ekosystemu, w którym my ludzie jesteśmy jednym z elementów, i z którym powinniśmy żyć w symbiozie, bo to jest gwarancją naszego przetrwania. Ekofeminizm to propozycja nie do odrzucenia w obliczu grożącej nam katastrofy klimatycznej, wywołanej działalnością człowieka.
Dostrzegasz, żeby performerzy podejmowali tematy eko-feminizmu, antropocenu i posthumanizmu? Jak mówić o tych sprawach, żeby miały realny wpływ na zmianę?
Anka Leśniak: Tak – te tematy pojawiają się często w akcjach na pograniczu sztuki i aktywizmu, jak w przypadku choćby akcji inicjowanych przez Cecylię Malik, m.in. Siostry Rzeki, Matki Polki na wyrębie czy Kolektyw Modraszek. W ostatniej z wymienionych inwestor wycofał się z planów wybudowania na krakowskim Zakrzówku osiedla, które miało stanąć na zielonych terenach w miejscu lęgowisk motyla Modraszka. Tu się akurat udało, jednak najczęściej sztuka nie ma takiego bezpośredniego, mierzalnego wpływu na rzeczywistość. Pracuje ona jednak nad zmianą świadomości, a to długi i złożony proces. Zatem im więcej będzie takich działań, im bardziej różnorodne będą przybierać formy dotarcia do odbiorców (w tym takie jak współpraca interdyscyplinarna między artystami/artystkami i naukowcami/naukowczyniami) tym większa szansa, że zmiana świadomości się dokona.
I performance, podobnie jak wypowiedź na żywo, trudno ocenzurować, więc w ten rodzaj twórczości ma wpisany w swoją naturę rebeliancki potencjał
Czy uważasz, że sztuka performance jest najlepszym wyborem, aby mówić o takich tematach jak: eko-feminizm, entropocen czy posthumanizm?
Anka Leśniak: Każda sztuka jest dobra, żeby o nich mówić. Nie wartościowałabym różnych obszarów sztuki pod tym względem. Każde medium ma swoją specyfikę, natomiast jeśli chodzi o sztukę akcji w szerokim znaczeniu, działania akcjonistyczne, to ich siłą na pewno jest żywy kontakt z odbiorcą. Jeśli działanie ma miejsce w przestrzeni publicznej, można zwrócić uwagę również przypadkowych odbiorców, a nie tylko tych, którzy udadzą się do galerii z intencją oglądania i doświadczania sztuki. I performance, podobnie jak wypowiedź na żywo, trudno ocenzurować, więc w ten rodzaj twórczości ma wpisany w swoją naturę rebeliancki potencjał. 😊
Co myślisz o wykorzystywaniu sztucznej inteligencji w twórczości artystycznej? Czy jest w stanie zagrozić sztuce performance? Jaka jest przyszłość sztuki performance?
Anka Leśniak: Młode osoby artystyczne już wykorzystują AI w performance’ach. Dwa lata temu na Intermediach w Gdańsku, gdzie wykładam, Emila Rodziewicz jako część dyplomu pokazała performance, w którym użyła Chata GPT. To działanie miało wydźwięk ironiczny i krytyczny, ale jednocześnie pokazywało nieuchronność wchodzenia AI w różne obszary naszego życia, a tym w sztukę. Na Hybrydach i Granicach performance Karoliny Żyniewicz również polegał na dialogowaniu z czatem GPT, tu o dylematach związanych z odbiorem twórczości art & science, którą Karolina się zajmuje. AI może być zarówno narzędziem, jak i tematem sztuki, w tym również sztuki performance. Pozostaje pytanie jak i po co się AI w performance używa, ale to pytanie dotyczy każdego użytego środka. Raczej więc jest to pytanie o świadomość performera/performerki, bo AI świadomości jeszcze nie posiada...
W jaki sposób wykorzystałaś nowe technologie w swoim działaniu? Czy są one czymś nowym w Twojej twórczości?
Jagna Nawrocka: Moje działanie było performansem solowym. Nie określiłabym go po prostu jako wykorzystującego nowe technologie. W mojej pracy technologia pojawia się w połączeniu z kostiumami, instalacją dźwiękową opartą na mikrofonach piezo oraz przetwarzaniem partytury choreograficznej na animacje i formaty wideo. Interesuje mnie, jak na przykład rekwizyty skanowane skanerem lidar funkcjonują potem w performansie jako obiekty wyświetlane, i jak ten zabieg jeszcze bardziej odbiera im możliwość „mówienia”, możliwość opowiadania własnej historii.
W moim performansie technologia z jednej strony służy temu, by głośniej usłyszeć to, co niewerbalne — ukryte historie — i dosłownie je wyeksponować poprzez nagłośnienie dźwięków wydobywających się w kontakcie, w czułości, w intymnym kontakcie z obiektami i rekwizytami, które nazywam bioodpadkami. Z drugiej strony wykorzystuję gary i naczynia kuchenne, stalowe, metalowe, które kojarzę zarówno z historią przemocy wobec kobiet, jak i z ich wiedźmową emancypacją. Ten mityczny „kocioł wiedźmy” zyskiwał w moim performansie dzięki technologii wiele różnych form wyrazu.
Jakie jest Twoje zdanie o łączeniu sztuki performance z nowymi technologiami?
Jagna Nawrocka: Zależy czy to wynika po prostu z historii i z ciekawości performerek czy wynika z zadania. Dla mnie to wynikało z ciekawości, ale jest to na pewno w fazie eksperymentów i nie wiem jeszcze jakie mam zdanie o nowych technologiach. Myślę, że póki one czegoś nie odbierają, nie zastępują, a współistnieją, dialogują, to jest to bardzo ciekawe, żeby je zaprzęgać i rozmawiać poprzez te technologie z innymi, ponieważ są częścią naszego życia codziennego. W sytuacji, gdy one stają się ważniejsze w performansie niż człowiek osobiście mniej mnie ciekawi.
Czym jest dla Ciebie ciało w sztuce performance oraz czym jest ono podczas działania, w których wykorzystywane są technologie immersyjne bądź technologie cyfrowe? Czy zauważasz jakieś przesunięcie w obrębie pojęcia i odczuć?
Jagna Nawrocka: Dziękuję za to pytanie. Dla mnie ciało jest centrum, mapą, medium czy fiolką, do której wlewamy różne płyny, sprawdzamy. No i ciało też patrzy, ciało widzi, czuje, może się podłączać pod wibracje, może się stymulować, hipnotyzować technologią. Ja poprzez te nagłośnienie dźwięków, które wynikają z dotykanych przedmiotów jestem w stanie nawiązać bliższą relację intymną z obiektami, z którymi pracuję, ale nie uważam, że to jest niezbędne, żeby nawiązać taką relację. Sądzę, że udostępniam dzięki tym dźwiękom publiczności coś co może, gdyby dużo osób otaczało mnie (niekoniecznie tych siedzących w pierwszych rzędach), nie byłoby w stanie dostrzec albo wczuć się. Zaprzęgam technologię do tej pracy - hipnotyzującej, czarującej, ponieważ zawsze traktuję performance jako rodzaj rytuału, w którym to ciało jest obecne i czuje. Takie ciało żywe i przeżywające zaprasza. Chciałabym takie ciała też spotkać wśród osób, które nazywamy na ten czas widownią. Dla mnie performance jest przede wszystkim o spotkaniu ciał. Jest też o choreografii tego spotkania. Performance może zaproponować jakąś nową choreografię, w którą może być właśnie połączona technologia cyfrowa. Dla mnie to wciąż odnosi się do poprzedniego pytania. Jeżeli wprowadza coś interesującego, pamięta o ciele i pokazuje, że pomysł włączenia technologii w performans może funkcjonować, to staje się ciekawym eksperymentem. I myślę, że performance to jest pole do wspólnego zastanawiania się nad tym, jak chcemy i możemy być razem.
Dla mnie ciało jest centrum, mapą, medium czy fiolką, do której wlewamy różne płyny, sprawdzamy. No i ciało też patrzy, ciało widzi, czuje, może się podłączać pod wibracje, może się stymulować, hipnotyzować technologią
Co skłoniło Cię do wzięcia udziału w open call?
Jagna Nawrocka: Sam tytuł Hybrydy i granice bardzo ze mną zarezonował przez to, że interesuje mnie hybrydyzacja. Ja się z tym moim kostiumem hybrydyzuję i zastanawiam, gdzie są granice pomiędzy poruszanym a poruszającym?. Gdzie są granice tożsamości pomiędzy kostiumem a rolą albo postacią, która się wytwarza poprzez kostium? Interesuje mnie skóra jako granica ciała, na której się wydarzają różne historie, która także ujawnia często jaką mamy relację z otoczeniem. Ciekawiło mnie spotkanie z innymi twórcami, twórczyniami. Bardzo potrzebujemy jako środowisko performatywne więcej wymian. Dlatego chciałam wziąć udział w tym wydarzeniu - żeby się poznać. No i zupełnie szczerze, wynagrodzenie za performance było też istotne, ponieważ to pozwoliło mi faktycznie wpisać to w jakieś plany zawodowe i nie musiałam dodatkowo inwestować w to, żeby tu pojechać.
Wydarzenie to tak naprawdę potraktowałam jako minirezydencję (taką kilkugodzinną), w której doprecyzowuję swój scenariusz, sprawdzam słuszność założeń, i w której buduję też coś na nowo w tym środowisku, w którym moglibyśmy się tam spotkać
Co dał Ci udział w wydarzeniu Hybrydy i granice?
Jagna Nawrocka:Dał mi dużo nowych znajomości wśród innych osób praktykujących performance z mojej generacji i młodszych. Z tego względu dał mi też zapał do tego, żeby więcej jeździć na festiwale performatywne i wymieniać się, ponieważ mamy dużo sobie nawzajem do powiedzenia i warto być w takich przestrzeniach, w których możemy ze sobą rozmawiać - też nieformalnie, poza panelami. Dał mi też przekonanie, że potrzebujemy festiwalu performance w sztukach wizualnych, ale zorientowanym bardziej na rozmowy o choreografii i ciele oraz jak możemy się nad tym zastanowić z takim samym zaangażowaniem, z jakim rozmawiamy o nowych technologiach i o lękach (ponieważ chyba boimy się właśnie tego, że technologia zastąpi nas i naszą wyobraźnię). Jeśli technologia odnajdzie się bez nas, to my powinniśmy się też spotkać w tym, ale bez technologii. To nie jest mój statement (uśmiech). Tak, więc dał mi też więcej odwagi- mogłam do ostatniej chwili na Hybrydach i granicach eksperymentować. Dzięki wspaniałej ekipie technicznej miałam możliwość testowania swoich pomysłów.
Na czym polegało Twoje działanie i w jaki sposób wykorzystałaś nowe technologie?
Żaneta Górska: Przez dwie i pół godziny byłam zamknięta w wąskiej, metalowej szafce pracowniczej – takiej, jaka zwykle służy do przechowywania rzeczy osobistych. W jej wnętrzu wykonywałam codzienne czynności: przebierałam się, jadłam, szydełkowałam. Przestrzeń była na tyle ciasna, że nie mogłam stać wyprostowana, a moje ruchy były mocno ograniczone. Tematem tej pracy był wstyd – rozumiany zarówno jako doświadczenie cielesne, jak i emocjonalne. W środku szafki znajdowała się kamera, której obraz był transmitowany na żywo na telewizor ustawiony na zewnątrz. Dzięki temu widzowie mogli zajrzeć do wnętrza niedostępnej dla nich przestrzeni. Na co dzień korzystam z technologii w bardzo ograniczonym zakresie. W tym działaniu transmisja na żywo była dla mnie narzędziem umożliwiającym pokazanie tego, co pozostawało ukryte. Moim głównym medium pozostaje ciało i zazwyczaj pracuję przy użyciu możliwie najprostszych środków. Jednocześnie wideo jest mi bliskie i pojawia się w mojej praktyce jako uzupełnienie działań performatywnych.
Jakie jest Twoje zdanie o łączeniu performansu z nowymi technologiami?
Żaneta Górska: Użycie technologii w performansie wprowadza specyficzny klimat i dystans, który może wzmacniać przekaz. W niektórych przypadkach pozwala ona dosadniej zilustrować kontekst współczesności, w której żyjemy — świata nadzoru, podglądania, mediacji obrazu. Technologia sama w sobie nie jest dla mnie celem, ale narzędziem, które w odpowiednim momencie może pogłębić znaczenie działania.
Przez dwie i pół godziny byłam zamknięta w wąskiej, metalowej szafce pracowniczej – takiej, jaka zwykle służy do przechowywania rzeczy osobistych
Czym jest dla Ciebie ciało w sztuce performance oraz czym jest ono podczas działania, w których wykorzystywane są technologie immersyjne bądź technologie cyfrowe? Czy zauważasz jakieś przesunięcie w obrębie pojęcia i odczuć?
Żaneta Górska: Ciało jest dla mnie podstawowym i najważniejszym narzędziem artystycznym. To przez nie doświadczam, komunikuję i konfrontuję się z widzem. W działaniach wykorzystujących technologie cyfrowe lub immersyjne ciało pozostaje punktem wyjścia, ale jednocześnie ulega pewnemu przesunięciu — staje się obrazem, sygnałem, fragmentem transmisji. To może osłabiać bezpośredniość doświadczenia, ale jednocześnie tworzy nowe napięcia i pytania o obecność, intymność i granice kontaktu.
Co dał Ci udział w wydarzeniu Hybrydy i granice?
Żaneta Górska: Była to dla mnie okazja do realizacji działania w konkretnym, lokalnym kontekście. Udział w Hybrydach i granicach pozwolił mi pracować z granicą w sposób bardzo dosłowny — jako fizycznym ograniczeniem ciała. Zamknięcie, brak swobody ruchu i czas trwania działania stały się kluczowymi elementami pracy, wokół których budowało się doświadczenie performansu. Jednocześnie było to także cenne doświadczenie dialogu — zarówno z innymi artystkami i artystami, jak i z widzami.
Jakim feedbackiem od odwiedzających? Czy czujesz, że spełniliście swoje założenia i cele powiązane z projektem?
Roksana Kularska-Król: W open callu otrzymaliśmy prawie 50 zgłoszeń, co uważam za bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę niszowość projektu i fakt, że był organizowany w domu kultury. Samo wydarzenie również cieszyło się niezłą frekwencją. Ludzie przychodzili zainteresowani. Oczywiście nie było tłumnie, ale nie o ilość tu chodziło, tylko o jakość doświadczenia. Można było dostrzec, że uczestnicy naprawdę to przeżywają, a na tym nam zależało – na wspólnym doświadczaniu.
Myślę, że cele, które sobie założyliśmy na początku, zostały zrealizowane. Mieliśmy też rozmowy z osobami wyłonionymi w open callu i wszyscy mówili, że Hybrydy i granice to świetny pomysł, z bardzo dobrą organizacją i ogólnie wartościowym doświadczeniem. Podkreślali, że było to dla nich bezpieczne miejsce, w którym mogli eksperymentować, oraz że obsługa techniczna była na najwyższym poziomie – co w projektach technologicznych jest niezwykle istotne.
Czuliśmy, że daliśmy z siebie wszystko, co mogliśmy, i odpowiedzieliśmy na potrzeby uczestników. Spotkaliśmy się z pozytywnym feedbackiem – odwiedzający przyznawali, że nigdy nie spodziewali się, że w Domu Kultury może wydarzyć się coś takiego. Myślę, że było to przełomowe dla samej instytucji – udało się zrealizować projekt, który naprawdę zostaje w pamięci. Ważnym aspektem była również możliwość dofinansowania z KPO, która umożliwiła realizację tego przedsięwzięcia.
Pojawiła się w Tobie jakaś refleksja po wydarzeniu?
Roksana Kularska-Król: Poza tym, że cieszę się z powodzenia całego wydarzenia, mam też jedną refleksję. Moim zdaniem zabrakło miejsca na dyskusję, rozmowę i wymianę myśli między odbiorcami a performerami.
Czy planujecie kolejną edycję wydarzenia w przyszłym roku?
Roksana Kularska-Król: Pozytywny feedback tylko utwierdził nas w przekonaniu, że warto to kontynuować. Oczywiście planujemy kolejną edycję w przyszłym roku, bo uważam, że istnieje duża potrzeba tworzenia takiego środowiska. Młodzi twórcy potrzebują przestrzeni, w której mogą się pokazać, spróbować nowych rzeczy, poeksperymentować i wykorzystać swoje pomysły w bezpiecznych warunkach, w tym także korzystając z różnych rozwiązań technologicznych. Hybrydy i granice to projekt potrzebny i wartościowy, dlatego chcemy go rozwijać i kontynuować.
______________
Anka Leśniak – artystka intermedialna i badaczka, absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi oraz Historii Sztuki ukończonej na Uniwersytecie Łódzkim, wykładowczyni w Katedrze Intermediów Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku.Członkini grupy artystek Frakcja oraz Seminarium Feministycznego. Zajmuje się m.in. sztuką site-specific, video oraz performance. Bliskie jej są zagadnienia feministyczne oraz sztuka w przestrzeni publicznej. W swoich performatywnych realizacjach podejmuje tematy związane z pamięcią, „symboliczną re-konstrukcją”, herstorią, tożsamością kulturową, migracją i językiem. Jej prace były prezentowane w ponad stu na wystawach w Polsce i za granicą. Stypendystka KulturKontakt (2016). W 2019 roku otrzymała stypendium OeAD (Austrian Agency for International Cooperation in Education and Research). Od 2019 członkini TFR Archive. Współkuratorka wystawy Chcemy całego życia, Feminizmy w sztuce polskiej, PGS Sopot, 2024.
Roksana Kularska-Król – dr sztuki – absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Artystka intermedialna. W swojej praktyce artystycznej porusza się pomiędzy malarstwem, fotografią, wideo, instalacją, performance. Tworzy także projekcje (wideo art, vj-ing) do spektakli, koncertów i performance'ów. Wraz z mężem Sebastianem tworzy duet artystyczny robosexi. Obszary ich działań to: obiekt, instalacja, video, performance. W roku 2014 i 2022 otrzymała Stypendium Artystyczne Miasta Łodzi. Otrzymała dwukrotnie Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2017, 2020). W 2025 otrzymała stypendium z Funduszu Popierania Twórczości ZAiKS. Członkini grupy artystek Frakcja oraz Stowarzyszenia Sztuka i Dokumentacja. Adiunktka w Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Kierowniczka domu kultury w Miejskiej Strefie Kultury w Łodzi.
Ryszard W. Kluszczyński, profesor dr hab. nauk humanistycznych. Pracuje w Katedrze Nowych Mediów i Kultury Cyfrowej Uniwersytetu Łódzkiego. Kierownik Transdyscyplinarnego Centrum Badań Artystyczno-Naukowych UŁ. Profesor w Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Zajmuje się problematyką sztuki mediów i nowych mediów oraz zagadnieniami cyberkultury, jak również teorią sztuki oraz jej najnowszymi tendencjami ze szczególnym zwróceniem uwagi na problematykę relacji między sztuką, nauką, technologią i polityką. Uprawia również krytykę sztuki. Twórca wielu międzynarodowych wystaw i projektów artystycznych. W latach 1990-2001 kurator filmu, wideo i sztuk multimedialnych w Centrum Sztuki Współczesnej, Zamek Ujazdowski w Warszawie. Kurator Międzynarodowego Biennale Sztuki Współczesnej „Mediations”, Poznań 2010. W latach 2010-2024 roku dyrektor artystyczny międzynarodowego projektu Art & Science Meeting w Centrum Sztuki Współczesnej, Gdańsk.
Żaneta Górska - artystka, somatyczka i nauczycielka ruchu. Absolwentka kierunku Somatyka w tańcu i terapii na Akademii Muzycznej w Łodzi oraz Wydziału Sztuk Wizualnych Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Od 2012 roku praktykuję kontakt improwizację. Moje działania obejmują performans, taniec, rzeźbę oraz video-art. W swoich pracach badam kobiecość, człowieczeństwo i relacje ekologiczne, koncentrując się na połączeniach ciała z otaczającą przestrzenią. Mieszkam i pracuję pomiędzy Łodzią a północną Norwegią.
Jagna Nawrocka – choreografka, performerka i artystka wizualna. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu i Szkoły Muzycznej w Toruniu. Studiowała Taniec na AWF w Poznaniu oraz ukończyła Kurs Choreografii Eksperymentalnej w Centrum w Ruchu i Szkołę Kem w Warszawie. W pracy artystyczno-badawczej rozpuszcza granice między zabawą a krytyczną analizą. Traktuje choreografię jako narzędzie wytyczania ścieżek utopii, transformując eko-feministyczne teorie we wzmacniające języki performansu. Pracuje z fizycznością ciała i głosu, ruchem kamery i autonomią tkaniny. Tworzy projekty partycypacyjne, m.in. Longing to be long oraz współorganizuje rezydencje sztuki ekologii LIOS Labs na Pustyni Błędowskiej. Jest członkinią Queerowej Akademii Ruchu oraz inicjatorką projektu somatyczno-radiowego SCORE ME QUEER. Stypendystka Visegrad Funds for Performing Artists Residency 2025 oraz Culture Moves Europe na rezydencję ATLAS na ImpulsTanz 2023.
______________
Julia Sosnowska – od dziecka trzymała aparat taty w prawej dłoni. W wieku nastoletnim wpadła jej w ręce zakurzona kamera cioci. Oba urządzenia towarzyszą jej do dziś, a przy okazji nosi pod pachą maszynę do pisania i trzyma za uchem pędzle. Jest interdyscyplinarnym twórcą, a w produkcjach filmowych nie ogranicza się do jednej roli. W twórczości eksperymentuje ze zmysłami, eksploruje wszelkie granice oraz zadaje surrealistyczne pytania. Obecnie studentka Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, ale po głowie nadal jej tańczy PWSFTviT, na której zabrakło jej w rekrutacji dwóch punktów.
______________
